Test na Warszawiaka

W dzieciństwie poznałam człowieka, który – choć zabrzmi to nieprawdopodobnie – nigdy nie wyjeżdżał z Warszawy. Bardzo mnie to fascynowało, ponieważ, oglądając Pieprz i wanilię, marzyłam o dalekich podróżach, jednak byłam za mała na samodzielne wyprawy. Dziwiło mnie więc to, że dorosły, wolny mężczyzna na własne życzenie ustawił sobie nieprzekraczalny geograficznie mur. Niedawno przypomniała mi się ta historia i postanowiliśmy z Varsem przejść test na warszawiaka – dotrzeć w najodleglejszy punkt Warszawy, ustalić, co się tam znajduje i jeszcze na dodatek wmówić sobie, że nie da się, czy też nie ma potrzeby przekroczyć granic miasta.

Test na warszawiaka

TEST NA WARSZAWIAKA

Aby móc te punkty odwiedzić, najpierw musieliśmy je wyznaczyć. Jednakowoż tak po prostu wpisać w wyszukiwarkę i znaleźć odpowiedź w sekundę, to żadna frajda przecież! Nie ma też pewności, że dane są aktualne – stan administracyjny ulega wszak zmianom. Sami chcieliśmy coś pokombinować! Tylko jak to zrobić? Pierwszym krokiem było znalezienie administracyjnego podziału Warszawy. To nie jest trudne – tego typu mapy dostępne są w sieci. Te mapy dały nam jednak tylko ogólny zarys podziału dzielnic (który i tak przecież mniej więcej znaliśmy), ale wiedzieliśmy przynajmniej od czego zacząć – szukać mieliśmy w następujących dzielnicach: Białołęka, Wawer, Ursynów i Ursus. Dzięki Google Maps wyznaczyliśmy granice owych dzielnic i ustaliliśmy najbardziej skrajne punkty – oczywiście według naszych amatorsko wyrysowanych siatek i obliczeń :)

Jednak to było za mało. Potrzebowaliśmy bardziej precyzyjnych danych, bo skoro już szukać skrajnych punktów, to faktycznie tych prawdziwych! I tu z pomocą przyszedł nam Główny Urząd Geodezji i Kartografii, dzięki któremu nasz plan stał się możliwy do realizacji! Złożyliśmy tam oficjalne podanie o pomoc w ustaleniu skrajnych punktów Miasta St. Warszawy i, ku naszej nieopisanej radości, dostaliśmy precyzyjną odpowiedź.

Otóż zgodnie z danymi zawartymi w państwowym rejestrze granic i powierzchni jednostek podziałów terytorialnych kraju współrzędne szukanych przez nas miejsc wynoszą:

Północ (Białołęka)  52.368154  20.966100

Południe (Ursynów)  52.097850  21.079975

Wschód (Wawer)  52.172150  21.271151

Zachód (Ursus)  52.200977  20.851688

Wymienione współrzędne podane są w stopniach w układzie GRS80, czyli Geodezyjnego Systemu Odniesienia GRS80 (Geodetic Reference System ’80). Jest to nowy system odniesienia stosowany w geodezji, który zastąpił, przyjęty w Lucernie w 1967 roku, Geodezyjny System Odniesienia. Dla ciekawskich: punkty w tym systemie wyznacza się na elipsoidzie, czyli powierzchni, której wszystkie przekroje płaskie są elipsami. Położenie punktów w odniesieniu do powierzchni elipsoidy określają następujące współrzędne: B-szerokość, L-długość oraz h-wysokość elipsoidalna lub równoważne im geocentryczne współrzędne prostokątne X, Y oraz Z. To wszystko, co jesteśmy w stanie na ten temat powiedzieć, a dokładniej – sparafrazować źródła.

Byliśmy z siebie naprawdę dumni – trzy spośród czterech punktów wyznaczyliśmy z niewielkim tylko odchyleniem! Problem stanowiła Białołęka, która na północnej stronie ma niemal prostą linię graniczną i trudno na niej znaleźć jakiś zdecydowanie wystający punkt. Mieliśmy dokładne współrzędne, nie pozostawało zatem nic innego, jak wytyczyć trasę, zapakować do plecaka termos z herbatą i kilkoma kanapkami i ruszać w drogę! Ahoj, przygodo!

Postanowiliśmy odwiedzać punkty w strategii po obwodzie koła, zgodnie z ruchem wskazówek zegara. W czasie przygotowań do trasy nasunęły się nam pewne przemyślenia: czy dla mieszkańców Warszawy miasto faktycznie może stać się centrum wszechświata, niczym dla Nowego Jorku Manhattan? Słyszałam, że są nowojorczycy, którzy nigdy nie wyjeżdżają z miasta, gdyż twierdzą, że na miejscu mają wszystko, czego im do szczęścia potrzeba. Człowiek, którego poznałam w dzieciństwie, też tak mówił. Trudno jednak porównać ówczesną (czyli na przełomie lat ’80. i ‘90.) szarą, ledwie postkomunistyczną Warszawę z amerykańską aglomeracją, gdzie wodotryski zaskakiwały człowieka za każdym rogiem i o której marzyli niemal wszyscy. Być może ów człowiek uznał za szczyt techniki i architektury nowopowstały wtedy budynek hotelu Marriott i stwierdził, że skoro może go codziennie podziwiać, nie musi już wyjeżdżać, żeby zobaczyć np. Empire State Building? Może też święcie wierzył w obietnice wybudowania metra na wzór europejskich stolic? Pamiętam, że w tamtych czasach podmuchem światowego luksusu była biznesowa kolacja w Victorii czy dancing w restauracji w PKiN. Było nowoczesne i eleganckie kino Moskwa oraz Domy Towarowe Centrum. Muzea, kawiarnie czy księgarnie też przecież istniały, nie mówiąc o szkołach i uczelniach. Skoro już wtedy miasto zapewniało statystycznemu mieszkańcowi tyle, żeby nie musiał odczuwać potrzeby z niego wyjeżdżać, to co dopiero w dzisiejszych czasach? Dziś Warszawa oferuje mieszkańcom jeszcze więcej – mamy tu masę multipleksów, teatrów, muzeów, klubów, restauracji, salonów piękności, drapaczy chmur, całodobowych sklepów, centrów handlowych, a dla znużonych wielkomiejskim gwarem znajdą się też parki, lasy i tereny zielone z (krótkimi co prawda, ale zawsze) trasami rowerowymi. Miasto mogłoby teoretycznie stanowić dla zatwardziałego warszawiaka samowystarczalny organizm, poza którego granicami, niczym w popularnych ostatnio wśród młodzieży żartach o łotewskich chłopach, jest już jedynie pustka, halucynacje z niedożywienia i śmierć.

A co jest naprawdę? Jak się okazuje, peryferyjne zakątki stolicy przypadną do gustu raczej miłośnikom natury, ale i tam znajdziemy dowody na istnienie cywilizacji i to nie tylko na wschodzie ;) No to jedziemy!

 

PÓŁNOC – Białołęka – 52.368154  20.966100

12_bial_0

 

Białołęcki punkt skrajny leży tuż przy torach w środku lasu. Można do niego dojechać samochodem wzdłuż torów lub przez las, o ile ktoś ma dobry napęd. Można też zaparkować samochód i po prostu wybrać się na miły spacer, co też zrobiliśmy. Raz, że napędu 4×4 nie mamy, a dwa – pogoda sama nas do tego zachęcała! Przy samej granicy z Jabłonną spotkaliśmy małego jelonka. Pomyśleliśmy więc, że wokół będzie głucha dzicz, ale miejsce musi być dość często odwiedzane, gdyż w pobliżu poszukiwanego punktu jest nie tylko szlak rowerowy (można więc dojechać tu spokojnie rowerem), ale też mocno wydeptana droga prostopadła do torów – zapewne stanowi jakiś skrót przez las.

 

Test na warszawiakaTest na warszawiakaTest na warszawiaka12_1_bial_3_m12_1_bial_4_m12_1_bial_5._m12_1_bial_7_m

WSCHÓD – WAWER – 52.172150  21.271151

12_2_waw_0

 

12_2_waw_1

Punkt w Wawrze mieści się w Mazowieckim Parku Krajobrazowym, jest więc naprawdę pięknie usytuowany. Dojechać można tu samochodem drogą przez las, ale tylko do pewnego punktu. Poza tym po parku krajobrazowym samochodem się nie jeździ :P Się spaceruje i się krajobraz podziwia. Znakiem rozpoznawczym mogą być brzozy rosnące na rozwidleniu dróg – trzeba iść potem ścieżką za tymi właśnie brzózkami. Jest to trasa spacerowa, można na niej też spotkać konie z pobliskiej stadniny, ujeżdżane przez pięknie odzianych dżokejów. Prezentują się bardzo dostojnie – i dżokeje, i konie! Końskie pamiątki na spacerowym szlaku już nieco mniej…

Zdjęcia pokazują teren, gdzie dało się bez problemu dojść, dalej jest już głęboki las i kleszcze :) Miejsce naprawdę urokliwe, spokojne, ciche, w sam raz na niedzielny spacer.

12_2_waw_712_2_waw_412_2_waw_512_2_waw_212_2_waw_6

12_2_waw_3

POŁUDNIE – URSYNÓW –  52.097850  21.079975

12_3_ursyn_0

Do punktu ursynowskiego trafić chyba najprościej, na dodatek prowadzi do niego asfaltowa droga. Wybrać się tam można w niedzielne popołudnie podczas wycieczki do Ogrodu Botanicznego w Powsinie. Nasz punkt znajduje się tuż przy granicy z miejscowością Kierszek – znakiem rozpoznawczym jest przydrożna kapliczka.

12_3_ursyn_112_3_ursyn_212_3_ursyn_3

ZACHÓD – URSUS – 52.200977  20.851688

12_4_ursu_0

W Ursusie punktem orientacyjnym jest niebieski wiadukt, miejsce docelowe znajduje się w jego pobliżu. Tym razem również usytuowane jest w okolicach torów kolejowych. A wokół? Piękne domy i pola uprawne.

12_4_ursu_112_4_ursus_212_4_ursus_4

 

Ze względu na ograniczone możliwości czasowe nie daliśmy rady odwiedzić wszystkich punktów jednego dnia, ale jest to logistycznie wykonalne. Podobnie jak skrajne punkty Polski, te warszawskie również nastręczają problemów związanych z dotarciem do nich. Na miejscu okazuje się, że można było wybrać inną, zapewne prostszą trasę, jednak GPS pokazuje swoje, a przyroda swoje. Nie walczmy z nią, ani jej nie niszczmy tylko po to, żeby za wszelką cenę dotrzeć we wskazany punkt. Czasami okrężna droga jest nawet ciekawsza niż ta po linii prostej. Z naszych obserwacji i analiz wynika również, że dość trudno jest dotrzeć samochodem do skrajnego punktu miasta, nie przekraczając jego granic. Jeśli wybierzemy się tam pieszo albo na rowerze, powinno się udać, ale trzeba wziąć pod uwagę konieczność przedzierania się przez las – niezbędna więc będzie dobra orientacja w terenie. Albo przynajmniej kompas i to tradycyjny, gdyż aplikacja ściągnięta na telefon może zwyczajnie nie zadziałać pośród drzew, a gdy się zgubimy i pobłądzimy, mogą nas naprawdę czekać halucynacje z niedożywienia, jeśli będziemy się błąkać po lesie! :)

Czy dotarcie do skrajnych punktów Warszawy wzbudzało w nas trwogę lub niechęć przed przekroczeniem granic? Bynajmniej! A dokładnie, to wręcz przeciwnie – miało się ochotę pójść dalej, żeby odkryć nieznane! Człowiek to jednak ciekawskie stworzenie i nie lubi czuć się ograniczany. Nie żyjemy w przekonaniu, że świat się kończy na Warszawie, jednak trzeba przyznać, że w tej wyjątkowej dość sytuacji – kiedy to na własne życzenie znaleźliśmy się po kolei w owych skrajnych punktach – czuliśmy pewną presję i byliśmy świadomi faktu,     że za plecami mamy „nasze miasto”, a z przodu rozpościera się teren, na którym bylibyśmy już obcy, bez zameldowania, nietutejsi, z inną tablicą rejestracyjną. Niby tylko krok, a jednak przepaść. To było dziwne uczucie, nawet bardzo! Ale takie są skutki podziału – i mówimy tu o administracyjnym, bo ten mentalny czy pochodzeniowy to już zupełnie inna historia.

________________________________________

Serdecznie dziękujemy panu Jackowi Jarząbkowi, Zastępcy Głównego Geodety Kraju, za pomoc w wytyczeniu skrajnych punktów miasta i tym samym – w realizacji przedsięwzięcia.

 

 

varsavskie_dialogi

Ursus, ostatnie z odwiedzanych miejsc:

vars

Będziesz się śmiała, ale… ja mam gęsią skórkę!

sava

Nie będę się śmiała – ja też mam!

vars

Myślałem, że to będzie tylko po prostu taka tam sobie fajna zabawa. Chciałem poczuć się jak Kolumb Odkrywca i przeżyć przygodę niczym prawdziwy geograficzny eksplorator, ale muszę przyznać, że to było naprawdę interesujące socjologiczne doświadczenie. Takie autodoświadczenie, autotest. Niezły ten cały test na warszawiaka!

sava

To prawda! Chyba nie zdawałam sobie sprawy, jakim strasznym jestem mieszczuchem i jak bardzo jestem uwiązana myśli, że warszawianka, że „z” Warszawy, że „w” Warszawie

vars

Ja też nie, chociaż to pewnie typowe objawy tego naszego słynnego warszawskiego snobizmu. Nic dziwnego, że w innych regionach kraju mówią o tym WARSZAWKA.

 

sava

Ale jak mam to rozumieć – czyli źle ci z tym?

vars

Ja wiem, czy źle? Warszawiakiem jestem  i nic, co warszawskie, nie jest mi obce! :) Snobizm pewnie też, ale raczej ten wrodzony i odgórnie przypisany, bo na pewno nigdzie się z moim „warszawianizmem” nie obnoszę. To byłaby już przesada

sava

A myślisz, że ktoś jeszcze chciałby wziąć udział w takim doświadczeniu? Tak żeby przyjechał w ten skrajny punkt i pomyślał, ile ma zawartości warszawiaka w warszawiaku

vars

Jeśli tylko ten ktoś ma odwagę odpowiedzieć sobie na pytanie, gdzie się kończy jego warszawskość, a zaczyna snobizm, to bardzo bym go do tego eksperymentu zachęcał!

 

 

zlota_mysl_varsa

 Czasami bywa tak, że aby dojść do skrajnego punktu, lepiej zrobić w tył zwrot, ruszyć przed siebie  i zajść go kompletnie od drugiej strony – zebrane po drodze doświadczenie pomoże nam uświadomić sobie przyczynę i powód, dla których zmierzaliśmy w kierunku tego punktu.

 

 

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedInShare on TumblrPin on PinterestEmail this to someonePrint this page

Zostaw Komentarz