15 pomysłów na to, jak być szczęśliwym w Warszawie

wpis w: SEZON 3, Slowlife | 2

Nie ma czegoś takiego, jak gotowa recepta na szczęście. Każdy postrzega szczęście z własnego punktu widzenia, dlatego nie ma sensu porównywać, krytykować ani oceniać. Nie przepadam za poradnikami, bardziej mnie one śmieszą niż uczą, jednak nie odrzucam całkowicie ich sensu i wartości, są przecież ludzie, którym one pomagają, a to mówi samo za siebie. Poza poradnikami, inspiracje możemy czerpać ze wszystkiego, z czym się stykamy – z książek, filmów, muzyki, sztuki. Sądzę też, że warto co jakiś czas i w miarę systematycznie przypominać sobie, co jest ważne. Co jest ważne DLA NAS. Poniżej przedstawiam listę rzeczy, które nieco pomagają mi w przypominaniu sobie o tym, że mimo wszystko jestem szczęśliwym człowiekiem – pomimo problemów zdrowotnych, finansowych, większych dylematów życiowych i bolączek dnia codziennego. Może komuś ta lista da do myślenia, może kogoś rozśmieszy, a może zirytuje – cokolwiek by to nie było, warto rozmawiać, warto dyskutować, warto sobie przemyśleć to i owo. Jak być chociaż trochę szczęśliwszym w Warszawie? Oto 15 propozycji Savy.

jak byc szczesliwym

 
1. 30 LAT SPŁACANIA KREDYTU? JAK TYSIĄCE INNYCH OSÓB, ALE DLACZEGO WŁAŚNIE TU?

Zastanawiałeś się kiedyś, dlaczego kupiłeś mieszkanie właśnie w Warszawie i związałeś się z tym miastem teoretycznie na 20-30 lat, skoro codziennie na nie utyskujesz? Masz tu rodzinę, znajomych? Tak, to są bardzo ważne kwestie, oczywiście, ale spójrz wgłąb siebie i zastanów się, co poza tym tak naprawdę Cię tu trzyma. Bo tu masz pracę? No i? Już? To wszystko? Aha. A próbowałeś poszukać pracy gdzie indziej? Choćby sprawdzić, czy jest minimalna szansa? Cień możliwości? Ludzie przeprowadzają się z różnych powodów, np. w pogoni za miłością, za pracą, żeby zostawić za sobą przeszłość i zacząć wszystko od nowa. Jest trudno, ale jakoś układają sobie w życie w nowym miejscu, bo po prostu nie ma innego wyjścia. A dlaczego Ty nie spróbowałeś? Czy kiedykolwiek zadawałeś sobie to pytanie? Może jesteś tu dlatego, bo… jesteś przyzwyczajony do pewnego stylu życia? Do pewnego standardu, który ciężko byłoby odwzorować gdzie indziej? Bo tak Ci wygodniej?

jak być chociaż trochę szczęśliwszym w WarszawieA może jesteś tu, bo to jest… Twój dom? Nie wiem, jak to jest mieszkać w innych częściach Polski, nie wiem, czym na co dzień różni się Wrocław od Łodzi i Kraków od Gdańska, znam te miasta tylko z punktu widzenia turysty. Jedyne doświadczenie, na jakie mogę się powołać, to mieszkanie za granicą, gdzie spędziłam cztery lata i to pomogło mi zrozumieć, gdzie jest mój dom. Nie jest nim Rzym, nie jest nim Florencja, nie jest nim Perugia. Nie są nim tym bardziej toskańskie wioseczki z cyprysami i winnicami. Nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, że można zatęsknić za… Pałacem Kultury i Nauki. Nie wiedziałam, że można tęsknić za „swoim” kinem – przecież kino to kino. Nie zdawałam sobie sprawy (bo byłam po prostu na to za młoda), że mam coś takiego, jak moje miejsca, moje ulice, moje widoki. A jednak mam. Tęskniłam za Patykiem i bywało, że bardzo chciałam wtopić się w fotel w moim kinie (które już niestety nie istnieje) i obejrzeć film, w którym aktorzy mówią własnym głosem (we Włoszech filmy i seriale są dubbingowane, napisy są rzadkością nawet w kinie). Wystarczy, że wyjadę za miasto (np. na budowę do klienta), a za każdym razem, gdy wracam, to czuję, że wracam do domu i uśmiecham się na samą myśl. To miasto jest moim domem, nie chcę mieszkać nigdzie indziej, a właśnie tu, bo to miejsce sprawia, że czuję się szczęśliwa. To chaotyczne, dziwne miasto, przez wielu deptane, opluwane, wyszydzane. I właśnie w tym mieście mogłabym zaciągnąć ten nieszczęsny kredyt, gdyby któryś z banków zechciał mi go udzielić. A Ty dlaczego spłacasz kredyt za warszawskie mieszkanie, jeżeli w tej samej cenie mógłbyś mieć metraż dwa albo trzy razy większy gdziekolwiek indziej?

Jak być szczęśliwym w Warszawie? Zaakceptuj ją taką, jaka jest, skoro wybrałeś to miasto na swój dom.

 

 

2. ROZPOCZYNAMY DZIEŃ = ŚCIELIMY ŁÓŻKO

Najgłupszy z możliwych powodów do szczęścia, jaki mogłam przytoczyć? Tylko pozornie. Raczej mało kto lubi widok rozmamłanego barłogu. Ani rano, gdy pospiesznie wybiegamy z domu, mając kolejny raz wyrzuty sumienia, ani wieczorem, kiedy zmęczeni wracamy po pracy, widzimy skotłowaną pościel i tracimy całkowicie humor. Jeżeli masz dużo obowiązków i rano zazwyczaj bardzo się spieszysz, to spróbuj uprościć życie sobie oraz innym członkom rodziny i nie oczekuj, że codziennie każdy będzie zaścielał łóżko, wygładzając każdą fałdkę i układając szesnaście dekoracyjnych poduszek w odpowiedniej kolejności i pod właściwym kątem. Takie fanaberie zostaw np. na weekend albo na jakieś specjalne okazje, a na co dzień zorganizuj coś, co będzie dla wszystkich realne do zrealizowania. Twój partner i dzieci też wolałyby pospać choćby pięć minut dłużej niż prawie nieprzytomnym ścielić łóżko, żeby uniknąć kolejnej awantury… A wystarczy, że ułożysz poduszki, strzepniesz kołdrę i przykryjesz wszystko ładną, miłą w dotyku narzutą. Dosłownie chwila, a już odhaczysz pierwszy punkt z listy domowych obowiązków, nie wiadomo kiedy wskakuje Ci uśmiech na usta i czujesz, że ten dzień może nie będzie taki zły? Związek między porannym ścieleniem łóżka a poczuciem szczęścia bynajmniej nie jest moim wymysłem. Poszperajcie w sieci, a znajdziecie sporo informacji na ten temat.

Jak być szczęśliwym w Warszawie? Ściel rano łóżko, żeby móc cieszyć oko jego widokiem jeszcze przed długim, ciężkim dniem, nabierając w ten sposób energii do działania.

 

 

3. PRZESTAŃ PYTAĆ, CO TO MIASTO MOŻE ZROBIĆ DLA CIEBIE, TYLKO ZASTANÓW SIĘ, CO TY MOŻESZ ZROBIĆ DLA TEGO MIASTA!

Nie odpowiada Ci to, co dzieje się dookoła? Zamiast siedzieć i narzekać, to wreszcie coś zrób! Możesz kandydować na radnego albo nawet na prezydenta miasta. Gdybyś Ty był u władzy, na pewno wszystko chodziłoby jak w zegarku! Prawda…? Możesz zacząć od wyrażenia swojego zdania na blogu osobistym, możesz stworzyć treść petycji i zachęcić ludzi do podpisania jej, możesz też wziąć udział w manifeście, żeby poprzeć jakąś ideę. Miej poczucie, że Twój głos i Twoje działania mają znaczenie. Przyłącz się do jakiegoś ruchu miejskiego lub stowarzyszenia (np. Miasto Jest Nasze) albo stwórz własną organizację i działaj! Zrób coś, żeby być szczęśliwszym w miejscu, w którym mieszkasz – zacznij uczestniczyć w zebraniach wspólnoty, bierz udział w głosowaniu, zacznij działać w zarządzie. Ale przecież ja mam pracę, dzieci, obowiązki, nie mam czasu. A myślisz, że sąsiad ma czas? Jasne, wszyscy inni mają, tylko Ty nie masz, biedaku! Działałam w zarządzie wspólnoty przez siedem lat, w tym czasie prowadziłam działalność gospodarczą i zrobiłam dwa dyplomy, więc nie mówcie mi, że się nie da. Oddając głos na zebraniu swojej wspólnoty masz wpływ na to, co Cię otacza, począwszy od koloru ścian klatki schodowej, poprzez ilość zieleni przed blokiem, aż po zwiększenie poczucia bezpieczeństwa (np. wspólnie można zadecydować o zainstalowaniu monitoringu, zatrudnieniu firmy ochroniarskiej czy wymianie instalacji). To jak wygląda miejsce, w którym mieszkasz, ma duży wpływ na poczucie szczęścia.

Jak być szczęśliwym w Warszawie? Działaj!

 

 

4. TWOJE POTRZEBY SIĘ LICZĄ

Twoje istnienie jest równoważne z tym, że Twoje potrzeby liczą się równie mocno, jak każdego innego człowieka. Przeanalizuj swoje życie i ustaw w nim procent zdrowej dawki egoizmu, akurat tyle, żeby czuć się szanowanym i branym pod uwagę. Dotyczy to każdej sfery życia, więc nie wmawiaj sobie, że samodzielnie musisz zbawić świat. Zdecydowałeś się na koegzystencję (np. zakładając rodzinę czy podejmując pracę w korporacji), to naucz się współpracy z grupami, z którymi przyszło Ci współżyć. Pracuj nad równoważeniem empatii i asertywności, nie zwalaj roboty na innych, ale też nie daj się wykorzystywać. Naucz się kontrolować zdrowy egoizm, ale nie popadaj w skrajności. Czasami warto o sobie pomyśleć, a innym razem trzeba… o sobie zapomnieć i skupić się na kimś lub na czymś innym.

Jak być szczęśliwym w Warszawie? Szukaj złotego środka między egoizmem i asertywnością.

 

 

5. ZOSTAŃ WOLONTARIUSZEM

doktor clownŚwietnym sposobem na to, żeby zapomnieć o własnych problemach (a przynajmniej ich nie wyolbrzymiać na każdym kroku niezależnie od rangi) i poczuć się szczęśliwym z powodu, że robi się coś dobrego i ważnego, będzie pomoc potrzebującym. Jest wiele fundacji i organizacji, w których możesz działać jako wolontariusz. Na stronie każdej z nich znajdziesz wskazówki, porady oraz pytania, które powinieneś sobie zadać, zanim wypełnisz wniosek. Oto przykładowe organizacje, w których możesz działać: Fundacja MAM MARZENIE, Fundacja POMOCY DZIECIOM Z CHOROBĄ NOWOTWOROWĄ, Fundacja PRZYJACIÓŁKA. Przestań pajacować, zostań Doktorem Clownem – to świetne hasło i warto je realizować. Jeżeli nie możesz ofiarować swojego czasu, pomyśl o innej formie pomocy, np. o wsparciu finansowym, ofiarowaniu ubrań, książek, sprzętów codziennego użytku albo… włosów na peruki. Tutaj opisałam swoją historię przekazania ściętych włosów na ten cel, znajdziesz tam również link do strony wspaniałych kobiet, które zdecydowały się na ten gest.

Jak być szczęśliwym w Warszawie? Zrób coś z myślą o innych.

 

 

6. PRZYGARNIJ ZWIERZAKA

Naszej pomocy potrzebują nie tylko ludzie, ale także zwierzęta. Czy kiedykolwiek byłeś w schronisku? Widziałeś, ile zwierząt czeka na to, żeby ktoś je przygarnął i pokochał? Jeżeli masz ku temu odpowiednie warunki, wystarczające środki, czas i trochę miejsca w sercu, które chciałbyś zapełnić, to adopcja zwierzęcia będzie bardzo dobrym wyborem. Schronisko dla Bezdomnych Zwierząt na Paluchu poszukuje KOCICH WOLONTARIUSZY. Może mógłbyś pomóc i poczuć się szczęśliwym?

Jak być szczęśliwym w Warszawie? Pomóż zwierzętom.

 

 

7. SEGREGUJ ODPADY

Nie ma sensu, żebym segregował śmieci, skoro mój sąsiad tego nie robi. A poza tym na moim osiedlu śmieciarka zgarnia wszystko, jak leci. Jasne, każda wymówka dobra, żeby tylko uchylić się od dodatkowych obowiązków. A nie przyszło Ci do głowy, żeby dać przykład, być pionierem w swojej klatce, bloku, a może nawet na całym osiedlu i zacząć uczulać innych na problem, jakim są zalewające nas zewsząd odpady? Mieszkamy z mężem w niespełna 29 m2 i nie marudzę, że nie mamy miejsca na segregację odpadów. Po prostu dobrze to zorganizowaliśmy i wydzieliliśmy przestrzeń na 7segregacja odpadow rodzajów odpadów. Nie, nie wymaga to od nas jakichś wielkich poświeceń ani kosztów. Nie widzę powodu, dla którego miałabym wrzucać papier, który można ponownie wykorzystać, razem z obierkami od ziemniaków. Jako absolwentka szkoły ekologicznej czuję, że powinnam dać dobry przykład, ale też ma to bezpośredni związek z tym, że chciałabym osobiście przyczynić się do ochrony środowiska naturalnego w tym mieście, w tym kraju i na tej planecie. Tak, chciałabym mieć czym oddychać za 20 lat i móc pójść z mężem na spacer do parku. Może są to czcze mrzonki, wolę jednak mieć świadomość, że robię cokolwiek, bo wtedy czuję się szczęśliwsza. Na tej stronie znajdziesz prostą, przystępną ściągę, w jaki sposób należy odpowiednio segregować odpady. Zanim będziesz wymagał, żeby miasto zorganizowało odpowiednie pojemniki do segregacji, zrób najpierw porządek w swoim domu, daj przykład, ucz dzieci. Zresztą poza domem także możesz przyczynić się do dbania o środowisko, zależy od Ciebie, jakie decyzje podejmujesz na co dzień:

  • czy wyrzucasz kubek po kawie całościowo, bez najmniejszego zastanowienia się, że złożony jest z poliuretanu, plastikowej przykrywki i plastikowej rurki?
  • czy wrzucasz baterie do odpowiednich pojemników?
  • czy przekazujesz zepsute żelazko, telefon, lodówkę do punktu elektrośmieci?
  • czy wyrzucasz tłuste papierowe opakowanie po hamburgerze razem z ulotkami, które Ci wciskają na każdym rogu?
  • czy wrzucasz skórkę od banana do pojemnika na papier, bo przecież wszyscy tak robią?

Może zabrzmi to nieco dziwnie, a może nawet pretensjonalnie, ale zdarza się, że… przynoszę śmieci ze sobą do domu i dopiero tam je segreguję. Dokładnie tak. A jeżeli w Twoim bloku, na Twoim osiedlu jest problem z wywozem odpadów, to może wreszcie czas zainteresować się tą sprawą, a nie tylko czekać i mieć pretensję, że nikt nic z tym nie robi. Dlaczego Ty się tym nie zajmiesz? Zgłoś problem na najbliższym zebraniu wspólnoty, skontaktuj się z administratorem, zarządcą, władzami dzielnicy lub miasta.

Jak być szczęśliwym w Warszawie? Oddziel ogryzek od plastiku, nie wyrzucaj starego telefonu razem z aluminiową puszką po pomidorach.

 

 

8. KORKI I SPÓŹNIENIA? WYKORZYSTAJ TEN CZAS DLA SIEBIE!

Uwaga, będzie oświadczenie: jestem prawdopodobnie jedyną osobą na świecie, która cieszy się z tego, gdy ktoś spóźni się na umówione spotkanie. Zwariowałam? Będzie to właściwie pierwszy raz, kiedy dzielę się z kimś tą myślą, czuję się więc dosyć dziwnie, ponieważ wiem, że prawdopodobnie niewiele osób to zrozumie, ale trudno, bo summa summarum to jednak ja jestem szczęśliwsza niż ci, którzy narzekają.

Bardzo lubimy wygłaszać teorie na temat tego, że należy szanować czyjś czas – ludzie powtarzają to jak mantrę tak często, że stało się to już właściwie sloganem, na domiar złego wyświechtanym i nużącym. Oczywiście, że należy szanować czyjś czas, to nie podlega żadnej dyskusji, ale może uprzytomnij sobie wreszcie, w jakim miejscu żyjesz? No i co z tego, że umówiłeś się z kimś na konkretną godzinę, skoro po drodze może się przydarzyć trylion rzeczy, które mogą na to wpłynąć – zarówno innym, jak i Tobie samemu. To jest ogromne miasto, które tętni życiem, za każdym rogiem czeka na nas nowa przygoda i nowe wyzwanie. Zmagamy się z korkami, wypadkami, blokadami, objazdami, manifestacjami, strajkami, masą krytyczną, brakiem kultury na drodze, awariami komunikacji miejskiej czy nawet nagłą zmianą pogody i automatycznym pogorszeniem się warunków dojazdowych. Przyczyn spóźnienia w wielkim mieście jest nieskończenie wiele i może się okazać, że dosłownie żadnym z nim nie było to, że ktoś nie szanuje Twojego czasu. Można było wyjść 15 minut wcześniej? To dlaczego Ty tego nie zrobiłeś i się spóźniłeś? Może najpierw wyjmij belkę ze swojego oka, zanim zaczniesz wytykać słomkę w oku bliźniego…?

jak być chociaż trochę szczęśliwszym w WarszawieOk, jesteś w sytuacji, gdy czekasz na kogoś, ten ktoś się spóźnia i co wtedy? Przypomnij sobie, jak zazwyczaj wygląda taki scenariusz: sprawdzasz godzinę co dwanaście sekund, chodzisz w te i nazad, ciśnienie podnosi się coraz wyżej, nerwowo uderzasz palcami w blat stolika, irytując wszystkich wokół, zaciskasz zęby ze złości aż do bólu żuchwy, a może nawet zaczynasz odczuwać duszności. Osoby, na którą czekasz, jak nie było, tak nie ma, a Ty właśnie straciłeś 20 minut życia, gratulacje. 20 minut, które mogłeś spożytkować zupełnie inaczej, wystarczyło tylko zmienić nastawienie. Jeżeli ktoś się spóźnia na spotkanie, to wcale nie odczuwam tego, że mi ten czas zabrał, ale… ofiarował. Jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało, jeżeli dobrze to rozegramy, to właśnie tak będzie. Jest taka scena w serialu Przyjaciele, w której Ross opowiada znajomym, że jego żona chce, żeby przeprowadzili się do innej dzielnicy Nowego Jorku. Dojazd do pracy trwałby co prawda o wiele dłużej, ale słusznie zauważył, że w czasie przejazdu mógłby robić to, na co zazwyczaj nie ma się czasu, np. mógłby czytać książki. Powiedział wtedy, że został mu ofiarowany prezent w postaci czasu. Ci, którzy znają całą otoczkę historii Rossa i Emily, wiedzą, że zza tych słów wyzierała gorycz i desperacja (zresztą Ross sobie na to zasłużył, bo nieźle nagrabił), ale jeżeli mocniej zagłębimy się w tę teorię, może dojdziemy do wniosku, że wcale nie jest ona taka głupia? Mam znajomego, dobiega pięćdziesiątki, który z rozmysłem nigdy nie zrobił prawa jazdy i jeździ komunikacją miejską właśnie dlatego, żeby mieć czas na czytanie – wie, że nie udałoby mu się wygospodarować czasu w innym momencie, podczas przejazdu autobusem czyta więc to, na co ma ochotę, rozkoszuje się lekturą i czasem, który może na nią poświęcić. A upływa on przecież tak czy siak, więc czemu go nie wykorzystać? A czemu nie wykorzystać też czasu, który został nam niespodziewanie ofiarowany, gdy ktoś się spóźnia albo gdy stoimy w korku i nic nie możemy na to poradzić? Zamiast ścierać szkliwo z zębów czy walić w kierownicę, po prostu przeznacz ten czas dla siebie. Poczytaj, posłuchaj audiobooka, włącz ulubioną muzykę, oddychaj głęboko – nawet jeżeli miałby to trwać zaledwie 5 minut, ten czas jest Twój i tylko od Ciebie zależy, jak go wykorzystasz. Ja wyciągam książkę, a Ty rób, co chcesz.

Jeżeli spóźnienia zdarzają się to notorycznie, albo przynajmniej któryś raz z rzędu, to oczywiście inna historia. Mam i na to sposób – kończę spotkanie w najmniej spodziewanym dla delikwenta momencie. Ale jak to? Już? Przecież jeszcze nie zdążyliśmy omówić wszystkich szczegółów… Ano już, przykro mi, ale miałam przeznaczone na nasze spotkanie tyle i tyle czasu, ponieważ mam też inne sprawy do załatwienia. Resztę ustalimy mailowo, telefonicznie albo wyznaczmy nowy termin. Będziemy w kontakcie. Uścisk dłoni, do widzenia, winowajca zostaje z rozdziawioną gębą, zażenowany i zaskoczony tym, że to nie on jest pępkiem świata. Spróbuj, ile frajdy daje obejrzenie miny takiej spóźnialskiej osoby. Plus siedemnaście do szczęścia.

Kochasz swoją przyjaciółkę ponad wszystko, ale nie możesz znieść jej spóźnialstwa? Od lat ta sama historia: umawiacie się na konkretną godzinę (na którą często to ona nalega) i zawsze czekasz na nią dobre dwadzieścia minut w samym słońcu albo na mrozie i obiecujesz sobie, że tym razem powiesz jej do słuchu, ale gdy przybiega zdyszana, zaczyna Cię przepraszać, przytulać i opowiadać, dlaczego kolejny raz się spóźniła, to niby słuchasz z naburmuszoną miną, ale koniec końców wybuchasz śmiechem, bierzesz ją pod pachę i idziecie razem na kawę, bo nie umiesz długo się na nią gniewać. A może po prostu zmień system? Skoro dobrze znasz swoją znajomą i wiesz, że zawsze się spóźnia, to umów się niby na konkretną godzinę, ale dodaj co najmniej kwadrans albo i dwa i też pojawiaj się na miejscu nieco później? Nie będziesz kolejny raz stać jak ten kołek i czekać. A jeżeli raz czy drugi to ona będzie musiała zaczekać na Ciebie, to naprawdę nic się nie nie stanie, wręcz przeciwnie, niech sama odczuje na własnej skórze, co to znaczy. Pigułka może być naprawdę gorzka.

Jak być szczęśliwym w Warszawie? Ciesz się z niespodziewanego prezentu w postaci czasu.

 

 

9. BĄDŹ JAK CARRIE BRADSHAW, CZYLI RANDKI Z MIASTEM

jak być chociaż trochę szczęśliwszym w WarszawieW jednej ze scen serialu Sex and the City Carrie opowiadała swoim przyjaciółkom, że od wielu lat umawia się na randki z Nowym Jorkiem i chyba jest zakochana. W piątkowy wieczór, określany przez Charlotte wieczorem randkowym, Carrie wystroiła się i beż żenady wybrała się do kina Paris, gdzie kupiła jeden bilet na film Joy for two. I spędziła przeuroczy wieczór. Nie tylko wtedy – chodziła do muzeów, teatrów, restauracji. Sama. Ten czas przeznaczała dla siebie i na poznawanie Nowego Jorku. Czemu nie miałbyś zrobić tego samego dla siebie i swojego miasta? Mamy tu wszak tyle galerii, muzeów, klubokawiarni, że naprawdę jest w czym wybierać. Czy kiedykolwiek poszedłeś sam na spotkanie ze sztuką? Czy w samotności i skupieniu próbowałeś zastanowić się nad tym, co widzisz i w jaki sposób to na Ciebie wpływa? Sądzisz, że naprawdę zawsze trzeba to robić z kimś u boku? O wszystkim opowiadać? Wszystkim się dzielić? A gdyby tak od czasu do czasu nakarmić nie tylko tę osobę fizyczną, ale także duchową? Jesteś przecież każdą z nich. I tak naprawdę Ty sam jesteś człowiekiem, z którym spędzasz najwięcej czasu. Zrób coś miłego dla tej osoby, zabierz ją w miasto, pokaż coś ciekawego. Eksploruj, odkrywaj, poznawaj, zdobywaj. W organizmie zakochanej osoby poziom hormonów szczęścia utrzymuje się na wysokim poziomie i to przez długi czas, więc zakochaj się w swoim mieście, a przynajmniej postaraj się z nim zaprzyjaźnić.

Jak być chociaż trochę szczęśliwszym w Warszawie? Umawiaj się na randki z Warszawą.

 

 

10. OSOBISTY KALENDARZ WARSZAWSKI

Niezależnie od tego czy miasto eksplorujemy samodzielnie, z partnerem czy w większej grupie, zawsze warto orientować się co, gdzie i kiedy. Pomagają w tym aplikacje i portale piszące o wydarzeniach kulturalnych w mieście. Mimo że nie mam nawet najmniejszej możliwości skorzystać z wielu z nich, to i tak lubię wiedzieć, co się dzieje w moim mieście. Ot tak dla samej wiedzy, jak i również po to, żeby móc gdzieś wyskoczyć, gdy najdzie nas z mężem ochota. A przy okazji lubię też… zaoszczędzić. Wszyscy wiemy, że życie w Warszawie nie jest tanie, niezależnie czy mówimy o komunikacji miejskiej, cenach artykułów spożywczych, czynszu za mieszkanie czy biletach do kina, teatru czy muzeum. Warto więc orientować się, kiedy która miejscówka organizuje wstęp wolny, gdzie są promocje, gdzie akceptowana jest KARTA WARSZAWIAKA. 30 września 2016 r. kończy się ważność terminu hologramu, jeżeli chcesz nadal korzystać z karty, zadbaj o przedłużenie uprawnienia.

Jak być szczęśliwym w Warszawie? Stwórz osobisty kalendarz warszawskich wydarzeń i bądź na bieżąco.

 

 

11. SLOWLIFE W WIELKIM MIEŚCIE

Już kiedyś pisaliśmy o tym, że slowlife dla każdego oznacza coś innego. Dla jednego jest to zbyt wolne chodzenie po schodach ruchomych, a dla drugiego – rytm życia zgodny z własnym organizmem. Zastanów się, stwórz swoją definicję, postaraj się postępować według niej i bądź z tego powodu szczęśliwy! Przede wszystkim ustal priorytety na dany dzień. Co z tego, że wywalisz dwudziestoczteropunktową listę, skoro nawet połowy z tego nie dasz rady zrobić? To, co jest najważniejsze, rób w pierwszej kolejności, następnie próbuj z resztą, ile się da, tyle się da, bez codziennego narażania się na zawał serca z nadmiaru stresu. Na tej planecie jest ponad siedem miliardów ludzi, a nie Ty jeden, ergo: rozdziel obowiązki. Może raz na jakiś czas wykorzystaj przerwę na coś innego niż na portale społecznościowe? Nie możesz wyjść na zewnątrz budynku, to przynajmniej opuść pomieszczenie, w którym pracujesz, zrób parę kroków, rozluźnij mięśnie szyi. Znajdź czas dla siebie, choćby ukradziony lub wykombinowany w niekonwencjonalny sposób (patrz punkt nr 8) – masz do tego prawo, jak każdy. Ciesz się małymi rzeczami. Pozbądź się tryliarda durnostojek, które musisz odkurzać co drugi dzień, zostaw to, co naprawdę Cię uszczęśliwia. Część tych pierdółek możesz schować do pudła i co jakiś czas robić wymianę – będzie coś nowego, świeżego dla oka, radosnego. Zwróć uwagę na to co jesz, w jaki sposób jesz i w jakim towarzystwie jesz. Czy zjadasz przynajmniej jeden posiłek dziennie przy stole razem ze swoją rodziną lub partnerem?

Jak być szczęśliwym w Warszawie? Zdefiniuj Twój własny slowlife.

 

 

12. ZNAJDŹ SWOJE MIEJSCE

Ponad 517 km2 to wystarczająco dużo, żeby spróbować znaleźć miejsce, które stanie się Twoją przystanią. Miejsce, do którego będziesz wracać, ilekroć zajdzie potrzeba, żeby się wyciszyć, odprężyć czy odstresować lub gdy po prostu najdzie Cię ochota. Może spałaszuj w takim miejscu kawałek czekolady? Poziom hormonu szczęścia na pewno się podniesie! Niekoniecznie zaraz trzeba wszystkim trąbić na lewo i prawo, które miejsce jest „Twoje” i z jakiego powodu. To może być Twoja słodka tajemnica. Najważniejsze, żeby owo miejsce spełniało swoją rolę i żebyś czuł się w nim szczęśliwy. A gdy zechcesz podzielić się tym szczęściem z innymi, na pewno sam poczujesz, że nadszedł właściwy moment.

Jak być szczęśliwym w Warszawie? Odszukaj swoje (sekretne) miejsce.

 

 

13. MIASTO JEST ZIELONE

Warszawa to szare blokowisko, betonowa twierdza i nic więcej? W takim razie proponuję udać się na zajęcia varsavianistyczne doktora Marka Ostrowskiego, autora Tryptyku warszawskiego, który pasjonuje się wykonywaniem zdjęć lotniczych. Obejrzyj te zdjęcia, a się zdziwisz, jak bardzo zielona jest Warszawa. Ja byłam bardzo zaskoczona. Na Warszawę patrzę głównie z wysokości ok. 173 cm, ewentualnie z okien mieszkania na trzecim piętrze, czasami nieco wyżej, jednak perspektywa ta nie jest oczywiście tak rozległa, jak przedstawiają to zdjęcia dra Ostrowskiego, więc następują pewne przekłamania: jeżeli nie widzę dostatecznej ilości zieleni w miejscu, w którym chciałabym ją widzieć, to podświadomie przenoszę to na większy i większy obszar, aż robi się z tego powierzchnia całego miasta. A może wreszcie przestańmy dramatyzować? Przejdź się po swojej okolicy i policz wszystkie drzewa, które będziesz mijać. Jeżeli będzie to liczba z co najmniej dwójką na początku, to możesz uznać, że to całkiem niezły współczynnik szczęścia. A czy wiesz, że w niektórych drzewach mieszkają książki? Piszemy o tym tutaj. Szczęście wskakuje w tym wypadku na zupełnie inny poziom!

Jak być szczęśliwym w Warszawie? Znajdź swój Tajemniczy ogród.

 

 

14. PRZYTUL SIĘ DO DRZEWA

jak być chociaż trochę szczęśliwszym w WarszawieA skoro już mowa o zieleni, to czy kiedykolwiek przytulałeś się do drzewa? Mam swoje ulubione drzewo w Warszawie, przytulam się do niego zawsze, gdy je odwiedzam, ale jest ono dość daleko od miejsca, w którym mieszkamy, więc bywa, że czasem uskutecznię przytulankę też z innym drzewem. Najważniejsze, żeby działało. Nawet jeżeli nie jesteś fanem medycyny naturalnej i nie wierzysz w sylwoterapię, czyli terapię drzewną, to chyba trudno zaprzeczyć, że przebywanie pośród drzew jest przyjemnym doświadczeniem. Wybierz się na spacer do parku lub lasu, żebyś mógł pospacerować wśród drzew, nacieszyć oczy zielenią liści. Zadbaj o odpowiedni oddech – powinien być on spokojny i głęboki. W pięknych okolicznościach przyrody łatwiej zapomnieć o problemach. Dzięki spacerowi odprężysz się, wypoczniesz, polepszy Ci się humor.

A skoro już jesteś w parku lub w lesie, to czemu nie spróbować tej drzewnej przytulanki? Jeżeli się krępujesz, to zrób to w samotności. Zabierz ze sobą książkę lub laptop, usiądź pod drzewem, oprzyj się plecami o pień, wsłuchaj w szum liści poruszanych na wietrze, poczytaj lub popracuj na świeżym powietrzu, może wpadniesz na jakiś genialny pomysł?

Jak być szczęśliwym w Warszawie? Obejmij drzewo i poczuj jego terapeutyczną moc.

 

 

15. SPORT I TANIEC

Nie tylko miłość czy czekolada wytwarzają endorfiny, ale oczywiście także ruch fizyczny. Próbowałeś kiedyś połączyć przyjemne z pożytecznym i skorzystać z siłowni plenerowych podczas spaceru po parku? Może nie są one wyposażone w najwyższej klasy sprzęt, ale warto spróbować, jak działają. Są darmowe i ustawione zazwyczaj w otoczeniu drzew. A może wolisz taniec? To też forma ruchu. Na każdym rogu są siłownie i szkoły tańca, możesz ćwiczyć ciało, dyscyplinę i podnosić poziom endorfin, same plusy.

Jak być szczęśliwym w Warszawie? Ruszaj się!

 

To tylko niektóre z licznych możliwości podnoszenia poziomu szczęścia mieszkańca Warszawy. Mogą się one też odnieść oczywiście do mieszkańców innych miast – jeżeli ktoś znajdzie coś dla siebie, to znakomicie! Jeszcze jeden, gratisowy punkt – zakochaj się na wiosnę :) Będziesz wręcz emanował i zarażał szczęściem. Pozytywna energia przyda się nam wszystkim!

 

A Ty jakie masz sposoby na to, żeby czuć się szczęśliwym w Warszawie i na co dzień?

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedInShare on TumblrPin on PinterestEmail this to someonePrint this page

2 Odpowiedzi

  1. Nie wiem Savo, czy wiesz, ale stworzyłaś uniwersalny poradnik dla każdego, kto narzeka na miejsce, w którym przyszło mu żyć :) Czytając ten wpis w myślach konwertowałam go na Kołobrzeg – coś niesamowitego! Tylko moje ulubione drzewo rośnie kilkanaście kilometrów od miasta, ale to nic. Jak jeszcze trochę potrenuję, to będę mogła do niego chodzić na piechotę. Takich fluidów nigdy nie wysyłała w moją stronę żadna inna roślina! :)
    Pozdrawiam!

Zostaw Komentarz