Filharmonia Narodowa

Kolejną wyczekiwaną atrakcją w cyklu VarSavskie Dekady była Filharmonia Narodowa, w której ostatnio zawitaliśmy już dość dawno temu na koncercie muzyki filmowej Pixar in concert, a że Baltic Neopolis Orchestra obchodzi właśnie dziesięciolecie, nadarzyła się znakomita okazja, żeby znów odwiedzić Filharmonię w ramach cyklu POZNAJEMY WARSZAWĘ POPRZEZ MUZYKĘ oraz ARCHITEKTURĘ.

Filharmonia Narodowa


FILHARMONIA NARODOWA

Jedno trzeba stwierdzić już na wstępnie: Filharmonia Narodowa w Warszawie nie należy do najpiękniejszych. Przynajmniej w moim mniemaniu. Budynek jest dosyć toporny, a wnętrzom przydałby się już zdecydowany lifting. Filharmonia wyglądała kiedyś zupełnie inaczej i szkoda, że przy odbudowie po zniszczeniach wojennych nie przywrócono jej bogatego zdobnictwa. Socrealizm aż bije po oczach. Przykurzone rzeźby wyglądają dość posępnie, drewniane okładziny na ścianach proszą się o świeżą warstwę lakieru, szklane kinkiety już dawno straciły blask. O akustyce wolałabym się nie wypowiadać, aby przypadkiem nie urazić jakiegoś audiofila, jednak mimo że do akustyki Filharmonii w Szczecinie tej stołecznej jest zapewne daleko, to jest ona mimo wszystko na tyle dobra, że z powodzeniem można wybierać miejsca bardziej oddalone od sceny i nadal delektować się znakomicie słyszaną muzyką. Na plus można jednak zaliczyć za to wielkość szatni i bodaj najwygodniejsze w całej Warszawie fotele. Można się w nich rozsiąść i odpłynąć przy dźwiękach muzyki.

Gmach Filharmonii, początkowo Warszawskiej, wybudowano w latach 1900-1901. Wzorowany był na europejskich filharmoniach, w szczególności na Operze Paryskiej; zaprojektowany został przez architekta Karola Kozłowskiego.

Filharmonia Narodowa
Filharmonia Narodowa 1901 r., źródło: Filharmonia.pl

Budowę gmachu Filharmonii ukończono już w końcu września. Warszawa biegła podziwiać odsłonięte z rusztowań trzy frontowe fasady: od Moniuszki, Nowosiennej i od terenu byłego szpitala Dzieciątka Jezus, przez który to  biec będzie nowa ulica Jasna. Gdy zdjęto rusztowania, ukazały się też na wysokości pierwszego piętra figury Mozarta, Beethovena, Chopina i Moniuszki. Były to rzeźby Stanisława Romana Lewandowskiego oraz Władysława Mazura.

Ci szczęśliwi, których wpuszczona do wnętrza, podziwiali strop z freskami o tematyce muzycznej Jana Strzałeckiego w sali koncertów oraz w foyer plafon Zdzisława Jasińskiego, przedstawiający scenę ludową z lirnikiem i grającymi na harfach aniołami. Najbardziej podobało się namalowane nad estradą panneau Henryka Siemiradzkiego.

Prasa podawała obszernie wszystkie szczegóły uroczystości oraz dzieje Towarzystwa Akcyjnego budowy Filharmonii, a Prus również nie pominął tego tematu w swojej Kronice. Zaznaczył on, że z członków Towarzystwa Akcyjnego tylko czterech jest muzykami: Paderewski, Młynarski, Hofman i Grossman, reszta zaś to „legion pracy organicznej”. Kronika Prusa jest też echem sporów, jakie toczyły się na temat zadań Filharmonii: czy repertuar ma być poświęcony przede wszystkim muzyce polskiej, czy też ma zaznajamiać naszą publiczność z dziełami światowymi. Redakcja „Wędrowca” rozpisała nawet na ten temat ankietę dla krytyków muzycznych i kompozytorów. Prus w swej Kronice zacytował odpowiedź Bolesława Domaniewskiego, krytyka muzycznego w „Kurierze Codziennym”, który był za utworami polskimi, i przeciwne zdanie krytyka „Kuriera Warszawskiego” Aleksandra Polińskiego. Prus zgadzał się z Polińskim, był za zaznajamianiem naszej publiczności z dziełami muzyki światowej.

Beylin, K. Warszawy dni powszednie 1800-1914, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1985, ss. 429-430.



KRYTYKA ARCHITEKTONICZNA

Jeszcze przed koncertem inauguracyjnym w Przeglądzie tygodniowym nr 44 z 1901 roku ukazała się informacja o odbytej próbie akustycznej w Filharmonii, jednocześnie poddająca w wątpliwość rozmiary sali nowego gmachu muzycznego. Autor zasugerował, że sala koncertowa jest zbyt mała na to, aby pomieścić wielkość twórczości kompozytorów, których dzieła mają być tam z dumą prezentowane.

Filharmonia Narodowa


PIERWSZE WSPOMNIENIE O FILHARMONII

Pierwszym moim wspomnieniem o Filharmonii był popołudniowy koncert „cudownego dziecka” Miecia Horszowskiego. Mały pianista robił smutne wrażenie: był wątły i blady, co podkreślał jeszcze niefortunnie dobrany strój krakowski, nie porwał swoją grą ani publiczności, ani mnie. Natomiast gmach Filharmonii zrobił na mnie wielkie wrażenie: olbrzymie szatnie, wysokie marmurowe schody, szamerowana złotem liberia woźnych, wielka, jarząca się światłem, wyłożona ciemnowiśniowym dywanem sala, loże pierwszego piętra i rzędy krzeseł zapełnione strojną publicznością. W pierwszych rzędach parteru były zarezerwowane, oznaczone tabliczką z nazwiskiem krzesła założycieli. Piękny widok przedstawiało sąsiadujące z salą, również wyłożone wiśniowym dywanem foyer, o ścianach pokrytych lustrami odbijającymi w nieskończoność światła ogromnych żyrandoli, i wspaniałe toalety pań. Do Filharmonii ubierano się jak na raut. Zwłaszcza na koncertach z udziałem słynnych artystów zarówno sala, jak i foyer robiły wrażenie salonu.

Waydel-Dmochowska, J., Dawna Warszawa. Wspomnienia, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1958, s. 232.



POŚWIĘCENIE GMACHU FILHARMONII WARSZAWSKIEJ

Wczoraj, o godz. 1 po południa, odbył się akt poświecenia Filharmonji, którego dokonał J. E. biskup i sufragan warszawski Ruszkiewicz, w otoczeniu 16 księży z viceregensem seminarjura księdzem Gallem na czele. Spotkany przez duchowieństwo, ks. biskup przeszedł na pierwsze piętro do „foyer“ i gdzie przy prowizorycznym ołtarzyku przybrał szatr biskupi i przy śpiewie odpowiednich psalmów, poprzedzany przez duchowieństwo, obszedł sale, korytarze wokoło, święcąc gmach cały.

Po powrocie do „fover“ i krótkich modłach, J. E. ks. biskup przemówił do obecnych, życząc, aby jak najpomyślniej rozwijała się muzyka w nowym budynku, wzniesionym ku ozdobie miasta i chwały kraju. Przy uroczystości poświęcenia obecni byli: przedstawiciele prasy, zarząd Filharmonji na czele z prezesem swoim Leopoldem Kronenbergem i wiceprezesem ks. Stefanem Lubomirskim, wykonawcy budynku, część członków orkiestry, kilkunastu lutnistów łódzkich i oraz administracja Filharmonii na czele ze swym dyrektorem Rajchmanem, którego mieszkanie, znajdujące się w tym budynku, też poświecił ks. biskup Ruszkiewicz. (…)

Dyrektor zarządzający Filhamonji p. Rajchman wręczył obecnym członkom budowy pamiątkowe żetony złote okrągłe, na których z jednej strony widnieje gmach Filharmonji, a z drugiej napis: „Pamiątka budowy Filharmonji”. Jednocześnie też otrzymali złote żetony, dające prawo zajmowania dożywotnio foteli ci akcjonariusze, którzy posiadają nie mniej 10 sztuk 500-rublowych akcji. Żetonów tych przygotowano siedemdziesiąt parę sztuk. Forma ich trójkątna, z jednej strony napis: Filharmonja warszawska, nazwisko właściciela, rząd i numer krzesła, a z drugiej strony podobizna gmachu Filharmonji.

Podczas poświęcania wykonawcy budynku Filharmonji po. K. Kozłowski i J. Pianko podali prezesowi Leopoldowi Kronenbergowi klucz brązowy na poduszce atłasowej. (…) Liczne depesze zaczęły nadchodzić już od onegdajszego wieczoru.

Kurjer Poranny nr 308, 6 listopada 1901 r.

Uroczystość poświęcenia gmachu Filharmonii w 1901 r., źródło: Kurjer Poranny nr 308, 6 listopada 1901 r.


PIERWSZY KONCERT 5 LISTOPADA 1901 r.

Wydarzenie, doniosłości pełne dla rozwoju muzyki naszej, witam z radością! Spełniły się wreszcie marzenia tych, którzy jedynie w otworzeniu stałej orkiestry koncertowej widzieli możność wypłynięcia z wązkiej rzeki na obszernej jezioro sztuki. Spełniły się pragnienia muzyków, zwłaszcza młodszego pokolenia, którzy nie mieli sposobności słyszenia dzieł orkiestrowych. (…)

Koncert pierwszy odbył się ściśle według programu, cokolwiek długiego (…) i wypadł pod każdym względem świetnie. Orkiestra liczna i doskonale brzmiąca w całości, złożyła dowód, iż podoła czekającemu na nią zadaniu. Należy się tedy uznanie p. Młynarskiemu za ten początek tak pomyślny. Gorące usposobienie tłumu słuchaczy, którzy wszystkie numery przyjęli z zapałem, jest najlepszą nagrodą za trudy, jakie poniósł kierownik artystyczny Filharmonji przy wyćwiczeniu zastępu muzyków z różnych świata krańców.

Kurjer Poranny nr 308, 6 listopada 1901 r.


Goście w przerwie pomiędzy poszczególnymi częściami koncertu przypominali sobie dzieje rodzenia się Filharmonii z pomysłu redaktora „Echa Muzycznego” Aleksandra Rajchmana, który został obecnie dyrektorem tej instytucji, gdy kierownikiem artystycznym był pan Emil Młynarski, równie zasłużony w swoim czasie przy tworzeniu Towarzystwa Akcyjnego dla budowy Filharmonii. Rajchman z Młynarskim wciągnęli w Towarzystwo Akcyjne Paderewskiego oraz bankiera Leopolda Kronenberga, który kupił poszpitalny plac pod budowę gmachu. Budowa nie trwała długo: rozpoczęta w lutym 1900 roku teraz oto została ukończona.

Beylin, K. Warszawy dni powszednie 1800-1914, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1985, s. 430.


Sala przedstawiała widok nie tylko uroczysty lecz i uroczy – dzięki nader licznemu poczetowi płci pięknej w całem znaczeniu tego wyrazu. Barwne, jasne przeważnie stroje, koronki, kwiaty i klejnoty w strojnych ramach pięknej Sali tworzyły rzadko ponętną całość. Panowie przybyli w strojach wieczorowych.

Punktualnie o g. 8 przybyli J. E. Generał-Gubernator Warszawski generał-adjutant M.J. Czertkow z małżonką. Jej Eksclencja była w toalecie z przepysznych białych points de Venise. Na szyi i przy staniku brylanty. (…)

Na sali, pomimo wprost szalonego tłoku, spowodowanego koniecznością pomieszczenia w ostatniej chwili licznych osób z kół muzycznych, przybyłych umyślnie z dalszych stron na uroczystość, panował wzorowy porządek dzięki niestrudzonej działalności dyrektora Rajchmana. Drobne usterki i niedogodności, nieodzowne przy każdej premierze, ustąpią rychło wobec doświadczenia i mniej gorączkowej organizacji.

Kurjer Poranny nr 308, 6 listopada 1901 r.



WYSTĘP IGNACEGO PADEREWSKIEGO

(…) przystępuję do opisania wrażeń, jakich dostarczył i słuchaczom Paderewski. Zbieg różnych okoliczności zrobił, iż artystę tego słyszałem onegdaj po raz pierwszy, nie mogę bowiem brać w rachubę grania jego w kółku prywatnem przed laty kilkunastu, t.j. wtedy, gdy dziś tak sławny pianista, miał dopiero zamiar poświęcić się fortepianowi.

Słuchałem go więc z zajęciem podnieconem, a doznałem wrażeń niezwykłych, lecz przedowszystkiem niezmiernie radosnych. Wszakże ten wielki wirtuoz jest naszą własnością! Imię jego, błyszcząc w świecie całym, opromienia sztukę naszą! Taki artysta musi przejmować dumą każdego, komu losy muzyki naszej na sercu leżą!

Gdy Paderewski zasiadł do przepysznego Steinwaya, gdy wgrał się w swój własny utwór, gdy zaczął obok wyrzucania świetnych biegników i oktaw rozwijać myśl przewodnią swego koncertu, wtedy wirtuozostwo jego, tak potężne zresztą, drobnieć poczęło wobec tego, te za każdym okresem wybijało się, wyłaniało się jeszcze coś potężniejszego. Oto do słuchaczy przemówił – muzyk. W słowie tern mieści się wszystko! Mówi ono więcej, niż najwyższe pochwały i zachwyty.

Koncert fortepianowy Paderewskiego jest dziełem dawniejszem. Cechą jego główną jest rozmach młodzieńczy, jest werwa i życie. Wszystko w całem utworze pulsuje tern życiem młodości, bo i orkiestra i fortepian. Ten ostatni, dając wirtuozowi pole do popisu, wypowiada zarazem owo rwanie się naprzód, ową chęć osiągnięcia wymarzonych ideałów, nadzieją urzeczywistnienia się snów tęczowych.

A cóż mam mówić, gdy Paderewski zaczął grać Chopina? Był wykonawcą, to zamało! Był tłomaczem – i to jeszcze niedość określa rzeczy. Był „t y m   d r u g i m“, który mówił w imieniu pierwszego. Oto może najwłaściwsze określenie.

Ignacy Paderewski, źródło: Kurjer Poranny nr 308, 6 listopada 1901 r.

Bywają wirtuozi, czytający ściśle to, co stoi w nutach. Bywają inni, którzy potrafią czytać między wierszami, albo właściwiej między nutami. Do tych wybranych należy Paderewski. Kto, nie zmieniając w niczem Chopina, potrafi z ostatnich nut figuracji w walcu Cis-moll wyprowadzić nową melodię, ten staje sią dopełniającym dopełniający promieniem słońca naszej muzyki i za to cześć mu się należy! A ileż takich drobnych na pozór, a wielkich w pomysłowości szczegółów roztoczył sławny artysta na tym pamiętnym koncercie! Czy to sprzeciw spokojnej melodji z tercjami w Nokturnie G-dur, czy rytmika dosadna, a mimo to nie zbytnio pospieszna w wielkim polonezie, czy rozkołysanie sią smętno-sielankowe w Mazurkach, czy świetność w Walcu As-dur i t. d. i t. d. Wszystko to złożyło się na coś wyjątkowego, zniewalającego do marzeń i zachwytów, unoszącego nas z poziomych objawów życia powszedniego w krainą lepszą, idealną, gdzie niema zawiści, chęci wywyższania po nad zasługo i…

Tutaj stawiam kropki, aby nie powiedzieć za wiele o naszych stosunkach tak dziwnych i tak dalekich od togo, co by mogło ducha, tęskniącego za czymś lepszym, utrzymać w jego pogoni za ideałem. Kończę więc moje sprawozdanie, składając dzięki Paderewskiemu za to, że nas choć na chwilę uniósł potęgą swego talentu w wyższe regiony i dał nam możność zapomnienia o doczesności, a jednocześnie choć niejasne poczucie nieskończoności, albo, jak chcą inni, nieśmiertelności!

Zygmunt Noskowski

Kurjer Poranny nr 309, 7 listopada 1901 r.

Paderewski był obficie oklaskiwany po każdym wykonanym numerze i wielokrotnie wywoływany. Po ukończenia koncertu grał osiem razy na bis.

Kurjer Poranny, 6 listopada 1901, nr 308, Strona 2

Kurjer Poranny, 6 listopada 1901, nr 308, Strona 3

Kurjer Poranny, 7 listopada 1901, nr 309, Strona 2


RAUT U BARONA KRONENBERGA

Po uroczystym koncercie, otwierającym życie Filharmonii, odbył się raut w salonach barona Kronenberga w jego pałacu na Mazowieckiej, jeden z tych rautów, o których długo mówiło całe miasto.

Beylin, K. Warszawy dni powszednie 1800-1914, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1985, s. 430.

Po koncercie odbyło się przyjęcie w pałacu barona L. Kronenberga, w którem wzięło udział około 400 osób, przeważnie przedstawicieli świata artystycznego i literackiego oraz gości przybyłych do Warszawy na otwarcie Filharmonji. Zaproszonych witał u wierzchu schodów gospodarz.

W chwili przybycia Paderewskiego ozwały się na powitanie ogólne oklaski, a p L. Kronenborg w pięknem przemówieniu wzniósł toast na cześć sztuki i artystów. Z kolei zaproszeni przeszli do salonów od strony ulicy Królewskiej, gdzie przy 4 stolach zastawiono wieczerzą à la fourchette.

Już ku końcowi zebrania zabrał głos Paderewski i ze zwykłą sobie swadą wniósł zdrowie prezesa Filharmonji Leopolda barona Kronenberga. Z kolei przemawiało jeszcze parą osób, a między innymi E. Lubowski. Zebranie przeciągnęło się do g. 8 w nocy.

Kurjer Poranny nr 308, 6 listopada 1901 r.


PÓŹNIEJSZE KŁOPOTY FILHARMONII

Poziom koncertów Filharmonii był bardzo wysoki Brali w nich udział poza orkiestrą symfoniczną najsłynniejsi artyści krajowi i zagraniczni. Niestety, koszty, które to za sobą pociągało, przewyższały wpływy; w braku subsydiów rządowych deficyty pokrywali z wielką nieraz ofiarnością założyciele. Przez parę lat, na przykład, finansowali orkiestrę Filharmonii Władysław Lubomirski i Stanisław Wessel. Zaciągano również długoterminowe pożyczki, wszystko to jednak nie pomogło. Dyrektor Rajchman pod presją opinii publicznej ustąpił z zajmowanego stanowiska, występy artystów zagranicznych stały się coraz rzadsze, Filharmonia chyliła się do upadku. Próby zrównoważenia budżetu przez częściowe obrócenie Filharmonii na kinematograf miały jako rezultat tylko zniszczenie i zaśmiecenie sali, a nie zaradziły złu. Wreszcie wojna 1939 roku, a następnie Powstanie Warszawskie 1944 obróciły gmach Filharmonii w gruzy i zgliszcza.

Waydel-Dmochowska, J., Dawna Warszawa. Wspomnienia, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1958, s. 231.


Budynek Filharmonii Warszawskiej został zbombardowany podczas II wojny światowej, wielu członków orkiestry straciło życie podczas nalotów. Zespół został odtworzony po wojnie w sezonie 1947/48, a gmach odbudowany został w 1955 r. według projektu Eugeniusza Szparkowskiego i Henryka Białobrzeskiego, niestety już w zupełnie innym stylu. 21 lutego 1955 roku Filharmonia Warszawska została uhonorowana mianem Filharmonii Narodowej.


Filharmonia Narodowa Filharmonia Narodowa Filharmonia Narodowa Filharmonia Narodowa


WIECZÓR W FILHARMONII

Aby dobrze nastroić się na wieczór w filharmonii, zaczęłam przygotowania odpowiednio wcześnie. Prasowanie koszuli Varsa umilałam sobie audycją Polskiego Radia na temat Ignacego Paderewskiego, z której można dowiedzieć się wielu ciekawostek o życiu i twórczości tego niebywałego geniusza. Z uporem stawiam na stonowaną elegancję, jeśli chodzi o takie miejsca, jak Filharmonia Narodowa – niestety poczułam się w tym niemalże odosobniona. Zadziwia mnie beztroska w wyborze stroju wśród osób, które wszak przychodzą tu z własnej woli, mają więc – wydawać by się mogło – wyrafinowany gust. Kolejny raz tłumaczyć sobie muszę, że koncerty odbywają się w tygodniu roboczym, a słuchacze przychodzą na koncert bezpośrednio z pracy. Mogę jedynie pomarzyć o eleganckich strojach wieczorowych i wspomnianych wcześniej… brylantach przy staniku.

Starałam się więc skupić na muzyce, bo wszak po to do Filharmonii się wybraliśmy. I trzeba przyznać, że naprawdę się nie zawiedliśmy!


BALTIC NEOPOLIS ORCHESTRA

Laureat Fryderyka 2015 w kategorii Album Roku – Muzyka Kameralna, Zespół powstał w 2008 roku z inicjatywy młodych szczecińskich artystów. Ta unikalna w skali kraju inicjatywa szybko zyskała sobie sympatię publiczności oraz pochlebne recenzje krytyków.

Orkiestra Baltic Neopolis, założona przez ałtowiołistkę EmiHę Goch Salvador, aktywnie, nowocześnie i z rozmachem wspiera swoimi działaniami nową markę miasta Szczecina. Dzięki staraniom założycielki w składzie zespołu znaleźli się najlepsi młodzi instrumentaliści uczestniczący w lokalnych, ogólnopolskich i zagranicznych przedsięwzięciach muzycznych. Oprócz regularnej pracy nad światowym repertuarem kameralnym artyści chętnie biorą udział w nowatorskich i nietuzinkowych projektach, niespotykanych w innych tego typu podobnych formacjach.

Doceniana w Polsce i Europie Baltic Neopolis Orchestra wciąż szuka nowych pól muzycznych inspiracji. Współpracuje z wybitnymi kompozytorami i artystami, m.in. z Krzysztofem Pendereckim, Pawłem Łukaszewskim, Mikołajem Góreckim, Danielem Stabrawą, Tomaszem Tomaszewskim, Danielem Rowtandem oraz Carmme Lauri. Od września 2015 roku funkcję dyrektora artystycznego BMC pełni światowej sławy skrzypek i koncertmistrz Vasko Vassflev (Royal Opera House Covent Garden w Londynie).

Materiały informacyjne pochodzące z programu towarzyszącemu koncertowi, s. 13.


VASKO VASSILEV

Koncertmistrzem był Vasko Vassilev, charyzmatyczny bułgarski skrzypek, który piorunujące wrażenie zrobił, zanim jeszcze zaczął grać – sprawił to jego strój. Gdy tylko przejechał smyczkiem po strunach, rozpoczął dwugodzinny romans z muzyką i całkowicie oczarował publiczność. Vassilev pełni funkcję koncertmistrza w orkiestrze Royal Opera House Covent Garden w Londynie. Funkcję tę objął w wieku 23 lat, stając się najmłodszym w historii tej instytucji muzykiem na tym stanowisku. Od 2015 roku pełni funkcję dyrektora artystycznego Baltic Neopolis Orchestra. Współpracował z artystami takimi jak Plácido Domingo, Sting, Rolling Stones, a Vanessa Mae była jego uczennicą.


KONCERT KAMERALNY – 10-lecie Baltic Neopolis Orchestra

Filharmonia Narodowa


Nie mogliśmy oprzeć się zakupowi przepięknie wydanej broszury, gdzie zaprezentowano historię Baltic Neopolis Orchestra oraz omówiono program koncertu, który przedstawiał się następująco:

Giuseppe Tartini – Sonata g-moll Z diabelskim trylem (oprac. F. Kreisler) [16′]
Jules Massenet – Medytacja z opery Thaïs (oprac. V. Vassilev) [7′]
Pablo de Sarasate – Fantazja koncertowa na tematy z opery Carmen op. 25 (oprac. V. Vassilev) [15′]
Franz Schubert – Kwartet smyczkowy d-moll Śmierć i dziewczyna D 810 (oprac. V. Vassilev) [40′]

Mimo, że powstało wiele oryginalnych dzieł wykorzystujących homogeniczne, nasycone brzmienie orkiestry smyczkowej, to ten rodzaj obsady skłaniał też wielu twórców do dokonywania aranżacji innych utworów, co pozwala ukazać je w nowej brzmieniowej szacie, w atrakcyjny sposób podkreślającej detale ich formy faktury. Wysmakowany program wieczoru skupi się na takich właśnie kompozycjach. Podobno sam Tartini zwykł opowiadać legendę o śnie, podczas którego nawiedził do diabeł, by na jego skrzypcach zagrać niezwykłą, arcytrudną sonatę. Po przebudzeniu podjął próbę zapisania zapamiętanego utworu (w jego finale brzmi brawurowa kadencja z infernalnym trylem), ale udało mu się naśladować diabelską grę tylko w niewielkim stopniu… Se non è vero, è ben trovato – w każdym razie legenda spełniła swe zadanie rozsławiając Sonatę g‑moll znaną jako „Il trillo del diavolo”, a jej popularność w XIX i XX w. przyczyniła się też do rozwoju muzycznego historyzmu, budząc zainteresowanie także innymi zapomnianymi dziełami epoki baroku.

Przepełniony tragizmem Kwartet d‑moll Schuberta na motywach jego przejmującej pieśni Śmierć i dziewczyna stał się kamieniem milowym w dziejach kameralistyki – lecz jak większość utworów swego twórcy, został doceniony dopiero po jego przedwczesnym odejściu. Romantyczni słuchacze kochali to dzieło i dla jego niewysłowionego piękna, i dla otaczającej go legendy muzycznego testamentu (Schubert pisał go bowiem przytłoczony ogromem nieszczęść i choroby, w czasie, gdy coraz częściej zaczęła go nawiedzać obsesja śmierci (miał żyć jeszcze cztery lata i nie był to jego ostatni kwartet). Wśród wielu aranżacji tego dzieła ciekawa jest ta, którą podjął (i nie ukończył) Gustav Mahler. On także związał swe losy z Wiedniem i także doświadczał nie raz niewdzięczności muzycznych instytucji tego miasta.

Marcin Majchrowski


Tak finezyjnym słownictwem, jak Marcin Majchrowski czy Zygmunt Noskowski, niestety nie potrafimy opowiadać o muzyce, gdyż oboje czujemy się na tym polu ignorantami. Zgodzę się jednak w kwestii, że Se non è vero, è ben trovato – interpretacje w wykonaniu Baltic Neopolis Orchestra obojgu nam przypadły do gustu, może nie wszystkie, ale Carmen zinterpretowana była po mistrzowsku. Po przerwie usiedliśmy w ostatnim rzędzie, gdzie można było poczuć się, jakby się było na sali sam na sam z orkiestrą. To było wręcz metafizyczne przeżycie, które polecamy każdemu.


FILHARMONIA NARODOWA DZIŚ

Od 1 września 2013 funkcję Dyrektora Artystycznego sprawuje Jacek Kaspszyk.

Obecnie Filharmonia Narodowa liczy 112 wybitnych instrumentalistów i 100 artystów chóru.

Obydwa zespoły odbyły ponad niemal 140 tournées na pięciu kontynentach. Zapraszane są systematycznie do najsłynniejszych ośrodków muzycznych świata. (…)

Filharmonia Narodowa ma na swoim koncie liczne nagrania dla polskich i zagranicznych firm płytowych. Muzykę polską reprezentują na tych płytach dzieła Chopina, Szymanowskiego, Góreckiego, Lutosławskiego, Panufnika, Pendereckiego i Szymańskiego, a repertuar światowy m.in. komplet symfonii Beethovena. (…)

Filharmonia Narodowa organizuje wiele koncertów symfonicznych, recitali i wieczorów kameralnych w każdym sezonie, których wykonawcami są najwybitniejsi muzycy polscy, a także artyści z całego prawie świata. (…) Ważnym wydarzeniem w działalności Filharmonii Narodowej jest organizowana corocznie impreza Forum Lutosławskiego, prezentująca koncerty muzyki XX wieku wraz z towarzyszącymi im wystawami i dyskusjami. Regularnie odbywają się też koncerty dla młodzieży (projekt „Po prostu… Filharmonia!”), niedzielne koncerty dla dzieci oraz Poranki i Popołudnia dla Małych Melomanów. Filharmonia Narodowa pełni również rolę edukacyjną, organizując tysiące koncertów w szkołach i ośrodkach kultury na terenie całej Polski. (…)

Filharmonia Narodowa to reprezentacyjna instytucja życia muzycznego w Polsce, którą odwiedzają melomani z całego świata. To miejsce ludzi pragnących obcować ze sztuką na najwyższym poziomie, a także miejsce spotkań osobistości międzynarodowej elity kulturalnej, społecznej i politycznej.

Informacje pochodzące z oficjalnej strony Filharmonia.pl


Zawsze miałam ogromną ochotę na Warszawską jesień. Ciągle mi się jednak wydaje, że przyjdzie na to czas, że jeszcze zdążę. Nawet zeszłoroczny jubileusz nie okazał się wystarczającą motywacją. Ale zawsze mi się też wydawało, że zdążę pójść na koncert Zbigniewa Wodeckiego – nie zdążyłam…


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.