TEATR IMKA: BOHATER OSAMA

W Warszawie zapanowała moda na teatry studyjne i alternatywne, zwane INDEPENDENT – ich właściciele wykupują lub wynajmują jakieś stare hale fabryczne, magazyny czy piwnice, malują je na od góry do dołu na czarno, na scenę wrzucają bardzo skromną, prostą scenografię, instalują dobre oświetlenie i głośniki, na widowni stawiają parę krzeseł i zapraszają do udziału w swoich spektaklach całkiem niezłych aktorów. I są to nie tylko studenci szkół aktorskich, nie tylko gwiazdki serialowe, ale też aktorzy występujący na deskach dużych, znanych teatrów. I na owe spektakle przychodzą tłumy.

Ceny biletów w tych teatrach są naprawdę zróżnicowane – czasami nie odbiegają one zbyt wiele od cen w teatrach „konwencjonalnych”, a czasem można je zaliczyć do tych z kategorii ekonomicznej, zwłaszcza, gdy kasa prowadzi bilety studenckie czy grupowe, np. bywa, że cena biletu studenckiego spada nawet o 50%, co jest naprawdę opłacalne.

W zamian za niską cenę biletu warunki bywają dość spartańskie, ale w tym cały urok tego typu teatrów. Teatr Druga Strefa ma na przykład tylko jedną łazienkę (w sensie: jedną kabinę i jedną umywalkę) i to koedukacyjną, za to przed spektaklem serwowano gorące i zimne napoje oraz słodkie przekąski, a z kolei teatr IMKA nie ma nawet bufetu póki co. Szatnie również skonstruowane są w sposób najprostszy z możliwych – czyli np. są to plastikowe wieszaki, jakie mamy w swoich szafach, zawieszone na zwykłym metalowym drążku. Bywa, że nie ma numerków ani szatniarza, a widzowie obsługują się samodzielnie. W sumie tworzy to dość kameralną, przyjacielską atmosferę.

Dzięki wygranej w konkursie, mieliśmy okazję wybrać się do jednego z takich właśnie teatrów independet – Teatru IMKA, który mieści się przy ul. Konopnickiej 6, niedaleko Pl. Trzech Krzyży. IMKA to teatr powstały w 2010 r., jego dyrektorem artystycznym jest Tomasz Karolak. Nazwą jest spolszczona wersja skrótu YMCA – Young Men’s Christian Association – organizacji, która miała swoją siedzibę właśnie tam, gdzie teraz mieści się teatr. Budynek został wzniesiony jeszcze przed wojną, wymagał więc remontu i doinwestowania, ale z pewnością opłacało się do uratować. Według założeń repertuar teatru ma być ambitny i niekomercyjny; oprócz spektakli odbywają się tu również warsztaty aktorskie.

  

BOHATER OSAMA

Spektaklem, który widzieliśmy, był Bohater Osama w reżyserii Jacka Poniedziałka.

Londyńskie przedmieście. Grupa kilku osób, przedstawicieli „typowego” społeczeństwa i szablonowego toku myślenia. Na co dzień walczą oni ze swoimi problemami, demonami przeszłości i strachem przed niepewną przyszłością. Codzienność ukazana jest z trzech perspektyw: podstarzałego faceta, szukającego pocieszenia i ekscytacji w ramionach małoletniej uczennicy; rodzeństwa, które miało trudne dzieciństwo i zagubionego chłopaka, próbującego w pojedynkę walczyć ze stereotypami świata.

Miejsce, gdzie mieszkają, nie należy do spokojnych. Ktoś wysadza śmietniki i podpala garaże. Przypadkiem podejrzenia padają właśnie na Gary’ego, outsidera, idealistę, który niedawno w szkole wygłosił referat pochwalny na cześć Osamy Bin Ladena – jedynego, zdaniem chłopaka, bohatera naszych czasów, człowieka odważnego i wiernego swoim wartościom. Dla wszystkich innych Osama jest nikim więcej, jak terrorystą, Gary automatycznie zostaje więc podciągnięty pod tę samą kreskę oraz oskarżony o rozbój i wandalizm. Nikt nie założył nawet, że chłopak może być niewinny – został zatrzymany, związany i osądzony. Jego śmierć tak naprawdę nawet niewiele miała związku z podpaleniem starego garażu na osiedlu, tu chodziło o skalę dużo większą – Gary poniósł karę za winy całego świata, bo kogoś trzeba było ukarać i koniec.

bohater_osama_teatr 
 
Bohater-Osama-

Interesującą dygresją, podkreślającą jeszcze bardziej dramatyzm sytuacji, był ogromny, nadmuchiwany balon, który rósł i rósł na oczach widzów. Wszyscy siedzieliśmy jak na szpilkach, czekając na to, co się stanie. Wybuchnie? Nie wybuchnie? Będzie huk? Wypompują z niego powietrze? Motyl twierdził, że to niemożliwe, żeby taki wielki balon eksplodował tuż przy twarzach ludzi siedzących w pierwszym rzędzie. My siedzieliśmy kawałek dalej, a i tak adrenalina nam się podniosła, a serducho waliło w oczekiwaniu na finał. Ściskałam rękę Motyla i przymknęłam oczy. Bardzo nie lubię huku pękającego balonu, a jednocześnie pomyślałam sobie, że byłabym bardzo zawiedziona, gdyby ta wielgachna, podświetlona, pojawiająca się znikąd kula po prostu tylko sflaczała na naszych oczach. To było niesamowicie ekscytujące! Ale nie powiem Wam, czy balon pęka czy nie pęka – nie będę wszak odbierać przyjemności tym, którzy na spektakl dopiero się wybiorą.

Śmiało mogę powiedzieć, że była to najdziwniejsza, najbardziej odważna i niewiarygodna sztuka, jaką w życiu widziałam. Reżyser nie owijał w bawełnę, niczego nie przemilczał ani nie umniejszył, nie ugładził.
Było ostro.
Było wulgarnie.
Było brutalnie.
Polała się krew.
Niektórzy widzowie nie zdzierżyli atmosfery i wychodzili w trakcie spektaklu. Twórcy i recenzenci spektaklu mogliby zarzucić im brak zrozumienia czy chęci dostrzeżenia przesłania sztuki, które z założenia ma być mocne, ale niekoniecznie wyraziste i podane na tacy – widz sam ma nad nim podumać i wyciągnąć wnioski. Myślę, że dla wielu osób będą one frustrujące i przytłaczające, jak na przykład dla mojego męża, który nijak do spektaklu przekonać się nie może.
Ja jednak sądzę, że należałoby wyjść poza granicę ukazanej brutalności i niesprawiedliwości, nie zatrzymywać się na końcowym zdaniu „Myślałam, że tym wszystkim kierują jacyś dorośli, a okazuje się, że jesteśmy tylko my…” 

No bo w końcu przecież to MY tworzymy ten świat.

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedInShare on TumblrPin on PinterestEmail this to someonePrint this page

Zostaw Komentarz