Teatr Polski

wpis w: Budynki, SEZON 5, Teatr | 0

Teatr Polski był najbardziej wyczekiwanym przez nas elementem etapu początku XX wieku cyklu VarSavskie Dekady, gdyż oboje niewiele go pamiętamy. Ostatni raz byłam tam jeszcze za czasów szkoły podstawowej. Z przyjemnością wybraliśmy się więc, żeby poczuć atmosferę teatru, przyjrzeć się architekturze i zobaczyć na scenie Andrzeja Seweryna, którego oboje bardzo cenimy jako aktora. W serii POZNAJEMY WARSZAWĘ POPRZEZ TEATR odkryjemy historię teatru, przyjrzymy się konstrukcji słynnej obrotowej sceny i przeżyjemy ponownie dwie premiery Irydiona – z 1913 i 2013 roku.

Teatr Polski


TEATR POLSKI

Od samego początku roku Warszawa mówiła o wielkim zdarzeniu, jakie ją czekało: otwarciu właśnie wykończonego gmachu Teatru Polskiego. Inicjator i dyrektor tego teatru, Arnold Szyfman, jeszcze jesienią w trakcie budowy gmachu skompletował zespół, do którego weszli najwybitniejsi aktorzy polscy. W oczekiwaniu na wykończenie budowy udał się w grudniu z tym zespołem na występy gościnne do Kijowa, Żytomierza, Moskwy, Petersburga, Wilna i Mińska.

Beylin, K., Warszawy dni powszednie 1800-1914, Biblioteka Syrenki, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1985, s. 530.


Podczas inauguracji wystawy Od IRYDIONA do IRYDIONA. W 100-lecie Teatru Polskiego 1913-2013 Andrzej Seweryn, Dyrektor Naczelny Teatru Polskiego, wraz z zaproszonymi gośćmi wspominał Arnolda Szyfmana, założyciela teatru.

Teatr Polski

Dzisiejsza wystawa to okazja do tego, żeby zastanowić się nad tym, czym jest Teatr Polski dla polskiej historii, polskiego teatru. To dzieło człowieka szalonego, bo, ustalmy, Arnold Szyfman musiał mieć w sobie duszę szaleńca, podejmując się tak ryzykownego dzieła, jakim było powołanie prywatnego, przecież, teatru w centrum Warszawy – miasta pod zaborami, w którym jeszcze do 1905 roku były tak silne ograniczenia dotyczące używania języka polskiego w miejscach publicznych. Szyfman stworzył scenę, która jeszcze w okresie zaborów budowała polskie poczucie tożsamości i świadomości narodowej.

Małgorzata Omilanowska, Wiceminister Kultury i Dziedzictwa Narodowego


Arnold Szyfman faktycznie musiał mieć w sobie pierwiastek szaleństwa, decydując się porwać na stworzenie prywatnego teatru. W przecudownej audycji Polskiego radia Romans, który odmienił polski teatr, dowiedzieć się możemy, że Arnold Szyfman, młody doktor filozofii, obiecał wybudować teatr ówczesnej gwieździe Teatru Rozmaitości, w której szaleńczo się zakochał, Marii Przybyłko-Potockiej. Deklarację tę złożył podobno pod Giewontem i słowa dotrzymał. Teatr Polski powstał tak naprawdę dzięki skutecznej i owocnej współpracy tych dwojga. Maria wprowadziła Arnolda na salony i zapoznała go ze środowiskiem warszawskich aktorów i artystów, ale także bankierów i biznesmenów. Wizje nowego teatru szybko zyskały aprobatę socjety, obrotny Szyfman w ekspresowym wręcz tempie zebrał środki i doprowadził do wybudowania w centrum miasta jednego z nowocześniejszych w Europie teatru. Sam gmach należał do Towarzystwa Akcyjnego i został wydzierżawiony Szyfmanowi wstępnie na 10 lat w kwocie 40 tysięcy rubli rocznej tenuty – tak przynajmniej mówiło się na mieście według Karoliny Beylin. Jeden z głównych akcjonariuszy, hrabia Tomasz Potocki, nie doczekał inauguracji wyczekiwanego teatru.

29 stycznia 2013 roku, w dniu setnej rocznicy inauguracji, Teatrowi Polskiemu nadano imię Arnolda Szyfmana, który był nie tylko założycielem teatru, ale także dyrektorem i to czterokrotnie: w latach 1913-1915, 1918-1939 oraz po wojnie w latach 1945-1949 i 1955-1957.


ARCHITEKTURA TEATRU POLSKIEGO

Budynek Teatru Polskiego, będąc zapowiedzią modernistycznej, racjonalistycznej tzw. szkoły warszawskiej w architekturze polskiej, jest jednym z najwybitniejszych dzieł architektury XX wieku w Polsce.

Projekt Teatru wg Czesława Przybylskiego 1912 r., źródło: Historia Teatru Polskiego

 

Płaskorzeźba przedstawiająca Irydiona na fasadzie Teatru Polskiego w Warszawie Marie, CC BY 3.0, Wikimedia Commons

Wczesnomodernistyczny gmach Teatru Polskiego był pierwszym nowoczesnym teatrem, jaki powstał w Polsce w XX wieku. Jego autorem był  Czesław Przybylski, architekt z pierwszej generacji modernistów. Budynek, usytuowany na tyłach kamienic Krakowskiego Przedmieścia, nie był przewidziany do oglądania z dalekiej perspektywy. Niefortunna lokalizacja wymusiła rozwiązania, które pozwoliły zaistnieć tej architekturze w przestrzeni miejskiej. Elegancka kameralna bryła teatru stylistycznie reprezentuje wczesnomodernistyczny klasycyzm, z charakterystycznym dla architektury europejskiej powstającej około roku 1912  nawiązaniem do francuskiego empiru (na pamiątkę marszu Napoleona na Moskwę). Trzykondygnacyjna bryła o miękko poprowadzonej fasadzie z półokrągłymi ryzalitami i portefenetrami, o jasnej kolorystyce kremowych tynków i o dyskretnym wystroju rzeźbiarskim (5 płaskorzeźbionych medalionów z postaciami z dramatów polskich autorstwa Zygmunta Otta), była zapowiedzią wnętrza, które zachwyciło współczesnych swą „pałacową“ elegancją, „czarem i wdziękiem“, jasną kolorystyką i przestronnością, zwielokrotnioną wizualnie za pomocą luster. Łącząc pomysły wywodzące się z baroku z antykiem, gmach wnosił modernistyczne już elementy do architektury teatralnej: nowe rozwiązanie szatni, sposób potraktowania przestrzeni jasnego i przestronnego parteru, z korytarzem obiegającym łukiem widownię. Białe marmurowe schody prowadzące do foyer o kształcie niewymiarowego wieloboku, który uznano za  najszlachetniej architektonicznie rozwiązany zakątek gmachu. Zrywając z tradycyjnymi czerwieniami wnętrz teatralnych wypracowanymi w XIX wieku, wnętrzu Teatru Polskiego nadano  kolorystykę już modernistyczną: biel i błękit z dyskretnymi złoceniami, połączone z neoempirowym wystrojem i umeblowaniem (meble intarsjowane w stylu Ludwika XVI i empire, w parterze i lożach kryte złotawą „brokateliną“, w fotelach obite w kolorze popielatym, kurtyna koloru gris-perle, freski, lustra). Ten wykwintny wystrój dopełniało subtelne malarstwo Edwarda Trojanowskiego. Widownia na 1004 miejsc miała jeszcze wprawdzie charakter XIX-wieczny, ale nowoczesna żelbetowa konstrukcja plafonu na dwóch podporach kolumn przechodzących na balkonach w pilastry, jest realizacją najnowszych wówczas konstrukcji.

Także z punktu widzenia wyposażenia technicznego teatr był rewelacją. Scena o powierzchni ok. 400 m2 (o wymiarach 20,55 m szerokości x 19,80 m głębokości x 18,50 m wysokości), posiadała pierwszą w Polsce, najnowocześniejszą scenę obrotową o średnicy 17 m, zachowaną do dziś. Nowością był półokrągły horyzont, dający nowe efekty malarskie, oraz  nowoczesne, najnowszego typu oświetlenie elektryczne (lampa Schwabego o sile 60 tys. świec, rozłożonych w 40 lampach łukowych). Nowością był także kształt budki suflera: pudełko, niemal niewidoczne, które zastąpiło tradycyjną muszlę. Teatr miał nowoczesne, przestronne zaplecze.

Teatr Polski – Theatre Architecture

 

Teatr PolskiDwupiętrowy Teatr Polski zawiera tysiąc kilkanaście miejsc, czyli tylko o pięćdziesiąt miejsc jest, mniejszy, niż czteropiętrowy teatr Wielki, a niema w nim ani jednego miejsca, z którego nie byłoby widać całej sceny. Parter urządzony jest amfiteatralnie, tak, że głowy widzów rzędu poprzedniego ani trochę nie zasłaniają sceny widzom rzędu następnego. Lóż Teatr Polski posiada dwanaście na pierwszym piętrze, z których większe mają gabinety. Elegancka palarnia znajduje się pod parterem i łączy się z restauracją, gdzie można dostać, oprócz zwykłych zimnych przekąsek, herbatę, kawę, etc. Foyer, dokąd będzie wychodziła publiczność na przechadzkę antraktową, umieszczono na pierwszem piętrze. W i szerokich kuluarach cieszy oko bywalca teatralnego, nie lubiącego tłoku, mnogość szatni.

To pierwsza połowa teatru.

Gdybyśmy wbiegli na schody, łączące salo widzów ze sceną i gdyby nie była właśnie spuszczona żelazna kurtyna, tobyśmy mogli zwiedzić drugą połowę teatru, połowę intymniejszą.

Najpierw uderza jedna osobliwość: obrotowa scena, która, jak utrzymują specjaliści, wykonywa obroty bez zarzutu, cicho i szybko, za naciśnięciem elektrycznego guziczka. Dalej – imponują garderoby artystów. W każdej stoi lustro dużych rozmiarów, niemal od sufitu do podłogi. Artysta przegląda się w niem od stóp do głowy. W każdej garderobie są obszerne szafy, jest umywalnia z zimną i ciepłą wodą. To po lewe i stronie sceny.

Po stronie prawej znajduje się obszerny (podręczny) skład mebli i rekwizytów, obok którego funkcjonują dwie elektryczne windy. Jedna z tych wind jest ogromna i służy do transportowania wielkich dekoracji z malarni.

Wysoko, niemal u szczytu, pośrodku sceny wisi wspaniała lampa Schwabego, zawierająca w swym łonie trzydzieści lukowych lamp o sile sześćdziesięciu tysięcy świec. Lampa ta, jeden z ostatnich wynalazków scenicznych, kosztuje dziesięć tysięcy rubli, a daje przedziwne efekty świetlne przy pomocy setek kolorowych szkieł. W ciągu godziny może ona od czarnej nocy, po przez ledwie dostrzegalną szarzyzną mroku, stopniowo, – a stopniowania są tak łagodne, że nie podobna przejść z ciemniejszego oświetlenia do jaśniejszego zauważyć, – dojść do natężenia dającego wrażenie letniego słonecznego południa. Lampa Schwabego oddaje nieocenione usługi przy t. zw. wolnej okolicy, nie w pokoju.

Pozatem rampy oświetlają scenę nie lampkami elektrycznemi, ale światłem rurowym niezwykle intensywniejszym.

Teatr Polski 1913 rok, źródło: Historia Teatru Polskiego

Aparaty naśladujące deszcz, wiatr, wichurę, grad, szum morza, tak zwane aparaty akustyczne, pędzone są elektrycznością – tę właściwość posiadają tylko 2 teatry w Europie: Reinhardta w Berlinie i Teatr Polski w Warszawie.

Klapy bezpieczeństwa również otwierane są za naciśnięciem odpowiedniego guzika. Klapy bezpieczeństwa zajmują szóstą część dachu nad sceną. W razie pożaru, aby dym, główny sprawca nieszczęść w takich wypadkach, mógł się wydostać na zewnątrz, niby olbrzymim kominem, wystarczy nacisnąć guzik wewnątrz, albo na zewnątrz teatru umieszczony. Takich guzików jest duża ilość. Bardzo liczne wyjścia również zabezpieczają publiczność przed groźniejszemi nieszczęściami wrazie pożaru, który zresztą z góry natychmiast zostaje stłumiony z aparatów t. zw. deszczowych, zalewających wodą w jednej chwili cały teatr.

I jeszcze jedno wypada wspomnieć – świetne wentelacje. Orkiestra w Teatrze Polskim jest ukryta, ale gdy tego potrzeba może być widoczna. Nad wystawą czuwa stały kierownik, artysta malarz p. Karol Frycz. Nad dekoratornią i stolarnią – p. Drabik. Nad modelatornią i rekwizytornią – bracia Kamińscy. Dodajmy, że akustyka jest wyborna, a Teatr Polski, zbudowany według planu architekta p. Czesława Przybylskiego, trzeba nazwać cackiem.

Kurjer Poranny, 27 stycznia 1913 r, Nr 27, s 3.

pisownia oryginalna


 

ZESPÓŁ TEATRU POLSKIEGO

Całkowitą niespodzianką był zespół aktorski. Byli tu aktorzy znam już publiczności ze scen rządowych jak Maria Przybyłko, albo prywatnych, jak Aleksander Zelwerowicz. Wielu innych jednak albo jeszcze w Warszawie nie widywano, albo tylko przelotnie, a między tymi znajdujemy takie znakomitości, jak Stanisława Wysocka, Maria Dulęba, Kazimierz Junosza-Stępowski, Józef Węgrzyn, Jerzy Leszczyński (syn Bolesława).

Większość stanowili aktorzy posiadający za sobą pewien staż w teatrze krakowskim, często świeżo w Krakowie zwerbowani, co na charakter zespołu miało znaczny wpływ; był nie tylko zbiorowiskiem indywidualności, skądinąd nieprzeciętnych, ale także grał inaczej. Organizowany równocześnie z budową gmachu, przez rok odbywał rodzaj treningu na wyprawie obejmującej wiele miast, od Kijowa po Mińsk. Na przedstawieniu inauguracyjnym […] stanowił już organiczną całość; imponował kulturą wiersza, dyscypliną, rozmaitymi arkanami gry z partnerem.

Raszewski, Z., Krótka historia teatru polskiego, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1978, s. 179.


PIERWSZA PREMIERA – IRYDION ZYGMUNTA KRASIŃSKIEGO

Na przestawienie inauguracyjne wybrany został Irydion Zygmunta Krasińskiego. Reżyserował sam Arnold Szyfman. Muzykę napisał kompozytor Ludomir Różycki, współzałożyciel Spółki Nakładowej Młodych Kompozytorów Polskich.

Irydion w zbiorach Kujawsko-Pomorskiej Biblioteki Cyfrowej.

W połowie grudnia teatr powrócił z objazdu. […] Próby odbywały się w nie dokończonym jeszcze gmachu, wśród odgłosów młotków i świdrów. Przez otwory w dachu śnieg padał dużymi płatami na scenę. […] Takiej liczby pojazdów, jakie w oznaczonym dniu przed ósmą wieczorem skręcały z Krakowskiego Przedmieścia koło pomnika Kopernika, od dawna już nie widziała wąziutka ulica Karasia. Gmach jarzył się od świateł. Nastrój wysiadających z pojazdów i nadchodzących piechotą do gmachu był radosny i podniosły.

Beylin, K., op. cit., s. 531.

Dzisiaj nie sposób sobie wyobrazić, czym dla mieszkańców Warszawy była możliwość oglądania na scenie dramatu romantycznego.

prof. Barbara Osterloff, Polskie Radio

OR-OT

PIERWSZY WIECZÓR

 

Teatr Polski. Do góry wznosi się zasłona,

Pierwszy wieczór. Na scenie dramat Irydiona.

Piersi tłumu przebiegło jakieś dziwne drżenie:

Burza wielkiej poezji, wolności marzenie.

W parterowych fotelach, gdzie głowa przy głowie

Obok literatury – z cenzury panowie.

Zda się, że nikt już łączności tej nigdy nie zatrze,

Pieśń szpieguje się wszędzie, dopieroż w teatrze!

Artystów, jakbyś spoił helikońskim winem:

Wiedzą, że gra ich dzisiaj nie jest grą, lecz czynem.

To nie są jeno zwykle o poklask gonitwy,

To nie teatr, to pole narodowej bitwy.


Zresztą od samego początku Szyfman, zdany na konieczność samodzielnego utrzymania teatru, w razie konieczności szedł na ustępstwa (np. latem, w sezonie urlopowym, wystawiał łatwiejsze w odbiorze sztuki, co spotkało się z nieprzychylnością krytyków, którzy zdawali się nie rozumieć faktu, że teatr musi na siebie zarobić), jednak dawał, w miarę możliwości, przegląd różnych tendencji, wystawiając sztuki pobudzające do dyskusji.

Był to wiadomy dowód, jak wielkie są aspiracje, plany i marzenia Szyfmana i jak rzeczywiście dążyć będzie do tego również w sezonach po I wojnie, żeby to był teatr prezentujący to, co najważniejsze w polskiej literaturze, to, co najważniejsze w obcej literaturze, to, co jest też współcześnie ciekawe, budzi zainteresowanie – nazywam to bardzo mądrym eklektyzmem.

prof. Barbara Osterloff, Polskie Radio


 

JÓZEF WĘGRZYN

W przestawieniu wzięło udział wiele ówczesnych gwiazd sceny. W tytułową rolę wcielił się Józef Węgrzyn, uznawany za jedną z najwybitniejszych postaci przedwojennego teatru i kina.

Józef Węgrzyn w roli Irydiona podczas premiery Teatrze Polskim w 1913 r., źródło: Zbigniew Raszewski Krótka historia teatru polskiego, s. 177

Teatr Polski


SCENOGRAFIA KAROLA FRYCZA

Największą sensację wzbudziła jednak siedmioobrazowa scenografia autorstwa Karola Frycza, ustawiona na scenie obrotowej Teatru Polskiego. Dekoracje te przyniosły Fryczowi prawdziwą sławę.Chciał w niej oddać klimat, wielkość i przepych starożytnego Rzymu. Zglebienie tematu kultury i sztuki Imperium dało spektakularne wyniki.

Scenografia Irydiona, sala pałacu Heliogabala według projektu Frycza, źródło: Zbigniew Raszewski Krótka historia teatru polskiego, s. 179

 

Rzut dekoracji do siedmiu obrazów Irydiona na scenie obrotowej Teatru Polskiego wg projektu Karola Frycza, źródło: Zbigniew Raszewski Krótka historia teatru polskiego, s. 178

Przedstawienie premierowe, przy wszystkich swoich blaskach i wszystkich świetnościach, zostało przerwane w środku, ponieważ jakaś nieszczęsna lina zawadziła o dekoracje, a ponieważ maszyniści nie umieli jeszcze dawać sobie rady ze sceną obrotową, spowodowało to złamanie jednej ściany dekoracyjnej. Trzeba było przerwać przedstawienie i zrobić nieprzewidzianą godzinną pauzę. To jednak przeszło bez żadnego wrażenia i ani nie mówiono, ani nie pisano o tym, my jednak za kulisami przecierpieliśmy godzinę dramatycznego strachu.

Wspomnienia Arnolda Szyfmana, Polskie Radio


Ambicją Szyfmana było ukazanie Irydiona w całości, dlatego też na afiszach uprzedzono, że spektakl będzie trwał od godziny 20:00 do północy, jednak, zważywszy na nieprzewidzianą przerwę techniczną, sporo się przeciągnął, publiczność wyszła z teatru około godziny 2 w nocy (kolejne przedstawienia kończyły się koło północy). W ciągu kolejnych dni gazety rozpisywały się o premierze Irydiona, reżyserii Szyfmana, grze aktorskiej i wspaniałościach architektury Teatru Polskiego, chociaż nie brakowało i słów krytycznych. Niepodobna przytoczyć wszystkie cytaty, jednak serdecznie zapraszamy do lektury Kurjera Warszawskiego i Kurjera Porannego. Linki prowadzą do całego numeru gazety, a pod każdym z cytatów znajdują się wycinki z owych artykułów z prasy warszawskiej z 1913 r.

Teatr Polski
Plakat spektaklu Irydion na inaugurację Teatru Polskiego w 1913 roku, domena publiczna

Widzom, aktorom i krytykom w szczególności zapadł w pamięci moment, gdy na scenę wszedł stremowany, młody dyrektor Szyfman.

Arnold Szyfman, Kurjer Poranny, 30 stycznia 1913

Gdy wczoraj po siódmym obrazie „Irydjona” posypały się kwiaty na scenę, gdy artyści wśród muzyki oklasków wyprowadzili z za kulis dyrektora teatru, młody ten człowiek stał blady i drżący przed nami. Na ustach miał martwy uśmiech, a ruchy jego były tak nieśmiałe, że najgorszy z jego aktorów zagrałby lepiej… tę rolę.

U nas dość pospolitem zjawiskiem są ludzie, którzy bezwstydni są tam, gdzie powinni się wstydzie, ale rzadka to rzecz, że ze spuszczonemi oczyma i bladą od wzruszenia twarzą staje przed nami ktoś, co spełnił czyn dobry, a u zwycięskiej mety tak na nas spogląda, jakby przepraszał za swoją odwagę, jakby niepewny był, czy mu przebaczą tryumf jego energji i miłości pięknej.

Kurjer Warszawski, 30 stycznia 1913 r.

 

 

 

 

 

 


Jednak nie tylko blaski miała owa premiera – dyrektor i aktorzy przeżyli ciężkie chwile w ciągu kolejnych dni.

Może jeszcze gorsze były godziny na drugi dzień po premierze. Spodziewaliśmy się, oczywiście, takiego samego zainteresowania, jak dnia pierwszego. Spodziewaliśmy się, że sala będzie pękać tak, jak pękała poprzedniego dnia. Natłoczenia premiery i walki o bilety nie będę wam opisywał, gdyż łatwo się domyślić. Bilety były przede wszystkim zabrane przez Towarzystwo Akcyjne i jego członków, znajomych, prasę, literaturę, aktorstwo warszawskie, natomiast tak zwana szeroka publiczność nie dostała się w ogóle na premierę, toteż spodziewaliśmy się takiego samego przepełnienia sali i w następnych dniach. Tymczasem już rano drugiego dnia miałem alarmy z kasy, że bilety idą bardzo słabo i że sprzedano tylko część sali.  Ruch nie poprawił się w ciągu godzin popołudniowych i wieczorem okazało się, że sala była wypełniona zaledwie w połowie. To nas zdeprymowało straszliwie. A jeszcze gorsza była depresja, gdy sytuacja nie poprawiła się i trzeciego dnia, i zaledwie mała różnica na plus była w kasie dnia czwartego. Nie wiedzieliśmy, czym to wytłumaczyć. Okazało się, że rozeszła się po Warszawie fama, że nie ma biletów na dwa tygodnie i to rzekomo miało być powodem, dlaczego ludzie nie przychodzili po bilety do kas. I dopiero piątego dnia zaczęliśmy grać przy pełnej sali. Ulga była ogromna, nie tylko w dyrekcji, ale i wśród wszystkich pracowników teatru, którzy przez poprzednie dni chodzili ze spuszczonymi głowami, toteż próby popremierowe odbywały się w dramatycznych nastrojach. Krakano, że Teatr Polski nie będzie miał powodzenia, gdyż jest źle położony i ze w ogóle tego rodzaju teatr jest w Warszawie niepotrzebny itd., itd. Ta niepewność trwałą kilka dni i zakończyła się olbrzymim sukcesem i w prasie, i u publiczności.

Wspomnienia Arnolda Szyfmana, Polskie Radio


Prace porządkowe wokół Teatru Polskiego po II wojnie światowej, źródło: Theatre Architecture

Okres od inauguracji do wybuchu II wojny światowej odznaczał się ciągłym rozwojem Teatru Polskiego, co oznaczało przełom w życiu teatralnym Warszawy. W czasie okupacji niemieckiej w budynku zorganizowano Theater der Stadt Warschau. Równolegle działał Teatr Miasta Warszawy, dający w niektóre dni tygodnia także przedstawienia dla Polaków. W czasie Powstania Warszawskiego teatr zawiesił działalność. Gmach został odbity z rąk okupanta, a wzdłuż ulicy Karasia z dekoracji i mebli teatralnych zbudowana została barykada. Teatr Polski został oszczędzony podczas niszczenia miasta po Powstaniu Warszawskim. Cześć wystroju i obrotową scenę udało się uratować. Teatr ponownie otwarto w styczniu 1946 r. spektaklem Lilla Weneda Juliusza Słowackiego w reżyserii Juliusza Osterwy. W 2009 r. otwarta została Scena Kameralna – gmach stanął na tyłach głównego budynku z wejściem od ul. Sewerynów. Dokładną historię Teatru Polskiego można prześledzić TUTAJ. Więcej na temat Arnolda Szyfmana znajdziecie TUTAJ.

Teatr Polski


IRYDION W 2013 r. NA STULECIE TEATRU POLSKIEGO

W sto lat po inauguracji Irydiona dyrektor Andrzej Seweryn kolejny raz wprowadził Krasińskiego na deski Teatru Polskiego. Z przerwą spektakl trwał 2 godziny 40 minut. W główną rolę wcielił się Krzysztof Kwiatkowski. Partnerują mu Anna Cieślak, Jerzy Schejbal, Krystian Modzelewski, Marta Kurzak, Marcin Kwaśny. Andrzej Seweryn zaprezentował widzom współczesny wydźwięk dramatu.

 

 

Z okazji roku obchodów Jubileuszu 100-lecia powstania Teatru Polskiego im. Arnolda Szyfmana w Warszawie w specjalnej zakładce FOTO(HI)STORY zamieszczamy zdjęcia ludzi, spektakli i wydarzeń, które tworzyły historię naszego teatru. Pragniemy przybliżyć wszystkim widzom i przyjaciołom naszego Teatru sylwetki osób, które związane były z Teatrem Polskim, zarówno aktorów, dyrektorów, reżyserów, scenografów, jak i pracowników poszczególnych pracowni teatralnych i administracji. Chcemy przywołać ciekawe opisy ważniejszych premier i wydarzeń, które miały miejsce w 100-letnich dziejach Teatru. Każdej fotografii towarzyszyć będzie anegdota: czasami wesoła, czasami smutna, czasami wzruszająca, tak jak życie ludzi, którzy współtworzyli Teatr Polski przez ostatnie sto lat (1913-2013).

Informacje ze strony Teatru Polskiego

 

WIZYTA W TEATRZE POLSKIM

Nie odmówilibyśmy sobie wizyty w Teatrze Polskim, z zainteresowaniem przewertowaliśmy więc repertuar i wybraliśmy Szkołę żon Moliera w reżyserii Jacques’a Lassalle’a. Nie ukrywamy, że wybór padł głównie ze względu na Andrzeja Seweryna, który w spektaklu, na szczęście, nosił brodę (alleluja!)

 

Popołudnie, w którym miał odbyć się spektakl, spędziłam w towarzystwie opowieści o Teatrze Polskim. Jako że w 2013 roku obchodziliśmy stulecie teatru, można znaleźć całą masę historii, anegdot i wspomnień na jego temat. W szczególności polecam cytowane wcześniej audycje o Premierze Irydiona w 1913 roku oraz o Romansie, który odmienił polski teatr.

Tak wyjątkowy wieczór należało uczcić odpowiednią dawką przygotowań. Należymy do pokolenia, które mawiało, że do teatru nie chodzi się w jeansach i swetrze. W dobie teatrów alternatywnych sprawa ta wygląda nieco inaczej. Jednakowoż Teatr Polski, mimo że prezentuje współczesne inscenizacje klasycznych sztuk i wystawia nawet Pożar w burdelu, pozostaje wciąż eleganckim teatrem i tak też chciałam, abyśmy się w nim zaprezentowali. Żadnej sportowej marynarki na sprane jeansy! Wkładając garnitur do teatru, nie można się pomylić. Nawet gdyby cały rząd przed Wami i siedemnaście rzędów z tyłu przyszło w adidasach! Dlaczego o tym w ogóle wspominam? Ano, dlatego że nie rozumiem konieczności sprowadzania wszystkiego do jednego poziomu. Wyjątkowość chwili warto podkreślić w szczególny sposób. Wieczór spędzony w teatrze byłby tym bardziej wyjątkowy, gdybym nie musiała patrzeć na powyciągane swetry. A patrzyłam, niestety.

Szkołę żon pamiętam jeszcze ze szkoły. Wpajano nam wtedy, że sztuka Moliera z 1662 roku jest nadal aktualna. To samo mówili o innych pisarzach i dramaturgach, więc brzmiało niczym frazes. Jednak w styczniu 2018 roku okazało się, że to jednak prawda: powala i aktualność, i uniwersalność historii, która udowadnia, że negatywne cechy charakterologiczne siedzą w nas głęboko zakorzenione i nie zmieniają się mimo upływu czasu. Nie mają szansy na zmianę – wszak im na to nie pozwalamy, pielęgnując je w pocie czoła. Arnolf, którego gra Seweryn, nosi co prawda historyczny kostium, ale to człowiek współczesny – gdy widz sobie to uświadamia, aż ciarki przechodzą po plecach. Aby zdobyć to, na czym mu zależy, gotów jest posunąć się do wszystkiego, nie dostrzegając przy tym, jak bardzo staje się żałosny.

Ogromnym atutem jest także skromna, acz gustowna scenografia. Efekty dźwiękowe (odgłosy chlupania wody, śpiew ptaków) mniej przypadły mi do gustu, zwłaszcza że nie były do końca zsynchronizowane z grą aktorów, czy też aktorzy z nimi, co wydaje się dość dziwne, zważywszy, że spektakl grany był wielokrotnie.

Bardzo wzruszający był moment, gdy Andrzej Seweryn, przeczekawszy burzę oklasków, przekazał widowni smutną wiadomość – na początku stycznia zmarł reżyser spektaklu, Jacques Lassalle. Dyrektor Teatru Polskiego poprosił o chwilę ciszy, a następnie powiedział, że sztuki wyreżyserowane przez Lassalle’a będą wystawiane, dopóki aktorzy będą mieli siłę w nich grać, a widownia będzie chciała je oglądać. Cieszymy się więc, że mieliśmy jeszcze okazję obejrzeć spektakl w reżyserii tego cenionego reżysera teatralnego.

Teatr Polski

Adrian Grycuk/CC BY-SA 3.0-pl/Wikimedia Commons

Teatr Polski

Pomijając zdecydowanie za chude łydki Seweryna (na jedną uszczypliwość sobie pozwalam, ale to wszystko, Mistrzu, był Pan znakomity!), spektakl oglądałby się naprawdę dobrze, gdyby nie jedno małe „ale”: fotele. Zupełnie nie rozumiem idei foteli, w których siedzisko wyjeżdża do przodu, a oparcie mocno się odchyla. Nie idę do teatru po to, żeby się położyć! Górę z pewnością biorą moje preferencje – lubię pionowe oparcia. W samochodzie również ustawiam fotel w pozycji wertykalnej – nie umiem jeździć samochodem na półleżąc ani jako kierowca, ani jako pasażer. Takie samo wrażenie odnoszę w teatrze. Gdy oparcie zbyt mocno się odchyli, mam ochotę iść do szatni, odebrać płaszcz, złożyć go w kostkę i wsunąć sobie za plecy! Bywa, że wkładam torebkę, ponieważ nie jestem w stanie wytrzymać w takiej pozycji zbyt długo. Tego typu fotele, zwłaszcza umieszczone w tańszych i mniej wygodnych strefach, dostarczają też dodatkowych atrakcji – wysoki widz zmuszony jest siedzieć praktycznie bokiem, ponieważ oparcie umieszczone z przodu zgniata mu kolana. Na balkonie Teatru Polskiego problem ten był dotkliwie zauważalny – wielu widzów siedziało wygiętych w literę s. Jako wysoka osoba o obfitych kształtach również tego doświadczyłam. Teraz już wiem, że następnym razem będę musiała wybrać miejsca w loży, w których stały tapicerowane krzesła.

Wizytę w Teatrze Polskim serdecznie polecamy – w szczególności na parterze lub w lożach. Wyciągnięte swetry prosimy zostawić w szafie.

 

 

 

 

Beylin, K., Warszawy dni powszednie 1800-1914, Biblioteka Syrenki, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1985.

Biernacki, K., Józef Węgrzyn, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1969.

Krasiński E., Teatr Polski Arnolda Szyfmana 1913-1939, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 1991.

Król-Kaczorowska B., Teatr Polski. Dzieje budynku, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1988.

Król-Kaczorowska, B., Teatry Warszawy. Budynki i sale w latach 1748-1975, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1986.

Lorentowicz J., Teatr Polski w Warszawie 1913-1938, Instytut Wydawniczy „Biblioteka Polska”, Warszawa 1938.

Raszewski, Z., Krótka historia teatru polskiego, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1978.

Biografia Arnolda Szyfmana

Foto(Hi)Story 100 zdjęć na 100 lat Teatru Polskiego

Bibliografia Karola Frycza

Kurjer Poranny 27 stycznia 1913 r, Nr 27

Kurjer Poranny 30 stycznia 1913, Nr 30

Kurjer Warszawski 30 stycznia 1913, Nr 30

Historia Irydiona – pierwszej premiery Teatru Polskiego

Irydion w zbiorach Kujawsko-Pomorskiej Biblioteki Cyfrowej

Józef Węgrzyn – Kiniarz Ilustrowany

Od IRYDIONA do IRYDIONA. W 100-lecie Teatru Polskiego 1913-2013

Pożar w burdelu

Premiera Irydiona w 1913 roku

Romans, który odmienił polski teatr

Teatr Polski – historia teatru

Teatr Polski – Theatre Architecture

Zmarł wybitny reżyser teatralny Jacques Lassalle

 

Zostaw Komentarz