Najnowszy przewodnik po Warszawie z 1902 roku

W cyklu VarSavskie Dekady i w serii POZNAJEMY WARSZAWĘ POPRZEZ PRZEWODNIKI przedstawiamy Najnowszy przewodnik po Warszawie z 1902 roku.

Najnowszy przewodnik po Warszawie z 1902 roku


NAJNOWSZY PRZEWODNIK PO WARSZAWIE Z 1902 ROKU

Najnowszy przewodnik po Warszawie z 1902 roku – z dokładnemi planami miasta, okolic, Teatrów, Filharmonji oraz tablicą tramwajów. Współtwórcami publikacji są Andrzej Orłowski i Tadeusz H. Nasierowski. Skład w księgarni E. Wende i S-ki. Druk Lepperta i S-ki, ul. Elektoralna 8 w Warszawie.

Przewodnik ma 14 cm wysokości i 327 stron oraz ponad dwadzieścia stron reklam i ogłoszeń.

Nie poprzedza go żaden wstęp informujący czytelników o tym, co kierowało twórców publikacji do jej stworzenia – zapewne ma to wyjaśniać słowo najnowszy w tytule, jednak było to dość ryzykowne posunięcie, gdyż okres szybkiego rozwoju miasta sprawił, że przewodnik dość szybko się zdezaktualizował.

Duży nacisk postawiono na reklamodawców, podając dokładny skorowidz ogłoszeń wraz z numerem strony, a dresem i krótką adnotacją.

Przewodnik dostępny jest w domenie publicznej np. w e-bibliotece UW.

Najnowszy przewodnik po Warszawie z 1902 roku

Najnowszy przewodnik po Warszawie z 1902 roku


TYPY WARSZAWSKIE

Swego rodzaju interesującym wstępem do przewodnika są przedstawione Typy warszawskie wraz ze zdjęciami – szczotkarz, stróż, kominiarz, koszykarz.

Najnowszy przewodnik po Warszawie z 1902 roku

Fantastyczne opisy typów warszawskich znaleźć można w książce Zdzisława Bienickiego Przedwczorajszej Warszawy typy malownicze. Opisał w niej autor charakterystyczne typy dawnych mieszkańców miasta, spotykanych niegdyś na ulicach stołecznych. Wiele ze wspomnianych zawodów, o ile nie większość, odeszła już w zapomnienie, przyjemnie więc poczytać wspomnienia osób, które jeszcze owe ciekawe zawody pamiętają. Nawiązania do każdego z przedstawionych na zdjęciach zawodów znajdziemy w owej publikacji.

KOSZYKARZ

Zaledwie pierwsze cieplejsze podmuchy zabłąkały się na podwórko warszawskie, a pąki srebrzystych bazi zabłysły w koszach ulicznych kwiaciarek, odzywały się na podwórku przenikliwe i podniecające dźwięki fujarki. Biegliśmy wówczas wszyscy – starsi i mali do okien, aby powitać wiosnę w osobie górala, prawdziwego zakopiańskiego górala, w kapeluszu z muszelkami, w wyszywanym serdaku, narzuconej na niego białej guni i „cyfrowanych” obcisłych spodniach. Odegrawszy krótką, dziarską melodię, odejmował fujarkę od ust i wołał: Kooszyczki sprzedaję, kooszyczki!

Rzeczywiście miał na plecach cały pęk zgrabnych koszyczków z wikliny, które zdawały mu się wcale nie ciążyć, przeciwnie, jak gdyby go uskrzydlały. Kilka fujarek, zatkniętych za szeroki pas, to była przynęta dla dzieci. Na usilne nasze prośby kupiono nam kiedyś taką fujarkę, jeszcze wilgotną od wiosennych soków. Próbowaliśmy na niej grać, ale tony, które z niej dobywaliśmy, w niczym nie przypominały tej pasterskiej piosenki gór, którą witała nas wiosna podhalańska na warszawskim podwórku, budząc tęsknotę do dalekich Tatr. Znaliśmy je tylko z ilustracji w książce Witkiewicza Na przełęczy i z opowiadań ojca.

Wspomnienia Stefanii Podhorskiej-Okołów

Bieniecki, Z., Przedwczorajszej Warszawy typy malownicze, Wydawnictwo Artystyczno-Graficzne, Warszawa 1972, s. 230.

STRÓŻ

Po tylu latach widzę go jeszcze dziś wyraźnie. Stoi przy drzwiach wiodących z kuchni na schody, z czapką w rękach, i przyjmuje od matki mojej zapłatę za jedną z niezliczonych usług, jakie wy­świadczał lokatorom tej kamienicy. Ma wysokie, zdumiewająco białe czoło, nieznacznie prze­chodzące w łysinę, z lekka zaczerwieniony nos, a pod nosem dwie czarne, jak sadza, wiechy wą­sów. Jest barczysty, ma wielkie, mocne, zawsze usmolone ręce i wielkie stopy w rozdeptanych, niezgrabnych buciorach. Wnosi ze sobą odór juchtu, potu, wilgotnych szmat albo topniejącego śniegu. Jak się nazywa naprawdę, tego nikt nie wie, oprócz chyba „pana rządcego”. Wołają na niego w każdej kamienicy inaczej: Józef, Jan albo Michał, bo te imiona jakoś najlepiej pasują do jego stróżowskiej funkcji. […]

Jego zajęcia „urzędowe” obserwowałam z naszego balkonu. Przypatrywałam się, jak wielką miotłą brzozową, osadzoną na długim, okutym kiju, wznosił tumany kurzu z kocich łbów, któ­rymi wybrukowana była jezdnia. Dopiero kiedy kurz opadł, wszystkie śmiecie były starannie ze­brane na szuflę, a przechodnie przestali kichać, Józef zjawiał się z wielką konewką z sitkiem, pełną wody, i zaczynał się obrządek polewania. Józef wolno posuwał się naprzód zawsze z jednej nogi i za każdym krokiem machał konewką na prawo i na lewo. Po takim jednorazowym przej­ściu połowę jezdni od strony naszego domu pokrywał ciemny deseń z powiązanych ze sobą óse­mek, które bardzo szybko jaśniały.

Po latach, kiedy kocie łby zastąpiono kostką granitową, drewnianą lub asfaltem, a przy każdym domu zjawił się na wysokości chodnika specjalny kran, Stróże zaczęli posługiwać się wężem gu­mowym i zlewać jezdnię tak obficie, że zamieniała się nieraz w płytkie bajorko. Ta operacja po­wtarzała się latem kilka razy na dzień, ku uciesze dzieciarni suterenowej, która, zakasawszy sukienczyny lub majtasy powyżej kolan, starała się znaleźć na drodze bystrego strumienia wody zlewającego jezdnię.

Obowiązki stróża kamienicy warszawskiej za mego dzieciństwa były bardzo liczne. Musiał utrzy­mać w porządku nie tylko podwórze, publiczną ubikację, bramę i klatki schodowe, ale również chodnik i jezdnię przed domem. Jeżeli się zaniedbał lub opóźnił w swoich czynnościach, przypomi­nał mu o nich alarmowy dzwonek stójkowego, który wymownym gestem wskazywał na nie zamiecione śmiecie, nie uprzątnięte błoto, nie zgarnięty w pryzmy śnieg, nie wyrąbany w rynszto­kach lód, nie posypane piaskiem chodniki podczas gołoledzi. Stróż albo ktoś z jego rodziny na­tychmiast chwytał miotłę, szuflę, łopatę czy oskard i zabierał się do roboty. […]

W ciągu całego roku, zaledwie zmrok zapadł, stróż zapalał na schodach lampki naftowe, a w za­sobniejszych kamienicach syczące płomyki gazu, po czym — jeśli to była zima — opatulony w ko­żuch, z czapką nasuniętą na oczy, zasiadał przy otwartej furcie bramy, dając baczenie na wcho­dzących i wychodzących. Ten dyżur trwał do jedenastej wieczór, po czym stróż zamykał bramę na klucz i udawał się do swej komórki pod schodami. Teraz zaczynało się jego żniwo: „dychy” za otwieranie bramy. Jeżeli kamienica była zamieszkała przez tak zwaną inteligencję albo zamoż­ne mieszczaństwo, dychy, zwłaszcza w noce sobotnie i niedzielne, sypały się jak grad, a niekiedy gość wracający pod gazem wpychał do ręki zaspanego stróża nawet srebrną dwudziestkę albo czterdziestówkę (10 albo 20 kopiejek przeliczone na grosze). Natomiast w posesjach, zamieszka­łych przez ludność robotniczą, na dochody za otwieranie bramy, poza wyjątkowymi dniami przed­świątecznymi, nie można było liczyć. […]

Jeżeli w domu mieszkał jego właściciel, do normalnych obowiązków stróża przybywały czynno­ści dodatkowe, związane z prywatnym życiem „pana gospodarza”. Stróż bezpłatnie rąbał dla niego drzewo, przynosił węgiel z piwnicy i wodę do stągwi kuchennej, jeżeli w domu nie było wodociągów, chodził ze służącą do magla, mył okna, froterował posadzkę, jeździł z panią gospo­dynią po sezonowe zakupy na Grzybów albo za Żelazną Bramę.

A co otrzymywał za to wszystko? Minimalną pensję, zdaje się, że dziesięć rubli miesięcznie, i izdeb­kę pod schodami frontowymi, nadającą się co najwyżej na dyżurkę, ale przenigdy na mieszka­nie dla licznej zazwyczaj rodziny. […]

Pomimo ciężkiej pracy, nieludzkich warunków mieszkaniowych i higienicznych, o stanowisko stróża w kamienicy warszawskiej ubiegali się liczni kandydaci. Bywały nawet zasobne kamie­nice, gdzie posadę stróża po prostu kupowano od właściciela, by zdobyć prawo do lada jakiego dachu nad głową (rzadko była to izba w oficynie, częściej wspomniana komórka pod schodami lub suterena), do lichej pensji, ale przede wszystkim do nadprogramowych zarobków od loka­torów. […]

Wspomnienia Stefanii Podhorskiej-Okołów

Bieniecki, Z., Przedwczorajszej Warszawy typy malownicze, Wydawnictwo Artystyczno-Graficzne, Warszawa 1972, ss. 210-211.


Najnowszy przewodnik po Warszawie z 1902 roku


ULICE WARSZAWY I CO SIĘ NA NICH ZNAJDUJE

Jest to spis ulic w Warszawie umieszczony na załączonym do przewodnika planie. Każda z ulic, poza lokalizacją, opatrzona jest w notę informacyjną, czasami podana jest także wzmianka o etymologii nazwy. Znajdziemy tu też informacje nie tylko o zabytkowych budynkach, które warto zobaczyć, ale też wskazówki dotyczące sklepów i zakładów, a nawet ilość pięter budynków. Sporo w tych opisach ciekawostek, jak np. o smoku Nowego Wodociągu, umieszczonego we wsi Siekierki czy wozach straży ogniowej zwanych karami, stąd nazwa ul. Karowej. Opisy uzupełniają liczne ryciny i zdjęcia.

Jest to główna i w zasadzie jedyna część opisowa, która prezentuje to, co według przewodnika warto w Warszawie zobaczyć.

Najnowszy przewodnik po Warszawie z 1902 roku
Najnowszy przewodnik po Warszawie z 1902 roku, ss. 10-11.


DAWNE NAZWY GMACHÓW I MIEJSCOWOŚCI

Rozdział ten byłby niezwykle zajmujący gdyby nie fakt, że nazwy i opisy spisane są ciurkiem, więc dosyć ciężko odczytać tekst. Znajdziemy tu jednak rozmaite nazwy gmachów, instytucji, parków, restauracji, kawiarni, a wśród nich: Wiejska kawa – słynna kawiarnia przy ul. Wiejskiej 6; Gościnny Dwór – lekki budynek w kształcie owalnym, za Żelazną Bramą, gdzie znajdują się sklepy z wszelkiego rodzaju towarami; Pod Karczochem – Al. Ujazdowska 12, była tu niegdyś słynna restauracja, później zakład leczniczy dla kobiet, obecnie na tym miejscu sto willa H. Marconiego.



ŚWIĄTYNIE I CMENTARZE

W rozdziale tym znalazł się spis świątyń znajdujących się na terenie miasta, w tym kościołów katolickich, ewangelickich,Najnowszy przewodnik po Warszawie z 1902 roku  cerkwi oraz świątyń niechrześcijańskich – meczet przy ul. Nowolipie 53 i synagoga na Tłomackiem 7.

Przy nazwie każdego z cmentarzy podano krótką jego historię, Cmentarz Powązkowski, zwany początkowo polowym, został starannie opisany. Poznamy pochodzenie nazwy cmentarza, historię powstania oraz wskazówki na temat lokalizacji grobów i pomników niektórych pochowanych tam osób, m.in. Antoniego Lesznowskiego, redaktora Gazety Warszawskiej.

Znalazły się tu także ogłoszenia zakładów pogrzebowych i kamieniarskich oraz kwiaciarni.


PRZEDMIEŚCIA I ZA MIASTEM

Dalsza część przewodnika poświęcona jest przedmieściom, do których zalicza się: Praga, Nowa Praga (od zabudowań kolei petersburskiej do mostu kolejowego), Kamionek, Szmulowizna i Wola, oraz terenom położonym poza granicami miasta,m.in.: Bielany, Czerniaków, Wilanów, Morysin, Natolin, Gucin, Ursynów, Jeziorna, Marymont, Saska Kępa, Nowa Aleksandja (dawniej zwana Puławami), Czersk czy Skierniewice.


BROWARY E. REYCH SYNOWIE

Dla przyjezdnych, przybywających po raz pier­wszy do Warszawy lub niezeznających jej dokładnie, ważną jest bardzo rzeczą wiedzieć, czyjej firmy artukuły spożywcze są najlepsze, gdzie najzdrowiej nakarmią, oraz czyich używać napojów, żeby się ustrzedz fałszerstwa. W innem miejscu czytelnicy znajdą w tym względzie ogólnie skreślone wska­zówki, tutaj zaznaczyć tylko należy, że amatorowie dobrego piwa krajowego, jeżeli chcą być pewni zdrowego, posilnego a taniego trunku, powinni żą­dać we wszystkich zakładach restauracyjnych wy­robu najstarszych naszych browarów E. Reych Sy­nowie. Browary tej firmy istnieją u nas od 1816 roku i biorą początek swego istnienia od pierwszego ich właściciela, słynnego ongi Kaźmirusa.

Sława piwa „reychowskiego” jest ustalona i war­szawiacy przenoszą je nad oryginalne pilzeńskie, które nie może być dobre, bo transportowane ze źródła, łatwo psuje s?ę w drodze i jest prawie nie­zdatne do picia.

Otóż tego oryginalnego pilznera zastępuje u nas znakomicie „reychowskie” piwo butelkowe, tak zwa­ne „jasne”, które smakiem swym i doskonałością absolutnie w niczem nie ustępuje pilznerowi, a ta­niością ceny dzielnie z nim rywalizuje…

Dziś też mało już kto pija u nas pilzeńskie albowiem „jasne” Reychów zadawalnia najwybred­niejszych nawet amatorów dobrego i zdrowego piwa. Ale wiadoma rzecz, że dobry i mający powo­dzenie towar, znajdzie zawsze naśladowców, to też dla uniknięcia falsyfikatów, konsumenci winni ba­czyć na korek palony, z jednej strony firmą Reychów, a z drugiej – marką fabryczną, wyobraża­jącą Centaura. Tylko takie piwo z browaru „Reych Synowie” jest prawdziwe, butelki zaś, nieopatrzone korkiem po­dobnym, pochodzą z browarów, uprawiających wy­rób fałszywego piwa „jasnego”.

Polecać piwo Keychów jest rzeczą zbyteczną, kto bowiem raz je spróbuje, ten innego pić nie będzie.

Najnowszy przewodnik po Warszawie, ss. 8-9.


HOTELE

Najnowszy przewodnik po Warszawie z 1902 roku

Najnowszy przewodnik po Warszawie z 1902 roku

Najnowszy przewodnik po Warszawie z 1902 roku


JADŁODAJNIE I ZAKŁADY CUKIERNICZE

Najnowszy przewodnik po Warszawie z 1902 roku

Najnowszy przewodnik po Warszawie z 1902 roku

Najnowszy przewodnik po Warszawie z 1902 roku


TRAMWAJE I KOLEJ

Każdy wagon tramwajowy dzieli się na dwie klasy, oraz posiada dwie platformy z miejscami stojącemi. Oplata w I klasie i na platformie tylnej wynosi 7 kop.; w II klasie oraz na przedniej platformie 5 kop. Za przejście z drugiej do pierwszej klasy dopłaca się 3 kop. Za dzieci do lat 4 opłata nie pobiera się, za dzieci do lat 10 płaci się po 3 kop. Uczniowie szkół rządowych i prywatnych płacą do godziny 5-ej po południa po 6 i 3 kop.; od 5-tej cenę normalną. Studenci wyższych zakładów naukowych do 8 wieczorem jeżdżą również po zniżonej cenie 5 kop. w I i 3 kop. w II klasie. Bilet roczny, dający prawo przejazdu w obu klasach kosztuje rubli 100, które można złożyć, w dwóch ratach półrocznych. Bilet roczny wyłącznie II klasy — 75 rub. U kontrolerów i w niektórych sklepach na mieście można nabywać książeczki, zawierające 100 biletów po cenie o 5 procent niższej od normalnej.

Na daszku każdego wagonu są umieszczone z boków długie tablice, wskazujące kierunek danego tramwaju, na środku zaś mniejsza tablica z o-znaczeniem stacji krańcowych danego kursu, oraz barw, któremi różnią się od siebie poszczególne linje.

Najnowszy przewodnik po Warszawie, s. 157.

Najnowszy przewodnik po Warszawie z 1902 roku


ŁAŹNIE KĄPIELOWE

Najnowszy przewodnik po Warszawie z 1902 roku

Najnowszy przewodnik po Warszawie z 1902 roku


TELEFONY WARSZAWSKIE

Telefony warszawskie zostały wykupione przez miasto od Towąrzystwa międzynarodowego Bella i oddane w dzierżawę Towarzystwu Szedzko-duńskiemu Cedergrena. Towarzystwo to objęło eksploatację telefonów w Warszawie z dniem 14 listopada 1901 r. Odtąd obowiązują następujące opłaty:

Za aparat telefoniczny w mieszkaniu prywatnem do użytku osobistego (32 rubli rocznie. Za aparat telefoniczny do użytku zbiorowego: w klubach, instytucjach rządowych, kantorach handlowych, agenturach i t. p. rub. 69 rocznie. Za aparaty do użytku publicznego w hotelach, restauracjach, giełdach dworcach kolejowych, teatrach, kursalach i t. p. rub. 89 kop. 70 rocznie.

Z objęciem telefonów przez Towarzystwo Cedergrena ustanowione zostały nowe przepisy dla osób korzystających z telefonów.

PRZEPIS DLA ABONENTA WYWOŁUJĄCEGO

Wezwać Stacyę Centralną za pomocą dłuższego dzwonienia i zaczekać, dopóki nie odpowie wyrażeń „Stacya”. Po otrzymaniu tej odpowiedzi podać Numer Abonenta, z którym się pragnie rozmówić. Telefonistka sama wywoła tego abonenta, a zatem powtarzanie dzwonienia przez wywołującego abonenta, staje się nie tylko niepotrzobnem, ale nadto przeszkadzającem i wywołującem nieporozumienia na stacji.

Po powtórzeniu przez telefonistkę podanego numeru i zameldowaniu o dokonanem połączeniu, abonent odpowiada jej słowem „dobrze”, na dowód, że nie zaszła pomyłka w usłyszanym numerze.

PRZEPIS DLA WYWOŁANEGO ABONENTA

Usłyszawszy sygnał dzwonkowy, należy telefon szczelnie przyłożyć do ucha i odpowiedzieć wywołującemu abonentowi oznajmieniem swego nazwiska lub firmy; po ukończeniu zaś rozmowy należy za pomocą krótkiego zadzwonienia dać sygnał do stacji na rozłączenie połączenia. Podawanie tego ostatniego sygnału jest rzeczą bardzo ważną, szczególniej zaś należy pamiętać, że następstwem drugiego dzwonienia będzie zawsze niezwłoczne przerwanie połączenia.

Najnowszy przewodnik po Warszawie, ss. 196-197.


TEATRY

Najnowszy przewodnik po Warszawie z 1902 roku


OGŁOSZENIA

Najnowszy przewodnik po Warszawie z 1902 roku

Najnowszy przewodnik po Warszawie z 1902 roku

Najnowszy przewodnik po Warszawie z 1902 roku

Najnowszy przewodnik po Warszawie z 1902 roku

Najnowszy przewodnik po Warszawie z 1902 roku

Najnowszy przewodnik po Warszawie z 1902 roku


To zaledwie część informacji, które zawiera Najnowszy przewodnik po Warszawie z 1902 roku, jednak nie chodzi o to, żeby pokazać tu je wszystkie, a zachęcić do przekartkowania publikacji.

Miłej lektury!



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.