Jak nie strzelić gafy we włoskiej restauracji?

wpis w: SEZON 3, Włochy | 18

Jak nie strzelić gafy we włoskiej restauracji? to zaproszenie do nowego cyklu POZNAJEMY WARSZAWĘ POPRZEZ… WŁOCHY. Dziwne? Niemożliwe? Jak niby można poznawać stolicę jednego kraju poprzez język czy kulturę drugiego? Wydaje nam się jednak, że można i spróbujemy Was także do tego zachęcić! A dokładnie, to Sava spróbuje – jako włoski filolog, lingwista i wielbicielka języka, filmu, literatury i tradycji włoskiej. Mieszkałam cztery lata we Włoszech, studiowałam italianistykę oraz lingwistykę stosowaną, nad cyklem tym myślałam już od dawna, miałam go rozpocząć dopiero od przyszłego roku, ale ostatnie wydarzenia spowodowały, że zmieniłam zdanie – nie ma na co czekać! Spróbujmy wspólnie sprawdzić, czy faktycznie Warszawa i Bella Italia mają ze sobą coś wspólnego.

 

Jak nie strzelić gafy we włoskiej restauracji

Pamiętajmy, że czasy się zmieniają, reguły też nie są sztywne, obecnie dużą rolę odgrywają indywidualne upodobania i nie ma się co upierać, że we włoskiej restauracji w Polsce wszystko musi być takie, jak we Włoszech. Tak naprawdę nie ma czegoś takiego jak kuchnia włoska – jest kuchnia regionalna Włoch, a każdy region jest inny. Możemy polemizować czy do carbonary dodaje się śmietanę, czy ragù alla bolognese można zjeść ze spaghetti czy z tagliatelle albo iludaniowy posiłek jada współczesny Włoch – długo by wymieniać. Umówmy się, że ten tekst ma na celu wypunktować kilka spraw w sposób ogólny, bez ukierunkowywania się na cokolwiek. A zresztą sama jestem ciekawa, szczerze powiedziawszy, czy będą jakieś głosy sprzeciwu, buntu i wytykania, że wcale, ale to wcale tak nie jest… Zobaczymy. Ja przedstawiam to, czego mnie nauczyli Włosi i nauczyciele.

Zaczniemy od podstaw, czyli od poprawności językowej, a dokładnie – od błędów, które są najczęściej popełniane, jeżeli chodzi o strefę gastronomiczną, a przy okazji zahaczymy o savoir-vivre, czyli galateo przy stole we włoskiej restauracji. Po co to w kółko maglować, skoro wszyscy wszystko już dawno wiedzą? To dlaczego zaledwie kilka dni temu po raz enty słyszałam *macziato? Nie mogłabym spać spokojnie, gdybym udawała, że ten problem nie istnieje.

Ustalmy najpierw jedno: naprawdę nie uważam, że wszyscy od razu muszą znać język włoski. Bynajmniej. Nadal jest to niszowy język w naszym kraju. Ale jeżeli już chcemy używać słów z języka obcego, to przynajmniej zadbajmy o ich poprawną pisownię oraz wymowę. Albo poprawnie, albo wcale – trzeciej opcji nie ma. Nie tylko dlatego, że nie wypada, ale po prostu robimy z siebie pośmiewisko i to na własne życzenie. A więc dziś będzie lekcja języka włoskiego, macie ochotę? Vi va?

Zastanawiałam się także nad prezentacją graficzną zarówno błędów, jak i poprawnych form słów i wyrażeń, o których będzie mowa. Na pedagogice usilnie kładli nam do głowy, że nigdy, przenigdy nie należy demonstrować uczniowi błędnego zapisu (bo biedak zapamięta nie to, co trzeba i będzie mu się myliło). Osobiście absolutnie nie zgadzam się z tą teorią, ponieważ uwielbiam ćwiczenia językowe polegające na odszukaniu i poprawieniu błędu, ale cóż, pedagogiem nie jestem, więc zapewne się nie znam. Na potrzeby tego wpisu po prostu musiałam się na coś zdecydować, postanowiłam więc oznaczać przykłady graficznie: włoskie przykłady zapisane są kursywą, niepoprawna wersja oznaczona jest gwiazdką, a dodatkowo także przekreślona – żeby nie było żadnych wątpliwości! – a w nagłówkach także kolorystycznie: czerwonym kolorem zaznaczona jest błędna wersja, a zielonym – poprawna. Nie dość, że jest to powszechnie stosowana metoda oznaczeń błędów i poprawności, to przy okazji utworzyło nam się piękne nawiązanie do włoskiej flagi (bandiera italiana)! W ukośnikach podaję także bardzo uproszczony zapis fonetyczny, w którym – celem ułatwienia – użyte zostały polskie znaki, a nie symbole fonetyczne. Myślę, że tak po prostu będzie łatwiej – przedstawić, przeczytać i zapamiętać.

 

JAK NIE STRZELIĆ GAFY WE WŁOSKIEJ RESTAURACJI?

Po włosku powiemy fare una brutta figura – zapewne każdy wolałby tego uniknąć. Warto więc nie tylko poznać, ale także przestrzegać restauracyjny savoir-vivre, bo gdy się weszło między wrony, trzeba krakać jak i ony. When in Rome, do as the Romans do. Autre pays, autre coutume, à Rome, fais comme les Romains. Ha Rómában élsz, élj úgy, mint a rómaiak. Wiele narodowości zaleca podobne postępowanie. I chociaż samym Włochom czasem trudno stosować się do tej maksymy – głównie przez wzgląd na dumę narodową demonstrowaną w wieeeeelu dziedzinach – to przyznacie, że jednak to do gościa należy uprzednie zapoznanie się z zasadami panującymi w danym miejscu, aby przypadkiem nie wywołać skandalu towarzyskiego i nie urazić gospodarzy. Bo czy faktycznie zawsze można maczać chleb w znakomitej, nomen omen, włoskiej oliwie? Czy do spaghetti używa się łyżki? Czy po kolacji możemy zamówić cappuccino? Czy powinniśmy się obrazić, gdy Włoch zaprosi nas na kawę i zwinie się po trzech minutach? Dai, vediamo!

 

*RESTAURANTE RISTORANTE /ristorante/

Restauracja po włosku to ristorante i jeżeli gdzieś znajdziecie szyld z napisem restaurante, to omijajcie taką pseudowłoską restaurację szerokim łukiem. Przy tego typu spolszczeniach raczej nie spodziewajmy się niczego dobrego po takim lokalu… Restaurare znaczy odnowić, odrestaurować, a restauratore to konserwator (np. zabytków, dzieł sztuki), bynajmniej nie właściciel restauracji (proprietario del ristorante). Jednym z rodzajów jadłodajni jest trattoria, słowo to powinniśmy wypowiadać /trattorija/, a nie /*trattorja/.

Znaleźliśmy ristorante italiano, mamy zarezerwowany stolik (prenotare un tavolo) i zaglądamy do menu (czytaj: menu), w którym czasem aż roi się od błędów! Sądzę, że to niedopuszczalne, żeby w menu jakiejkolwiek restauracji – niezależnie od standardu czy kraju, z którego danie pochodzi – były błędy w nazwach potraw! Nie mówię tu tylko o języku włoskim, zasada ta dotyczy każdego języka. W dzisiejszych czasach to nic trudnego sprawdzić poprawny zapis w słowniku, internecie (np. na stronie internetowej jakiejś restauracji danego kraju) albo z kimś się skonsultować. Nawet student jest w stanie wskazać błędy, bo zwykle sam je zauważa i albo chciałby zapaść się pod ziemię, gdy zaprasza znajomych obcokrajowców do restauracji, którzy wyjeżdżają potem z anegdotą na temat ortografii, jaką zastali w menu restauracji w Polsce, albo ma ochotę chwycić za długopis i podkreślić te nieszczęsne błędy! Poprawiać czy nie poprawiać? – oto odwieczne pytanie. Ja kiedyś poprawiłam, przyznaję, ale chyba nikt nie byłby w stanie zachować zimnej krwi przy ośmiu błędach ortograficznych i dwóch interpunkcyjnych w jednej, niewielkiej karcie dań! Jednak nikogo do tego nie namawiam, zwłaszcza do dyskutowania z kelnerami, jeżeli źle wymawiają nazwy potraw. Winę za brak odpowiedniego przeszkolenia kadry ponosi właściciel lokalu, niemniej do dobrego tonu należałoby, żeby obsługa jednak zadała sobie trud i zorientowała się, nawet na własną rękę, w temacie właściwego wymawiania nazw dań, które poleca i serwuje. Z drugiej zaś strony niechże kelnerzy nie oczekują, że gość będzie powtarzał po nich /*spadżetti/ czy /*fundżi/ tylko dlatego, aby ich nie urazić lub uniknąć jakiejś przykrej niespodzianki na talerzu…

 

PIZZA

Zacznijmy może od tego, co chyba najmocniej kojarzy nam się z Włochami, czyli od pizzy. Od tylu lat jest znana w naszym kraju, że już przerobiliśmy ją nieco na polską modłę. Czyli co robimy? Chcemy być tacy wytworni i jemy pizzę nożem i widelcem, ale właściwie po co? – pizzę je się rękoma, bo tak jest wygodniej, nie róbmy wielkich ceregieli. Zdania na ten temat nie zmienię. W eleganckiej restauracji nie wypada jeść pizzy rękami? No, nie wypada, fakt, ale w eleganckiej restauracji raczej nie zamawia się pizzy… Ale żeby nie było – niektórzy Włosi też jedzą pizzę nożem i widelcem. Kolejna sprawa, chyba jeszcze gorsza: sos do pizzy. On już jest na pizzy i nie ma naprawdę żadnej potrzeby polewać pizzy niczym więcej. Zwłaszcza keczupem! Majonezem też nie. Jeżeli lubimy tak jadać, róbmy to raczej w zaciszu domowym, a nie we włoskiej knajpce. Żeby dogodzić przyzwyczajeniom Polaków, kelnerzy podają do pizzy sosy czosnkowy i pomidorowy, czasem nawet bez pytania. Już nie wiem, co gorsze: to, że kelnerzy owe sosy podają, czy to, że goście polewają nimi pizzę, a potem jedzą ją nożem i widelcem, żeby się nie pobrudzić… Uffa! Che pizza! (Tak, mam fisia na tym punkcie, Wy możecie mieć całkiem inne zdanie, proszę uprzejmie).

 

*MARDŻERITA *MARGARITA MARGHERITA /margerita/

Najprostsza, ale bardziej włoska już chyba być nie może, w kolorze włoskiej flagi: biały (bianco) /bjanko/ – mozzarella, czerwony (rosso) /rosso/ – pomidory oraz zielony (verde) /werde/ – bazylia. Według legendy powstała ona dla włoskiej królowej Małgorzaty Sabaudzkiej – Margherita di Savoia – stąd nazwa, ale jest też inna wersja mówiąca o tym, iż nazwa margherita wzięła się od formy, w jaką układana jest mozzarella na pizzy, a układa ją się jak kwiat margerytki, czyli właśnie margherita. Zarówno imię włoskiej królowej, jak i nazwę neapolitańskiej pizzy wymawiamy /margerita/.

 

PIZZA GUSEPPE /czytana jako dżiuzeppe/

Jeden z większych przekrętów marketingowych – jak coś brzmi po włosku, to lepiej się sprzedaje (vide: Gino Rossi…) Większość zapewne myśli, że mamy tu do czynienia z imieniem włoskim Giuseppe (Józef), ale że nie wszyscy wiedzą, jak się je poprawnie zapisuje, więc właściwie co to za różnica. No cóż, dla kogoś, kto nie zna języka włoskiego, zapewne żadna, jednak jeżeli ktoś zna, to piana na pysku mu występuje za każdym razem, gdy widzi lub słyszy tę reklamę. Mnie występuje. Prawdopodobnie producent nazwał tak pizzę, ponieważ ograniczały go względy prawne (np. konieczność używania włoskich produktów przy wyrobie produktu z włoską nazwą). Jednak dla porządku ustalmy, że aby móc powiedzieć /dżiuzeppe/ musielibyśmy napisać Giuseppe, natomiast słowo (czy raczej twór) guseppe, przeczytalibyśmy niemal tak, jak jest napisane, czyli /guzeppe/.

 

*FUNDŻI FUNGHI /fungi/

Przykra wiadomość zarówno dla wielbicieli grzybów, jak i szybkich samochodów: nie ma czegoś takiego jak /*fundżi/, podobnie jak samochód nie nazywa się /*lambordżini/. Mówi się /fungi/ i /lamborgini/, przykro mi. A mówi się tak właśnie dlatego, że pomiędzy g oraz i jest wstawione h, gdyby go nie było, faktycznie można by było pokusić się o coś w pokroju . Ile razy słyszeliście o tym, że Włosi mówią /pierodżi/? Właśnie dlatego, że w słowie pierogi między g oraz i nie ma h. Nie zdziwcie się więc, jeżeli w karcie we Włoszech znajdziecie wyraz pieroghi – przynajmniej będzie on mniej więcej dobrze wypowiedziany, chociaż raczej będzie to zbliżone do /pierogy/. Ale po co jakieś tam funghi, zwłaszcza, gdy nie jesteśmy pewni, jak to słowo przeczytać, skoro w języku polskim mamy wyraz grzyby?

 

*PROSZCZUTTO *PROSCJUTTO PROSCIUTTO /prosziutto/

/*proszczutto/ to chyba najbardziej znienawidzone przeze mnie przekręcenie włoskiego słowa! Brzmi po prostu ohydnie, wręcz wulgarnie. Spróbujcie mówić coś na kształt /prosziutto/ i będzie w porządku. Śmieszy również połączenie typu szynka prosciutto czy ser formaggio. Zdajecie sobie sprawę, że mówicie: szynka szynka i ser ser?

 

 

WŁOSKI SAVOIR-VIVRE PRZY STOLE

Włoskie galateo to przede wszystkim wiedza, co należy zamawiać w jakiej kolejności:

  • przystawki (antipasti) /antipasti/

W restauracjach w Warszawie (i ogólnie w Polsce) często chleb maczany w oliwie traktowany jest raczej jako czekadełko (stuzzichino) /stuccikino/, podawane jeszcze przed przystawką. Oliwa często stoi na stole, a kelner przynosi chleb i mały talerzyk. Cóż, skoro już przyniósł, można skorzystać, zwłaszcza, że oliwa jest zazwyczaj wyborna, jednak naprawdę nie ma sensu opychać się chlebem i psuć sobie apetyt, skoro czeka nas długa i sycąca uczta. Długa, bo oczywiście nie wypada wyjść za szybko z włoskiej restauracji, to ma być prawdziwa biesiada. Siedzimy, rozmawiamy, śmiejemy się, miło spędzamy czas w towarzystwie znajomych i zapewniamy kelnera, że wszystko jest wyśmienite (squisito) /skłizito/, możemy w tym celu pokręcić czubkiem palca wskazującego po policzku, imitując robienie dziurki.

 

*BRUSZCZETTA *BRUSZETTA BRUSCHETTA /brusketta/

Jedną z bardziej znanych i lubianych przez Polaków przystawek jest bruschetta, czyli podpiekany chleb z oliwą, pomidorami, czosnkiem i ziołami. Macie na nią ogromną ochotę, ale nie jesteście pewni, jak poprawnie wypowiedzieć to słowo? Wbrew temu, co propaguje pewna blond restauratorka, żadna tam /*bruszczetta/ ani /*bruszetta/, tylko /brusketta/.

 

  • pierwsze danie (primo) /primo/ – makarony lub ryż (pasta o riso) /pasta o rizo/

Żaden gość oczywiście niczemu się nie dziwi i nie zamawia zupy pomidorowej z kluskami na pierwsze danie. Jeżeli już, to prędzej np. rosół (brodo) z tortellini. Ale raczej zamówi pastę albo risotto i nie oczekuje, że porcja będzie wysypywać się z talerza. Będzie to zazwyczaj dość mała porcja, ponieważ nie jest to przecież jedyne danie, które wjedzie na stół. Należy też pamiętać, że do makaronów z owocami morza (i ogólnie z rybami i sosem rybnym) nie dodaje się tartego sera, np. parmiggiano /parmidżiano/, nie wypada więc prosić kelnera, żeby nam go doniósł. W sytuacji nieformalnej, czyli gdy jesteśmy z przyjaciółmi w jakiejś fajnej knajpce, możemy pozwolić sobie na zgarnięcie chlebem sosu, który zostanie na talerzu i który smakuje nam tak bardzo, że nie możemy się powstrzymać. Nazywamy to fare la scarpetta /fare la skarpetta/, jednak gdy jesteśmy w restauracji, nie wypada tego robić rękoma nawet wśród bliskich znajomych. Należałoby nadziać chleb na widelec i dopiero wtedy zebrać sos i produkty, które zostały na talerzu. W polskiej kulturze wielokrotnie spotkałam się ze stwierdzeniem, że nadziewanie chleba na widelec jest niestosowne, a wręcz uważane za grzech. Nie chcesz, to nie nadziewaj, ale nie zwracaj nikomu uwagi, jeżeli tak zrobi – we włoskiej restauracji panują inne zasady.

 

*SPADŻETTI *SPADŻETI SPAGHETTI /spagetti/

My, Polacy, tak mamy, że gdy widzimy g, często chcemy zamieniać je na , stąd zapewne /*spadżetti/, jednak h ma na celu utwardzić wymowę, dlatego wymawiamy /spagetti/. Na dodatek z jakichś przyczyn słowo bolognese chcemy wymawiać jakoś tak z francuska (i nawet z akcentem na końcu!) /*boloniez’/ lub podobnie, a powiedzieć należy coś na kształt /bolonieze/. Piszę „na kształt”, ponieważ połączenia typu gn, sci, sce itp. sprawiają spore trudności obcokrajowcom uczącym się języka włoskiego, więc to tylko uproszczenie. A czemu po prostu nie: makaron z sosem bolońskim? Nie jest prościej? Lepiej uprościć niż zrobić błąd w wymowie. No i oczywiście nie wspomagamy się łyżką, gdy jemy spaghetti, we Włoszech jedzą tak osoby, którym trudno jest nawinąć długi makaron na widelec, np. ze względu na jakieś ograniczenie zdrowotne, ewentualnie małe dzieci, ale nigdy nie byłam świadkiem takiej sytuacji. A z kolei wiele razy widziałam, jak Włosi robili wielkie oczy, gdy ktoś prosił o łyżkę do spaghetti. We włoskiej restauracji więc o nią nie prośmy, a gdy nadgorliwy kelner przyniesie nam łyżkę, udajmy, że to w ogóle nie miało miejsca i jedzmy widelcem.

 

*PENE PENNE /penne/

Jeszcze gorzej sprawa ma się z makaronem typu penne. Mimo że mamy w polskim słowa takie jak panna czy wanna i umiemy wymówić podwójne n, to z jakiegoś powodu mamy chęć skrócić wymowę wyrazu penne. I bardzo źle robimy, niestety, bo strzelamy wielką gafę. Być może nie powinnam przekreślać słowa pene, ponieważ tak naprawdę istnieje, jednak nie odnosi się ono do makaronu. To dość krępujący moment, ale miejmy to już za sobą i raz na zawsze ustalmy, że penne znaczy makaron rurki, a pene znaczy penis. Tak, męski organ kopulacyjny, właśnie to znaczy. Więc bardzo wszystkich proszę, przyłóżmy się do starannej wymowy słowa penne, dobrze? Pomyślcie, jak to brzmi, gdy zamawiacie *pene z kurczakiem… A jeszcze lepiej *pene ala arrabbiata, czyli… penis wściekłej Ali, bo tak właśnie by to brzmiało w wolnym tłumaczeniu. Poprawna pisownia to: penne all’Arrabbiata /penne alarab’biata/ i takiej formy się trzymajmy. Arrabbiata = rozzłoszczona, bo od ilości ostrej papryczki (peperoncino) można się zrobić czerwonym na twarzy i wtedy wygląda się na mocno rozzłoszczonego. Jak jesteśmy przy penne, to są one /rigate/, a nie /*ridżate/, va bene? Przy okazji podwójnych liter zwracajmy też uwagę na słowo piccolo, to podwójne c jest tam nie od parady, a więc mówimy /pik’kolo/ i z akcentem na pierwszą sylabę. Słowo capricciosa /kapriczioza/ też może sprawiać kłopoty, w karcie dań występuje w rozmaitych kombinacjach.

 

*NIOCZI *GNIOKI GNOCCHI /niokki/

To chyba najtrudniejsze kuchenne włoskie słowo, z jakim obcokrajowcy mają do czynienia. W sumie się nie dziwię, trudno nawet wyobrazić sobie, jak przeczytać taki zlepek. Jednak dopóki się nie upewnimy, to lepiej w ogóle nie używajmy tego słowa, a w ostateczności mówmy jakoś na okrętkę, od biedy włoskie kopytka też mogą być, wszystko lepsze niż /*nioczi/ albo /*gnioki/! A od teraz wszyscy już wiedzą, że mówimy /niokki/ lub /njokki/ (zależy jak kto wymawia ń oraz ni).

 

*SPINACHI *SPINAKI *SPINAHI SPINACI /spinaczi/

W opozycji do słowa gnocchi, gdzie mamy tendencję do zmiękczania, wielu Polaków robi także błąd w słowie spinaci, czyli liczbie mnogiej słowa szpinak. Zapewne ma to związek z tym, że w polskim słowie mamy k i za wszelką cenę chcemy je wsadzić do włoskiej wersji, ewentualnie zastąpić jakimś h. A jednak nie, czytamy /spinaczi/.

 

*BOSKA JOLA BOSCAIOLA /boskajola/

Wyraz boscaiola faktycznie czytamy jak /boskajola/, jednak zapisujemy już inaczej, chociaż Jola na pewno jest boska! Sugo alla boscaiola /sugo alla boskajola/ zawiera w sobie grzyby, a te zbieramy w lesie, czyli bosco. Boscaiolo to gajowy albo drwal.

 

  • drugie danie (secondo) /sekondo/ mięso lub ryby + dodatki (carne o pesce + contorno) /karne o pesze + kontorno/

Tu już będzie bardziej treściwie, ponieważ zamówimy porcję mięsa lub ryby z jakimś dodatkiem – może to być sałata lub warzywa (w tym ziemniaki, np. pieczone). W restauracjach włoskich w Polsce kelnerzy nie dziwią się, jeżeli gość zamawia mięso z sałatą i ziemniakami, jako Polacy sami są do tego przyzwyczajeni, jednak trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że tak naprawdę zamawiamy mięso i dwa dodatki, co we Włoszech może być dość dziwne (ale nie niedopuszczalne, wszak wiele osób po prostu lubi tak jadać). Sałata może być już doprawiona lub doprawiamy ją samodzielnie. Często na stole stoi oliwa, ocet balsamiczny, pieprz i sól – i to naprawdę wystarczy, żeby doprawić sałatę, nie rozglądajmy się za gotowymi dressingami i ciężkimi sosami z majonezem. Bywa, że sałatę zamawia się osobno i  w tym również nie ma nic dziwnego. Jeżeli chodzi o samo mięso, to gdy zamawiamy stek, nie prośmy kucharza, żeby dobrze nam go wysmażył, bo się biedak powiesi z rozpaczy na chochli. Bistecca alla fiorentina /bistekka alla fiorentina/ jest krwista, koniec rozmowy. Jeżeli nie przepadasz za takim stopniem wysmażenia mięsa, to zamów rybę albo pierś z kurczaka, a stek zamorduj sobie w domu (Vars i Sava tak właśnie robią, bo nie znoszą krwistego mięsa, nie mówcie nikomu!) Oczywiście zjadamy wszystko do końca, nie wypada zostawić niczego na talerzu, byłoby to w złym guście, więc trochę kiepsko zamówić wielki stek, a potem go nie zjeść, ponieważ jest zbyt krwisty.

 

  • sery (formaggi) /formadżdżi/

Ten punkt czasem bywa pomijany, jeżeli jednak chcielibyśmy odkryć smak włoskich serów, należałoby to zrobić właśnie w tym momencie. Gdy w Warszawie zostaniemy zaproszeni przez Włocha do włoskiej restauracji, koniecznie skosztujmy po kawałku każdego gatunku sera, jaki zostanie nam zaoferowany, a niech tam się Włoch pochwali! Tylko nie mówmy: zjedzmy ser formaggio

 

  • owoce (frutta) /frutta/

Jeżeli chodzi o owoce, to można strzelić gafę zwłaszcza z jednym owocem. I jest to gafa, którą często popełniają obcokrajowcy ku uciesze Włochów – wybuchają oni z tej okazji gromkim śmiechem nawet w eleganckiej restauracji. Chodzi mianowicie o figę. W zależności od rodzajnika oraz końcówki uzyskujemy zupełnie inne znaczenia, przy czym jedno jest bardzo wulgarne.

IL FICO – rodzaj męski, drzewo figowe; w języku potocznym używamy też słowa fico lub figo do określenia czegoś ciekawego, interesującego, a także mówimy tak o przystojnym mężczyźnie – che fico!

LA FICA – rodzaj żeński, wulgarne określenie żeńskich genitaliów, fica lub figa to bardzo dosadne określenie atrakcyjnej dziewczyny.

Jeżeli chcąc powiedzieć: Teraz zjem sobie figę, powiemy: Adesso mi mangio una bella fica, i użyjemy rodzaju żeńskiego zamiast męskiego, będzie to brutta figura na czternaście fajerek… Może lepiej darować sobie we włoskiej restauracji figi, banany i inne owoce o erotycznych konotacjach, zwłaszcza, gdy nie jesteśmy pewni co do rodzaju, końcówki i zmieniających się w związku z tym znaczeń.

 

  • deser i kawa (dolce e caffè) /dolcze e kaf’fe/

Do ciasta Polak chętnie zamówiłby herbatę albo dużą filiżankę kawy, a tu zonk – najpierw jemy deser, potem pijemy kawę. Mówiąc kawę, bynajmniej nie mamy na myśli całej tablicy kaw ze Starbucksa, a espresso.

 

*EKSPRESSO ESPRESSO /espresso/

Pół świata mówi ekspresso i jakoś ten świat się kręci, o co więc taka afera? Jeżeli kawa jest z ekspresu, to nie oznacza automatycznie, że należy mówić /*ekspresso/, a przynajmniej jeżeli mamy na myśli włoską wymowę. Tym bardziej, że po włosku ekspres to bynajmniej nie /*ekspresso/, a macchina per caffè /mak’kina per kaf’fe/. Dużych ekspresów używa się w barach, a w domu nadal króluje niewielkie urządzenie zwane caffettiera /kafettiera/. Zauważyłam, że jest zamieszanie z wodą, którą podają do espresso. Po co ta woda i kiedy ją wypić? Woda jest po to, żeby oczyścić kubki smakowe, chociaż są i tacy, którzy twierdzą, że niezdrowo jest wlać w siebie filiżankę espresso, zwłaszcza na pusty żołądek, dlatego też najpierw wypijają szklaneczkę wody, wypełniając żołądek i oczyszczając kubki smakowe, a dopiero potem delektują się czystym smakiem kawy. Ale są też i tacy, którzy robią dokładnie odwrotnie – najpierw wypijają espresso, a dopiero potem przepłukują nieco usta wodą, oczywiście nie jak płynem do płukania ust, tylko dyskretnie. Espresso jest skoncentrowane i jego posmak zostaje w ustach na długo, woda ma więc za zadanie odświeżyć nam kubki smakowe. Byłam też świadkiem sytuacji, kiedy to zdezorientowany mężczyzna wlał zimną wodę do filiżanki i wypił rozwodnioną, zimnawą kawę. Na szczęście ilość wody zmieściła się w maleńkiej filiżance, bo gdyby kawa się rozlała, gafa byłaby podwójna.

Wróćmy jeszcze do Włocha, który zaprosił nas na kawę, wypił ją jednym haustem, powiedział, żebyśmy się trzymali i tyleśmy go widzieli. Obrażać się czy nie? Gdy Włoch zamawia we włoskim barze caffè, dla barmana (barista) jest to jasne, że chodzi o espresso, nie trzeba tego nawet precyzować. Espresso pije się al volo, czyli w biegu, często przy kontuarze, nawet nie siadając przy stoliku, zamienia się dwa słowa, składa kurtuazyjne pozdrowienia dla wszystkich członków rodziny i biegnie się dalej do swoich obowiązków. Włosi nie plotkują godzinami przy kawie, jak to lubią robić Polacy. Chcesz dłużej posiedzieć z Włochem, to zaproś go na kilkudaniowy posiłek, zdążycie się nagadać do woli. Uprzejmi włosi zamawiają też caffè sospeso /kaf’fe sospezo/– jest to espresso opłacone z góry, które może zamówić dowolny klient. We Włoszech z tej oferty korzystają obeznani turyści, ale przede wszystkim bezdomni.

Jak już jesteśmy przy kawach, zajmijmy się też innymi nazwami, które sprawiają kłopoty.

 

*MACZIATO *MACIATO MACCHIATO /mak’kiato/

Macchiato oznacza splamiony, espresso splamione mlekiem, czyli z niewielką ilością spienionego mleka. Już wiecie, że jeżeli jest h, to nie ma żadnego zmiękczenia, czytamy więc /mak’kiato/, a nie /*macziato/ czy /*maciato/.

 

*KAFE LATE’ CAFFELATTE /kaffelatte/

Czasami słyszę, że akcent zamienia się miejscami i mówimy /*kaffelate’/, jakby miało to zabrzmieć po francusku (?) W skrócie mówimy też /latte/ albo /late/, ale nie zdziwmy się, jeżeli we Włoszech dostaniemy wtedy mleko, bo przecież latte to właśnie mleko.

 

*TIRAMISU TIRAMISÙ /tirmi’su/

Nazwa tiramisù oznacza tira-mi-su, czyli dosłownie poderwij mnie ku górze, a w wolnym tłumaczeniu  – spraw, żebym poczuł się lepiej, bo mam doła. W Polsce deser ten stał się na tyle popularny, że powinnam się przyzwyczaić do spolszczonej wymowy, a jednak po piętnastu latach nadal jej nie zaakceptowałam i będę upierać się przy akcencie na ostatniej sylabie, czyli /tirmai’su/, mimo że samodzielne su nie ma akcentu, w tym wypadku chodzi o zaznaczenie akcentu w całym wyrazie. A Wy mówcie, jak Wam wygodniej.

 

*STRACJATELLA STRACIATELLA /stracziatella/

Mimo że spolszczona wersja, czyli /*stracjatella/ nawet przyjemnie brzmi dla ucha, powinniśmy spróbować powiedzieć /stracziatella/, z tym, że czi jest bardziej zmiękczone.

 

 ZABAGLIONE ZABAIONE ZABAJONE /dzabaljone/ /dzabajone/

Istnieją trzy wersje zapisu tego jajecznego deseru, więc możemy zapisywać każdą z nich, we Włoszech najczęściej jednak spotykałam wersję zabaglione. Jeżeli chcemy trzymać się włoskiej wymowy, pamiętajmy, żeby zaczynać od dz, a nie z, niezależnie od formy zapisu. Gli jest trudne do wymówienia, osobom zaczynającym naukę włoskiego zaleca się zazwyczaj wymawiać to słowo jak /dzabaljone/ lub /dzabajone/, a najlepiej, gdyby było to coś pomiędzy. Uśmiechnijcie się szeroko i przy zaciśniętych zębach spróbujcie wymówić l. Wyjdzie dość dziwny dźwięk, ale tak właśnie trzeba próbować wymówić gli. Z czasem nabierzecie większej wprawy.

 

  • tradycyjne alkohole (alcolici) /alkoliczi/ (bevande alcoliche) /bewande alkolike/ (liquori) /likłori/

Pija się je m.in. po sutym posiłku na lepsze trawienie, np. amaro /amaro/.

Do posiłku (w trakcie jego trwania) zamawia się oczywiście wino lub wodę (vino o acqua) /wino o akła/ Przyznam, że w ciągu czterech lat nigdy nie spotkałam się z tym, żeby ktoś do posiłku pił sok owocowy succo di frutta /sukko di frutta/ albo gazowany napój (bevanda) /bewanda/, a tym bardziej cappuccino /kapuczino/ lub herbatę (thè) /te’/ – więc napoje tego typu zostawmy na inne okazje, we włoskiej restauracji najbezpieczniej trzymać się wody. Woda naturalna to acqua naturale lub liscia /naturale o liszja/, woda lekko gazowana – frizzante /friccante/, woda gazowana – acqua gassata /gassata/.

 

*CZIANTI CHIANTI /kianti/

Nazwę wina Chianti, produkowanego w Toskanii, wymawiamy przez k, a nie przez cz – /kianti/.

 

I to by było na tyle, jeżeli chodzi o galateo przy włoskim stole i najczęściej popełniane błędy językowe. Jeżeli znacie inne lub chcielibyście, żeby coś wyjaśnić czy przedyskutować, to śmiało piszcie. Zachęcamy Was także do korzystania ze strony FOVRO, na której znajdziecie autentyczną wymowę słów w wielu językach. Wystarczy wpisać dane słowo w przeglądarkę i po chwili znajdziemy nagrania użytkowników z całego świata, można porównać, jak konkretne słowa wypowiada się w różnych częściach globu. Możemy też dodawać własne nagrania.

Popełniliście kiedyś jakaś gafę w restauracji albo w czasie wizyty towarzyskiej? Nie ma się czym przejmować, tylko trzeba obrócić całą sytuację w żart, przynajmniej jest ciekawa anegdotka do opowiadania! Macie ochotę się nią z nami podzielić? Chętnie poczytamy!

Buon appetito!

 

flaga wloska

Kasiu, to dla Ciebie. Riposa in pace. Sogni d’oro, Carissima!

 

 

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedInShare on TumblrPin on PinterestEmail this to someonePrint this page

18 Responses

  1. Bookworm

    Przeczytałem jednym tchem, bardzo dziękuję za tak kompleksowe a lekko i z wdziękiem zaserwowane kompendium wiedzy :) Cudo!

  2. Marchevka

    Wspaniała, wyczerpująca dawka informacji. Dziękuję. I już się nie mogę doczekać rozmowy na temat pene… Przepraszam, penne :)

  3. Przygoda Yvette

    O rajuśku, ale się ośmiałam :) Post jak dla mnie trafiony w punkt, bo jestem bardzo drażliwa na punkcie ortografii. Nie tylko polskiej… We Włoszech mieszkałam jakiś czas i też mam gęsią skórkę na lambordżini, maczjato, uno momento czy… gnioci… Dobra robota! Saluti!

    • Przygoda Yvette

      A i może dodam jeszcze swoją spektakularną wpadkę językową. Moja babcia, pochodząca ze wsi, na zakończenie jakiejś wypowiedzi, czasem dodawała partykułę „ano”. Jako potwierdzenie tego co przedmówca powiedział, jako zakończenie zdania, ot tak – wiecie, jak to się u nas sporadycznie używa. No i ja, ekhm… też tego czasem używałam. Do momentu mojego pobytu we Włoszech. Nie muszę chyba tłumaczyć dlaczego? :D

      • Vars i Sava

        ano… nie musisz :D ale się uśmiałam :D:D dzięki za historyjkę! ja do tej pory zawsze muszę się zastanowić, które to jest cavolo, a które cavallo ;) ale to częsty błąd, Hiszpanie mają ubaw, jak uczący się włoskiego powie polla zamiast pollo :>

    • Vars i Sava

      o widzisz, jeszcze o tej wersji gnocchi zapomniałam, zaraz doskrobię, żeby było dla potomnych :D
      Grazie mille e speriamo di rivederci :)

      • Przygoda Yvette

        Coś jeszcze było z katarem – do Włoszki, u której mieszkałam, powiedziałam że mam „catarro”, a ona mi na to odpowiedziała, że „catarro” to ma koń. Ale nie pamiętam słowa, określającego katar „ludzki”, strasznie dawno to było – może podpowiesz?

        • Vars i Sava

          Bardzo interesujący temat :) Głównie dlatego, że sami Włosi uważają, że słowo powszechnie używane w zastępstwie innego słowa, stało się ważniejsze niż to główne :D Bo tak naprawdę catarro to katar ogólnie rzecz biorąc, ale potocznie mówi się raffreddore, co znaczy przeziębienie, ale też katar. Nie wiem, czy to zrozumiałe? :>

          • Przygoda Yvette

            Czyli jednak – tak mi się kołatało, że to było słowo raffreddore, ale sprawdziłam w słowniku i wyszło, że to przeziębienie / zimno, więc pomyślałam, że coś pokręciłam :D

  4. Joanna

    Bardzo dziękuje za to krótkie opracowanie . Nie znam języka włoskiego dlatego to dla mnie duży problem , ale od dziś wyjaśniony . Pozdrawiam

Zostaw Komentarz