GTWb – Akcja CVI – Mało kto wie… jak wygląda wybieg dla niedźwiedzi… od strony niedźwiedzi

wpis w: GTWb, kuriozum, SEZON 3 | 9

Blisko rok zajęło nam zebranie materiału do niniejszego posta. Nawet dziś, 20 sierpnia 2016 r., sprawdzaliśmy kontrolnie, jak się sprawy mają. Nie wiedzieliśmy dokładnie, kiedy ów materiał zostanie użyty, ale wiedzieliśmy, że wcześniej czy później nadarzy się okazja. I takowa się napatoczyła w związku z tematem CVI Akcji GTWb „Mało kto wie…” Każdy raczej wie, jak wygląda wybieg dla niedźwiedzi na warszawskiej Pradze. Czasami są przy nim tłumy gapiów, a innym razem mijany jest obojętnie przez przechodniów, którzy przywykli do towarzystwa miśków. Ale prawdopodobnie mało kto wie, jak wygląda wybieg dla niedźwiedzi od drugiej strony barierki, czyli z punktu widzenia niedźwiedzi.

Było kilku śmiałków, którzy pod wpływem procentów lub chęci zakosztowania przygody (a może jedno i drugie naraz) pokonali poręcz i fosę, żeby strzelić sobie selfie z miśkiem. Co tam jakiś przebieraniec na Krupówkach, skoro w stolicy ma się prawdziwego niedźwiedzia na wyciągnięcie ręki! To była zresztą moja sztandarowa opowiastka, którą solennie i szczegółowo powtarzałam za każdym razem, gdy Włosi pytali mnie, czy u nas w Polsce niedźwiedzie faktycznie chodzą po ulicach (mieszkałam kilka lat we Włoszech). Ależ tak! W Warszawie co i rusz spotykałam niedźwiedzia oddalonego dosłownie o kilka metrów! Włosi otwierali gęby z niedowierzania i jestem niemal pewna, że po cichu obiecywali sobie, że do takiej dziczy, jak Polska, gdzieś tam daleko, daleko na wschodzie, nigdy się nie zapuszczą.

Tak się składa, że Sava również należy do grona szaleńców, którzy weszli na wybieg dla niedźwiedzi…

sava weszla na wybieg dla niedziwiedzi w warszawie na pradze

Wszystko jednak było na legalu, spokojnie.

A miało to miejsce dzięki zajęciom z Varsavianistyki, prowadzonym na Uniwersytecie Warszawskim przez doktora Marka Ostrowskiego. Miałam przyjemność uczestniczyć w tych zajęciach w ubiegłym roku akademickim. Program studiów obejmował nie tylko szereg wykładów, w których rokrocznie udział bierze przeważnie kilkuset studentów, zajmując każdą wolną przestrzeń auli, ale są również zajęcia w terenie: w muzeach, w Zamku Królewskim, w elizeum czy też podczas objazdowej wycieczki tramwajem. Jedno ze spotkań zorganizowane zostało właśnie na wybiegu dla niedźwiedzi. Któregoś jesiennego popołudnia, zamiast miśków wychodzących na ostatnie spacery przed zimowym snem, przechodnie z zaskoczeniem obserwowali za barierką grupę studentów przysłuchujących się opowieściom dra Andrzeja Kruszewicza, dyrektora warszawskiego zoo, ornitologa, założyciela Ptasiego Azylu.

Wyjaśnijmy jedną sprawę: Sava do zoo nie chadza. Jest nie tylko przeciwniczką idei tworzenia ogrodów zoologicznych w warunkach miejskich, ale sprzeciwia się nawet trzymaniu zwierząt w bloku (bo to nie są warunki dla żadnego zwierzęcia). Myślę, że mam do tego prawo, tak samo, jak Wy macie prawo sądzić inaczej. Uszanujmy to prawo. W jakim więc celu Sava wzięła udział w tych zajęciach? Ano po to, żeby przekonać się, w jakich warunkach żyją niedźwiedzie, głównie właśnie to było powodem. A także, nie oszukujmy się, żeby przeżyć wielką, niesamowitą przygodę i postawić stopę tam, gdzie niewiele osób miało możliwość ją postawić. Na zajęcia jechała więc z bijącym sercem, bo nie wiedziała ani co tam zastanie, ani co się wydarzy…

Jako że na teren wybiegu oraz pomieszczeń technicznych wpuszczona została grupa co prawda varsavianistów, ale jednak postronnych osób, należy mniemać, że stan miejsca pobytu niedźwiedzi nie jest zastrzeżoną tajemnicą :> Zresztą każdy, kto interesuje się losem zwierzaków, ma chyba prawo coś wiedzieć na ten temat, prawda? A więc postanowiłam się z Wami podzielić tym, co widziałam i czego się dowiedziałam. Jeżeli jesteście ciekawi, to zapraszam.

 

SKĄD SIĘ WZIĘŁY NIEDŹWIEDZIE NA PRADZE?

Wybieg wybudowano w latach 50. jako atrakcję przy trasie W-Z, jego pierwszymi mieszkańcami byli Elka i Misiek. Od tego czasu był on domem dla sporej liczby niedźwiedzi brunatnych, wiele z nich się tu urodziło, niektóre trafiły np. z cyrku. Tak właśnie było z niedźwiedziami, które odwiedziłam w zeszłym roku. Były to trzy samice: trzydziestojednoletnia Tatra przyszła na świat właśnie tutaj, dwie inne, Sabina i Mała, żyły przez 15 lat w cyrku. Gdy wybieg budowano kilkadziesiąt lat temu, uważano go za nowoczesną i atrakcyjną wizytówkę stolicy. Także dziś wiele osób uważa wybieg z miśkami za jeden z obowiązkowych punktów w czasie wizyty w stolicy. Ale upływający czas miał wpływ na stan techniczny i wizualny wybiegu.

 

CZY NIEDŹWIEDZIE Z WYBIEGU SĄ SZCZĘŚLIWE?

Z biegiem lat wybieg stał się punktem spornym między tymi, którzy uważają go za nieodłączną wizytówkę Warszawy a tymi, którzy sądzą, że miśkom dzieje się krzywda i powinny zostać stamtąd przeniesione, a najlepiej – wypuszczone na wolność. Jestem właściwie pewna, że większość ludzi uznałaby, że miśki są na wybiegu nieszczęśliwe. Mówię tak, ponieważ sama należę do osób, które tak sądzą, przyznaję się bez bicia. Od zawsze uważałam, że wybieg ten istnieje tylko ku naszej, warszawiaków i przyjezdnych, uciesze. Bo i miejsca nie za wiele, i te kamienie dookoła, i ci przechodnie wgapiający się w nich jak sroka w gnat, rzucający czym popadnie, i bliskość tramwajów oraz samochodów. Gdzie w tym wszystkim miejsce na szczęśliwy żywot takiego zwierzaka? Tak na tę sprawę spojrzy przeciętny przechodzień, jak mniemam. Wiele osób sądzi, że misie z pewnością są niedożywione, w przypływie litości rzuca im więc to, czym akurat może się podzielić: wafelek od loda, bagietkę, drożdżówkę, jabłko, a nawet orzeszki i cukierki. Bo przecież misio zje wszystko i taki przy tym pocieszny.

Są i tacy, którzy postanawiają wziąć sprawy w swoje ręce i zmienić los niedźwiedzi – piszą listy, podania, protesty; postulują, aby zaniechać przetrzymywania zwierząt z egoistycznych pobudek i żądają, żeby przenieść niedźwiedzie w bardziej ustronne miejsce, albo po prostu zwrócić im wolność.

Opiekunowie zwierząt patrzą na to zupełnie inaczej – i ten właśnie punkt widzenia próbował nam przedstawić pan dyrektor. Według niego wiele osób nie chce zrozumieć tego, że niedźwiedzie, które tu mieszkają, nie znają innego życia, są przyzwyczajone do warunków, jakie tu panują i przeniesienie ich wiązałoby się z ogromnym szokiem i stresem, być może nie do przezwyciężenia. Dotyczy to zwłaszcza niedźwiedzi, które się tutaj urodziły. Cyrkowe niedźwiedzie przeniesiono na jakiś czas na wybieg na terenie zoo, ale – według dyrektora – nie odnalazły się w tamtych warunkach, ponieważ miały tam za mało ziemi, w której mogłyby kopać. Ktoś mógłby zapytać: a na wybiegu przy ulicy to niby mają gdzie kopać? Przecież tam są same skały! Ano okazuje się, że mają, o czym za chwilę.

Na pytanie, czy nie sądzi, że niedźwiedziom przeszkadza hałas tramwajów i samochodów, dyrektor odpowiadał, że spawa ma się podobnie jak z sytuacją, gdy człowiek przyzwyczaja się do huku przelatujących samolotów lub przejeżdżających pociągów i z czasem nie tylko stają się one coraz mniej uciążliwe, ale przestaje się zwracać uwagę na te odgłosy. Być może, nie wiem, nigdy nie byłam niedźwiedziem żyjącym przy ruchliwej ulicy, przynajmniej sobie nie przypominam. Ale co do przyzwyczajenia się i niezwracania uwagi na upierdliwe odgłosy, to w sumie racja, wszyscy wiemy, że tak jest. Mnie osobiście nie przeszkadza w ogóle szum przejeżdżających samochodów, do szału doprowadza natomiast dzieciak płaczący od dwóch lat z byle powodu i wycie psa u sąsiada za ścianą, którego to psa sąsiad zostawia w mieszkaniu na całe dnie. Ale taki stan rzeczy jest dopuszczalny, bo pies to zwierzę domowe, prawda? Punkt widzenia zależy więc od punktu siedzenia. Co niby mają zrobić niedźwiedzie z wybiegu, skoro i tak nie mają wyboru? Ano sobie siedzą, łażą, czasem się przeciągną, poczochrają krzaki albo zlegną w ich cieniu. A czy są szczęśliwe? Jeżeli nie wiedzą, jak wygląda życie na wolności, bo urodziły się na wybiegu , to nawet nie są świadome tego, że mogą za czymś tęsknić… Jeżeli natomiast trafiły tu z cyrku, to chyba mimo wszystko jest to lepszy los niż życie na rozkazy i posiłek widzialny wtedy, gdy się na niego zasłuży. Tak mi się wydaje. Ale, jak mówiłam, mogę się mylić, nie jestem niedźwiedziem brunatnym.

 

WYBIEG DLA NIEDŹWIEDZI PRZED REMONTEM

Relację z wizyty na niedźwiedzim wybiegu początkowo planowałam zamieścić niemal od razu, na gorąco, jednak gdy dyrektor powiedział, że planują remont, gdy miśki pójdą spać, pomyślałam sobie, że warto by porównać stan przed i po. Dlatego też zbieranie materiału trwało tak długo. W ciągu minionego roku wielokrotnie byliśmy z Varsem na oględzinach postępu prac remontowych. Tak wyglądał wybieg zeszłej jesieni.

 

wybieg dla niedzwiedzi w warszawie'1wybieg dla niedzwiedzi w warszawie'3wybieg dla niedzwiedzi w warszawie'2

 

Co tu dużo mówić – kupa kamieni i krzak. No i fosa. Kamienie, to chyba też za dużo powiedziane. Po prostu bloki poukładane schodkowo, żeby utworzyć imitację naturalnych wzniesień. Z biegiem lat ich stan się pogarszał, w wielu miejscach się pokruszyły, zarosły mchem. Fosa też pozostawiała wiele do życzenia. Dokładają się do tego przechodnie, którzy wrzucają biednym, zagłodzonym misiom wszystko, co im podejdzie pod rękę. 

 

DOM WARSZAWSKICH NIEDŹWIEDZI BRUNATNYCH

Wybieg od strony ulicy to tylko część niedźwiedziego domu, można by powiedzieć, że jest to ich spacerownik. Noce spędzają miśki w zabudowaniach z tyłu wybiegu, do których wchodzi się od strony parku.

 

wybieg dla niedzwiedzi w warszawie4

W budynku tym są boksy dla niedźwiedzi, pomieszczenia gospodarcze i magazyny. Przed wejściem opiekunowie poinstruowali nas, jak należy się zachować. Jako że mieliśmy wejść na wybieg, niedźwiedzie oczywiście były w boksach. Ale na wszelki wypadek dyrektor pokazał nam, z którego miejsca można by próbować uciec, gdyby miśki jednak chciały wybrać się na spacer. Mimo że był to żart, nikomu nie było do śmiechu i wszyscy mieli strach w oczach, z czego opiekunowie zwierzaków musieli mieć niezły ubaw. W pomieszczeniach było dość ciemno i był absolutny zakaz używania flesza, który mógł przestraszyć i zdenerwować zwierzęta, dlatego też zdjęcia są niestety kiepskiej jakości, wybaczcie, próbowałam je nieco rozjaśnić, żeby w ogóle można było coś zobaczyć.

Korytarz prowadzący przy boksach jest bardzo wąski i mało oświetlony – spójrzcie na poniższe zdjęcie. Przechodziliśmy w nim gęsiego, jak najbliżej ściany.

 

wybieg dla niedzwiedzi w warszawie-15a

 

W takich boksach przebywają niedźwiedzie w nocy, jak również spędzają tu czas snu zimowego. Jest ciemno i jedzie rybą :)

 

wybieg dla niedzwiedzi w warszawie-15c  wybieg dla niedzwiedzi w warszawie-17

wybieg dla niedzwiedzi w warszawie-19

wybieg dla niedzwiedzi w warszawie-16

W drugiej części budynku są magazyny i pomieszczenia gospodarcze, gdzie opiekunowie szykują pokarm dla swoich podopiecznych.

 

wybieg dla niedzwiedzi w warszawie-18

Czy są to dobre warunki dla miśków? Cóż, zapewne mogłyby być lepsze, zawsze tak jest. Ale wziąć należy pod uwagę fakt, że niedźwiedzie mają do dyspozycji nie tylko oddzielne boksy, w których mogą się swobodnie obracać i przemieszczać, ale także wybieg, gdzie mogą pospacerować, a jeszcze do niedawna wiele ogrodów zoologicznych skonstruowanych było na zasadzie ciasnych klatek (i pewnie nadal takie istnieją), więc jest różnica.

A tu rejestracja filmowa z przejścia korytarzem obok boksów, w których znajdowały się niedźwiedzie. Do tej pory na samo wspomnienie mocno wali mi serce. Vars musiał nieco rozjaśnić film, żeby było na nim widać więcej szczegółów, dlatego chwilami obraz może być nieco przejaskrawiony. Ogólnie w korytarzu było dość ciemno.

 

SAVA WESZŁA NA WYBIEG DLA NIEDŹWIEDZI

Na wybieg wchodzi się przez taki oto wąski otwór w skałach. Z ulicy jest on mało widoczny, bo umieszczony jest z tyłu krzaków, a te są dość gęste, w okresach wiosenno-letnich dodatkowo pokryte liśćmi, ale można spróbować wypatrzeć przejście zza barierki. 

 

wybieg dla niedzwiedzi w warszawie15

 

Możliwość wejścia na wybieg dla niedźwiedzi robi piorunujące wprost wrażenie. Nie tylko pod tym względem, że jest się w naprawdę wyjątkowym miejscu, do którego niewiele osób ma dostęp, ale przede wszystkim można samemu na własnej skórze doświadczyć, co widzą, słyszą i jak mogą się czuć niedźwiedzie po tej stronie barierki. A uczucie to dosłownie trudno opisać… Sami zresztą zobaczcie, jak to wygląda z perspektywy niedźwiedzi.

 

wybieg dla niedzwiedzi w warszawie5 wybieg dla niedzwiedzi w warszawie6 wybieg dla niedzwiedzi w warszawie8

wybieg dla niedzwiedzi w warszawie8a

Gdy niedźwiadek spaceruje po kamiennych blokach i widzi ludzi stojących przed barierką, pokazujących na nich palcem, robiących zdjęcia, rzucających niedojedzonym bananem albo garścią chipsów, to co sobie może myśleć? Ale głupki, jak pragnę, i czego oni tak stoją i się gapią? Bo co innego może myśleć? Łypnie okiem na przejeżdżające samochody i tramwaje, czasem może usłyszy dzwony w kościele naprzeciwko. Niedźwiedzie często wylegują się w cieniu krzaków, ale nadal mają widok na ulicę i mogą obserwować odwiedzających ich spacerowiczów.

wybieg dla niedzwiedzi w warszawie9 wybieg dla niedzwiedzi w warszawie10

Z drugiej strony wybiegu miśki mają widok na park przy zoo, ciekawe, czy marzy im się obdzieranie kory, drapanie się po plecach albo wspinaczka?

wybieg dla niedzwiedzi w warszawie11

 

wybieg dla niedzwiedzi w warszawie12 wybieg dla niedzwiedzi w warszawie13

 

A tu właśnie owo wspomniane miejsce do kopania w ziemi.

wybieg dla niedzwiedzi w warszawie14

 

WYBIEG PO REMONCIE – WIOSNA

Wybieg przeszedł remont czy może lifting? W internecie są ogólnodostępne dokumenty zawierające informacje na temat wytycznych oraz dotyczących przetargu. Opisano w nich stan wybiegu i pomieszczeń technicznych, jeżeli ktoś jest zainteresowany, bez trudu znajdzie takie informacje. W podlinkowanym pliku wyszczególniono zakres robót, które należy wykonać w czasie remontu. Uszkodzeń, korozji, pęknięć i innych problemów było całe mnóstwo. W sumie nie ma się co dziwić, wybieg i pomieszczenia techniczne mają swoje lata. Poniższe zdjęcia ukazują, jak prezentował się wybieg w czasie wiosny 2016 r. już po remoncie. Przyznam, że dla mnie dużym zaskoczeniem był fakt, że… przybyło kamieni! Zapewne jest ku temu racjonalne wytłumaczenie (chyba że chodziło o wizualne), pojawiły się też drzewa iglaste oraz konary, z których miśki mogły zdzierać korę. Oczyszczono kamienne bloki, uzupełniono ubytki, wyczyszczono też fosę i naprawiono uszkodzenia.

 

wybieg dla niedzwiedzi w warszawie 18 wybieg dla niedzwiedzi w warszawie 20

 

wybieg dla niedzwiedzi w warszawie 21 wybieg dla niedzwiedzi w warszawie 22

Nie wiem właściwie, czego się spodziewałam, trudno więc powiedzieć, czy podobają mi się rezultaty metamorfozy. Prawdopodobnie jak wielu z Was wyobrażałam sobie, że będzie jednak mniej kamienia, a więcej ziemi i zieleni. Być może z jakichś względów nie było to możliwe. Miśki nie wyglądały na niezadowolone. Nie wyglądały też na zadowolone, zachowywały się jak zwykle. Ciekawe, czy zauważyły i odczuły zmiany?  

 

wybieg dla niedzwiedzi w warszawie27wybieg dla niedzwiedzi w warszawie28wybieg dla niedzwiedzi w warszawie30

 

WYBIEG PO REMONCIE – LATO

W lato możemy oglądać pełną formę metamorfozy, czyli kaskadę wody spływającą po kamieniach. Może zadam głupie pytanie, ale… czy huk wody nie przeszkadza niedźwiedziom, skoro nie wychowały się na wolności i nie znały wcześniej takiego fenomenu przyrody? :>

 

wybieg dla niedzwiedzi w warszawie 23

 

Jak widać niedźwiedzie chętnie obdrapują też korę.

 

wybieg dla niedzwiedzi w warszawie 24

 

Za to z iglaków pozostały tylko uschnięte szkielety. Wygląda to co najmniej dziwnie… Czyżby to znaczyło, że do życia drzewa potrzebują też ziemi i wody, a nie tylko samych skał? :>

 

wybieg dla niedzwiedzi w warszawie 25

 

KILKA REFLEKSJI PO WIZYCIE NA WYBIEGU

Przyznam, że wizyta na wybiegu dla niedźwiedzi była dla mnie nie tylko niesamowitą przygodą, ale także pozwoliła spojrzeć na Warszawę z zupełnie innej perspektywy – z perspektywy zwierząt. Doktor Ostrowski, twórca Varsavianistyki na UW, zachęca swoich studentów do obserwacji, do poszerzania horyzontów, a przede wszystkim do uświadomienia sobie, iż miasto, to przede wszystkim stan umysłu. Jeżeli stan umysłu, to niechże ten umysł faktycznie pozostanie otwarty. Nie zamykajmy się na potrzeby i problemy otaczającej nas rzeczywistości, bądźmy czujni, reagujmy, próbujmy postawić się w sytuacji innych, choćby miały to być zwierzęta. Niedźwiedzie same się nie pojawiły na praskim wybiegu, to my, ludzie, je tu zaprosiliśmy, bo chcieliśmy ich towarzystwa, chcieliśmy, żeby nas zabawiały i umilały nam spacer. Więc pomyślmy czasem, jak im tam jest, po drugiej stronie barierki. Pamiętajmy o tym, że są to dzikie, niebezpieczne, niezmiernie szybkie i silne zwierzęta, a nie pluszowe misie, chociaż za takie wiele osób je uważa, gdyż niedźwiedzie są, co tu dużo mówić, żywymi maskotkami. Niech już nigdy nikomu nie przyjdzie do głowy wskakiwać na wybieg i zakłócać spokój niedźwiedzi, nie mówiąc o narażaniu własnego życia! Uszanujmy fakt, że opiekunowie dbają o ich dietę i wydzielają im odpowiednie racje posiłkowe. Wiele mówi się o tym, że czekolada szkodzi psom, a nie wiedzieć czemu przy barierkach ludzie nagle głupieją i chcą karmić misie byle czym, ku uciesze gapiów. Nie, nie wolno skakać, gwizdać, pokrzykiwać na niedźwiedzie, żeby zwrócić ich uwagę, czemu mielibyśmy denerwować kilkaset kilogramów żywej wagi? Co one niby miałyby zrobić? Stanąć na dwóch łapać i żonglować przerzuconymi im przez fosę śledziami? Jeżeli akurat trafimy na moment, gdy spacerują po wybiegu, po prostu cieszmy się, że mogliśmy je spotkać. I cieszmy się również z tego, że… nie jesteśmy na ich miejscu.

Bo z niedźwiedziami na wybiegu na Pradze jest podobna sprawa, jak z osiołkiem Frankiem w zagrodzie przy UKSW, którego odwiedziliśmy w maju tego roku. (Tak, był tam osioł, stał jak wół, nie wiemy, czy był to oryginał, czy może następca, ale był! Yhy, dokładnie.) Chcemy wierzyć, że opiekunowie tych zwierzaków robią wszystko, żeby życie ich podopiecznych upływało w godnych, możliwie najlepszych warunkach, jednak nie możemy z Varsem oprzeć się wrażeniu, że mimo wszystko znajdują się te zwierzęta tu, gdzie się znajdują, z egoistycznych pobudek ludzi – ku naszej uciesze. A ku uciesze, to sobie można równie dobrze puszczać bańki mydlane…

 

CO DALEJ Z NIEDŹWIEDZIAMI?

Po odwiedzinach niechcianych gości na wybiegu (i nie mówię tu o grupie studentów varsavianistyki, chociaż nie twierdzę też, że nasza wizyta sprawiła miśkom jakąś wielką przyjemność), które co i rusz się powtarzają, znów podniósł się wrzask, żeby niedźwiedzie przenieść. Rozeszły się pogłoski, że obecnie mieszkające tu misie mają być ostatnimi, a potem planuje się postawić na wybiegu pomnik z brązu w kształcie niedźwiedzia, upamiętniający zarówno kilka dekad istnienia wybiegu, jak i wszystkich jego brunatnych mieszkańców. Jeżeli dobrze pamiętam, było ich około 400. Czy tak się stanie, czas pokaże. Póki co miśki jeszcze tu są, a że niedźwiedzie żyją przeważnie około 35 lat, to jeszcze co najmniej kilka, jeśli nie kilkanaście lat będziemy je mogli obserwować na wybiegu. Można polemizować, czy remont był wskazany, skoro mają to być ostatni mieszkańcy. Ale czy tym misiakom nie należy się wszystko, co możemy im dać? Skoro one dają nam to, co mają, czyli całych siebie, to i my odwdzięczmy im się przynajmniej poprawą warunków, jeżeli nie możemy zaoferować nic innego.

Miśki, miśki, drogie miśki, skoro jesteście, to oby Wam się tu żyło jak najlepiej! Przepraszamy, że czasami jesteśmy tacy namolni i nierozmyślni, dziękujemy, że tak cierpliwie wszystko znosicie!

Panie Dyrektorze, proszę się opiekować misiami, trzymamy Pana za słowo! Jednak wybaczy Pan, Pańskiego ogrodu nie odwiedzimy.
Panie Doktorze, dziękuję za wspaniałą przygodę z varsavianistyką i umożliwienie odkrycia niedostępnych miejsc! Zresztą oboje wiemy, że na tym nie koniec!

 

I jeszcze mała zagadka – Gdzie jest Wally? :)

wybieg dla niedzwiedzi w warszawie 26

 

 

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedInShare on TumblrPin on PinterestEmail this to someonePrint this page

9 Responses

  1. Marchevka

    O jaaaa. Po zobaczeniu zajawki na fb pomyślałam najpierw, że musiałaś rzeczywiście zwariować, ale za chwilę się ogarnęłam. Sava? Nieee, w tym wszystkim musi być haczyk! I proszę, akcja godna pozazdroszczenia.
    A Wally jest… w krzakach :))

  2. Anna Kruczkowska

    Świetny reportaż. Zawsze mam mieszane uczucia w czasie wizyt w zoo, a z racji wykonywanego zawodu czasem zmuszona jestem poczłapać z uczniami to tu, to tam. Mnie najbardziej przygnębiało stare zoo w Poznaniu, w centrum miasta a podziwiałam przestrzenie chorzowskiego parku. Warszawa pozostawiła we mnie odczucie ciasnoty.

    • Vars i Sava

      Kiedyś braliśmy z Varsem i Hedrixem (bratem Savy) udział w grze miejskiej. Jak się okazało, ze jedno z zadań jest w zoo, omal nie wycofałam się z całej imprezy. Ale chłopakom byłoby przykro, więc pomyślałam, że nie będę odstawiać. Jednakowoż i tak nic nie wygraliśmy, a wręcz nas nie doceniono, co pamiętamy do dziś :D

  3. lavinka

    Ja bym po prostu zwiększyła obszar przebywania misiów, miejsce jest. Może nieco oddaliła od nich ludzi i ulicę. Moim zdaniem one i tak mają większy spokój niż zwierzęta w zoo, gdzie przewijają się o wiele większe tabuny ludzi.

  4. Marcin K

    NIgdy nie byłem miśkiem (nawet wagowo) a tu taka niespodzianka.

    Jak gawiedź ma za mało rozrywki, proponuję wpuścić żywego niedźwiedzia do dowolnego centrum handlowego w sobotę i kręcić film (z bezpiecznego dystansu).

    • Vars i Sava

      Same znakomite pomysły! A jako że ja zawsze miałam posturę misia, to wystarczy, że doprawię zębiska i pazury, i jazda! Musze kiedyś spróbować!

Zostaw Komentarz