Mazowsze – Siedemdziesięciolecie zespołu

W 2018 roku zespół Mazowsze obchodzi siedemdziesięciolecie. Postanowiliśmy przyłączyć się do obchodów tak wspaniałego jubileuszu i w ramach naszego cyklu VarsSavskie Dekady oraz seriach POZNAJEMY WARSZAWĘ POPRZEZ MUZYKĘ i OFF VARSAV wybraliśmy się na operę Cud mniemany, czyli Krakowiacy i Górale, którą wystawiano w Sali Widowiskowej Zespołu Mazowsze, która mieści się w przepięknym parku tuż obok Pałacu karolińskiego w Otrębusach.

Mazowsze


PAŁAC W KAROLINIE

Moda na Otrębusy rozpoczęła się na początku XX wieku. Choć miejscowość nie miała wtedy połączeń kolejowych, drogi były piaszczyste, a ziemie mało urodzajne, to zaczęli sprowadzać się tu ludzie, którzy cenili zarówno dobry klimat w sąsiedztwie lasu otaczającego wieś od strony południowej i wschodniej, jak też idealny spokój. Nic dziwnego, że narodziła się idea stworzenia tu miejscowości leczniczej i wypoczynkowej, głównie dla mieszkańców Warszawy, podobnej do tych, jakie właśnie zaczęły powstawać wokół stolicy.

W 1902 roku Warszawskie Towarzystwo Pomocy Lekarskiej i Opieki nad Psychicznie i Nerwowo Chorymi kupiło od Feliksa Bobrowskiego nieruchomość w Karolinie („Dacza Karolin”, „Osada Karolin”, „Kolonia Karolin”). W 1909 roku wmurowany został kamień węgielny pod budowę pałacu w Karolinie; architektem był Czesław Domaniewski. Nazwa pochodzi od imienia mieszkanki Otrębus Karoliny Bobrowskiej, żony pierwszego właściciela, Feliksa Bobrowskiego. Najpierw był tu sierociniec prowadzony przez siostry zakonne, a w czasie pierwszej wojny światowej (1914–1918) niemiecki szpital wojskowy.

Po pierwszej wojnie Towarzystwo Opieki nad Psychicznie i Nerwowo Chorymi założyło tu „Sanatorium dla zmęczonych nerwowo”, prowadzone do września 1939 roku przez dra Wacława Knoffa. W czasie okupacji, po likwidacji Towarzystwa, Mira Zimińska, korzystając ze znajomości z państwem Knoffami, zorganizowała tu na prośbę Związku Literatów dom wypoczynkowy dla pisarzy warszawskich.

W 1946 roku Towarzystwo Pomocy Lekarskiej i Opieki nad Psychicznie i Nerwowo Chorymi zostało na krótko reaktywowane i państwo Knoffowie usiłowali na powrót uruchomić tu sanatorium. Jednak w 1948 roku Towarzystwo ponownie zlikwidowano, a budynek przekazano Państwowemu Zespołowi Ludowemu Pieśni i Tańca „Mazowsze”, którego założycielem był Tadeusz Sygietyński. W 1950 roku tancerze z zespołu mieszkali m.in. w pobliskim dworku, Toeplitzówce. […]

Na terenie siedziby Zespołu „Mazowsze” znajdują się izby pamięci, których zbiory obejmują stroje ludowe z różnych rejonów Polski, w których występowali członkowie zespołu, a także liczne pamiątki z występów przywiezione z całego świata.

Otrębusy – ciekawe miejsca – Pałac w Karolinie

 Pałac w Karolinie Pałac w KaroliniePałąc w Karolinie


BEZ NICH MAZOWSZE BY NIE ISTNIAŁO

Tadeusz SygietyńskiLegenda głosi, że gdy Tadeusz Sygietyński i Mira Zimińska podczas Powstania Warszawskiego siedzieli skuleni w jednej z warszawskich piwnic i już praktycznie żegnaliMira ZImińska-Sygietyńska się z życiem, Tadeusz zapytał  Mirę, czy – jeżeli przeżyją – pomoże mu założyć zespół muzyczny nawiązujący do polskiego folkloru. Cóż mogła zrobić Mira w takiej sytuacji? Zgodziła się. A potem chętnie rozpowszechniała tę historię. Według bardziej oficjalnej wersji Mazowsze zostało powołane na skutek decyzji ministra kultury, a odpowiedzialnym za to zadanie był w 1948 roku Tadeusz Sygietyński, kompozytor i dyrygent, pedagog muzyczny. Razem z Mirą Zimińską, aktorką, która odeszła ze sceny u szczytu sławy, aby zająć się współtworzeniem zespołu Mazowsze, którego początkowo była kierownikiem artystycznym, a od 1957, już po śmierci Sygietyńskiego w 1955, przez 40 lat pełniła funkcję dyrektora.

Tadeusz i Mira oddali się bez reszty swojej misji. Jeździli po wsiach, szukając pomysłów, zdobywając elementy strojów, ucząc się tańców, przyśpiewek i tradycji regionów oraz angażując narybek, który po czasie przekształcił się w zawodowych tancerzy.

[Sygietyński] stworzył tym dzieciom świat, o jakim nie śniły. Dbał i ich kształcenie, zdrowie, nastrój, relacje z domem. Nawet przesłuchania do zespołu prowadził w sposób delikatny, licząc się z ich wrażliwością. Oni śpiewali i tańczyli, a on, niby przypadkiem, był gdzieś obok. W pracy bywał gwałtowny i zawsze wymagający. „Po godzinach” serdeczny, opiekuńczy… i wynagradzający swą gwałtowność w trakcie zajęć. Obsztorcowany chłopak dostawał później mimochodem garść słodyczy. W tym tandemie – jak wspominali członkowie Mazowsza – to on był matką, ojcem była Mira. Ona budziła podziw i respekt – ale to jego kochali.

Fragment albumu Mazowsze 70 lat, rozdział: Pan od Mazowsza, Karolin 2018, s. 3.


W 1948 roku w Karolinie zaroiło się od zdolnych i chętnych do nauki młodych ludzi. W pierwszym roku działalności szkoliło się tu około 100 artystów, którzy mieli zwykle po kilkanaście lat. Sygietyńscy sprawowali nad nimi pieczę, dbali o ich wykształcenie, rozwój artystyczny, wikt i opierunek, za który – co nie było tajemnicą – często dokładali z własnej kieszeni. Przeprowadzili się nawet do domu w pobliżu pałacu w parku, aby być bliżej podopiecznych. Na parterze pałacu, w którym artyści mieszkali, znajdowały się sypialnie dziewcząt, na pierwszym piętrze mieszkali chłopcy. Zatrudnionych było 40 pedagogów i pracowników administracji. Sala baletowa znajdująca się przy pałacu miała być wykorzystywana tymczasowo, a służyła zespołowi przez ponad 60 lat.


PREMIERA – 6 listopada 1950

Po dwóch latach intensywnych prób 6 listopada 1950 roku w Teatrze Polskim w Warszawie odbyła się premiera pierwszego spektaklu Mazowsza. Na repertuar składały się z piosenki tańce z regionów centralnej Polski: opoczyńskiego, kurpiowskiego i mazowieckiego.

W blasku reflektorów, za pulpitem dyrygenckim pojawił się profesor Sygietyński. Silą woli ściągnął na siebie nasze spojrzenia i natychmiast nad nami zapanował. Staliśmy się instrumentem, posłusznym jego myślom, uległym jego talentowi. Profesor uniósł do góry pałeczkę, zawahał się przez chwilę i… nie dał znaku na rozpoczęcie, bo oto z widowni buchnęła wrzawa. Grzmot oklasków toczył się przez salę, falował, nieco przycichał i znów narastał trzaskiem, jak gigantyczny werbel Za kostium, za kolor, za młodość, za uśmiech. Wzmógł się napór woli profesora, natychmiast ujarzmił nas spojrzeniem. Gwałtowny ruch pałeczki i soczysty szum barw uderzyły pierwsze tony piosenki. W ułamku sekundy publiczność umilkła. „Mazowsze” zaczęło swój pracowity żywot w służbie tańca i uśmiechu. Był 6 listopada 1950 roku, godzina 19:30.

Znikła gdzieś trema, a zamiast niej pojawiło się ogromne napięcie nerwowe, stan koncentracji o nasileniu, jakiego nigdy nie zaznałam. Cała moja uwaga skupiła się na dłoniach o twarzy profesora. Z nieomylną pewnością odczytałam każdy ruch dyrygenckiej pałeczki. Wydawało mi się, że jego wzrok stale spoczywa na mojej twarzy, podtrzymuje napięcie i uwagę. […] Publiczność coraz żywiej i bardziej spontanicznie reagowała na nasze występ, czasami oklaski zrywały się nawet w trakcie śpiewu lub tańca.

Maria Malaszek-Kulfanowa Wspomnienia mazowszanki – Fragment albumu Mazowsze 70 lat, rozdział: Był poniedziałek, godzina 19:30, Karolin 2018, ss. 14-15.



ŚCIEŻKA HISTORYCZNA

Mazowsze w moim domu było częstym gościem, między innymi za sprawą babci, która była jego ogromną fanką i zwoziła płyty gramofonowe, które przez wiele lat były odtwarzane. Pamiętam też występ Mazowsza podczas jakiegoś koncertu na scenie gdzieś pośród drzew. Jedyne wspomnienia związane z tym występem, to wirujące, kolorowe spódnice i warkocz, który odczepił się tancerce podczas obertasów. Warkocz ten pięknym łukiem wylądował na kolanach jakiegoś pana z publiczności.

Postanowiliśmy wybrać się na któreś z przedstawień zespołu Mazowsze. Uznaliśmy, że najlepszym rozwiązaniem byłaby wizyta w Karolinie, ponieważ nigdy tam nie byliśmy. Podróż nie trwa długo, dojeżdża się tam raptem w pół godziny z centrum Warszawy, jednak warto wyjechać nieco wcześniej – żeby spokojnie zaparkować (a miejsc nie ma zbyt wiele) i aby przespacerować się po parku ścieżką historyczną. Warto zobaczyć pałac i punkty wskazane na mapie. Stoją przy nich tablice informacyjne, dzięki którym poznamy nie tylko historię zespołu Mazowsze, ale także budynków i pomników rozsianych po parku. Ogromne wrażenie robi ogromny napis MAZOWSZE utworzony z zieleni rosnącej przed pałacem.

Ciekawostką są też kamienie ustawione wzdłuż alejki, na których wyryte zostały nazwy państw oraz rok, w którym zespół Mazowsze w danym kraju występował. Szkoda tylko, że dane te nie są na bieżąco uaktualniane. Porównywaliśmy daty na kamieniach z datami dostępnymi w Internecie i można zauważyć różnice. W swoje pierwsze tournée Mazowsze wyruszyło w 1951 roku, zaczynając od ZSRR. Podróż tę znakomicie opisała Barbara Rybałtowska w powieści Mea culpa, stanowiącej czwarty tom sagi. Mimo że bohaterką jest fikcyjna postać, trasa Mazowsza jest prawdziwa, czytelnik może więc poczuć, jakby podróżował razem z zespołem, uczestniczył nie tylko w koncertach, ale też poznawał szczegóły wycieczki poza sceną. Powieść tę przeczytałam na kilka tygodni przed obejrzeniem występu i cały czas miałam w głowie opisy przedstawione przez autorkę. W 1954 roku zespół podbił Paryż, a sześć lat później przepłynął Atlantyk.

Mazowsze MazowszeMazowszeMazowszeMazowsze

MATECZNIK MAZOWSZE – SALA WIDOWISKOWA

Uroczysta inauguracja sali widowiskowo-edukacyjnej w siedzibie Zespołu Mazowsze w Karolinie odbyła się 17 października 2009 roku. W budynku znajdują się sale do ćwiczeń, sale baletowe i muzyczne, sale konferencyjne, a nawet spa. Widownia mieści ponad 500 widzów, a scena ma ponad 350 m2

Tutaj także warto pojawić się nieco wcześniej, żeby obejrzeć piękne stroje wystawione w Sali im. Miry Zimińskiej-Sygietyńskiej oraz zdjęcia wywieszone na piętrze. Jest też niewielki sklep, w którym dostać można pamiątki w ludowym stylu. Skusiliśmy się na przepiękny album wydany z okazji jubileuszu Zespołu Mazowsze. Znaleźć w nim można wspomnienia, opisy i przepiękne zdjęcia. Zacytowane fragmenty pochodzą właśnie z tego albumu.

MazowszeMazowszeMazowszeMazowszeMazowsze

Mazowsze Mazowsze


CUD MNIEMANY, CZYLI KRAKOWIACY I GÓRALE

Opera z muzyką Jana Stefaniego do libretta Wojciecha Bogusławskiego, wystawiona przez zespół „Mazowsze” z okazji jubileuszu 65-lecia istnienia. Ta pierwsza polska opera z okresu oświecenia wyreżyserowana została na nowo przez Andrzeja Strzeleckiego, a w inscenizacji „Mazowsza” jawi się jako pełna humoru i wzruszeń opowieść o miłości, przyjaźni, konfliktach, ale przede wszystkim o pojednaniu i zgodzie.

Barwne stroje regionalne, piękna muzyka, świetna gra aktorska (artyści posługują się gwarą krakowską i góralską) oraz duża dawka humoru sprawiają, iż każdemu spektaklowi towarzyszą owacje na stojąco. Tu przeszłość łączy się z teraźniejszością.

Z opisu repertuaru Zespołu Mazowsze


Pierwsze, co przykuwa uwagę, to nawet nie kolorowe stroje czy wywijańce, a scenografia. Składają się na nią drabiny podświetlone ledami. Drabiny te „robią” za góry, pagórki, dachy, drzewa, a położone – nawet za łodzie. Mimo że jest to bardzo prosta i symboliczna dekoracja, robi ogromne wrażenie, nie odbierając jednocześnie splendoru artystom. W zależności od potrzeb drabiny są podświetlone różnymi kolorami.

 

Fragment opery „Cud mniemany, czyli Krakowiacy i Górale”, fot. Jan Drzewiecki, Zespół Mazowsze

 

Mazowsze
Fragment opery „Cud mniemany, czyli Krakowiacy i Górale”, fot. Jan Drzewiecki, Zespół Mazowsze

Stroj krakowian zachodnichPrzedstawienie obejrzałam z uśmiechem na twarzy również dlatego, że wróciły wspomnienia z cyklu folkowego, któryStrój podhalański przygotowywałyśmy z Marchevką. Doskonale pamiętam poszukiwania elementów strojów krakowskiego zachodniego i górali podhalańskich, więc chociaż przez chwilę mogłam się wczuć w rolę Miry Zimińskiej-Sygietyńskiej, która czarowała gospodynie otwierające przed nią kufry cudem ocalałe po wojnie. Jeżdżąca po Polsce orędowniczka folkloru znajdowała w owych skrzyniach prawdziwe skarby: haftowane chusty, zapaski, czepki, zapaski, kolorowe wełniaki, drewniane korale i czerwone wstążki. W kostiumerii Mazowsza znajduje się kilkaset par butów, wianki, pawie pióra, kwiaty, a nawet warkocze. Najstarszy eksponowany w siedzibie Mazowsza strój ludowy pamięta XVIII wiek. Bawełniane i lniane koszule są ręcznie prane i krochmalone w mące ziemniaczanej, a wełniane tkaniny na suknie, spódnice i spodnie są ręcznie tkane m.in w Łowiczu – zdradza kostiumolog Mazowsza na lamach albumu.  

Strój taki, trzeba umieć nosić – i to z dumą i uśmiechem na ustach. Kompletny strój łowicki waży 16-18 kg, tancerze muszą więc mieć niezłą kondycję, bo wirują po scenie, jakby spowici byli w tiul.

Pani Mira bezwarunkowo żądała, aby cała młodzież, zarówno w Karolinie, jak i poza terenem zespołu, nosiła strój obowiązkowy, Dziewczęta były ubrane w długie, kretonowe spódniczki, białe bluzeczki i kolorowe przepaski we włosach. Na nogach miałyśmy fildekosowe, cieliste pończochy. Do chodzenia po pałacyku baletki, a po dworze – sznurowane buciki. Niedługo przed Bożym Narodzeniem nasz oficjalny strój został uzupełniony zimowymi płaszczami. Otrzymaliśmy palta z 60% jodełki, o standardowym kroju, prawdę mówiąc, niezgrabne i ze zdumiewającą doskonałością maskujące nasze kształty. Tym niemniej radość była ogromna… aż do pierwszego rozczarowania. Na głowie kazano nam nosić olbrzymie, grzybiaste berety, niesamowicie czerwone. […] Włożyłam mundurowe palto i byłam z siebie zadowolona. Trochę mnie peszyło, że kolorowa, kretonowa spódniczka jest znacznie dłuższa i u dołu wystaje, ale postanowiłam nie zwracać na to uwagi.

Gorzej było, gdy w najbliższą sobotę jechaliśmy całym zespołem do kina w Pruszkowie. Okazało się, że nie tylko mój płaszcz jest za krótki. Wszystkie dziewczynki spotkał ten sam los. Wyglądałyśmy przekomicznie. Na głowach jaskrawoczerwone berety, pod szyją pstrokate szaliki, niżej beczkowate jodełki, wreszcie różnobarwna warstwa zbyt długich spódnic, grube, fildekosowe pończochy i na stopach ciężkie, sznurowane buciska. Popatrzyłyśmy na siebie z przerażeniem. Każda myślała to samo. Jak wykręcić się z wyprawy do kina. Żadnej się nie udało. Kiedy szłyśmy ulicą Pruszkowa, wybuchła nieprzeciętna sensacja. Ludzie zatrzymywali się na chodnikach, w oknach pokazywało się coraz więcej głów. Kiedy dotarłyśmy na miejsce, było jeszcze wcześnie i musiałyśmy dobrą chwilę czekać, zanim dostałyśmy się do środka. Otaczał nas coraz większy tłumek. Wreszcie ktoś krzyknął:

– To te muzykanty z Otrębusów! […]

To było pierwsze publiczne wystąpienie mazowszaków.

Malaszek-Kulfanowa, M., Dubrowski, J., Wspomnienia mazowszankiLudowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1965.

Dodatkową atrakcją i miłym gestem jest umożliwienie występu dziecięcym i młodzieżowym zespołom tanecznym, które od wielu lat prezentują się na deskach sceny tuż przed występami zespołu Mazowsze. Kto wie, może wśród młodych artystów są przyszli mazowszacy? Tym razem przedstawienie poprzedził występ Dziecięcego Salezjańskiego Zespołu Pieśni i Tańca „Ludowiaki” z Mińska Mazowieckiego. Na koniec wszyscy razem zapozwali do pamiątkowego zdjęcia.

Mazowsze

Bardzo przyjemnie było posłuchać gwary i obserwować wirujące w tańcu spódnice. Ku naszemu wspólnemu zaskoczeniu tańców było nieco… za mało. Wcale byśmy się nie pogniewali, gdyby górale powymachiwali więcej ciupagami. Przyznajemy się, że mieliśmy nieco obaw, iż przedstawienie nie przypadnie nam zbytnio do gustu i będzie stanowiło jedno z tych, które przytrafiły się w harmonogramie cyklu VarSavskie Dekady. Musimy jednak przyznać, że bardzo miło się rozczarowaliśmy. Uwspółcześniona wersja opery może przypaść do gustu nawet tym widzom w XXI wieku, którzy nie gustują w tego typu rozrywkach, tym bardziej, że tancerzom towarzyszy muzyka na żywo wykonywana przez Orkiestrę Mazowsza.


OCALIĆ OD ZAPOMNIENIA

Zespół Mazowsze jest prawdziwym fenomenem. W ciągu 70 lat zespół Mazowsze wystąpił na pięciu kontynentach, odwiedził 50 krajów, tańczył i śpiewał dla ponad 23 milionów widzów w trakcie ponad 7 tysięcy koncertów. Mimo upływu lat nadal przyciąga publiczność. Wśród artystów zespołu występowały prawdziwe gwiazdy takie jak Irena Santor czy Stanisław Jopek, współpracował także choreograf Witold Zapała.

Jerzy Waldorff o zespole Mazowsze

Powiedzieć o „Mazowszu” zespół tańca ludowego, to zdecydowanie za mało. Od wielu lat „Mazowsze” ma w swoim repertuarze tańce z 42 regionów Polski, od Pomorza po Podhale. Zespół potrafi zatańczyć wszystko: ognistego zbójnickiego, dostojnego poloneza, czy mało znane w innych częściach Polski tańce szamotulskie. Największym zadaniem i misją „Mazowsza” jest ocalić od zapomnienia te elementy kultury, których nie da się zapisać na papierze. Ale można je zatańczyć i zaśpiewać. Dlatego też „Mazowsze” zaangażowało się także w działalność edukacyjną, czego wyrazem są koncerty dla małych widzów: „Magiczna podróż” w reżyserii Zbigniewa Kułagowskiego i „Kraina marzeń”, przedstawiająca tańce narodowe.

Fragment albumu Mazowsze 70 lat, rozdział: Misja Mazowsza, s. 33.

 

Znakomicie się składa, że rok jubileuszu odzyskania niepodległości przez Polskę jest jednocześnie rokiem jubileuszowym zespołu Mazowsze. Z tej okazji w Teatrze Wielkim odbył się koncert Mazowsze Niepodległej. To naprawdę niesamowite, że w XXI wieku są tacy, którzy nadal dbają o to, aby tradycje folklorystyczne nadal były kultywowane, a modzi ludzie chcą zakładać kolorowe stroje, uczyć się tańców ludowych i występować w roli ambasadorów polskiej kultury. A póki tak się dzieje… jeszcze Polska nie zginęła!




Zostaw Komentarz