PIWNICA POETYCKA: WISŁAWA SZYMBORSKA

wpis w: SEZON 1, Spotkania z poezją | 0

Wisława Szymborska

Niektórzy lubią poezję

Niektórzy –
Czyli nie wszyscy.
Nawet nie większość wszystkich, ale mniejszość.
Nie licząc szkół, gdzie się musi,
I samych poetów,
Będzie tych osób chyba dwie na tysiąc.


Lubią –
Ale lubi się także rosół z makaronem,
Lubi się komplementy i kolor niebieski,
Lubi się stary szalik,
Lubi się stawiać na swoim,
Lubi się głaskać psa.


Poezję –
Tylko co to takiego poezja.
Niejedna chwiejna odpowiedź
Na to pytanie już padła.
A ja nie wiem i nie wiem i trzymam się tego
Jak zbawiennej poręczy.

***

Niektórzy, czyli… nie my :) Ani Vars, ani Sava nie są fanami poezji, trzeba to przyznać. Różnica miedzy mną a Motylem polega jednak na tym, że Motyl ani sam wiersza by nie popełnił (nie licząc jego humorystycznych rymowanek codziennych), ani z własnej potrzeby żadnego by nie przeczytał, podczas gdy ja i owszem – i popełniłam, i czasami sięgam po wiersze, zwłaszcza białe.

Istnieją też, w moim mniemaniu, pewne świętości, o których nie powinno się mówić w kategoriach lubię-nie lubię. Należy do nich Mickiewicz. Należy do nich Słowacki. Należy do nich Shakespeare.

Nie należy do nich Szymborska – Szymborską się KOCHA.

Bo jak tu nie kochać Szymborskiej – kobiety na pierwszy rzut oka kruchej, a tak silnej, która niby nie wie, po co ta śrubka, a zbuduje most.

Jak nie kochać skromnej osoby, która nagrodę Nobla nazywała Tragedią sztokholmską, a potem beztrosko zapodziała medal w jednej spośród swoich sześciuset szuflad?

Jak nie kochać osoby, która sposób na szczęście i zachowanie samej siebie odnalazła w celebrowaniu codziennych przyjemności i którym była wierna aż do końca?

Jak nie kochać kobiety, której oczytanie, erudycja, wiedza i ciągła chęć poznania równoważy, a wręcz usprawiedliwia umiłowanie do kiczowatych bibelotów, które wdzięcznie potem rozdawała, organizując swoje słynne loteryjki?

Jak nie kochać osoby, która z uwielbieniem fotografowała się pod tablicami z dziwacznymi nazwami miejscowości?

Jak tu nie kochać kogoś, kto wywyższa Mleczarkę Vermeera ponad Monę Lisę tylko dlatego, że ta pierwsza robi coś pożytecznego dla świata: Dopóki ta kobieta z Rijksmuseum w namalowanej ciszy i skupieniu, mleko z dzbanka do miski dzień po dniu przelewa, nie zasługuje Świat na koniec świata.

Jak tu nie kochać kogoś, kto z pietyzmem wyklejał słowne kolaże; obdarowany jednym z nich Woody Allen oświadczył, że ów kolaż jest dla niego więcej wart, niż te wszystkie głupie złote statuetki.

***

I tak też Vars i Sava, dwoje ludzi lubiących rosół z makaronem oraz kolor niebieski (zwłaszcza Vars), postanowili w jakiś szczególny sposób pożegnać Wisławę Szymborską i wybrali się na wieczór poświęcony Jej poezji w ramach Piwnicy Poetyckiej.

Piwnica Piąta, przedstawiająca twórczość Szymborskiej, odbyła się w miejscu niezwykle urokliwym – w Forcie Sokolnickiego, który mieści się w Parku Żeromskiego. Fort jest odremontowany, odrestaurowany, ma stać się wizytówką Zielonego Żoliborza, propagującą różne formy kultury – kawiarnia literacka, restauracja, teatr, koncerty, kino letnie na trawie, księgarnia i czytelnia dla dzieci, galeria z rękodziełem, winiarnia w klimatycznych kaponierach, klub nocny – to wszystko w planach, czekamy z niecierpliwością na realizację, bo miejsce rzeczywiście cudowne!

fort1  foto: fotopolska.eu

fort2foto: mmwarszawa.pl

Co prawda zakatarzeni, co prawda w biegu (pędem po szkole), ale zdołaliśmy dotrzeć na Piwnicę o czasie. Trzeba przyznać, że od progu było bardzo nastrojowo i klimatycznie. Przybyłych witała Anna Bojarska, która wraz z Ireną Jun i Markiem Urbańskim miała prezentować wiersze. Wszyscy oni są profesjonalnymi aktorami z dobrą dykcją, ale trzeba przyznać, że nikt nie czyta Szymborskiej jak Irena Jun, jeżdżąca po świecie z wierszami poetki, którą znała zresztą osobiście.

***

Wisława Szymborska

Rozmowa z kamieniem

Pukam do drzwi kamienia.
– To ja, wpuść mnie.
Chcę wejść do twego wnętrza,
rozejrzeć się dokoła,
nabrać ciebie jak tchu.

– Odejdź – mówi kamień. –
Jestem szczelnie zamknięty.
Nawet rozbite na części,
będziemy szczelnie zamknięte.
Nawet starte na piasek,
nie wpuścimy nikogo.

Pukam do drzwi kamienia.
– To ja, wpuść mnie.
Przychodzę z ciekawości czystej.
Życie jest dla niej jedyną okazją.
Zamierzam przejść się po twoim pałacu,
a potem jeszcze zwiedzić liść i krople wody.
Niewiele czasu na to wszystko mam.
Moja śmiertelność powinna cię wzruszyć.

– Jestem z kamienia – mówi kamień –
i z konieczności muszę zachować powagę.
Odejdź stąd.
Nie mam mięśni śmiechu.

Pukam do drzwi kamienia.
– To ja, wpuść mnie.
Słyszałam, że są w tobie wielkie puste sale,
nie oglądane, piękne nadaremnie,
głuche, bez echa czyichkolwiek kroków.
Przyznaj, że sam niedużo o tym wiesz.

– Wielkie i puste sale – mówi kamień –
ale w nich miejsca nie ma.
Piękne, być może, ale poza gustem
twoich ubogich zmysłów.
Możesz mnie poznać, nie zaznasz mnie nigdy.
Całą powierzchnią zwracam się ku tobie,
a całym wnętrzem leżę odwrócony.

Pukam do drzwi kamienia.
– To ja, wpuść mnie.
Nie szukam w tobie przytułku na wieczność.
Nie jestem nieszczęśliwa.
Nie jestem bezdomna.
Mój świat jest wart powrotu.
Wejdę i wyjdę z pustymi rękami.
A na dowód, że byłam prawdziwie obecna,
nie przedstawię niczego prócz słów,
którym nikt nie da wiary.

– Nie wejdziesz – mówi kamień. –
Brak ci zmysłu udziału.
Nawet wzrok wyostrzony aż do wszechwidzenia
nie przyda ci się na nic bez zmysłu udziału.
Nie wejdziesz, masz zaledwie zamysł tego zmysłu,
ledwie jego zawiązek, wyobraźnię.

Pukam do drzwi kamienia.
– To ja, wpuść mnie.
Nie mogę czekać dwóch tysięcy wieków
na wejście pod twój dach.

– Jeżeli mi nie wierzysz – mówi kamień –
zwróć się do liścia, powie to, co ja.
Do kropli wody, powie to, co liść.
Na koniec spytaj włosa z własnej głowy.
Śmiech mnie rozpiera, śmiech, olbrzymi śmiech,
którym śmiać się nie umiem.

Pukam do drzwi kamienia.
– To ja, wpuść mnie.

– Nie mam drzwi – mówi kamień.

***

Oprawą muzyczną Szymborskiej piwnicy była… perkusja. Zadumałam się głęboko, jeszcze przed rozpoczęciem imprezy, w jaki sposób tak głośny, mocny instrument może współgrać z delikatnością poezji? Poprzednio była romantyczna harfa, a tu nagle perkusja? Jednak pan Hubert Zemler okazał się prawdziwym cudotwórcą, a jego improwizacja daleko odbiegała od standardowego wyobrażenia perkusji! Do wydobycia dźwięków używał cymbałów, gongu, a nawet… maszyny do pisania. Najbardziej jednak zaskoczyło mnie, gdy po talerzach perkusji przeciągał smyczkiem! Do tego nastrojowe światło i okazuje się, że liryka w wydaniu rockowym też ma miejsce bytu.

Tradycją piwnic jest czytanie wierszy również wspólnie ze słuchaczami. Można wcześniej przygotować jeden ze wskazanych przez organizatorów wierszy lub pójść na żywioł i przeczytać coś spontanicznie, również własną twórczość. Tak było właśnie i tym razem. Organizatorzy przygotowali też wzruszające niespodzianki dla słuchaczy – afirmacje z poezji Wisławy Szymborskiej, które zapisane były na małych karteczkach i włożone do maleńkich, uroczych kopert.


Nic dwa razy się nie zdarza i nie zdarzy – nie będzie już nikogo takiego, jak Wisława Szymborska, która przyzwyczaiła Kraków, Polskę i cały świat do tego, że była i była, a potem nagle zniknęła i uporczywie jej nie ma…  Na szczęście są Jej wiersze, za które serdecznie dziękujemy.

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedInShare on TumblrPin on PinterestEmail this to someonePrint this page

Zostaw Komentarz