Dorożkarz nr 13

Na brak wiosny nie ma to jak dobry film. A do tych z pewnością należy komedia obyczajowa z 1937 roku pt. Dorożkarz nr 13, którą prezentujemy w cyklu VarSavskie Dekady oraz serii POZNAJEMY WARSZAWĘ POPRZEZ FILMY i KSIĄŻKI.

Dorożkarz nr 13


DOROŻKARZ WARSZAWSKI

Zdzisław Bieniecki Przedwczorajszej Warszawy typy malownicze

Dawne to czasy. Nie było wtedy jeszcze ani tramwajów (oprócz dwóch konnych, pomalowanych na niebiesko, kursujących pomiędzy dworcem kolei Wiedeńskiej a dworcem Petersburskiej), ani elektryczności, ani telefonów, ani radia.

Natomiast miała Warszawa mnóstwo dorożek i to dwojakiego gatunku: klasy pierwszej, parokonne, ze stangretem w liberii granatowej i z bladoniebieską metalową chorągiewką przy koźle, i drugiej klasy, jednokonki, z woźnicą w liberii piaskowej i z chorągiewką żóltoczerwoną.

Typ dorożkarza ustalił się od dawna. Był to sobie jowialny, dobroduszny jegomość, niegłupi, owszem – rozgarnięty, zawsze gotów do pogawędki, znający doskonale wybitniejsze osobistości Warszawy i wszystkie miejsca zabaw od najwykwintniejszych aż do zupełnie wulgarnych, jak na przykład słynne sale taneczne: „Pod trzema murzynami”, „Pod trzema koronami”* i „Srebrna sala”.

Główne stacje dorożek mieściły się przy dworcach kolejowych, na placu Bankowym, nieporównanie bardziej, aniżeli dzisiaj, ożywionym, obok dawnej Komisji Przychodów i Skarbu i najelegantsze na placu Teatralnym, wprost dawnej redakcji „Kuriera Warszawskiego” i popularnego „Stępka”.

Modą było podówczas wśród najbogatszych mieszkańców Warszawy jeździć nie własnym powozem, lecz dorożką. Miał swoją dorożkę ordynat Zamoyski, miał znakomity finansista Leopold Kronenberg, ale najbardziej znaną była dorożka ulubieńca Warszawy, wesołego „hrabiego Gucia”. Jeśli dobrze pamiętam, był to wehikuł opatrzony numerem 1, z wybornymi rasowymi końmi i z niepomiernie grubym stangretem na koźle.

Alejami grzmią tętenty,

Z końskich boków piana świeci:

„Hrabia Gucio” uśmiechnięty

Na wyścigi kłusem leci.

Błyszczy uprząż, rwą rumaki…

Ujazdowska, Belwederska…

I powiada siaki taki:

„To mi jazda kawalerska!”

Mniej zamożna ludność Warszawy dorożek używała głównie w święta. Wtedy jeździło się na „dalekie spacery, na przykład: na Koszyki, na Powązki, na cmentarz ewangelicki, na Wolę do ogrodu Ohma, na folwark Świętokrzyski lub odwiedzało się krewnych i znajomych, mieszkających przy odległych od śródmieścia ulicach: Hożej, Wspólnej, Pięknej, gdzie w owe czasy pomiędzy rzadkimi jeszcze w tych dzielnicach domami zieleniały liczne ogrody i złociły się zasiane zbożem pola. […]

Inni dawniej byli dorożkarze, nie to, co dzisiejsi, cenili wysoko swój fach, uważając go za najzaszczytniejszy w świecie, zupełnie jak stary Welłer w dickensowskim „Klubie Pickwicka’’; trzymali się solidarnie i szanowali gości, nie tak wprawdzie wysoko, jak swoje konie, ale zawsze… Pod jednym tylko względem nie różnili się od współczesnego automedona: nigdy nie byli zadowoleni z zapłaty.

Bieniecki, Z., Przedwczorajszej Warszawy typy malownicze, Wydawnictwo Artystyczno-Graficzne, Warszawa 1972, ss. 155.157.



Na dworcu w Warszawie, otrzymawszy z rąk „stójkowego” (tak nazywano policjantów) blaszkę z numerem, udaliśmy się za niosącym bagaże tragarzem do właściwej dorożki, których liczny szereg stał na placu.

Wszystkie dorożki wówczas były dwukonne, szerokie i bardzo wygodne. Nazywano je „dryndami”, a dorożkarzy „dryndziarzami”. Pogardliwe miano „sałata” przyjęło się znacznie później w stosunku do dosyć lichych i często obszarpanych jednokonek. które z czasem stały się najliczniejsze.

Włodzimierz Bartoszewicz Piórkiem o Warszawie

Dorożkarze nosili liberię koloru piaskowego, z blaszką z numerem na plecach, i czapkę w kształcie rogatywki, a konie miały uprząż krakowska, zima przy sankach – z brzękadłami. Później kolor liberii zmieniono na ciemnogranatowy, a używania uprzęży krakowskiej zakazano.

Cena kursu w obrębie rogatek miejskich wynosiła 40 groszy, a na dworce kolejowe – 60 z dodatkiem za większy kufer i napiwek za szybka jazdę. Przy wjeździe przez rogatki do miasta – cmentarz Powązkowski był już za rogatkami – długo jeszcze płacono na rzecz miasta „rogatkowe”, rachowane od konia i dlatego nazywane potocznie „kopytkowym”.

Dorożkarze warszawscy odznaczali się wówczas fantazją i humorem.

Z rozpowszechnieniem się jednokonek i tramwajów, dorożki parokonne stały się coraz mniej liczne, lecz zyskały na jakości pojazdów i koni. Nosiły tez najniższe numery, a jeżdżenie dorożką na gumach, gdy się ukazały, należało do szyku. August Potocki z Jabłonny, zwany popularnie „Guciem”, ówczesny „arbiter elegantiarum” złotej młodzieży, trzymał stale taką parokonkę z numerem 1.

Co prawda dorożkarze ówcześni – choć drobnymi dawkami – zarabiali dostatecznie, bo obok powozów prywatnych (z herbami lub monogramami na drzwiczkach) i wynajmowanych w bardzo licznych tzw. remizach, dorożki były jedynym tańszym środkiem komunikacji.

Baliński, I., Wspomnienia o Warszawie, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1987, s. 39.


PAMIĘTNIK DOROŻKARZA WARSZAWSKIEGO

Co prawda nie jest to pozycja przedstawiająca sylwetkę dorożkarza warszawskiego z międzywojnia, opowiada bowiem o Warszawie XIX wieku, jednak po Pamiętnik dorożkarza Warszawskiego 1832-1857 naprawdę warto sięgnąć.

Gottlieb Langner (1814-1877) był synem śląskiego rolnika. W młodym wieku wyemigrował do Warszawy, gdzie imał się różnych zajęć. Dzięki nim zgromadził niewielki kapitał, który pozwolił mu założyć firmę transportową. Mimo różnych przygód, firma rozwijała się prężnie, obsługiwała nie tylko trasy lokalne, ale także międzynarodowe. Świadczyła także usługi przy budowie Cytadeli Warszawskiej. Później Langer poszerzył działalność o prowadzenie hotelu z restauracją. Kolejne pokolenia Langerów prowadziły w Warszawie sklep z przyprawami, a także winami (słynny sklep Edmund Langer na warszawskiej Starówce).
W 1864 roku, w swoje 50. urodziny, Langer opublikował tom wspomnień, które prezentują dzieje jego życia, drogę, którą przebył w dziedzinie handlu i budowania firmy, a także znakomicie odzwierciedlają życie XIX-wiecznej Warszawy.

Opis ze strony Gandalf.com


 

DOROŻKARZ NR 13

Dorożkarz nr 13
Kurjer Poranny, 20 kwietnia 1937 r, nr 108

Film w reżyserii Mariana Czauskiego to zabawna historia o miłości dorożkarza Felka Ślepowrońskiego – w tej roli znakomity Stanisław Sielański, o którym mówiono Mistrz drugiego planu, pozostawał bowiem przeważnie w cieniu kinowych amantów, np. Eugeniusza Bodo. Bezrobotny Felek wpada pod dorożkę i dzięki temu wypadkowi dostaje pracę dorożkarza. Zakochany jest w Krystynie, sądzi jednak, że nie ma u niej najmniejszych szans ze względu na swój status społeczny, dziewczyna jest bowiem panną z dobrego domu, córką co prawda zubożałej, ale jednak arystokratki. W kasynie wygrywa sporą sumę, do sprawia, że jego życie całkowicie się zmienia. Teraz ma szansę starać się o rękę Krystyny, mimo że ta kocha Jerzego, nauczyciela muzyki. Felkowi zupełnie brakuje ogłady, jednak wygrana sprawia, że matka Krystyny zdaje się tego nie zauważać. Felek szybko przekonuje się, że dla przyszłej teściowej najważniejsze są pieniądze. Postanawia zachować się honorowo i nie stawać na drodze miłości Krystyny i Jerzego.

Film miał premierę 20 kwietnia 1937 roku. Jego akcja rozgrywa się w przedwojennej Warszawie, możemy więc podziwiać kadry z Warszawą w tle, po której kursuje dorożka nr 13. W filmie zobaczyć można m.in. plac Politechniki czy Pałac Saski.

Atutem filmu z pewnością są dialogi Stefana „Wiecha” Wiecheckiego oraz piosenkami Jerzego Jurandota.

Premiera filmu zaanonsowana została na pierwszej stronie Kurjera Porannego nr 108 z 20 kwietnia 1937 roku. 2 maja 1937 roku w Tygodniku ilustrowanym Kino zamieszczono recenzję filmu Dorożkarz nr 13. Magazyn można przejrzeć TUTAJ.


Dorożkarz nr 13
Kino: Tygodnik ilustrowany, 2 maja 1937, nr 18

A oto kilka scen z filmu z Warszawą w tle.

Dorożkarz nr 13 Dorożkarz nr 13 Dorożkarz nr 13 Dorożkarz nr 13 Dorożkarz nr 13 Dorożkarz nr 13Dorożkarz nr 13Dorożkarz nr 13Dorożkarz nr 13   Dorożkarz nr 13


Życzymy udanego seansu! Dorożkarz nr 13 zawiezie Was w najpiękniejsze zakątki przedwojennej Warszawy!

A na deser proponujemy znakomity tekst Dorożkarz warszawski.




Zostaw Komentarz