Anegdoty z kręgu Irydiona

wpis w: Humor, SEZON 5, VarSavskie Dekady | 0

Jako bonus do wpisu na temat inauguracji Teatru Polskiego w cyklu VarSavskie Dekady i serii POZNAJEMY WARSZAWĘ POPRZEZ HUMOR dorzucamy anegdoty z kręgu Irydiona, czyli premierowej sztuki wystawionej 29 stycznia 1913 r.

Anegdoty z kręgu Irydiona


ANEGDOTY Z KRĘGU IRYDIONA

Ich bohaterami są aktorzy grający w premierowym spektaklu: Józef Węgrzyn, tytułowy Irydion, oraz Jan Krusz grający rolę niewolnika.


JAK JÓZEF WĘGRZYN WYKIWAŁ CENZORA

Edward Krasiński, ordynat opinogórski. cieszył się w szerokich kolach stolicy zasłużoną opinią wybitnego mecenasa sztuki i protektora licznych im­prez dobroczynnych.

W kamienicy Baryczków na Starym Mieście, w siedzibie Towarzystwa Opieki nad Zabytkami Przeszłości, którego Krasiński był wieloletnim preze­sem, nierzadko obywały się sjesty poświęcone organizacji rautów i koncertów na cele społeczne czy charytatywne. Jeden z takich rautów odbył się w stołecznej Resursie Obywatelskiej wcze­sną wiosną 1913 roku. Wytworną imprezę organizował ordynat Krasiński, a fama reklamowa gło­siła, że niezwykłą atrakcję rautu stanowić będzie udział młodego artysty Józe­fa Węgrzyna, który w znakomitej kreacji Irydiona talentem i urodą podbił ów­czesną Warszawę. Edward Krasiński jako jeden z filarów spółki akcyjnej finansującej budo­wę Teatru Polskiego miał wystarczające wpływy, aby pozyskać Węgrzyna do wzięcia udziału w raucie, a co ważniejsze – do wystąpienia z niecenzuralnym repertuarem. Całkowitą odpowiedzialność za taki występ wziął na siebie pan prezes.

Sala Resursy wypełniła się po brzegi. Doborowa publiczność z niecierpli­wością oczekiwała występu Węgrzyna. Wreszcie stanął na estradzie. Rozpo­czął od Przedświtu Zygmunta Krasińskiego.

Przed estradą stanął potomek wielkiego poety Edward Krasiński, a obok niego znany cenzor warszawski wyciągał długie uszy, aby nie uronić słów podejrzanego recytatora.

– Jest to poemat pradziada – powiedział z dumą ordynat, nachylając się do cenzora.

– No, to niewątpliwie cenzuralny – odparł kurtuazyjnie cenzor.

– Chodźmy do bufetu wychylić kielich na cześć poety – zaproponował amfitrion.

Węgrzyn, uwolniony od cenzorskiego nadzoru, porywającym głosem rozpoczął Pieśń Nieznajomego z Kordiana. Przy powtórnym czy trzecim koniaku cenzor z lekka zaniepokoił się.

– Co on tam głośno woła: ..Pijcie wino!”

– To do nas – powiedział rozbrajająco ordynat. – Panie ober. proszę otwo­rzyć butelkę pommery, macie pewnie na lodzie…

…A gdy przyszło zmartwychwstanie.

Chrystus wino mienił w krew…

– dolatywały słowa z estrady.

…My weźmiemy win puchary;

By je w szklany sztylet zlać.

Niech ten sztylet silne ramię

W piersi wbije i załamie…

Cenzor ruszył gwałtownie w kierunku estrady. W tej chwili padły słowa:

– Pijcie wino, idźcie spać!

– Panie radco, przecież słyszy pan, że wiersz wzywa do wina i do snu. Czego się pan obawia?

– Pan hrabia ma rację! – ochłonął cenzor.  – A to ja uże niemnożko ispugałsia – dokończył w rodzimym języku.

Szampan po koniaku zrobił swoje. Mimo grzmotu oklasków i wielokrot­nych bisów towarzyszących „nieprawomyślnym” utworom, wygłaszanym przez Węgrzyna, cenzor zajął się winem i migdałkami w soli.

Raut udał się znakomicie.

 

Kruszewski. J., Przed pół wiekiem w stolicy, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1977, s. 144-145.


WŚRÓD BYWALCÓW LOKALU ADRIA

Wśród gości byli bogaci arystokraci, generałowie, ministrowie rządu, aktorzy i pisarze. Najsłynniejszym chyba bywalcem i bohaterem niezliczonych anegdot był – jak o nim pisał Słonimski: piękny Bolek, ulubieniec Cezara i bożyszcze Polek – generał Bolesław Wieniawa-Długoszowski. Według jednej z opowieści miał pewnego dnia wjechać do Adrii na białym koniu, zaś innego, po zakrapianym spotkaniu, próbując wyjść z lokalu, powiedział: Panowie, skończyły się żarty, zaczęły się schody. W rzeczywistości nie było żadnego konia, a autorem powiedzenia był aktor Józef Węgrzyn, ale anegdoty ukazują klimat najbardziej szalonego lokalu przedwojennej Warszawy.
 
Łabęda, S., Na Bielany, bracie, na Bielany, czyli jak bawili się kiedyś warszawiacy, Rytm Warszawy Nr 8, 20.04.2015, s. 31.

SZALIK WĘGRZYNA

Rozmawiamy w Studium Aktorskim im. Aleksandra Sewruka. Władysław Jeżewski jest przeciwnikiem opowieści na temat misji sztuki. Woli rozmawiać o rzemiośle teatralnym. Tak został wychowany w szkole w Łodzi, w której nie było tzw. mistrzów. Byli wspaniali rzemieślnicy, którzy zwracali uwagę studentom: Nie siedź tak, bo źle wyglądasz. Nie chodź tak, nie rób tego. Nic cię nie słyszę, nie rozumiem…

Profesorem w szkole był wielki aktor Józef Węgrzyn. – Właściwie niczego nie uczył. Przychodził opatulony w szalik. Mieliśmy robić wielkie monologi romantyczne. Ktoś z nas wychodził i coś tam mówił. W końcu Węgrzyn zwracał się do nas: A teraz ja pokażę… Zdejmował szalik i mówił koncert Jankiela z Pana Tadeusza. Kończył, owijał się szalikiem, mówił: „Dziękuję państwu”, i wychodził.

Pytam, czy coś z tego wynikało? Oczywiście, bo człowiek siedział i myślał: „Mój Boże, nawet gdybym drugi raz się urodził, nigdy tego tak nie powiem. Jego nie można było naśladować. Tylko spojrzał i było w tym coś magicznego. Cóż, albo Bozia da to coś, albo nie da”.

 

NAJWYŻSZY CZAS

Kiedy nestorowi sceny polskiej Ludwikowi Solskiemu oznajmiono, że umarł Józef Węgrzyn, żywotny starzec nieco skrzekliwym głosem zapytał:
– Ile miał lat?
– Sześćdziesiąt osiem – odpowiedziano.
– O, to najwyższy czas – stwierdził mistrz. Dodajmy, że Ludwik Solski zmarł na miesiąc przed swoimi setnymi urodzinami.
 
Śmiałowski, I., Igor Śmiałowski opowiada, Wydawnictwo Iskry, Warszawa 1973.

FATALNE PRZEJĘZYCZENIE JANA KRUSZA

Jan Krusz grający rolę niewolnika w Irydionie:

(…) Zaszczyt wypowiedzenia pierwszego słowa w nowo zbudowanym teatrze nie przypadł mi w udziale jedynie dzięki fatalnemu przejęzyczeniu. Jako młody student, a równocześnie zamiłowany wielbiciel teatru, zostałem zwerbowany przez dyrektora Arnolda Szyfmana, który pragnąc podnieść poziom statystów, werbował do tej funkcji młodzież z prywatnych szkół dramatycznych i ze środowiska miłośników sceny. Jako rutynowany amator otrzymałem nawet maleńką rólkę niewolnika. Właśnie niewolnik miał wygłosić pierwsze słowa rozpoczynające akcję dramatu.
Pierwsza odsłona: atrium Irydiona. Na planie posąg ojca Irydiona, naturalnej wielkości w pozie siedzącej Irydion wsparty o piedestał posągu, pogrążył się w zadumie. Pierwsze słowa wieszcza Krasińskiego włożone w usta niewolnika brzmiały: „Syn Amfilocha oparł głowę o nogi zmarłego”. W interpretacji stremowanego amatora na jednej z ostatnich prób zabrzmiało to w następujący sposób: „Syn Amfilocha oparł nogi o głowę zmarłego”.
Po wybuchu śmiechu, prowadzący próbę dyrektor Szyfman, w obawie przed powtórzeniem niebezpiecznego lapsusu, całą tę kwestię niewolnika skreślił. Pozostał na scenie, ale już jako niewolnik, któremu ucięto język.

100 zdjęć na 100 lat Teatru Polskiego – Premiera Irydiona – wspomnienia statysty

 

 



Kruszewski. J., Przed pół wiekiem w stolicy, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1977.

Łabęda, S., Na Bielany, bracie, na Bielany, czyli jak bawili się kiedyś warszawiacy, Rytm Warszawy Nr 8, 20.04.2015.

Śmiałowski, I., Igor Śmiałowski opowiada, Wydawnictwo Iskry, Warszawa 1973.

Dziennik Teatralny

100 zdjęć na 100 lat Teatru Polskiego – Premiera Irydiona – wspomnienia statysty

 

 

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedInShare on TumblrPin on PinterestEmail this to someonePrint this page

Zostaw Komentarz