UFO W WARSZAWIE

wpis w: Eventy, SEZON 1 | 0

Vars od zawsze zafascynowany był wszystkim, co ma związek z życiem pozaziemskim, kosmicznymi technologiami i obcą cywilizacją. Należy do tych, którzy czekają na spotkanie trzeciego stopnia i dobrowolnie zgłosiliby się na udział we wszelkich eksperymentach. Te zainteresowania mają wydźwięk np. taki, że wspólnie obejrzeliśmy wiele filmów i seriali o tej tematyce. Ku mojemu zaskoczeniu większość z nich jest naprawdę interesująca i dobrze zrobiona, cenię w nich zwłaszcza wątki psychologiczno-obyczajowe.

Vars jest zafascynowany twórczością Asimova, mistrza fantastyki naukowej, twórcy Trzech praw robotów, które z początku były zamysłem literackim, dotyczącym etyki robotów, a dziś są powszechnie znane, uznawane i brane pod uwagę nawet w realnym świecie. Jeżeli jednak myślicie, że Vars jest jakimś nawiedzonym maniakiem, to muszę Was niestety rozczarować. Nie jeździ w każdy punkt na globie ziemskim, gdzie odnotowano coś niezwykłego, nie obserwuje nerwowo każdego mijanego po drodze pola, czy przypadkiem nie pojawiły się na nim jakieś kręgi, szczerze powiedziawszy, to nie byliśmy nigdy nawet nad Jeziorkiem Czerniakowskim w Warszawie, które słynie z tego, że co i rusz coś się w jego okolicach dzieje. Vars należy do tych, którzy czytają Focusa, oglądają Babylon 5 i wzruszają się na filmie „Bliskie spotkania trzeciego stopnia”.

Jaki Sava ma do tego stosunek? Hm, cóż, Sava uważa, że jeżeli jakaś inteligentna, rozwinięta cywilizacja będzie kiedykolwiek chciała wejść w jakieś stosunki z homo sapiens, który buńczucznie sam sobie nadał taką nazwę, a potem z uporem maniaka rok po roku, wiek po wieku systematycznie wyniszczał planetę, na której żyje, to owa cywilizacja przybyszy sama będzie sobie winna!
Jednakowoż jako żona, która stara się swojego męża wspierać w każdej sprawie, również w dziedzinie rozwijania pasji i zainteresowań, wynalazłam Varsovi nieziemską atrakcję! Mianowicie było to… spotkanie ufologiczne! Mało tego! Spotkanie to miało się odbyć w prawdziwym, najprawdziwszym UFO! Pomyślałam, że koniecznie musimy się tam wybrać! Tym bardziej, że w ogóle nie wiedziałam, czego się po takim spotkaniu spodziewać! Muszę się jednak przyznać, że ja chciałam tam iść głównie dla draki –  miałam nadzieję, że przyjdą jacyś nawiedzeni ufomaniacy i będą opowiadać niestworzone historie! Chciałam dreszczyku emocji i niecodziennych przeżyć! Vars z kolei poszedł z czystej ciekawości.

Spotkanie, jak już wspominałam, zorganizowano w klubie w kształcie UFO, które wylądowało sobie spokojnie w Warszawie na placu Na Rozdrożu. To takie wakacyjne miejsce spotkań – w środku był bar, dj zapodawał muzykę, było dużo miejsc do siedzenia, leżaki, basen i rampa.

 UFO na Rozdro¿uzdjęcie: PAP / Tomasz Gzell

ufo3zdjęcie: Fot. Mateusz Brzeziński

Prawdę powiedziawszy, to warto było tu przyjechać, chociażby po to, żeby zobaczyć UFO, które po zmroku prezentowało się fantastycznie! 

 ufo2
 

zdjęcie: http://mowianamiescie.pl

Przyjechaliśmy dosyć wcześnie, więc musieliśmy poczekać, aż się ściemni, żeby był lepszy efekt wizualny planowanego spotkania. Czas oczekiwania skutecznie uatrakcyjniał nam atak krwiopijczych komarów. Trzaskaliśmy się po pyskach, plecach, ramionach, nogach i było naprawdę nieziemsko! W międzyczasie ustawiono duży ekran, na którym wyświetlano kosmiczne zdjęcia.

Spotkanie poprowadzili członkowie PROJEKTU NPN – Na Progu Nieznanego. Cytując za ich stroną www  „Projekt NPN to nieformalna organizacja zajmująca się badaniem, dokumentowaniem, weryfikowaniem i wyjaśnianiem niezwykłych zdarzeń i zjawisk. Posiada jedno z największych w Polsce archiwów różnego rodzaju niewyjaśnionych przypadków. Materiały te obejmują między innymi raporty, dokumentacje, relacje świadków, analizy, ekspertyzy, zdjęcia, nagrania audio / video  itd. Zespół PROJEKTU NPN zajmuje się również szeroką działalnością popularyzatorską. Na terenie całego kraju organizuje wykłady, prelekcje, odczyty i wystawy na temat zjawisk niewyjaśnionych.”

Spotkanie podzielono na kilka części: zjawiska na świecie, w Polsce oraz Rok 2012. Od razu przyznaję się bez bicia, że o większość historii NIGDY nie słyszałam, chociaż są ponoć bardzo znane i uznawane za sztandarowe dowody wizyt pozaziemskich. Oczywiście było sporo na temat Roswell, przechwycenia obcej technologii, która z powodzeniem jest dziś powszechnie używana na całej planecie (światłowody, noktowizor, laser, panel dotykowy itp.), widowiskowych kulach świetlnych, belgijskich czarnych trójkątach i piktogramach. Ale o tym słyszał pewnie każdy. Mnie najbardziej zainteresowała historia, która miała miejsce w Polsce i słyszałam o niej pierwszy raz, chociaż to historia sprzed ponad 30 lat. Świadczy to zaiste o mojej ufologicznej ignorancji. Chodzi o tzw. Przypadek emilciński z maja 1978 r., kiedy to 71-letni wówczas rolnik Jan Wolski ze wsi Emilcin spotkał zielonoskórych, skośnookich przybyszy, których mężczyzna początkowo wziął za Chińczyków. Potem miał przebywać na pokładzie ich pojazdu i został przebadany jakimś urządzeniem. Obchodzono się z nim nader delikatnie. Z wydarzeniem tym związany jest też tajemniczy kamień, posiadający szczególne właściwości. Kamień był dla badaczy tak niezrozumiałym i przerażającym wręcz zjawiskiem, że postanowiono się go pozbyć. A dziś w 2011 r. ekipa Projektu NPN twierdzi, że zna miejsce położenia emilcińskiego kamienia i badania nad tym przypadkiem są nadal prowadzone.

I tak oto spędziliśmy wieczór na oglądaniu mniej lub bardziej wyraźnych zdjęć rzekomo przedstawiających niezidentyfikowane obiekty latające, po czym nastąpiła debata, a dokładniej przemowa jednego z uczestników, który od lat interesuje się losami świata w kontekście badań naukowych skrywanych przed ludźmi (np. wybuchy na słońcu, trzęsienia ziemi, tsunami itp.) oraz przepowiedni indiańskich. Posłuchaliśmy o przełomie czasów, w których żyjemy i w ten oto sposób dostałam to, po co przyszłam.

Szczerze powiedziawszy spotkanie to nie wywarło na mnie jakiegoś ponadziemskiego wrażenia, żebym nagle miała ochotę rzucić wszystko, oddać się badaniom i poszukiwaniom. Dla nas obojga była to jakaś nowość i atrakcja – to wszystko, co mogę powiedzieć. Ani się jakoś wyjątkowo nie zatrwożyłam, ani nie zadziwiłam, informacje przyjmowałam raczej na chłodno, nie negując ich, ale też i nie przyjmując jako pewnik. Z całą pewnością mogę przyznać, że to był bardzo ciekawy, pouczający wieczór, a sam fakt, że tego typu spotkanie zorganizowano w UFO, dodawał całemu przedsięwzięciu szczypty dreszczyku.

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedInShare on TumblrPin on PinterestEmail this to someonePrint this page

Zostaw Komentarz