GTWb – Akcja CXIV – Jaka szkoda!

wpis w: GTWb, murale, SEZON 4 | 2

Szczerze powiedziawszy myślałam, że kłopoty zdrowotne będą prawdziwym spiritus movens, jeżeli chodzi o CXIV Akcję GTWb pt. Jaka szkoda!, bo wydawało mi się, że będę miała prawdziwe usprawiedliwienie, żeby móc sobie porządnie ponarzekać! Okazało się jednak, że… po prostu nie mam na to ani siły, ani czasu, ani nawet ochoty. Zresztą uczestnicy akcji z pewnością staną na wysokości zadania i, jak co miesiąc, znajdą kilka tysięcy powodów do narzekania na Warszawę, nie ma się więc o co martwić, prawda? :)))

Zastanawialiśmy się z Varsem nad czym ubolewamy i co mogłoby, naszym skromnym zdaniem, pójść w nieco innym kierunku. Cóż, owszem, nie możemy patrzeć na biały pawilon nad Wisłą, bo kłuje nas w oczy. Nie możemy się nadziwić jak uciążliwy wybrano sposób budowania warszawskiego metra. Postanowiliśmy też nie liczyć, ile drzew zostało wyciętych, bo serce by nam pękło – zamiast siedzieć i płakać, sadzimy nowe drzewa.

Wybraliśmy miejsce, które nie zostało jeszcze spisane na straty, jednak w porównaniu z tym, jak wyglądało jeszcze niedawno, pewne niepokojące zmiany są naprawdę trudne do przeoczenia. Jest to miejsce, które jakiś czas temu zostało objęte opieką. Przewidziany był budżet na jego rewitalizację, do projektu przyłączyli się architekci, a mieszkańcy zakasali rękawy. Działo się! Niestety po jakimś czasie teren znów zaczyna nieco przygasać. Nie jest źle, są miejsca o wiele bardziej zaniedbane, ale jaka szkoda, że nie jest lepiej, bo zawsze by mogło. Skoro już poświęcono czas i pieniądze, to szkoda, żeby poszło to na marne.

Mamy tu na myśli skwer na rogu ul. Równej i ul. Szwedzkiej.

skwer na rogu ul. Równej i ul. Szwedzkiej

 

CIEKAWY POMYSŁ

Pomysł na ten skwer był całkiem interesujący. Na Pradze podwórka są przeważnie zamknięte, a tu mamy do czynienia z otwartą przestrzenią u zbiegu ulic. Króluje na niej kasztanowiec. W tym miejscu stał kiedyś dom, jego zarys był nawet widoczny na sąsiednim budynku, co zostało wykorzystane – ów dom stał się motywem przewodnim projektu. Wcześniej odbyły się konsultacje z mieszkańcami i każdy mógł wtrącić swoje trzy grosze. W opisach Stowarzyszenia odBlokuj, które zaangażowane było w inicjatywę, czytamy, że cały proces nie należał do najłatwiejszych. Wiadomo, ludzie naprawdę ciężko w cokolwiek się angażują, a już doprowadzenie jakiejś sprawy do końca graniczy czasami z cudem! W projekcie wzięli udział pedagodzy, streetworkerzy, urzędnicy, wolontariusze, mieszkańcy. Chodziło o uporządkowanie terenu, ale także o to, żeby nie stracił on swojego praskiego charakteru. Więcej na ten temat TUTAJ.

Podwórko zostało podzielone na sektory, które nawiązywać miały do stref mieszkaniowych w prawdziwym domu. Miał tu więc być pokój dzienny/salon z kwiatowym dywanem, żwirowy korytarz, łazienka z oczkiem wodnym, a nawet pokój dziecinny z różnego rodzaju atrakcjami. Najważniejsze jednak było ogrodzenie terenu, uprzątniecie gruzu i zasadzenie zieleni. Realizacja projektu miała miejsce kilka lat temu.

 

Po rewitalizacji skwer prezentował się tak (źródło):

A jak obecnie wygląda teren? Nie ma, na szczęście, tragedii, ale po dywanach kwiatowych i korytarzach zieleni ślad nie pozostał. Z kwietników w oponach została tylko opona z jakąś nieszczęsną kupką ziemi i pozostałościami z poprzedniego sezonu. Powoli zacierają się wygrodzone strefy, zarastając trawą, ale raczej taką samosiejką, bo trudno nazwać to prawdziwym trawnikiem. Planowanych atrakcji, czyli tablicy do rysowania czy teatrzyku dla dzieci też, niestety, nie widać. Oczkowo wodne zarosło. Zieleń pod oknem jest o wiele uboższa niż wcześniej. Problematyczny jest za to gruz, który wychodzi spod ziemi jeszcze przez wiele lat po rozbiórkach, a nawet drewniany dom ma jakieś fundamenty. Żwiru ubywa, a gruzu przybywa. Całkiem nieźle trzyma się żywopłot. Ładnie się rozrósł i, z tego co widać, jest przycinany. Z trzepakiem mieszkańcy też nie umieją się chyba rozstać. Były o niego boje, w opisach koncepcyjnych podkreślane było, że trzepak jest do usunięcia.

 

MOZAIKA

Mozaika powstała dużo wcześniej i do dziś jest ponoć dumą mieszkańców (w sumie czemu by nie?!), nikt więc jej tykać nie zamierzał. Instalacja przedstawia postać trzymającą kwiaty i tabliczkę z nazwiskami. Jest tam ponoć nawet piaskownica, którą przed warunkami atmosferycznymi i wizytami piesków czy kotków chronić miała dykta (plecówka, płyta HDF). Tylko kto miał chronić dyktę? Ale trzeba przyznać, że pas mozaiki ułożony na ziemi prezentuje się całkiem niczego. Zielona ławka nie przetrwała próby czasu. Już wcześniej była zdezelowana.

 

MURAL

Znakomitą częścią projektu jest biały mural, który wykonany został na ścianie kamienicy przy skwerze. Przedstawia on przekrój nieistniejącego budynku oraz postaci nawiązujące do pop-artu Richarda Hamiltona. Szczególnie charakterystyczna jest postać kulturysty z ogromnym lizakiem z kolażu Just what is it that makes today’s homes so different, so appealing? z 1956 roku.

Mural jest wręcz znakomity w swojej prostocie. Dobrze, że jeszcze jakoś się trzyma i nie został pokryty haniebną pseudo-twórczością. Ale za to na google street view z 2014 roku pokryty jest bujną zielenią.

Wojtek Kubrakiewicz o muralu: Nie było moim celem akcentowanie banału czy kiczu obecnego w dziele Hamiltona. To raczej tęsknota za minioną epoką w dziejach sztuki XX wieku skłoniła mnie do wyboru takiego, a nie innego charakteru muralu. Z drugiej strony pop-art to przecież celowe zacieranie granic między sztuką a życiem, to uświadomiona potrzeba uczestniczenia w spektaklu dnia codziennego. Argumenty te utwierdziły mnie w przekonaniu o słuszności takiej konwencji. Dużo mniej zrozumienia okazała stara ściana budynku. Rozpadające się cegły i osypujący się pył znacznie utrudniały malowanie. Ostatecznie jednak powstała intrygująca, widoczna z daleka kompozycja górująca nad zrewitalizowanym podwórkiem.

W mural znakomicie wpasowuje się okno, pod które otwór został wybity od strony ul. Szwedzkiej po rozbiórce sąsiadującego domu.

 

Tym razem wybraliśmy miejsce, o którym póki co można powiedzieć: Jaka szkoda by była, gdyby całkowicie ten skwer zaniedbano! Dlaczego taki wybór? Ponieważ mamy nadzieję, że przechodząc obok ogrodzenia za jakiś czas nie trzeba będzie powiedzieć: Jaka szkoda!, a potem wzruszyć ramionami i iść dalej. Takich miejsc jest już w Warszawie wystarczająco dużo. O ten skwer gorąco więc apelujemy.

 

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedInShare on TumblrPin on PinterestEmail this to someonePrint this page

2 Responses

Zostaw Komentarz