Mistrzem Polski jest Legia!

Jeżeli miałabym wskazać, na którą atrakcję cyklu VarSavskie Dekady czekałam z największą ekscytacją, to zdecydowanie była to Legia! A dokładnie wizyta na stadionie Legii przy Łazienkowskiej, kiedy to mieliśmy z Varsem pierwszy raz w życiu obejrzeć na żywo mecz z udziałem warszawskiej drużyny. Oficjalne otwarcie Stadionu Wojska Polskiego miało miejsce 9 sierpnia 1930 roku, ostatni mecz Legia Warszawa vs Wisła Kraków też akurat odbył się w marcu, kiedy to zajmowaliśmy się latami 30., a wiec wszystko znakomicie się złożyło. Poza meczem chcieliśmy, rzecz jasna, poznać lepiej historię stadionu i tego, jak się zmienił, dlatego też postanowiliśmy wybrać się na zwiedzanie stadionu i do Muzeum Legii. Zapraszamy na relację w cyklu POZNAJEMY WARSZAWĘ POPRZEZ ARCHITEKTURĘ.

Legia


PIŁKA NOŻNA – TROCHĘ WSPOMNIEŃ

U mnie w domu zawsze była Legia. Dlaczego nie Polonia? Chyba nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Kibicowało się Legii i już, bez dyskusji. W szkole podstawowej i średniej też się jakoś składało, że wszyscy byli legionistami. Gdy któregoś razy któryś z kolegów powiedział, że prawdziwy warszawiak powinien kibicować Polonii, reszta zrobiła mu kocówę. Ale on zawsze miał swoje zdanie. Poszedł na archeologię, gdy wszyscy inni szli na marketing i zarządzanie. Piłkę nożną lubiłam od zawsze. Może nie byłam i nadal nie jestem jakimś zapalonym kibicem, który jeździ wszędzie za swoją drużyną, pokój ma wytapetowany w kolory Legii i ustawia ołtarzyk z proporczyków, ale zawsze znałam skład drużyny, wiedziałam, kto ją trenuje, z kim Legia grała, ile wygrała i ile przerypała. Miałam kiedyś nawet nauczyciela historii, który nazywał się jak jeden z trenerów, straszna z niego była piła i na dodatek nie był kibicem. Psss.

Ulubiony piłkarz Legii? Oczywiście Leszek Pisz! Jacieżpitole, jak ten chuderlawiec z wąsem umiał czarować piłkę, to głowa mała! Jego specjalnością były bramki z rzutu wolnego. Zdzierałyśmy razem z siostrą gardła, krzycząc do telewizora: Piszu, Piszu! I Piszu strzelał jak marzenie!


Za młodu nigdy nie byłam na meczu Legii, bo wtedy panowało przekonanie, że na mecze chodzą tylko łobuzy albo ci, którzy nie boją się oberwać. Zawsze byłam tchórzem, wiec się bałam i nie poszłam. Na temat Żylety krążyły legendy. Gdy Legia wygrała mecz, następnego dnia w szkole było święto. Koledzy przychodzili z szalikami i podczas przerw korytarze wypełniały przyśpiewki. Jeden z nauczycieli, zagorzały kibic, nie robił tego dnia kartkówek ani nie wyrywał do odpowiedzi.

Gdy Legia zdobyła mistrzostwo, cieszyłam się z całą Warszawą! Zupełnie nie przeszkadzały mi okrzyki i śpiewy, które słychać było pod oknem do późnej nocy.

W domu Varsa się nie kibicowało. Razem z bratem zajęci byli głównie komputerami, ale nie słyszałam nigdy, żeby odpalili grę z piłką nożną, jeżeli już jakiś sport, to skoki Małysza. Nie będę ukrywać, że kocham mojego męża m.in. za to, że nie pije piwa, nie ogląda Ligi Mistrzów, nie zarywa nocy na granie w Fifę i nigdy mu nie przyszło do głowy, że najlepszym prezentem na rocznicę ślubu byłby voucher na mecze Legii (nie byłby). Jesteśmy niedzielnymi kibicami i w zupełności nam to wystarcza. Od kilku lat nie przegapiliśmy żadnego meczu reprezentacji. Vars i jego brat bardziej zainteresowali się futbolem z okazji EURO2012, którego współgospodarzem była Polska. Zresztą wszyscy byli wtedy kibicami, szanujmy się. Próbowałam rozbudzić wówczas piłkarskie zainteresowanie męża: wybraliśmy się na wycieczkę po mieście pt. Warszawa gotowa na Euro!, udekorowaliśmy samochód flagami, kupiliśmy szalik i koszulkę w barwach narodowych. Obejrzeliśmy wszystkie mecze naszej reprezentacji, a gdy ta odpadła z dalszych rozgrywek, oglądaliśmy też inne mecze. Przełomem był chyba mecz w Strefie Kibica przy pl. Defilad, gdzie razem ze 120 000 kibiców oszaleliśmy z radości, gdy Przemysław Tytoń obronił rzut karny podczas meczu z Grecją. To było coś niebywałego i nigdy tego nie zapomnimy! Pierwszy raz w życiu widziałam, jak dorosłe chłopy płakali ze szczęścia. Pamiętam też, że płakali z rozpaczy, gdy zmarł Deyna.

Zawsze lubiłam mistrzostwa w piłce nożnej. Śledziłam statystyki i pilnie notowałam wyniki w Książeczce Kibica dołączanej do TeleTygodnia, mojej ukochanej gazety, bez której nijak nie umiem się obejść od pierwszego numeru. Gdy Polska odpadała z któregoś z etapów, kibicowałyśmy z siostrą Brazylii i Włochom, nigdy Argentynie czy Hiszpanii. W wakacje oglądaliśmy z kuzynostwem mecze na czarno-białym telewizorze nawet gdy trudno było odróżnić koszulki piłkarzy. Zawsze ustalaliśmy wspólny front i razem kibicowaliśmy jednej drużynie.

Widziałam, rzecz jasna, jakieś mecze małych drużyn, ale pierwszy prawdziwy mecz na może nie ogromnym, ale sporym stadionie, obejrzałam we Włoszech. Spotkałam też kiedyś drużynę Juventusu i mogę nosić koszulkę z napisem HO DATO UN BACIO A GIGI BUFFON, czyli że dałam mu buziaka. Serio serio.


LEGIA – STADION PRZY ŁAZIENKOWSKIEJ

Nie ma sensu przytaczać tu całej historii budowy stadionów, ponieważ została ona znakomicie przedstawiona na stronie Legii – zachęcamy do lektury! Informacje podzielono na te ze wskazaniem historii STAREGO i NOWEGO stadionu. Z najważniejszych rzeczy warto wspomnieć, że Wojskowy Klub Sportowy Warszawa został przemianowany na Legię w 1923 roku. Pierwsze boisko, na którym można było trenować i rozgrywać mecze, oddano do użytku w 1922 roku. Było bardzo nierówne, ale i tak wszyscy nie posiadali się z radości. Nic to, że gospodarze przerżnęli z Wisłą Kraków 0:3. Po wielu perypetiach, w czasie których Legia zmagała się z brakiem funduszy na budowę i groziło jej nawet odebranie administracji terenem i boiskiem – o tym wszystkim można poczytać na stronie Legii – stadion został wreszcie wybudowany. W 1933 roku administrowanie przejęło wojsko i stadion odtąd nazywany był Stadionem Wojska Polskiego.

W roku 1930 zakończono budowę stadionu. Legia była w posiadaniu najpiękniejszego obiektu w Polsce, na którym rozgrywano wiele najwyższej rangi imprez sportowych. 9 sierpnia 1930 roku zaproszeni członkowie parlamentu, oficjalni goście władz miejskich Warszawy, najwyżsi dostojnicy wojskowi z marszałkiem Józefem Piłsudskim na czele, zajęli miejsca na trybunie głównej stadionu – zwanej dumnie honorową, by być świadkami pierwszego kopnięcia piłki na stadionie Legii przy ul. Łazienkowskiej 3. Chociaż tego dnia w Warszawie lał deszcz, to jednak biorących udział w meczu otwarcia piłkarzy Legii i Europy oklaskiwał komplet publiczności.

Pierwszą bramkę w historii stadionu zdobył w 22. minucie spotkania legionista Henryk Martyna, znany w późniejszych latach w całej Europie. Należał on do najlepszych obrońców w historii naszej piłki. Martyna słynął z nieprawdopodobnie silnego strzału. Kolejną imprezą związaną z oficjalnym otwarciem stadionu Legii, były zawody kolarskie w międzynarodowej obsadzie na okalającym boisko torze. Co prawda na torze tym rozegrano jeszcze wiele zawodów, ale na skutek wadliwej konstrukcji oraz zaniedbań konserwatorskich, w roku 1935 tor został definitywnie zamknięty.

Historia starego stadionu Legii, Cześć II

Legia
Sportowcy na Stadionie Wojska Polskiego im. Marszałka Józefa Piłsudskiego podczas otwarcia sezonu letniego. 21 maja 1935 rok. Sygnatura: 1-S-112-2. Narodowe Archiwum Cyfrowe

 

Legia
Zawody kolarskie w torowych wyścigach za motocyklami o puchar prezydenta Warszawy Stefana Starzyńskiego na torze kolarskim Stadionu Wojska Polskiego im. Marszałka Józefa Piłsudskiego w Warszawie. Maj 1935 rok. Sygnatura: 1-S-667-1. Narodowe Archiwum Cyfrowe

 

Legia
Mecz lekkoatletyczny Polska-Litwa na Stadionie Wojska Polskiego im. Marszałka Józefa Piłsudskiego w Warszawie. Finisz biegu kobiet na 200 metrów. Wygrywa Otylia Kałużowa przed Anną Gawrońską. Z boku widoczne trybuny zapełnione publicznością. Czerwiec 1939 rok. Sygnatura: 1-S-873-11. Narodowe Archiwum Cyfrowe

 

Legia
Mecz piłki wodnej Akademicki Związek Sportowy Warszawa – Wojskowy Klub Sportowy Legia Warszawa w Warszawie. Gol dla Akademickiego Związku Sportowego Warszawa w meczu rozegranym na basenie Stadionu Wojska Polskiego i wygranym przez gości 6:0. 7 czerwca 1939 rok. Sygnatura: 1-S-2619-3. Narodowe Archiwum Cyfrowe

 

Legia
Mecz piłki nożnej Warszawa-Jeunesse d’Esch Luxemburg na Stadionie Wojska Polskiego w Warszawie. Drużyna Warszawy przed meczem. 14 czerwca 1939 roku. Sygnatura: 1-S-2237-1. Narodowe Archiwum Cyfrowe

 

Legia
Mecz piłki nożnej Warszawianka-AKS Chorzów na Stadionie Wojska Polskiego im. Marszałka Józefa Piłsudskiego w Warszawie. Fragment meczu. Akcja pod bramką AKS Chorzów. 21 maja 1939 roku. Narodowe Archiwum Cyfrowe

 

Mecz piłki nożnej reprezentacja Polski – kombinowana drużyna węgierska Upjesti Hungaria na Stadionie Wojska Polskiego im. Marszałka Józefa Piłsudskiego w Warszawie. Fragment meczu. W akcji widoczni m.in.: Ernest Wilimowski (z lewej na pierwszym planie) i Gerard Wodarz (na prawo za E. Wilimowskim). Marzec 1938 rok. Sygnatura: 1-S-2296-6.Narodowe Archiwum Cyfrowe

W kraju, w którym brakowało dosłownie wszystkiego, modernizacja stadionu była prawdziwym wyzwaniem, a w wielu pracach pomagali sympatycy drużyny, np. kopali ziemię pod montaż masztów oświetleniowych. Ciekawostką jest, że na ustawionym w latach 50. zegarze wskazówki przesuwano ręcznie, a żeby zdobyć lampy do oświetlenia stadionu, płk. Potorejko, Sekretarz Generalny klubu, wybrał się do Moskwy ze skrzynką wódki jako niepodważalnym argumentem.

Stary stadion Legii wielokrotnie przechodził drobne renowacje, takie jak montaż plastikowych krzesełek czy kładzenie kolejnych warstw farb w jego wnętrzach, ale pomimo tego prezentował się coraz gorzej. Lata 90. XX wieku i początek XXI wieku, to już głównie oczekiwanie na budowę nowego obiektu.
Pojawiało się wiele pomysłów i postulatów dotyczących planów nowego obiektu, lecz nie było niestety żadnych konkretów. Nie pomogło nawet to, że z początkiem nowego tysiąclecia obiekt przy Ł3 szumnie nazywano nieoficjalnym „Stadionem Narodowym”, często bowiem swoje mecze rozgrywała na nim reprezentacja Polski. Realizacje różnorodnych koncepcji przebudowy komplikowały jednak problemy związane głównie z własnością gruntów na których stał obiekt, a także permanentny brak inwestora, czyli de facto pieniędzy na jego realizację.
 
24 listopada 2006 roku p.o. prezydenta Warszawy Kazimierz Marcinkiewicz podpisał umowę z klubem, na mocy której Miasto przyznało 23-letnią dzierżawę gruntów Legii, której właścicielem było ITI. […] W październiku 2008 roku podpisano umowę na budowę nowego obiektu Legii. […] Otwarcie nowego stadionu Legii nastąpiło wiosną 2011 roku. 21 maja w obecności 19236 widzów legioniści pokonali Wisłę Kraków 2:0, a fani mogli oglądać spotkanie już z czterech trybun. […] Nowy Stadion Legii jest najnowocześniejszym w Polsce i jednym z najbardziej nowoczesnych i funkcjonalnych obiektów w Europie. Posiada wszystkie miejsca siedzące (w sumie 31103) oraz niezależne oświetlenie dla promenady, trybun oraz płyty boiska. W jego dwóch narożnikach znajdują się telebimy o wymiarach 9,4×5,4 metra. Obiekt Legii wyposażony jest w system monitoringu wizyjnego i fonicznego, jako jeden z pierwszych na świecie posiada także bramki wejściowe z czytnikami typu Vario Gate. Na promenadzie znajduje się 12 kiosków gastronomicznych, a także SportBar, w którym można m.in. śledzić transmisje sportowych zmagań. Obok niego znajduje się także klep Kibica FANSTORE m.in. z klubowymi pamiątkami oraz odzieżą Legii. […] Stadion spełnia wymagania 4. kategorii UEFA, mogą więc odbywać się na nim rozgrywki międzynarodowe – do półfinału Ligi Mistrzów włącznie.


LEGIA WARSZAWA vs WISŁA KRAKÓW – 18.03.2018

Początkowo mieliśmy zamiar wybrać się na mecz z okazji naszej miesięcznicy 4 marca, Legia miała grać wtedy z Lechem Poznań (Legia wygrała 2:1). Pomyśleliśmy jednak, że chyba byśmy zamarźli całkowicie, bo zima nagle wróciła z potrójną mocą. Wybraliśmy zatem mecz 18 marca z nadzieją, że będzie nieco cieplej. Poza tym fajnie byłoby zobaczyć na własne oczy, jak Legia daje wycisk wisłakom. Nic bardziej mylnego, ani pod jednym, ani też drugim względem. Jednak nadzieja umiera ostatnia.

Uznaliśmy, że przed meczem trzeba by poznać stadionowe zwyczaje, żeby nie było obciachu. Wertowaliśmy fora i grupy, gdzie kibice opisywali swoje doświadczenia. Była przy tym kupa śmiechu! Słuchaliśmy też przyśpiewek, żeby wczuć się w klimat, naprawdę świetna sprawa. Do dziś w propozycjach z YouTube pojawiają mi się filmiki o tematyce piłkarskiej.

 


Bilety kupiliśmy online i długo zastanawialiśmy się nad wyborem miejsc. O Żylecie nie myśleliśmy ani przez chwilę – nawet byśmy się nie ośmielili postawić tam stopy! To miejsce dla prawdziwych kibiców, a nie takich futbolowych mugoli jak my. Wybraliśmy bezpieczne miejscówki po środku na Trybunie Wschodniej. Mieliśmy nadzieję, że nie będzie tam zbyt dużo pijanych kiboli i zbyt dużo marudzących dzieci. Nic bardziej mylnego. Gdy już przebrnęliśmy przez bramkę i prywatne obmacywanki, gdy udało nam się odnaleźć nasze miejsca, okazało się, że byli tam również i drinknięci, rozjuszeni pseudofani, którzy w kółko krzyczeli Legia grać, k**a mać!, i dzieci, które domagały się pizzy, zapiekanek i coli, a potem trzeba było odprowadzać je do łazienki.

Legia

Trzeba przyznać, że widoczność była znakomita – bez problemu można było ogarnąć wzrokiem cały stadion, który naprawdę robił wrażenie. To naprawdę fantastyczne uczucie móc zaśpiewać Hymn Legii razem z innymi kibicami, skakać, śpiewając Tańczymy labada, małego walczyka! i wymachiwać klubowym szalikiem. Nie wymigiwaliśmy się od niczego, może poza przyłączeniem się do przyśpiewek podkreślających fakt, jak to kibice Legii nie lubią Widzewa. Rozumie się samo przez się i naprawdę nie trzeba było tego w kółko powtarzać, bo za czwartym razem było to już naprawdę nudne. Nawet „smutna baba z głośników” miała już dość. Byliśmy pełni podziwu wytrwałości kibiców na Żylecie, którzy dopingowali drużynę przez cały mecz, zdzierając gardła do żywego. Pewnie pomogło im to pokonać mróz, który za żadne skarby nie chciał odpuścić. Mimo że ubraliśmy się jak na Syberię i tak zmarzliśmy niewiarygodnie.

legia Legia

Pod koniec meczu ogłoszono, że na stadionie było ponad 27 000 widzów. Atmosfera była fantastyczna, widać było, że ci ludzie przyszli tu, żeby naprawdę dopingować swoją drużynę. W porównaniu z legionistami sektor kibiców Wisły Kraków wyglądał raczej skromnie, dlatego też zrobili wszystko, żeby było ich słychać, a przede wszystkim – widać. Ciekawe, że butelki fabrycznie zakorkowanej wody na stadion wnieść nie można, ale kilkadziesiąt rac udało się przemycić bez problemu. Według informacji znalezionych w Internecie rac było 40. W tym momencie naprawdę cieszyliśmy się, że wybraliśmy miejsca daleko od nich. Ciemny dym przykrył trybuny, w tym sektor rodzinny. Oprawa meczu iście smogowo-krakowska.

Legia Legia Legia

No dobrze, a sam mecz? Cóż, specjalnie odwlekam ten przykry moment, ponieważ, jak wszyscy doskonale wiedzą, mecz był totalną porażką. Matkozezcórkomjom, ależ ten mecz był nudny! W najgorszych snach nikt nie spodziewał się takiego scenariusza…  Musimy butnie przyznać, że na mecz szliśmy praktycznie na pewniaka – moglibyśmy postawić wszystkie pieniądze na to, że Legia wygra, bo Wisła nie wygrała z naszymi od dobrych kilku lat. Wyszlibyśmy z pustymi kieszeniami, a tak, wyszliśmy tylko ze złamanym sercem, co nie znaczy, że to było mało. Bolało, bardzo bolało. Przykro było patrzeć, jak nasza drużyna dała się całkiem ograć i to do tego krakusom! Nie oszukujmy się, to chyba bolało najbardziej. Legię chyba zbyt przytłoczył karny, po którym nie umieli się już pozbierać. Nie pomógł Pazdan, nie pomógł Mączyński, nie pomógł Cafú, nie pomógł Eduardo. Zdajemy sobie sprawę, że zabrzmi to egoistycznie, ale bardzo żałowaliśmy, że pierwszy mecz, który oglądaliśmy na żywo, Legia tak sromotnie przerżnęła. Bardzo na nich liczyliśmy. Kto ma silne nerwy, niechaj patrza.

LegiaLegiaCo prawda pod koniec sfrustrowani kibice zaczęli tracić cierpliwość i rzucili kilka dosadniejszych wiązanek, ale trzeba przyznać, że mimo wszystko starali się dopingować drużynę do końca. My również. Mimo bólu w sercu i mimo okropnego mrozu. A po skończonym meczu jakoś nie mieliśmy ochoty zbyt szybko opuszczać stadionu. Legia Legia LegiaLegia

Po jakimś czasie odkryliśmy prawdziwą przyczynę przegranej Legii, do której być może nie powinniśmy się przyznawać, żeby nikt nas przypadkiem nie zlinczował… Zdaliśmy sobie z tego sprawę podczas meczu polskiej reprezentacji z Koreą. Sava, która musiała wyjść na moment do łazienki, oddała szalik Varsovi. Wszak nie wypada iść tam, gdzie król chodzi piechotą, z szalikiem w barwach narodowych. Sava szła z poczuciem bezpieczeństwa, nasi bowiem wygrywali 2:0. Gdy wróciła, było już 2:2. Ze złością i strachem w sercu odebrała szalik Varsowi i dokładnie w sekundzie, gdy zakładała go na szyję, Polakom udało się strzelić trzecią bramkę. Podczas meczu Legii z Wisłą szalik klubowy miał na sobie Vars. Ot i cała tajemnica przegranej… Przepaszmy… Never again.


MUZEUM I FANSTORE LEGII WARSZAWA

Wybraliśmy się także do Muzeum Legii Warszawa, które zorganizowane jest po prostu fantastycznie! Jedyny problem jest taki, że wszechobecne szkło i przyciemnione światło sprawiły, że nasz aparat ledwo sobie radził.

Kustoszem Muzeum Legii Warszawa jest Wiktor Bołba – dziennikarz, pisarz, artysta plastyk. Od dziesiątków lat całym sercem związany z Klubem (najpierw jako kibic, a potem także zawodowo) dba o kolekcję muzealną, pozyskuje nowe eksponaty i to zarówno związane z najświeższymi wydarzeniami, jak i z tą najbardziej historią zamierzchłą. Wiele z artefaktów uratował od zapomnienia, a nawet zniszczenia. Muzeum Klubowe powstało 21 kwietnia 2006 roku z okazji obchodów 90-lecia Legii. Dziś znajduje się pod Trybuną Północną (Żyletą), a wejście znajduje się przy wejściu głównym do Klubu, tuż obok recepcji, albo przez FanStore.

Podobnie wciąż obecny w Klubie jest Kazimierz Deyna i nie chodzi tu tylko o tablicę pamiątkową, pomnik i trybunę Jego imienia, ale właśnie o pamiątki muzealne. Koszulki, buty i inne rekwizyty to poezja dla kibiców Legii. Dodatkowo na ekranie można obejrzeć fragmenty ostatniego meczu rozegranego przez Deynę w Warszawie. Wizyta w Muzeum Klubowym to prawdziwa wycieczka w czasie. Na miejscu została zaimprowizowana mini „Żyleta” – można przysiąść na oryginalnych ławkach sprzed lat i dowiedzieć się skąd ta elektryzująca nazwa. Jako świetne tło do fotografii pozostaje szafka Tomasza Kiełbowicza. Oprócz stałej ekspozycji w Muzeum znajdują się także wystawy czasowe, np. dedykowana Arturowi Borucowi i z okazji 70. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego.

Muzeum Klubowe otwarte jest dla każdego w godzinach 11:00-19:00, w weekendy zamykamy o godzinie 17:00. Zwiedzanie jest bezpłatne. Warto pamiętać, że w dni meczowe Muzeum Legii jest nieczynne.

Muzeum Legii

 

Muzeum Legii Warszawa Muzeum Legii Warszawa Muzeum Legii Warszawa Muzeum Legii Warszawa Muzeum Legii Warszawa Muzeum Legii WarszawaFanstore Legia Warszawa Fanstore Legia WarszawaFanstore Legia Warszawa Fanstore Legia WarszawaFanstore Legia Warszawa

Mamy też wykupione bilety na zwiedzanie stadionu, ale ze względu na kłopoty zdrowotne nie damy rady wykorzystać ich w marcu. I tak się cieszymy, że przy tych wszystkich zawirowaniach zdrowotnych udało nam się dużo zrobić i sporo też opisać, bo myśleliśmy, że będzie gorzej. I tak jesteśmy zmuszeni kolejny raz nadrabiać publikację spóźnionych postów. Stadion zdążymy jeszcze kiedyś odwiedzić.

Czy wybierzemy się jeszcze kiedyś na mecz Legii? Raczej nie, bo wolimy wersję w domowych pieleszach przy akompaniamencie komentatorów. A jeśli już, to teraz czas na mecz reprezentacji na Stadionie Narodowym. Ale mimo że Legia tym razem nie wygrała, to i tak warto było tam być i kibicować z tysiącami widzów! To było niezapomniane przeżycie! Życzymy, aby Klub odnosił sukcesy minimum przez kolejne sto lat! Bo Mistrzem Polski jest Legia, Legia to jest potęga, Legia najlepsza jest!


Legia


 

Legia


Bołba, W., Piątek, R. i in., Legia Warszawa 1916/2016, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2017.

Jagielski, P., Legia mistrzów, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2016.

Szczepłek, S., Deyna, Legia i tamte czasy, Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2012.

Tuzimek, D., Legia to jest potęga, Wydawnictwo Egmont Polska, Warszawa 2017.

Historia Legii Warszawa

Historia Stadionu

Karta Kibica

Muzeum Legii Warszawa

Pierwszy raz na stadionie

Sklep Kibica

Zasady na Żylecie

100 lat Legii Warszawa



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.