Godzina W: por. weteran Leszek Zabłocki ps. Jola – spotkanie z bohaterem

Godzina W jest dla nas bardzo ważnym elementem zachowania pamięci o Powstaniu Warszawskim. 1 sierpnia o 17:00 każdego roku staramy się bywać w różnych częściach miasta. Czasami specjalnie się gdzieś udajemy, bywa też, że po prostu przystajemy w biegu, jak w życiu. W tym roku wybraliśmy miejsce szczególne – Muzeum Więzienia Pawiak. Pod Pomnikiem Drzewa Pawiackiego spotkaliśmy byłych więźniów i młode osoby, które 1 sierpnia 2017 r. o 17:00 oddały cześć pomordowanym na Pawiaku i Powstańcom walczącym w 1944 r. Wśród przybyłych osób był por. Leszek Zabłocki ps. Jola, który później opowiadał grupie młodych ludzi o swoich wojennych przeżyciach. Por. weteran Leszek Zabłocki był więźniem Pawiaka i jeńcem 3 obozów koncentracyjnych. Warto było wyjść z domu i poświęcić tę „minutę”, mimo że był to ponoć najgorętszy, jak dotychczas, dzień lata, i żar lał się z nieba. Jednak na samą myśl, że mielibyśmy nie pójść z powodu tak prozaicznego, jak pogoda, ogarniał nas wstyd – Powstańcy walczyli niezależnie od pogody, niezależnie od stanu zdrowia, niezależnie od tego, jak bardzo się bali, więc my naprawdę nie mieliśmy na co narzekać. Gdybyśmy zostali w domu, ominąłby nas przywilej poznania Wspaniałego Człowieka, który w wieku 93 lat czuje się na siłach i  w obowiązku, żeby uczcić godzinę wybuchu Powstania Warszawskiego, a także głosić świadectwo o tym, co przeżył. Mimo że sam Powstańcem nie był, bo Powstanie wybuchło, gdy był w obozie koncentracyjnym, por. Zabłocki w Powstaniu jednak w jakimś sensie walczył – na swój sposób i w miarę możliwości. Jola zgodził się, abyśmy opowiedzieli o spotkaniu z nim i zaprezentowali zasłyszane od niego historie, jeżeli więc jesteście ciekawi, w jaki sposób młody warszawiak mógł walczyć w Powstaniu, nie będąc w 1944 r. w Warszawie, to zapraszamy do poznania przeżyć bohaterów tamtych dni – Leszka Zabłockiego oraz jego dzielnych kolegów.

 

Leszek Zabłocki, Godzina W

 

GODZINA W – MUZEUM WIĘZIENIA PAWIAK I POMNIK DRZEWA PAWIACKIEGO

Pawiak był więzieniem śledczym. Jego nazwa wzięła się od ulicy Pawiej, przy której znajdowała się brama wjazdowa. Przetrzymywano tam kobiety (w oddziale zwanym Serbią), mężczyzn, a także nieletnich. Według szacunków historyków od 2 października 1939 do 21 sierpnia 1944 przez Pawiak przeszło ok. 100 tys. osób, z czego ok. 37 tys. zostało zamordowanych, a ok. 60 tys. wywieziono w 95 transportach do obozów koncentracyjnych oraz innych miejsc odosobnienia.[1]

[W okresie II wojny światowej] samo wspomnienie nazwy kompleksu więziennego, mieszczącego się przy ul. Dzielnej 24/26 w Warszawie, budziło grozę wśród mieszkańców stolicy i okolicznych miejscowości, w czasie okupacji niemieckiej 1939–1944 Pawiak stał się bowiem więzieniem śledczym gestapo. Na skutek terroru, jaki zapanował wówczas na terenie zakładu, przez pryzmat tragicznych warunków egzystencji osadzonych, w związku z tym, że zwolnienia były niezwykle rzadkie, a dla zdecydowanej większości przetrzymywanych tam osób więzienie stanowiło początkowy etap na drodze wiodącej albo na egzekucję, albo do obozu koncentracyjnego, słowo „Pawiak” na zawsze stało się synonimem męczeństwa i śmierci wielu tysięcy ludzi.[2]

Leszek Zabłocki28 listopada 1965 przy ul. Dzielnej 24/26 zostało otwarte Muzeum Więzienia Pawiak (oddział Muzeum Niepodległości). Muzeum powstało z inicjatywy i przy współudziale byłych więźniów Pawiaka. Budynek wzniesiony został na fundamentach VII i VIII oddziału więzienia, które w sierpniu 1944 r. zostało wysadzone przez Niemców. Nigdy nie dowiemy się, ilu ludzi, w szczególności oznaczonych plusami Żydów, przeszło przez Pawiak, ponieważ archiwum więzienne zostało zniszczone. Do budowy Muzeum wykorzystano wiele oryginalnych elementów, znalezionych w czasie odgruzowywania, tj. zawiasy, zamki, kraty czy elementy wyposażenia celi.

Zachował się także fragment bramy wjazdowej z drutem kolczastym, który obecnie stanowi fundament zespołu pomnikowego. Na zrekonstruowanym dziedzińcu oznaczono miejsce, gdzie więźniowie zmuszani byli do czołgania się po gorącym żużlu i popiele. Po obu stronach wejścia ustawione są tablice upamiętniające zamordowanych oraz deportowanych do obozów.

8 czerwca 2005 r. odbyła się uroczystość odsłonięcia Pomnika Drzewa Pawiackiego – jest to odlana w brązie kopia prawdziwego drzewa, które rosło przed Pawiakiem i przetrwało nawet wysadzenie budynku. Tabliczki z nazwiskami ofiar zaczęto przybijać do pnia drzewa już w 1945 r. Z czasem chore drzewo obumarło, przeszło szereg zabiegów konserwatorskich, w tym wzmocnienie korzeni konstrukcją żelbetową, jednak w 2004 r. okazało się, że po prostu nie ma już czego ratować – dlatego też w miejscu oryginału postawiono kopię z brązu.

Pomnik odlany był w Gliwickich Zakładach Urządzeń Technicznych, które kontynuują ponad dwustuletnią tradycję odlewnictwa artystycznego, zapoczątkowanego przez Królewską Odlewnię Żeliwa w Gliwicach. Sławomir Szubko, którego ojciec i stryj zostali zamordowani na Pawiaku, pieczołowicie odrestaurował tabliczki z nazwiskami, jedna ze 140 tabliczek poświęcona jest zmarłym przodkom artysty.[3]

Pawiak – fragment ocalałej bramy wjazdowej, źródło: Muzeum Powstania Pawiak
Pawiak – fragment ocalałej bramy wjazdowej. Źródło: Muzeum Więzienia Pawiak

 

W tym szczególnym miejscu warto pojawić się z okazji tak wyjątkowej, jak Godzina W. 1 sierpnia 2017 r. o godzinie 16:00 odbyło się spotkanie byłych więźniów Pawiaka i obozów koncentracyjnych oraz ich rodzin. W spotkaniu udział wzięli również przedstawiciele Fundacji Polsko-Niemieckie „Pojednanie”. O godzinie 17.00 wspólnie oddaliśmy cześć pomordowanym Więźniom i Powstańcom pod Pomnikiem Drzewa Pawiackiego. Widok byłych więźniów Pawiaka z opaskami na ramieniu budził uczucia nie do opisania.

Leszek Zabłocki Leszek Zabłocki

 

LESZEK ZABŁOCKI: ZA MAŁO SIĘ O TYM MÓWI

Leszek ZabłockiNawet nie jestem w stanie zliczyć, ile razy por. Leszek Zabłocki wypowiedział te słowa. Minie niedługo 78 lat od wybuchu II wojny światowej i tylko uczestnicy i świadkowie tamtych dni mogą ocenić, czy świat dowiedział się wystarczająco dużo o zbrodniach, które miały miejsce – tak naprawdę tylko oni, nikt inny. A zatem, jeżeli były więzień Pawiaka, jednego z najmroczniejszych miejsc w Warszawie, i były jeniec trzech obozów koncentracyjnych twierdzi, że „za mało się o tym mówi”, to ja mu po prostu wierzę. 31 lipca tego roku por. Zabłocki wykłócał się z urzędnikiem warszawskim, który w 1944 r. miał nieco ponad 10 lat i twierdził, że Powstanie Warszawskie było wydarzeniem na skalę regionalną i nie miało wpływu na resztę kraju, a tym bardziej świata. Por. Leszek Zabłocki sugerował również, że zawieszanie przez prezydent Warszawy stołecznych flag przy flagach polskich z okazji obchodów rocznicy Powstania również w jakiś sposób zawężają rangę wydarzenia, jakim było Powstanie Warszawskie.

Pamiętam, jaki szok przeżyłam w 2004 roku, gdy spotkałam Włochów, którzy… nigdy nie słyszeli o obozach zagłady. Nigdy nie słyszeli o Oświęcimiu, nigdy nie słyszeli o Majdanku i tym podobnych miejscach. Gdyby nie znali polskich nazw, a prędzej niemieckie, zważywszy, że północne Włochy w dużej części są niemieckojęzyczne – zrozumiałabym. Ale żeby młodzi Europejczycy, których kraj również brał udział w wojnach i przeszedł przez okres podziałów i trudów zjednoczenia, na dodatek wykształceni, z dostępem do książek, internetu (może wtedy dostęp ten nie był aż tak powszechny, jak dziś, jednak bez problemu można było już znaleźć wiele informacji) nigdy nie słyszeli o nazistowskich zbrodniach, jakie działy się w obozach koncentracyjnych? Starałam się rozumieć nawet to, że nie mieli pojęcia, gdzie leży Polska, mimo że ówczesny papież był Polakiem i wiedzieli, kim jest Wałęsa, a nawet Wajda czy Kieślowski. Ale fakt, że nigdy nie słyszeli o obozach koncentracyjnych, prostu nie mieścił mi się w głowie. Jeden miał, zdaje się, 18, a drugi nieco ponad 20 lat. Wstyd mi było, że Europa mogła dopuścić do takiego stanu ignorancji. Zaczęło do nich docierać, że ominęło ich coś ważnego, gdy zobaczyli, że jakaś dziwna Polka histerycznie zareagowała na to, co powiedzieli. Wyzwalam ich od ignorantów i nieuków, nie wstydząc się przy tym łez. Zrobiłam im krótką lekcję historii i spytałam, czy naprawdę nie uczyli ich tego w szkole. – Nie, nie uczyli – odpowiedzieli. – A może uczyli, ale nie słuchaliśmy.

No to teraz posłuchajcie, młodzi ludzie, o bohaterze, który trafił do niewoli, gdy miał 18 lat. Był młodym chłopakiem z marzeniami, planami, wizją dalszego życia, które nagle zostało brutalnie zatrzymane w nocy z 17 na 18 września 1942 r.

Informacje zamieszczone poniżej w dużej mierze zostały zasłyszane od por. Leszka Zabłockiego, z którym rozmawialiśmy bezpośrednio po zakończeniu obchodów 73. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego, mieliśmy także możliwość porozmawiać z nim później, ponieważ odwoziliśmy por. Zabłockiego do domu – nie mogliśmy pozwolić, aby 93-letni kombatant z odznaczeniami na piersi wracał w korkach i upale komunikacją miejską. W czasie wspólnej drogi poznaliśmy wiele dodatkowych szczegółów z jego pobytu na Pawiaku i w obozach koncentracyjnych. Pierwszy raz mieliśmy możliwość zasłyszeć takie wspomnienia bezpośrednio od uczestnika tamtych wydarzeń, było to więc dla nas naprawdę niesamowite i wzruszające przeżycie. Później na własną rękę odszukaliśmy informacje na temat biografii por. Zabłockiego, czytaliśmy wspomnienia, słuchaliśmy wywiadów, obejrzeliśmy filmy ze spotkań z młodzieżą. Nieopisanie pomocnym źródłem był artykuł „Jola”, „Marysia” i „Rudy”: więźniowie Pawiaka autorstwa Roberta Hasselbuscha, z którego zaczerpnęliśmy wiele informacji i cytatów, serdecznie polecamy lekturę. O swoich tragicznych przejściach por. Leszek Zabłocki opowiada podczas spotkania z uczniami LII LO im. Władysława Stanisława Reymonta w Warszawie z okazji realizacji projektu „Poznaj bohatera. Zapoznanie się ze wspomnianymi źródłami pomogło nam skompletować i usystematyzować informacje, aby zaprezentować życiorys i tragiczne przejścia młodego konspiranta, który nigdy się nie poddał. Wszystkie źródła, na których się opieraliśmy, podane są w przypisach i bibliografii.

Uprzedzamy, że opisy zaprezentowane w poniższym artykule są drastyczne, dzieci mogą zapoznać się z tekstem tylko za zgodą rodziców bądź opiekunów.

 

EDUKACJA

Leszek Zabłocki urodził się 9 sierpnia 1924 r. w Warszawie. Wraz z rodzicami, Janem Eugeniuszem i Lucyną z domu Jackowską, mieszkał do 1935 r. przy ul. Stalowej na warszawskiej Pradze. W 1935 r. rodzina przeprowadziła się do Śródmieścia na ul. Złotą przy kinie „Palladium”, a jeszcze przed wybuchem wojny w 1939 r. Zabłoccy przenieśli się na ul. Krechowiecką 6 na Żoliborz (obecnie ul. A. Cieszkowskiego 1/3). Po ukończeniu szkoły powszechnej Leszek uczęszczał do Państwowego Gimnazjum im. Adama Mickiewicza (wówczas mieszczącego się przy ul. Konopczyńskiego), do momentu wybuchu wojny ukończył dwie klasy, a w okresie okupacji kontynuował naukę na tajnych kompletach. W 1941 r. skończył gimnazjum, uzyskał świadectwo małej matury i kontynuował naukę na kursie przygotowawczym do szkoły zawodowej II stopnia. Zajęcia prowadzili nauczyciele Liceum Handlowego, co –  wraz z uczęszczaniem na komplety z języka polskiego i historii – zaliczano jako liceum. W 1942 r., w roku aresztowania, Zabłocki rozpoczął drugą klasę szkoły średniej.

Jako że w okresie okupacji istniał obowiązek pracy (co chroniło przed wywózką na roboty, a poza tym w większości domów się nie przelewało, więc każdy członek rodziny pomagał w utrzymaniu domu), równolegle z kontynuacją nauki, Zabłocki podjął także pracę w firmie handlowej „Nasz Sklep – Urania”, zajmującej się sprzedażą hurtową papieru i materiałów piśmienniczych. Pracował najpierw na stanowisku praktykanta, a potem ekspedytora. Dyrektorem był tam jego ojciec.

 

DZIAŁALNOŚĆ KONSPIRACYJNA

Anna Lisowska, Leszek Zabłocki, Adam Nowosławski, Jerzy Fiedler oraz Jerzy i Lech Giergielewiczowie byli kolegami z podwórka na Żoliborzu. Koledzy często przynależeli do grup konspiracyjnych o odmiennym zabarwieniu ideowym, większość należała do Narodowych Sił Zbrojnych, niektórzy do organizacji lewicowych, nie przeszkadzało to jednak w utrzymywaniu relacji towarzyskich, ponieważ znali się od dziecka. Ze względu na ścisłą konspirację uczestnicy nie znali swoich adresów ani nazwisk, we wzajemnych kontaktach posługiwali się jedynie imionami bądź pseudonimami. Zdarzało się także, że nawet nie była im znana nazwa organizacji, w szeregach której działali. Na przykład Jerzy Giergielewicz „Rudy” relacjonuje, że dowiedział się o swojej przynależności organizacyjnej dopiero po wojnie od swojego brata, gdy otrzymał przysłaną z Londynu legitymację kombatancką.[4]

Poza uczestnictwem w szkoleniach wojskowo-politycznych chłopcy wykonywali również różne zadania konspiracyjne. Jednym z nich było przechowywanie i przenoszenie broni. Leszek Zabłocki tak wspomina swoją działalność konspiracyjną: W 1939 roku jako piętnastolatek brałem udział w gaszeniu pożarów w czasie oblężenia Warszawy, a później zaczął się okres konspiracyjny. Ponieważ należałem do Związku Harcerstwa Polskiego, a harcerstwo kontynuowało działalność po wybuchu wojny, przeszliśmy do konspiracji. W kierownictwie naszej drużyny dominowały poglądy skrajnie prawicowe, więc ostatecznie trafiłem do organizacji „Związek Jaszczurczy”. Działalność konspiracyjna polegała na szkoleniu bojowym i politycznym.[5]

Związek Jaszczurczy – wojskowa organizacja niepodległościowa utworzona 14 X 1939 r. w Warszawie przez przedwojennych działaczy Obozu Narodowo-Radykalnego „ABC”. Środowisko to nazywano w konspiracji Grupą „Szańca”, od tytułu naczelnego organu prasowego „Szaniec”. Najprężniejsze struktury powstały w Warszawie, na Kielecczyźnie oraz na Pomorzu, ponadto ośrodki organizacji funkcjonowały także na Kresach Wschodnich. Na czele ZJ stał komendant główny, którym był kpt. rez. Władysław Marcinkowski ps. „Władysław Szymkiewicz”, „Jaxa”. Prężny rozwój był możliwy dzięki pozyskaniu wykwalifikowanych wojskowych, powołaniu profesjonalnych szkół podchorążych oraz propagowaniu radykalnego politycznie programu. Głoszono hasło „przewrotu narodowego” we wszystkich aspektach życia i utworzenie Katolickiego Państwa Narodu Polskiego z ograniczeniem praw mniejszości narodowych. Uznając władze polskie na uchodźstwie: Naczelnego Wodza, prezydenta i Rząd RP, ZJ był nastawiony opozycyjnie w stosunku do ZWZ-AK i Delegatury Rządu na Kraj. Organizacja stawiała sobie za cel odzyskanie niepodległości w granicach przedwojennych na wschodzie, na zachodzie opartych na Odrze i Nysie Łużyckiej i z włączeniem do Polski Prus Wschodnich. ZJ nie był nastawiony na akcję zbrojną, ograniczając ją do koniecznego minimum w obawie przed niemieckim odwetem, lecz na działalność wywiadowczą i propagandową. W obu aspektach należy wspomnieć o sporych osiągnięciach Ekspozytury „Z” („Zachód”), która prowadziła wywiad ofensywny na obszarze Trzeciej Rzeszy, oraz o wydawaniu w latach 1939-1942 kilkudziesięciu pism konspiracyjnych. W lecie 1942 r. doszło do porozumienia kierownictwa Grupy „Szańca” z rozłamowcami ze Stronnictwa Narodowego i Narodowej Organizacji Wojskowej, którzy byli przeciwni scaleniu z AK. W ten sposób 20 IX 1942 r. powołano Narodowe Siły Zbrojne.[6]

Leszek Zabłocki przyjął pseudonim Jola, który nie pochodził od imienia żeńskiego, a od nazwy określającej jacht mieczowy, używany w żeglarstwie sportowym, który ówcześnie był pasją chłopca.

 

ARESZTOWANIE

Niebezpieczeństwo wykrycia działalności konspiracyjnej przyszło w dość nieoczekiwany sposób. Jedna z koleżanek z podwórka, Anna Lisowska, zaangażowana w ZWZ-AK, została aresztowana 6 sierpnia 1942 r. w okolicach pl. Zbawiciela i przewieziona w al. Szucha, a potem na Pawiak. Tego dnia dziewczyna spotkała się z koleżanką przynależącą do tej samej komórki konspiracyjnej, Wandą Albrecht, którą śledził agent niemiecki. Wanda była córką płk. Janusza Albrechta, aresztowanego 7 lipca 1941 r. Torturowany w śledztwie zgodził się przekazać Komendantowi Głównemu ZWZ gen. bryg. Stefanowi Roweckiemu niemiecką propozycję zawarcia „cichego układu”, na mocy którego ZWZ miałaby zaniechać wszelkich akcji przeciwko Niemcom, w zamian za co nie byłaby przez nich zwalczana. Zwolniony 27 sierpnia 1941 r. z więzienia w Kielcach wrócił do Warszawy i usiłował dotrzeć do Roweckiego. Po stwierdzeniu braku szans na przyjęcie przez ZWZ niemieckiej propozycji – zobowiązany względem Niemców oficerskim słowem honoru do powrotu do Kielc po zakończeniu misji – popełnił 6 września 1941 r. samobójstwo w Warszawie.[7] Jola podejrzewał, że aresztowanie Anny Liszkowskiej mogło mieć związek z płk. Januszem Albrechtem. Anna była przesłuchiwana i potwornie bita. Niczego nie ujawniła, pech jednak chciał, że miała przy sobie zdjęcie, na którym znajdowali się koledzy z podwórka, na dodatek gestapo przechwyciło jej gryps do matki, w którym była informacja o konieczności ukrycia „papierów”.

„Gestapo nie wiedziało, kto to może być, gdzie są te papiery i posłużyli się swoim konfidentem. To są wszystko moje domysły, bo inaczej, to by się nie dało tego zrobić. I ten konfident wskazał im nazwiska czterech chłopców z naszego domu. On widywał, że my się kontaktujemy. I chyba to zdecydowało o tym dość przypadkowym doborze. Z tym, że ten list był już drugi z kolei. Na podstawie jej pierwszego listu papiery już zostały schowane, usunięte. Już ich tam nie było, w związku z tym rewizja u niej w domu, aresztowanie jej matki nic już nie zmieniło, podobnie jak nasze aresztowanie. „Wo sind die Papieren?”, „Nie ma, nie wiemy. Co za papiery, pierwsze słyszę”. To tak właściwie wyglądało i to całe szczęście, że niczego nie znaleziono. (…) Myśmy byli potrzebni po to, żeby powiedzieć, co to za papiery. To były plany konstrukcji broni.”[8]

Leszek Zabłocki przypuszcza, że aresztowanie mogło nastąpić na skutek znalezienia przy Annie Lisowskiej owej wspomnianej zbiorowej fotografii przedstawiającej młodych konspiratorów, jednak nie wyklucza także donosu jednego z mieszkańców.[9]

Anna Lisowska przebywała na Pawiaku do 17 stycznia 1943 r., następnie została wywieziona transportem do obozu koncentracyjnego KL Lublin/Majdanek.[10] Jej koleżanka Wanda Albrecht została aresztowana przez gestapo 20 sierpnia 1942 r. i osadzona na Pawiaku. Trzykrotnie przesłuchiwana w al. Szucha, była bita. Była jeńcem obozów KL Lublin/Majdanek, KL Auschwitz oraz KL Ravensbrϋck, gdzie przebywała do wyzwolenia. Po wojnie była lekarzem pediatrą. Zmarła w 1983 r.[11]

Leszek Zabłocki wspomina: Zdawaliśmy sobie sprawę, że to aresztowanie może być dla nas niebezpieczne, więc w lipcu 1942 roku opuściłem Żoliborz i przez półtora miesiąca mieszkałem u rodziny w Podkowie. Ponieważ zbliżał się rok szkolny, a ja byłem w klasie maturalnej liceum imienia Mickiewicza (chodziłem na tajne komplety), wróciłem do Warszawy i wydawało się, że nic mi już nie grozi. Tymczasem dwa tygodnie później zjawiło się u nas gestapo.[12]

Aresztowanie przez Niemców miało miejsce w nocy z 17 na 18 września 1942 r. Zatrzymani zostali wtedy trzej chłopcy: Leszek Zabłocki, Adam Nowosławski i Jerzy Giergielewicz.

Adam Maria Nowosławski ps. Marysia urodził się 30 kwietnia 1925 roku w Rzeszowie, syn Władysława i Matyldy z domu Sowa. Pochodził z rodziny inteligenckiej o poglądach lewicowych. Początkowo także mieszkał z rodziną na Pradze, a potem rodzina przeniosła się na Żoliborz. W działalność konspiracyjną włączył się w 1940 r.[13] w ramach akcji i spotkań organizowanych przez młodzież z 14. Wodnej Warszawskiej Drużyny Harcerzy im. hetmana Jana Karola Chodkiewicza, która funkcjonowała przy gimnazjum im. ks. Poniatowskiego, a od wiosny 1941 r. był żołnierzem w batalionie „Baszta”. Zaangażowanie w konspiracji (…) polegało głównie na uczestnictwie w szkoleniach wojskowych oraz akcjach poszukiwania i wykopywania broni ukrytej we wrześniu 1939 roku. Zajęcia teoretyczne poświęcone były takim zagadnieniom, jak: terenoznawstwo, wiedza o broni, regulamin oraz musztra. Intensyfikacja szkoleń zbiegła się wraz z utworzeniem batalionu, odbywały się one przynajmniej raz w tygodniu w prywatnych mieszkaniach poszczególnych żołnierzy.[14]

Jerzy Giergielewicz ps. Rudy (jego pseudonim wziął się od koloru włosów) urodził się 11 stycznia 1925 roku w Sadlnie na Kujawach, syn Ignacego i Adelajdy z domu Twardowskiej. Wraz z rodzicami i rodzeństwem, bratem Leszkiem oraz siostrą Hanią, mieszkał w pobliskim Radziejowie. W 1932 roku przeprowadził się wraz z rodziną do Warszawy. W działalność konspiracyjną włączył go w lecie 1941 r. starszy brat, Lech Giergielewicz, żołnierz Centrum Wyszkolenia Szkoły Podchorążych Piechoty ZJ-NSZ. Szkolenia obejmowały z reguły dwa rodzaje zagadnień. Najczęściej dotyczyły podstawowego wyszkolenia wojskowego, z takimi tematami jak: drużyna w ataku, drużyna w obronie, budowa i posługiwanie się bronią krótką itp. Druga tematyka szkoleń dotyczyła historii Polski, myśli patriotycznej, tradycji narodowych, a więc była w jakiejś mierze szkoleniem ideologicznym. Te drugie szkolenia odbywały się nieregularnie, co kilka tygodni, najczęściej w mieszkaniu państwa Sarneckich przy ul. Cieszkowskiego. Wykładowcą był młody, mówiący piękną polszczyzną i niezwykle sugestywnie Olgierd Budrewicz.[15]

Aresztowania uniknęli dwaj chłopcy: brat Jerzego, Lech Giergielewicz, który zdążył się ukryć – przed wtargnięciem Niemców do mieszkania zdążył wyjść na klatkę schodową, wszedł po cichu na górę i ukrył się w mroku pod drzwiami strychu,[16] a kolejny z grupy konspirantów, Jerzy Wiesław Fiedler, członek „Baszty”, zdołał uciec. Gdy został wyprowadzony z mieszkania, znalazł się z dwoma gestapowcami w bramie budynku. Fiedler wykorzystał moment nieuwagi, podczas którego gestapowcy schowali pistolety do kieszeni i wyciągnęli papierośnice. Na to czekałem – i w nogi w stronę szopy na środku podwórza. Zanim wyjęli pistolety z kieszeni, ja już byłem koło szopy. Gdy oni dobiegli, ja byłem już w drodze do tego drewnianego płotu. Oni zaczęli strzelać jednocześnie w moim kierunku, ale albo ja miałem szczęście lub oni byli źle wyszkoleni i nie trafili. Ostatnim wysiłkiem skoczyłem na ten płot, lecz nie miałem już siły, by się dostać na drugą stronę. Po prostu spadłem bezwładnie jak kamień i znalazłem się, na szczęście, w kałuży zimnej wody – i to mnie uratowało. Ożywiłem się, wstałem i biegiem bocznymi uliczkami dotarłem do mieszkania Tadzia Kubalskiego.[17] Po brawurowej ucieczce ze szponów gestapo, Fiedler przez dwa dni ukrywał się u kolegi z oddziału i następnie po zorganizowaniu nowych dokumentów przeniósł się do rodziny w innej części miasta.[18]

 

PAWIAK

Zatrzymani Leszek Zabłocki, Jerzy Giergielewicz oraz Adam Nowosławski zostali przewiezieni na Pawiak. Pierwszy przesłuchaniu poddany został Zabłocki, uznany za przywódcę z racji wieku i wysokiego wzrostu. Przesłuchanie odbyło się jeszcze na terenie Pawiaka, a nie w al. Szucha. Przesłuchania zaraz po aresztowaniu, dodatkowo jeszcze na Pawiaku, były przeprowadzane w sytuacjach, gdy gestapowcy chcieli wykorzystać krótki okres od zatrzymania oraz związany z tym strach i przerażenie osoby schwytanej, aby nie miała ona czasu na „oswojenie się” z nową tragiczną sytuacją, na przemyślenie i przygotowanie linii obrony w trakcie składania zeznań. Miejscem na Pawiaku, gdzie przesłuchiwano więźniów, były pokoje naprzeciw kancelarii głównej tuż obok oddziału I więzienia, wykorzystywano także dawną kaplicę na V oddziale. W trakcie „badań” przy ul. Dzielnej stosowano podobne bestialskie i brutalne metody jak w al. Szucha. Najpospolitszym sposobem torturowania więźniów, zarówno mężczyzn, jak i kobiet, było bicie po całym ciele, między innymi pejczami, nahajkami z drutem w środku, gumowymi pałkami czy stalowymi prętami. Nie zważając na wiek bądź stan zdrowia przesłuchiwanego, hitlerowscy oprawcy stosowali także inne wymyślne, okrutne metody tortur, np. topienie poprzez wlewanie dużej ilości wody do nosa, duszenie uszkodzoną maską przeciwgazową, drażnienie prądem elektrycznym czy przypalanie ciała rozpalonym żelazem bądź papierosami.[19]

Gmach oddziału męskiego Pawiaka na początku XX wieku, widok od ul. Dzielnej. Źródło: Wikipedia, Pawiak.

 

Najtragiczniejszy okres w historii funkcjonowania Pawiaka jako więzienia politycznego to lata 1939-1944, czas II wojny światowej i okupacji niemieckiej. Do ludności warszawskiej dochodziły informacje o tak strasznych zbrodniach dziejących się za murami więzienia, że często można było spotkać napisy „Pawiak pomścimy” w różnych częściach miasta.

 

Artykuł w Biuletynie Informacyjnym z 10 czerwca 1943, informujący o kolejnej masakrze więźniów Pawiaka. Źródło: Wikipedia, Pawiak.

 

Egzekucja na Pawiaku. Źródło: Muzeum Więzienia Pawiak.

 

Napis „Pawiak pomścimy” wykonany na tablicy ogłoszeniowej. Źródło: Muzeum Więzienia Pawiak.

 

PRZESŁUCHANIE

Przesłuchanie Zabłockiego trwało około pół godziny i było bardzo ciężkie. Niemcy bili chłopca, próbując wyciągnąć z niego informację, dlaczego Fiedler uciekł. Jola utrzymywał, że uciekinier jest starszy i nie łączą ich bliższe kontakty. W trakcie „badania” Zabłocki nabrał przeświadczenia, że Niemcy nic nie wiedzą ani o nim, ani o jego działalności konspiracyjnej. Został brutalnie pobity, miał poważnie poranioną rękę oraz pękniętą skórę na czaszce.[20] Rudy wspomina: Pierwsze co tam dostrzegam, to stojącą do mnie tyłem wysoką znajomą postać kolegi z podwórka – Leszka Zabłockiego. Gdy Leszek odwraca się powoli w moją stronę, widzę, jak jest okropnie pobity. Całą głowę i twarz ma w krwawych ranach, a jego włosy to jedna krwawa skorupa. W spojrzeniu – lęk i grymas bólu. Serce wali mi jak młotem. W ciągu tych minut błyskawicznie dojrzewam. Wiem, że właśnie teraz i tutaj kończy się czas mojego dzieciństwa, a może i… wszystko. Prześladuje mnie wciąż tylko jedna myśl: czy jeśli będę bity tak jak Leszek, zdołam utrzymać tajemnicę konspiracji? I natychmiastowe postanowienie – muszę, muszę![21]

Rudy i Marysia nie zostali poddani badaniom zaraz po aresztowaniu, a umieszczono ich w celi „małolatków”, obaj nie mieli jeszcze ukończonych 18 lat. Wspomnienia Rudego: [Wartownik] wyprowadził mnie na górne piętro i wepchnął do celi wielkości średniego pokoju mieszkalnego, z wysoko usytuowanym, małym, zakratowanym oknem. W celi spędzonych już było w niesłychanym tłoku 33 więźniów, ja byłem 34. Ponieważ był środek nocy, wszyscy leżeli na podłodze na kilku siennikach i wszyscy na jednym boku, bo nie starczało miejsca do ułożenia się  na wznak. W ciszy i bez jakichkolwiek pytań zrobiono mi niemal automatycznie minimum miejsca do położenia się. Do rana leżałem bez zmrużenia oka, starając się z największym wysiłkiem ocenić sytuację. A sytuacja była prawie beznadziejna i zupełnie nieprzewidywalna, gdyż w każdej następnej godzinie mogło zdarzyć się to najgorsze.[22] Marysia relacjonował, że najmłodszy z chłopców miał około 8-9 lat, a najstarszy 18.[23]

 

KWARANTANNA

Zabłocki został następnie osadzony w pojedynczej celi na tzw. kwarantannie, w VII oddziale więzienia. Leon Wanat – nauczyciel i pisarz, więzień Pawiaka, gdzie został tzw. więźniem funkcyjnym – pisarzem w kancelarii więziennej, a po wojnie napisał wspomnienia monografie na temat warszawskiego więzienia – tak opisuje tę część Pawiaka: (…) mieściły się w suterenach najgorsze oddziały Pawiaka, tj. VII i VIII, o mrocznych, wilgotnych, brudnych i zapluskwionych ścianach (…). Oddział VII, przejściowy, zajmował prawą stronę Pawiaka. Tu, w zatłoczonych i zatęchłych celach, rozlokowywano nowo przybyłych więźniów na tak zwaną kwarantannę, trwającą do dwu tygodni. Cele o kamiennej posadzce pozbawione były najniezbędniejszych sprzętów, brakowało nawet sienników i słomy do spania.[24]

Wspomnienia Zabłockiego: Tam nawet nie było łóżka, spałem na podłodze, miałem siennik. W każdym razie okno z tej celi było na poziomie ziemi i wychodziło na podwórze więzienne. Widać było stertę żużlu. Ponieważ w tej celi siedziałem chyba 10 dni, widziałem, jak niemieccy esesmani znęcali się nad grupą Żydów, którzy też siedzieli na Pawiaku, karząc im tarzać się w tym niewygaszonym żużlu tak, że ubrania na nich zaczynały się palić. Wachmajster SS-Oberscharführer Franz Bürkl[25] spędzał na podwórze grupę więźniów celem „prowadzenia sportu”. Po wyczerpaniu całego repertuaru tortur polecał wszystkim pełzać po rozpalonym żużlu w górę. Gdy któryś z więźniów wahał się przez chwilę, wachmajstrzy poniewierali go i bili. Próbowano pełzać na brzuchach i łokciach, aby nie palić dłoni, ale i ten sposób nie był dobry, gdyż ubranie tliło się i parzyło całe ciało. Potem następowało powrotne pełzanie w dół… i znowu do góry. Wędrówka powtarzana kilkakrotnie była niewysłowioną męczarnią. A tymczasem szał śmiechu ogarniał wachmajstrów na widok więźniów, którzy gasili rękami tlące się ubrania.[26]

 

IZOLATKA

Po pobycie na oddziale kwarantanny i aby złamać go psychicznie Zabłocki trafił do izolatki, która znajdowała się piętro wyżej, na oddziale II więzienia, w lewym skrzydle budynku na parterze: To była pojedyncza cela. Wydrapałem sobie później na ścianie taki wierszyk: „Trzy kroki wzdłuż, dwa wszerz, codziennie swoją celę mierz”. Takiej wielkości była ta cela. Łóżko odchylane do ściany z siennikiem, jakiś stolik, taboret, kubeł z przykrywką, dzbanek z miską. Okno w celi było wysoko, przez które, od razu mi zapowiedziano, nie można było wyglądać. Jak będę wyglądać, to mogą mnie strażnicy zastrzelić. Oczywiście cela była otwierana tylko dwa razy dziennie.[27] Przychodził esesman, któremu musiałem się meldować po niemiecku: „Zelle Nummer… belegt mit einem Häftling. Alles in Ordnung” – Cela numer… zajęta przez jednego więźnia. Wszystko w porządku.[28]

 

ZNĘCANIE SIĘ NAD WIĘŹNIAMI

Raport musiała składać każda cela na Pawiaku w trakcie apelu porannego około godziny 6, zaraz po pobudce, oraz wieczornego o 18, co czynił zawsze w przypadku większej liczby osadzonych tzw. starosta celi. Następnie więźniowie byli wypuszczani do ubikacji, które znajdowały się na końcu długiego korytarza, po jego lewej i prawej stronie. Następowało to „celami”, tzn. najpierw jedna, przy pozostałych zamkniętych, i po jej powrocie kolejna. W tym czasie stał tam więzień funkcyjny tzw. korytarzowy i na jego okrzyki „lewa wolna” lub „prawa wolna” osoby z celi biegły do toalety. W pośpiechu, przy krzykach i ponagleniach wachmajstrów, więźniowie musieli ponadto zabrać, opróżnić i umyć miskę oraz kubeł na nieczystości, a także napełnić wodą dzbanek. Oprawcy z więziennej załogi SS wykorzystywali poranną toaletę, aby bić i znęcać się nad osadzonymi, co oddaje wspomnienie Jerzego Giergielewicza z pierwszego ranka na Pawiaku:[29]

Z boku długiego korytarza, na końcu którego znajdowała się ubikacja, stało dwóch esesmanów z ciężkimi krótkimi batami i z psami, a towarzyszący mi więźniowie, znający już tutejsze zwyczaje, wiedzieli, że trzeba w stronę ubikacji skakać w niskich przysiadach tzw. żabki i tak mijać esesmanów, by możliwie zmniejszyć ryzyko dostania batem, czy poszczucia psem. Młodzi, sprawniejsi, radzili sobie  z tym nie najgorzej, ale i oni dostawali potężne razy. Ale byli w naszej celi ludzie starsi, już wcześniej ciężko pobici, schorowani i ci byli zupełnie bezradni, a nawet czasem zrezygnowani, przyjmując uderzenia bata, czy kły psa, jak coś nieuchronnego, prawie bez próby samoobrony.[30]

Osadzony w izolatce Zabłocki czynności związane z opróżnieniem kubła na nieczystości i napełnienia dzbanka wodą wykonywał, rzecz jasna, w odosobnieniu.[31]

Inną formą znęcania się wachmajstrów nad więźniami Pawiaka było szczucie ich psami – przesłanymi z Berlina, tresowanymi wilczurami. Na podwórzu, w kancelarii czy na oddziałach więziennych wachmajstrzy szczuli psy na więźniów słowem „Häftling” (więzień), nieraz wpychali dla rozrywki bezbronne osoby do kojców i patrzyli, jak bestia gryzie i szarpie ofiarę zadając jej ciężkie rany.[32] Zaatakowany i poraniony przez psa został Marysia, który wykonywał tzw. żabki: Pamiętam, że kiedyś byłem ostatni w szeregu posuwających się tych „żabek”. Za mną był tylko warczący pies, który się wysforował, dwa psy trzymane przez esesmanów, którzy na razie bili się tylko batami po cholewach. Ja sobie przypomniałem kiplingowski zwrot: „a ostatnich szarpią psy”. Miałem na prawej ręce wszędzie zropiałe paznokcie. Nie mogłem uzyskać jakiejś pomocy lekarskiej. Ten pies zaatakował ostatniego, powiedziałem: „No to ja z ciebie zrobię swojego doktora” i wsadziłem mu to w pysk. I on mi właściwie rozszarpał te ropiejące palce.[33]

Opaska więzienna Leszka Zabłockiego z jego numerem. Zdjęcie zrobione podczas spotkania z por. Zabłockim 1 sierpnia 2017 r.

 

 WYŻYWIENIE

Jak wspomina Jola, na śniadanie dostawał kawę i porcję chleba, a na obiad zupę z jarzyn – coś jak jarmuż. Pierwszy posiłek na Pawiaku wydawano o godzinie 7, a składał się na niego dzienny, około 120 g przydział chleba oraz półlitrowy kubek niesmacznej, czarnej, zbożowej kawy, zwanej „lurą”. W południe był obiad, czyli miska „wodnistej”, „mętnej” zupy zrobionej przeważnie z liści buraków, brukwi, kapusty, robaczywego grochu, zgniłych kartofli bądź starych, zatęchłych ryb. Na kolację o 17 wydawano jedynie kubek kawy oraz, raz w tygodniu, zupę jak na obiad.[34]

 

PRÓBY PRZETRWANIA

Ciężkie warunki w więziennych celach, permanentny głód, szykany wachmajstrów, brutalne przesłuchania i tortury oraz wizja egzekucji lub wywózki do obozów koncentracyjnych sprawiały, że osadzeni odczuwali notoryczny lęk i popadali w stan głębokiej depresji. Osoby o mocniejszej psychice starały się, w miarę możliwości, podtrzymywać współwięźniów na duchu. W celach opowiadano o swoim życiu prywatnym, zawodowym, planach na przyszłość „kiedy się to już skończy”, a także prowadzono wykłady z różnych dziedzin i czytano zakazaną literaturę. W celi małolatków znalazł się, nielegalną ścieżką, podręcznik podoficera piechoty oraz Dzwonnik z Notre Dame Victora Hugo.[35] Więźniowie grali też w karty i szachy wykonane z kawałków kartonów z przesłanych paczek z figurkami ulepionymi z chleba.[36]

Więźniowie wspierani byli także przez konspirację pawiacką, tajną siatkę wewnętrzną, którą tworzyło wiele osób: więźniowie-lekarze, pisarze, tłumacze, korytarzowi, porządkowi na oddziałach, zatrudnieni w pralni, warsztatach czy kolumnie sanitarnej, którzy jako łącznicy docierali do każdego miejsca na terenie kompleksu więziennego. Oprócz stworzenia wewnętrznej sieci łączności, ogromną zasługą konspiracji pawiackiej było również utrzymywanie kontaktu ze światem zewnętrznym. W tym ostatnim pomagała szczególnie polska straż więzienna, wolnościowy personel lekarski oraz przedstawiciele Towarzystwa Opieki nad Więźniami „Patronat”.[37]

Osadzony w izolatce Zabłocki nie mógł liczyć na wsparcie współtowarzyszy niedoli, musiał sobie radzić sam w walce o przetrwanie. Po nabraniu przeświadczenia, że Niemcy tak naprawdę nic o nim nie wiedzą, starał się codziennie zagospodarować czas. Przede wszystkim aby rachuby owego czasu nie stracić, na ścianie celi wydrapał kalendarz. Czytał Biblię, którą otrzymał w paczce od rodziny za zgodą Niemców. Z kawałka metalu oderwanego od śmietniczki i zaostrzonego na betonowej podłodze, zrobił mały nożyk. Z grafitu (wyjętego podczas pisania notatki do rodziny) i kawałka drewnianej łyżki zrobił ołówek, za którego pomocą narysował na blacie planszę. Z chleba ulepił pionki i grał sam ze sobą w warcaby, co skutecznie zajmowało myśli i poprawiało kondycję umysłową. Próbował dbać również o tę fizyczną, żeby łatwiej znosić wykonywanie żabek i inne gimnastyczne tresury wachmajstrów, dlatego codziennie wykonywał przysiady.[38]

Pomoc lekarska oraz wsparcie ze strony konspiracji więziennej docierały także do izolatki Zabłockiego. Szczególnym uznaniem osadzeni darzyli doktora Felicjana Lotha, który sam był więźniem. Po brutalnym przesłuchaniu Zabłockiego dr Loth odprowadzał mu ropę z ręki i robił opatrunki, pomagał też Adamowi Nowosławskiemu, gdy trafił do szpitala po pogryzieniu przez wilczura.

Stanisław  Zelent, który w czasie uwięzienia na Pawiaku pełnił funkcję pisarza na II oddziale i działał jako łącznik w konspiracji więziennej, podpowiedział Zabłockiemu, żeby zgłaszał, że ma obstrukcję, aby w ten sposób dostać dodatkowy przydział kaszy. Posiłki te pochodziły z kuchni szpitalnej[39], którą w kwietniu 1940 roku zorganizował „Patronat”.

Inny więzień funkcyjny podpowiedział Zabłockiemu, aby zgłosił, że ma świerzb. Jola znalazł się w Krätzenzelle. Mimo że sienniki leżały bezpośrednio na podłodze i więźniowie musieli nacierać się codziennie roztworem siarki, to przynajmniej było z kim porozmawiać, co po okresie izolacji podniosło chłopca na duchu. Dodatkowo dostał paczkę żywnościową „na lewo”.[40]

Wyjątkowym wydarzeniem była też Wigilia, podczas której więźniowie, także izolowani, dostali nieco lepszą zupę i paczki żywnościowe od rodzin. Wspomnianemu wcześniej więźniowi funkcyjnemu Stanisławowi Zelentowi udało się wejść do izolatki Zabłockiego i złożyć mu życzenia, co bardzo Leszka pokrzepiło.

 

ALEJA SZUCHA

Trzej żoliborscy koledzy spotkali się ponownie 10 października 1942 r., byli razem transportowani na al. Szucha na dalsze przesłuchania. Wśród więźniów była także Anna Lisowska. Więźniów  wytypowanych na badania wywoływano dzień wcześniej wieczorem. Budzono ich przed piątą rano, następnie byli goleni, pili „w biegu” kawę i potem około 1-1,5 godziny czekali przed kancelarią. Ciężarówka, zwana przez nich budą, która przewoziła na przesłuchanie, zajeżdżała przed Pawiak  codziennie około  godziny 7:15  i odjeżdżała przed 8:00. Na pace samochodu ciężarowego  znajdowało się zazwyczaj około 30 osób, mężczyźni siedzieli w głębi, kobiety bliżej wyjścia, przy samej klapie gestapowcy z bronią.[41]

Jak mnie wywołano, to ustawiono w grupie tych wszystkich, którzy mieli być wiezieni na Szucha. Od razu zauważyłem tych dwóch kolegów, z którymi byłem aresztowany, i koleżankę, od której się cała sprawa zaczęła i przy której znaleziono naszą fotografię. Dawałem im znak wyrazem twarzy i nawet ruchem ręki, że ze mną wszystko jest w porządku, nie załamałem się. To samo przekazała mi ta koleżanka, później chodziło mi o to, żeby jakoś szepnąć tym dwóm moim kolegom to, do czego doszedłem w trakcie mojego przesłuchania po aresztowaniu. Ponieważ w ciężarówce, tzw. budzie, było ciasno – tyle wieziono więźniów na przesłuchanie, że część siedziała wkoło na ławkach, a część stała, część siedziała na kolanach tych, co siedzieli na ławkach – jednemu z kolegów, Adamowi Nowosławskiemu, z którym byłem aresztowany, usiadłem na kolanach. To była idealna sytuacja, żeby coś do ucha mu szepnąć. Powiedziałem: „Słuchaj, oni ni cholery nie wiedzą na temat naszej konspiracji. Wszystkiego się wypierajcie”. Tyle mu przekazałem. On później się trzymał z drugim z kolegów – Jurkiem Giergielewiczem, bo z ciężarówki trafiliśmy do tramwaju na Szucha.[42]

Przetransportowani na al. Szucha więźniowie osadzani byli w tzw. tramwajach, czyli wąskich i głębokich celach bez okien. Przy podłużnych ścianach umieszczane były rzędy ławek podobne do tych z warszawskich tramwajów. Cele zamykane były kratą. Więźniowie siedzieli na ławkach tyłem do niej, a każda próba kontaktu ze współwięźniem była surowo karana. Dotkliwie przekonał się o tym Rudy, który próbował skontaktować się z kobietą siedzącą obok niego w „tramwaju”. Trzej esesmani zapytali mnie o  czym rozmawiałem  z sąsiadką w „tramwaju”. Odpowiedziałem im, że pytałem, która jest godzina i wspomniałem, żeby nie zdejmowała płaszcza, gdyż tu na dole jest zimno. To wystarczyło, by jeden z nich krzyknął mi w twarz łamaną polszczyzną: „Zimno ci? Zaraz ci będzie gorąco”. Jak to „gorąco” trzeba zrealizować, już wszyscy trzej dobrze wiedzieli, gdyż bez słowa wzięli do rąk ciężkie, grubo plecione, skórzane baty, rozstawili się na korytarzu co kilka metrów  i  kazali mi biegać tam i z powrotem. Gdy zacząłem biegać, podstawiali mi unoszone wysoko nogi, ubrane w buty oficerki, a gdy padałem do przodu, walili mnie z całej siły batami. Nie wiem, ile razy zdążyłem przebiec korytarz. Czułem, jak z każdym nawrotem ubywa mi sił i powietrza, plecy palą jak ogień, a w oczach robi się ciemno. Kilka razy upadłem, ale biciem i kopniakami zmusili mnie do powstania i dalszego biegania. Po kilku dalszych nawrotach upadłem i straciłem przytomność. Gdy spryskany wodą ocknąłem się, zaciągnęli mnie do kaloryfera, położyli siłą rękę na jego metalowych żebrach i zawyli: „Zimne czy ciepłe?” Z trudem powiedziałem: „Ciepłe”. Wtedy wrzucili mnie jak worek na powrót do tramwaju, gdzie powoli odzyskiwałem świadomość swej sytuacji i jakby w półśnie czekałem, co będzie dalej.[43]

Zabłocki został skonfrontowany z Anną Lisowską. Oboje twierdzili, że ich znajomość ma charakter jedynie towarzyski. Rudy i Marysia zostali pobici, Jolę bicie ominęło. Chłopców odwieziono z powrotem na Pawiak.

 

WYWÓZKA

17 stycznia 1943 r. Leszek Zabłocki, Adam Nowosławski i Jerzy Giergielewicz zostali wywiezieni ogromnym transportem więźniów do obozu koncentracyjnego KL Lublin/Majdanek.[44]

Dalsze tragiczne losy trójki konspirantów z Żoliborza w drugiej części Nie sposób zapomnieć.

 

 

 

[1] Kunert, A. K., Polskie Państwo Podziemne a Pawiak 1939–1944, [w:] Pawiak. Przewodnik po ekspozycji stałej, Muzeum Niepodległości, Warszawa 2009, s. 10.

[2] Hasselbusch, R., „Jola”, „Marysia” i „Rudy”: więźniowie Pawiaka, Niepodległość i Pamięć 21/3-4 (47-48), Warszawa 2014, s. 99.

[3] Historia Pawiaka.

[4] Hasselbusch, R., op. cit., s. 92.

[5] Zabłocki, L., Nie sposób zapomnieć, [w:] Podkowiański Magazyn Kulturalny, nr 64/2010.

[6] Żebrowski L., Związek Jaszczurczy, [w:] Encyklopedia Białych Plam, t. XVIII, Radom 2006, s. 271−273.

[7] Kunert, A. K., Słownik biograficzny konspiracji warszawskiej 1939–1944. Tom 1, Warszawa 1987, s. 26−27.

[8] Fragment wywiadu z profesorem Adamem Nowosławskim, jednym z aresztowanych wraz z Leszkiem Zabłockim. Wywiad z 28 sierpnia 1998 r. przeprowadzony z przez Zofię Zaks z Visual History Foundation „Survivors of the Shoah”.

[9] Muzeum Więzienia Pawiak, relacja audio-video Leszka Zabłockiego z dnia 20 grudnia 2010 r.

[10] Muzeum Więzienia Pawiak, list Anny Tłuchowskiej (z domu Lisowskiej) z 25 listopada 1976 r.

[11] Kunert, A. K., op. cit., s. 27.; Muzeum Więzienia Pawiak, kartoteka byłych więźniów.

[12] Zabłocki, L., op. cit.

[13] Fragment wywiadu z profesorem Adamem Nowosławskim, op. cit.

[14] Hasselbusch, R., op. cit. s. 85.

[15] Giergielewicz, J., Najkrótsza historia wojny i hitlerowskiej okupacji Polski 1939-1945 widziana oczami i opisana gehenną losu polskiego chłopca z warszawskiego Żoliborza, Szczecin 2000, s. 11.

[16] Hasselbusch, R., op. cit. s. 98.

[17] Z listu Jerzego Wiesława Fiedlera do Roberta Hasselbuscha z 15 sierpnia 2013 r.

[18] Hasselbusch, R., ibidem.

[19] Hasselbusch, R., ivi, ss.99-100.

[20] Muzeum Więzienia Pawiak, relacje Leszka Zabłockiego audio-video z dnia 20 grudnia 2010 r. oraz audio z dnia 16 grudnia 2011 r.

[21] Giergielewicz, J., Najkrótsza historia wojny…, op. cit., s. 30.

[22] Ivi, ss. 30-31.

[23] Fragment wywiadu z profesorem Adamem Nowosławskim, op. cit.

[24] Wanat, L., Za murami Pawiaka, Warszawa 1985, s. 12.

[25] Franz Bürkl – SS-Oberscharführer, wachmajster na Pawiaku od września 1941 r. Sadysta i narkoman. Za zbrodnie i morderstwa popełnione na więźniach skazany na śmierć przez Sąd Specjalny Polski Podziemnej. Zastrzelony 7 września 1943 r. o godz. 10 na ul. Litewskiej przez Jerzego Zborowskiego ps. Jeremi z batalionu „Parasol” Armii Krajowej. Muzeum Więzienia Pawiak, kartoteka funkcjonariuszy niemieckich, [w:] Hasselbusch, R., op. cit., s. 103.

[26] Muzeum Więzienia Pawiak, relacja audio-video Leszka Zabłockiego z dnia 20 grudnia 2010 r.

[27] Według relacji przekazanej podczas spotkania z uczniami LII LO im. Władysława Stanisława Reymonta w Warszawie z okazji realizacji projektu „Poznaj bohatera” cela otwierana była 3 lub 4 razy dziennie.

[28] Muzeum Więzienia Pawiak, relacja audio-video Leszka Zabłockiego z dnia 20 grudnia 2010 r.

[29] Hasselbusch, R., op. cit., s. 104.

[30] Giergielewicz, J., Najkrótsza historia wojny…, op. cit., s. 31.

[31]Poznaj bohatera”, Rejestracja spotkania z uczniami LII LO, op. cit.

[32] Wanat, L., Za murami…, op. cit., s. 26-27.

[33] Fragment wywiadu z profesorem Adamem Nowosławskim, op. cit.

[34] Hasselbusch, R., op. cit., s. 106.

[35] Fragment wywiadu z profesorem Adamem Nowosławskim, op. cit.

[36] Hasselbusch, R., op. cit., s. 107.

[37] Ivi, s. 108.

[38]Poznaj bohatera”, Rejestracja spotkania z uczniami LII LO, op. cit.

[39] Początkowo patronackie obiady, zwane przez więźniów „szpitalkami”, składały się z dwóch dań z małym kawałkiem mięsa. Wraz z zaostrzaniem się rygoru więziennego po przybyciu załogi niemieckiej opisywany dodatkowy posiłek stanowił tylko kleik, wpierw z ryżu, a później z kaszy jęczmiennej. „Patronat” w początkowym okresie mógł przygotowywać około 300 posiłków w ramach tzw. kuchni szpitalnej, z upływem czasu zaledwie 150. Tzw. „szpitalki” przyrządzane były z myślą o osobach umieszczonych w szpitalu czy izbie chorych. Wydawano je również więźniom młodocianym oraz tym na oddziałach, którzy uskarżali się na schorzenia żołądkowe. W drugiej połowie 1941 roku oraz przez cały 1942, czyli w okresie najgorszego wyżywienia na Pawiaku, wśród więźniów silnie szerzyła się biegunka. [w:] Hasselbusch, R., op. cit., s. 110.

[40]Poznaj bohatera”, Rejestracja spotkania z uczniami LII LO, op. cit.

[41] Hasselbusch, R., op. cit., s. 113, na podstawie: R. Domańska, Pawiak – kaźń i heroizm, Warszawa 1988, s. 96; L. Wanat, Za murami…, op. cit., s. 226.

[42] Muzeum Więzienia Pawiak, relacja audio-video Leszka Zabłockiego z dnia 20 grudnia 2010 r.

[43] Giergielewicz, J., Najkrótsza historia wojny…, op. cit., s. 33.

[44] Konzentrationslager (KL) Lublin funkcjonował od października 1941 r., wówczas jego oficjalna nazwa brzmiała Kriegsgefangenenlager der Waffen SS Lublin, czyli obóz Waffen SS dla jeńców wojennych. Od lutego 1943 r. przemianowany na obóz koncentracyjny. Nazywany potocznie Majdankiem od dzielnicy Lublina – Majdan Tatarski, w której był usytuowany. [w:] Majdanek, miejsce pamięci i muzeum.

 

 

Budrewicz, O., Słownik warszawski, WAiF, Warszawa 2004.

Encyklopedia Białych Plam, t. XVIII, Radom 2006.

Giergielewicz, J., Najkrótsza historia wojny i hitlerowskiej okupacji Polski 1939-1945 widziana oczami i opisana gehenną losu polskiego chłopca z warszawskiego Żoliborza, Szczecin 2000.

Hasselbusch, R., „Jola”, „Marysia” i „Rudy”: więźniowie Pawiaka, Niepodległość i Pamięć 21/3-4 (47-48), Warszawa 2014.

Kubalski, T., W szeregach „Baszty”, Warszawa 1969.

Kunert, A. K., Polskie Państwo Podziemne a Pawiak 1939–1944, [w:] Pawiak. Przewodnik po ekspozycji stałej, Muzeum Niepodległości, Warszawa 2009.

Wanat, L., Za murami Pawiaka, Warszawa 1985.

 

 

14. Wodna Warszawska Drużyna Harcerzy im. hetmana Jana Karola Chodkiewicza

Gliwickie Zakłady Urządzeń Technicznych

ul. Krechowiecka 6 na Żoliborzu (obecnie ul. A. Cieszkowskiego 1/3), miejsce aresztowania

Historia Pawiak

Olgierd Budrewicz, publikacje

Majdanek, miejsce pamięci i muzeum

Muzeum Niepodległości

Muzeum Więzienia Pawiak

Pawiak: Wikipedia

Rejestracja spotkania z uczniami LII LO im. Władysława Stanisława Reymonta w Warszawie z okazji realizacji projektu „Poznaj bohatera”.

Spotkanie byłych więźniów Pawiaka i obozów koncentracyjnych oraz ich rodzin.

Zabłocki, L., Nie sposób zapomnieć, [w:] Podkowiański Magazyn Kulturalny, nr 64/2010.

 

 

Informacje zaczerpnięte przez Varsa&Savę bezpośrednio od uczestnika zdarzeń, por. Leszka Zabłockiego, podczas spotkania 1 sierpnia 2017 r. po uroczystościach obchodów 73. rocznicy Powstania Warszawskiego oraz podczas wspólnej podróży.

 

 

 

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedInShare on TumblrPin on PinterestEmail this to someonePrint this page

Zostaw Komentarz