Gościnny Dwór i targ za Żelazną Bramą

Gościnny Dwór to sztandarowy przykład „Warszawy nieodbudowanej”. W cyklu VarSavski Alfabet i w serii POZNAJEMY WARSZAWĘ POPRZEZ ARCHITEKTURĘ postanowiliśmy przyjrzeć się niektórym z takich perełek budowlanych, które nie zostały odtworzone po zniszczeniach wojennych. Szczęśliwie odbudową części utraconych budowli – a przynajmniej w pomniejszonej wersji – zajmuje się Park Miniatur Województwa Mazowieckiego.

Gościnny Dwór

WIELOPOLE

W 1693 r. powstała jedna z większych jurydyk warszawskich, założona dla rodziny Wielopolskich. Nazwa jurydyki – Wielopole – pochodziła więc od nazwiska założycieli. Przejściowo funkcjonowały też nazwy: Koszary Wielopolskie oraz Koszary Mirowskie. Projekt urbanistyczny wykonał Tylman z Gameren, architekt pochodzenia niderlandzkiego, autor projektów m.in. Kościoła Sakramentek i Bernardynów na Czerniakowie, Pałacu Brühla, Ermitażu oraz Łazienki, która następnie stała się częścią Pałacu na Wodzie.

JURYDYKA to nieruchomość na terenie miasta lub w jego najbliższej okolicy, stanowiąca własność prywatną, wyłączoną spod administracji i sądownictwa miasta – za pozwoleniem króla lub nawet bezprawnie. Rozwój jurydyk zapoczątkowała ustawa sejmowa z 1559 roku, zezwalająca szlachcie na zakup nieruchomości w miastach.

Historię warszawskich jurydyk zamykają dwie krańcowe daty: rok 1402 (powstanie pierwszej jurydyki) oraz rok 1794 (ostateczna likwidacja jurydyk i włączenie ich w obręb miasta). Pierwszą była jurydyka duchowna Dziekania.

W jurydykach chętnie osiedlała się ludność zwolniona od ciężarów miejskich, od kwater wojska, od przyjmowania gości w czasie sejmów czy elekcji; jurydyki stały się ośrodkiem rzemiosła poza cechowego (tzw. partaczy), konkurującego z rzemiosłem Warszawy.

Jurydyki przyczyniły się w znacznej mierze do rozwoju Warszawy, zarówno pod względem terytorialnym, jak też urbanistycznym, kulturalnym i gospodarczym. Jednocześnie jednak stanowiły wyraźną przeszkodę w kształtowaniu jednolitej pod rożnymi względami przestrzeni całego miasta.


Kwiryna Handke Dzieje Warszawy nazwami pisane, Muzeum Historyczne m.st. Warszawy, Biblioteka Warszawska, Warszawa 2011, ss. 230-231.

GOŚCINNY DWÓR I ŻELAZNA BRAMA

Jurydyka Wielopole sąsiadowała z Ogrodem Saskim, od którego odgrodzona była Żelazną Bramą. Rynek jurydyki, zwany Targowicą Wielopolską, wraz z placem Mirowskim i sąsiadującymi ulicami stanowił targowisko, które z czasem wymagało lepszego zorganizowania. Powstały co prawda plany zagospodarowania terenu, jednak nic z nich nie wyszło. Obszarem targowym zajęto się dopiero po pożarze w 1841 r. Brak funduszy znów dał się we znaki, dlatego też w zamian za pokrycie kosztów budowy prywatni przedsiębiorcy mogli pobierać opłaty za wynajem przez dwadzieścia pięć lat. Po tym czasie targowisko miało przejść w posiadanie miasta. I tak oto powstała pierwsza w Warszawie „galeria handlowa” według projektu architektów i fundatorów Jana Jakuba Gaya i Alfonsa Kropiwnickiego. Jej nazwa – Gościnny Dwór – nawiązywała do rosyjskiego odpowiednika tego typu obiektów i widniała nad bramą w dwóch językach.

Była to budowla naprawdę wyjątkowa, jeśli chodzi o kształt i zastosowane materiały: niemal trójkątna o zaokrąglonych narożnikach, przypominała kroplę wody, otoczona była arkadami z lanego żelaza wspartymi na żeliwnych kolumnach – odlane one zostały w Fabryce Machin Banku Polskiego na Solcu. Chodniki pod arkadami wyłożono płytami, a dziedziniec oraz ulice wokół targowiska zostały wybrukowane. Pod blisko dwustoma arkadami mieściło się sto sześćdziesiąt osiem sklepów, a na wewnętrznym dziedzińcu ustawione były stragany prowadzone przez polskich i rosyjskich kupców, z czasem handel zdominowali żydowscy sprzedawcy.

Po mięso, włoszczyznę i kartofle możesz iść na Grzybów, ale po ryby i borówki pójdziemy za Żelazną Bramę – brzmi mi jeszcze w uszach poranna dyspozycja, wydawana kucharce przez moją matkę.
Żelazna Brama z widokiem na Wielki Salon, Park Miniatur, Park Sowińskiego w Warszawie 2014 r.

Na placu wokół Gościnnego Dworu działało obszerne, uporządkowane targowisko. Wozów było tu mniej, za to całe dzielnice straganów: na ryby, na nabiał, na owoce, na kwiaty. Każda szanująca się gospodyni warszawska miała tu zaufaną panią Maciejową, Janową czy Onufrową, niezawodną dostarczycielkę żywych karpi na wilię, najtłustszego drobiu, najlepszych śliwek na powidła. Za Żelazną Bramą było chyba jeszcze gwarniej i ciaśniej niż na Grzybowie. Co krok stały młode dziewczęta żydowskie, wykrzykując: Czterdzieści szpilek za dwa grosze! […] Z koszyków sprzedawano nici, igły, tasiemki. Handel tak zwanymi „towarami łokciowymi” skupiał się przy pałacu Lubomirskich, o którego dostojną, jońską kolumnadę odbijały się krzyki, nawoływania i hałasy targowe. Tutaj aż oczy bolały od różnobarwnych wstążek, pstrych perkalików, barchanów, fartuchów. […]
Osobliwością Żelaznej Bramy, która wówczas jeszcze nie miała hal targowych, było tak zwane Wielopole, z rosyjska mianowane „Gościnnym Dworem” – okrągły, parterowy, o konstrukcji żelaznej budynek, istniejący od 1841 roku. W jego wnętrzu mieściło się normalne targowisko, a od zewnątrz zgrabnym półkolem obsiadły go, jeden za drugim, sklepy z obuwiem. Rzecz prosta, nie było to obuwie pierwszego gatunku, ale za to tanie jak barszcz, bo wyrabiane przez niemiłosiernie wyzyskiwanych chałupników. Ale ponieważ szewcy warszawscy szyją buty najlepsze na świecie, więc jeśli potrzebne były na gwałt pantofelki balowe, szło się do Gościnnego Dworu i wybierało parkę jak ulał. Służyła wiernie przez cały karnawał, a czasem starczyła i na lato.


Stefania Podhorska-Okołów Warszawa mego dzieciństwa, Spółdzielnia Wydawnicza Czytelnik, Warszawa 1955, ss. 117-118.

Zdjęcia przedstawiające Gościnny Dwór – a dokładnie makietę odwzorowującą stan z ok. 1870 r. – zostały zrobione w 2014 r. w ówczesnej tymczasowej siedzibie Parku Miniatur w Parku Sowińskiego w Warszawie oraz w 2019 r. w obecnej siedzibie Parku przy Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. Szkoda, że zdjęcia te nie oddają rumoru targowiska; może pomocny będzie opis umieszczony na tablicy w Parku Miniatur, cytujący „Gazetę Warszawską” z 1854 r.

Od rana do nocy roje interesantów i interesantek kręcą się wewnątrz i zewnątrz Dworu. Z rana szczególnie zgrabniutkie i niezgrabniutkie gosposie warszawskie, z kucharkami zbrojnymi w koszyki, kupują tu wiktuały do familijnych obiadów. Z cudowną szybkością załatwiają one swoje kupna. Mięso w jatkach, tasiemki u Icka, trzewiki u Tejby, masło u Szymusiowej, a wreszcie wazoniki z rezedą lub dubeltowym gwoździkiem kupują w jednej chwili.

A tu opis pochodzący z Ilustrowanego przewodnika po Warszawie z 1893 r. Pisownia oryginalna.

Plac za Żelazną Bramą – plac ten rozciąga się od Koszar Mirowskich do Ogrodu Saskiego. Z Ogrodu Saskiego do dziś dnia prowadzi na plac targowy żelazna brama, która nadała nazwę tej miejscowości. Plac ten, o dość nieregularnych formach, zamyka się ulicami: Zimną, Przechodnią, Ptasią, Żabią, Graniczną, Gnojną i Skórzaną. Zabudowany dokoła wiolkiemi kamienicami. Na samym placu odbywa się targ największy w mieście. Jest on wyrocznią, decydującą o tem, co w jakiej porze i po jakiej cenie dostać można z przedmiotów potrzebnych do ży­cia codziennego. Istnieje on oddawna, w ostatnich czasach tylko uporządkowano go znacznie i na niektóre przedmioty, jak ryby, mięso i t. p. dozwolono targować tylko do godziny 2 po południu. Część placu między ulicą Skórzaną i Gnojną zajmuje obszerny, okrągły budynek z wystawą, obiegającą go dokoła, wspartą na że­laznych filarach, zwany „GOŚCINNYM DWOREM”, w którym mieści się kilkadziesiąt większych i mniejszych sklepów, dzielących się na grupy, odpowiednio do towaru, jakim handlują. Od strony placu np. znajdują się sklepy z płócien kami, dalej idą sklepy t. zw. z towarami ruskiemi. Od ulicy Gnojnej sklepy z kaszą, mąką, krupami, od Skórzanej szewckie. Wewnątrz Dworu Gościn­nego znajduje się również galerya wewnętrzna, a pod nią sklepy: ze szkłem, porcelaną i t. d. Środek dziedzińca zajmuje drugi budynek, także zajęty na sklepy. Cały dziedziniec wreszcie zapeł­niony jest towarami wszelkiego rodzaju, sklepikami i straganami i t. d. Po bokach głównego placu ciągną się długim szeregiem budki straganiarek, zaopatrzone w różne produkta żywności, stragany z butami i bucikami kobiecemi, z sukniami, kaftanami i fartuchami, z galanteryą i t. p. Kręci się tu mnóstwo żydów, którzy cały swój towar noszą na sobie, na odpowiednio przyrzą­dzonych pudłach, zachwalając go głośno i wabiąc do kupna. Śro­dek placu targowego zajmują od strony Koszar Mirowskich ogro­dniczki i kobiety wiejskie z warzywami, nabiałem, grzybami, kurami, kaczkami i t. p. artykułami. Targ ten jednak trwa tylko do południa; potem najazd, że się tak wyrazimy, okolicy ustaje i część placu pustoszeje. Od strony ulicy Żabiej i Przechodniej, w długich rzędach, symetrycznie uszykowanych, znajduje się targ na ryby i zwierzynę, ptactwo domowe i t. p. Handel ten przeważnie jest w rękach żydowskich. W ogólności jest niezmiernie targ za Żelazną Bramą ożywiony, zwłaszcza w godzinach porannych ludność zaopatruje się w środki żywności na dzień cały, a w piątek większa część Warszawy tu zapasy kupuje. Tu się okazują naprzód wszelkie nowalie, tu dostać można wszel­kich gatunków zwierzyny, tu stoją wanny i kadzie, w których przechowują się rozmaite gatunki ryb, żywe i śnięte, z dalszych okolic sprowadzane. Jednem słowem, dostać tu można wszystkiego, zwłaszcza z zakresu potrzeb kuchennych. Dostać tu nawet można w pobliżu „Gościnnego Dworu” bukietów, kwiatów w doniczkach wszelkiego rodzaju. Obok nich mieszczą się składy wyrobów ko­szykarskich, pudełek łubianych, stragany z pośledniejszą porcelaną garnkami, miskami i t. p. W pobliżu na ulicy Skórzanej Nr. 4 wznosi się wielki gmach, na którym dawniej czytaliśmy napis: BAZAR. […]

Tu są jatki mięsne i inne sklepy, kramy i stragany. Nakoniec przy tejże ulicy pod Nr. 9 mieszczą się główne jatki stowarzyszenia rzeźników. Jednem słowem jest tu wszystko i we wszystko zaopatrzyć się można. Ruch tu zawsze panuje ogromny, wrzawa jeszcze większa, a przez plac za Żelazną Bramą, zwłaszcza w godzinach porannych, trudno się przecisnąć, i z rezygnacyą trzeba znosić zaczepki przekupniów, wychwalających swój towar. Plac przez to nabywa cech wyłącznych i wysoce charakterystycznych. Wszystko tu wre ruchem gorączkowym, kipi, krzyczy; tysiące głosów napełnia okolicę wrzawą trudną do opisania. Tam stara żydówka, zabrudzona, z rękawami zakasanemi po łokieć, wydobywa ryby z kadzi, rąbie je na desce, waży, krzyczy, dziesięciu osobom na raz odpowiada, i do skórzanego worka, zamieszczonego pod fartuchem, zgarnia drobną monetę. Owdzie przed kramikiem szewckim, dziewczyna z ludu z obojętnością przymierza nowe buciki, tam znowu przegląda się w lusterku za 5 kopiejek, lub bukiet z jaskrawych kwiatów przypina do gorsu. Na tej części targu istnieje zamiar urządzania targu na kwiaty i owoce.

Słowem, targ za Żelazną Bramą jest jedną z najciekawszych osobliwości Warszawy


Fryz, Chodorowicz Ilustrowany Przewodnik po Warszawie, Nakład Redakcyi „Wędrowca”, Warszawa 1893, ss. 174-175.

Krótkie, acz trafne podsumowanie znaleźć można też w Ilustrowanym Przewodniku po Warszawie z 1880 r. autorstwa Gomulickiego i Szmiderberga.

Plac za Żelazną Bramą

Czy już poczuliście ten klimat?

Gościnny Dwór
Gościnny Dwór
Gościnny Dwór
Gościnny Dwór
Gościnny Dwór
Gościnny Dwór
Gościnny Dwór
Gościnny Dwór
Gościnny Dwór
Gościnny Dwór

Szczyt bramy wjazdowej zdobiła pozłacana figurka Merkurego – boga handlu i kupiectwa. Był to jednocześnie wskaźnik wiatru.

Gościnny Dwór

We wrześniu 1939 r. Gościnny Dwór i jego otoczenie zostały zbombardowane przez Niemców. Ruiny rozebrano, a po wojnie budowla nie została odbudowana. Jest to jeden z tych elementów niegdysiejszej Warszawy, o którym można powiedzieć: Szkoda, że nie pozostały tam, gdzie stały. Ową misternie zaprojektowaną budowlę możemy dziś oglądać jedynie na archiwalnych zdjęciach czy rycinach, a dzięki specjalistom i entuzjastom, którzy starali się oddać wygląd targowiska nawet w najmniejszych detalach, Gościnny Dwór można podziwiać także w Parku Miniatur, którego obecna siedziba mieści się w Ogrodzie Centralnej Biblioteki Rolniczej przy ul. Krakowskie Przedmieście 66.

Obecnie makieta przedstawiająca Gościnny Dwór jest poddawana pracom restauracyjnym, ale i tak warto ją zobaczyć.

Park Miniatur w Warszawie
Park Miniatur w Warszawie
Park Miniatur w Warszawie
VarSavskie pozdrowienia
Bibliografia

Fryz, Chodorowicz, Ilustrowany Przewodnik po Warszawie, Nakład Redakcyi „Wędrowca”, Warszawa 1893.

Gomilicki, Szmideberg, Ilustrowany Przewodnik po Warszawie ozdobiony planem miasta, widokami piękniejszych gmachów i miejscowości, galerją typów warszawskich i szkicami charakterystycznemi, Druk w Drukarni Jana Noskowskiego, ul. Mazowiecka Nr. 11, Warszawa 1880.

Handke K., Dzieje Warszawy nazwami pisane, Muzeum Historyczne m.st. Warszawy, Biblioteka Warszawska, Warszawa 2011.

Majewski Jerzy. S., Warszawa nieodbudowana. Metropolia Belle Epoque, Wydawnictwo Veda, Warszawa 2003.

Podhorska-Okołów S., Warszawa mego dzieciństwa, Spółdzielnia Wydawnicza Czytelnik, Warszawa 1955.

Szwankowski E., Ulice i place Warszawy, PWN, Warszawa 1970.

Archiwalne zdjęcia i ryciny Gościnnego Dworu

Wiosenny bookcrossing z Małgorzatą Gutowską-Adamczyk

wpis w: Bookcrossing, Sezon 6 | 0

Z nadejściem wiosny serwujemy kolejne uwalnianie książek, czyli wiosenny bookcrossing. Tym razem jest to edycja wyjątkowa, ponieważ wszystkie książki udostępniła Małgorzata Gutowska-Adamczyk, autorka bestsellerowej serii „Cukiernia pod Amorem”. Wśród uwolnionych książek jest siedem powieści pani Małgorzaty oraz trzy książki pochodzące z prywatnej biblioteki państwa Małgorzaty i Wojciecha Adamczyków. Wytypowaliśmy dziewięć punktów, w których uwolniliśmy przekazane książki. Każda z powieści autorstwa Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk opatrzona jest dedykacją i autografem. Wszystkie książki oznaczone są naklejką z informacją na temat bookcrossingu oraz qr kodem, dzięki któremu można śledzić historię podroży książki na naszej stronie. Czytajmy na wiosnę!

wiosenny bookcrossing
Continued

Ermitaż – Łazienki Królewskie

Niezależnie ile razy nie byłoby się na spacerze po Łazienkach Królewskich, zawsze znajdzie się coś, co okaże się nowością, mimo że stoi w tym miejscu praktycznie od stuleci. Dla nas jest to np. Ermitaż – niepozorny budynek ukryty za drzewami. Postanowiliśmy odkryć jego tajemnice w cyklu VarSavski Alfabet i serii POZNAJEMY WARSZAWĘ POPRZEZ ARCHITEKTURĘ.

Ermitaż
Continued

Lublin – Księgarnia Dosłowna i nowa Czarcia łapa

wpis w: Architektura, OFF VarSav, Sezon 6 | 0

Lublin wydał nam się ciekawym miejscem do odwiedzenia w marcowy weekend. Wybraliśmy to miasto w ramach serii Off VarSav, aby podtrzymać rozpęd podróżniczy – w zeszłym roku byliśmy m.in. w Nałęczowie, Kazimierzu Dolnym, Sandomierzu, Radomiu, Poznaniu, Łodzi, Biskupinie, Olsztynie, Elblągu, Szczecinie, Gdańsku, Stegnie, Świnoujściu, Frankfurcie nad Menem i Berlinie, odwiedziliśmy po drodze także wiele mniejszych i ciekawych miejscowości. W tym roku również zamierzamy sporo podróżować. Wybraliśmy Lublin także dlatego, że zakończyły się remonty i budowy takich miejsc, jak plac Litewski, centrum Spotkania Kultur czy schody koło Zamku, są tam więc cztery nowe, jeszcze nieznane nam atrakcje: Regionalne Muzeum Cebularza, wielgachna Czarcia łapa, Maszt Niepodległości oraz Księgarnia „Dosłowna”. Wpis ten będzie obfitował w zdjęcia głównie dlatego, że nie mamy w zwyczaju przeglądać zdjęć z podróży, chciałabym więc, żeby to była pamiątka z wycieczki. Zapewniam, że jest to jedynie garsteczka zdjęć z puli, którą napstrykał Vars. Lublin wzywa!

Lublin – Czarcia łapa
Continued

Pączek Słodki… Słony vs Pączek w maśle

wpis w: Kuchnia, Sezon 6 | 4

To już nasza trzecia warszawska pączkowa konfrontacja. Dwa lata temu pokusiliśmy się o zrobienie własnych Pączków VarSavskich i zestawiliśmy je – tak na przekór – z kultowymi pączkami z Górczewskiej. W zeszłym roku porównywaliśmy Warszawskie pączki tradycyjne z Pączkami od Bliklego. W tym roku postanowiliśmy zajrzeć do cukierni firmowanej przez Magdę Gessler Słodki… Słony, żeby sprawdzić, jak smakują (ponoć!) najdroższe pączki w mieście i skonfrontować je ze słodkościami z cukierni Pączek w maśle na Starym Mieście. Będzie bój nie-na-żarty! Zapraszamy na smaczną serię POZNAJEMY WARSZAWĘ POPRZEZ KUCHNIĘ.

pączkowa konfrontacja 2019
Continued

Cytadela Warszawska – Muzeum X Pawilonu

wpis w: Muzea, Sezon 6, VarSavski Alfabet | 0

Cytadela Warszawska, ustawiona paradoksalnie, na przekór i za karę na pięknych wzgórzach żoliborskich, miała budzić grozę. Po stłumieniu powstania listopadowego pacyfikowano weń tych, którzy ośmielili się sprzeciwić carowi Mikołajowi I i rusyfikacji. Według szacunkowych danych przez Cytadelę przeszło około 40 tysięcy więźniów walczących o zmiany społeczne i wyzwolenie spod ciemiężenia zaborcy. Wśród nich byli m.in. Józef Piłsudski, Romuald Traugutt, Jarosław Dąbrowski, Ludwik Waryński czy ks. Piotr Ściegienny. Muzeum X Pawilonu Cytadeli Warszawskiej to próba udokumentowania dziejów tych, którzy walczyli o naszą wolność. W cyklu VarSavski Alfabet nie zawsze może być wesoło i kolorowo. Stąd nasza wizyta w Muzeum X Pawilonu. A wybrać się tam warto właśnie w tej porze roku, kiedy jest szaro, melancholijnie, a nagie drzewa pozbawione liści skłaniają do refleksji. Zapraszamy na serię POZNAJEMY WARSZAWĘ POPRZEZ ARCHITEKTURĘ oraz POPRZEZ NAZEWNICTWO.

Cytadela Warszawska
Continued

Centrum Nauki Kopernik

Wiedziałam, że wcześniej czy później ten dzień będzie musiał nadejść. A skoro sama zaproponowałam na ten rok cykl VarSavski Alfabet, to dzień ten nadszedł nawet wcześniej niż później, ponieważ C przypada na luty. Obiecałam mężowi, że w końcu odwiedzimy wspólnie Centrum Nauki Kopernik i wyjścia już naprawdę nie miałam, zwłaszcza że sprytnie ominęłam temat w listopadzie zeszłego roku w czasie cyklu VarSavskie Dekady. Ale skoro do podobnego centrum wybraliśmy się nawet w Paryżu, doprawdy nie wypadało kolejny raz przekładać tej wizyty w rodzimym ośrodku w Warszawie, mimo że doskonale widziałam, co mnie tam czeka (byłam kiedyś na wystawie odjazdowej, a potem na wystawie już po otwarciu centrum). Zapraszamy wiec na serię POZNAJEMY WARSZAWĘ POPRZEZ ARCHITEKTURĘ.

Centrum Nauki Kopernik
Continued

Dolina Szwajcarska

Czasami tak się składa, że mimo najlepszych chęci i miłych skojarzeń z danym miejscem trudno zaprezentować je w sposób, jaki naprawdę byśmy chcieli, ponieważ wpływ ma na to harmonogram, który sobie ustaliliśmy. Dolina Szwajcarska jest właśnie jednym z takich miejsc. Zarówno w zeszłym roku podczas cyklu VarSavskie Dekady, jak i w tym roku w cyklu VarSavski Alfabet Dolina Szwajcarska nie prezentuje się najlepiej w czasie pory roku, w której – według ustalonego planu – należałoby wybrać się tam na spacer. Ani gołe drzewa i krzaki, ani tym bardziej wyłączona fontanna nie podkreślą urody tego miejsca. Podobnie było z wycieczką na Boernerowo – mimo że byliśmy na Bemowie trzykrotnie, światło nijak nie podkreślało uroku drewnianych domków na Osiedlu Łączności, a na Lotnisku Babice niewiele było widać z daleka. Czasami po prostu nie ma się wpływu na pewne sprawy, trzeba więc brać to, co dają i cieszyć się, że w ogóle była możliwość coś poznać, zobaczyć, zgłębić. Zawsze też można spróbować wrócić w wybrane miejsce przy innej pogodzie lub w okresie innej pory roku. A jeżeli nie będzie na to czasu albo ochoty, to w sumie też nic się nie stanie, bo życie jest za krótkie, żeby zawracać sobie głowę takimi sprawami. W samej tylko Warszawie jest jeszcze tyle miejsc i parków, których jeszcze nie odwiedziliśmy, że doprawdy nie ma co się rozdrabniać. Dolina Szwajcarska w lutym prezentuje się dość ubogo, nie było nawet śniegu, ale świeciło słońce i było całkiem przyjemnie. Będzie okazja, to wybierzemy się tam także, gdy wszystko się zazieleni. A tymczasem miło było posiedzieć chwilę na ławce i wyobrażać sobie to miejsce w jego największym rozkwicie, o czym pisała we wspominaniach o Warszawie Jadwiga Waydel Dmochowska.

Dolina Szwajcarska
Continued

Kładka nad Tamką – Akcja GTWb

Kiedyś już co prawda był podobny temat, ale wtedy jeszcze nie braliśmy udziału w akcjach, więc tym razem postanowiliśmy przyłączyć się do CXXXVI Akcji GTWb – Kładki i mostki. A jako że w tym roku wybieramy miejsca, które pasują tematycznie do cyklu VarSavski Alfabet, czyli takie, które są nam mniej znane, uznaliśmy, że kładka nad Tamką tuż koło Muzeum Fryderyka Chopina będzie odpowiednia, ponieważ tak się składa, że żadne z nas nie miało nigdy okazji przejść się ową kładką, jakkolwiek dziwnie by to nie zabrzmiało. Ale teraz postanowiliśmy to wreszcie nadrobić w cyklu POZNAJMY WARSZAWY POPRZEZ NAZEWNICTWO.

Kładka nad Tamką
Continued

Coś na Ząbkowskiej – Odlatujemy

Przyznajemy się bez bicia, że owo „Coś na Ząbkowskiej”, to w tym wypadku nie knajpa o tej właśnie nazwie, ale sama kamienica, w której owa restauracja się mieści. Ulica Ząbkowska sama w sobie jest już legendą Pragi, a Ząbkowska 9 dodatkowo przejdzie pewnie do historii jako oddzielna hm… atrakcja (?) A owo „coś”, to kamienica obłożona folią aluminiową. W zasadzie planowaliśmy opublikować ten wpis w ramach cyklu VarSavski Alfabet dopiero w grudniu (Z jak Ząbkowska), ale jako że nie wiemy, czy folia utrzyma się tak długo, uznaliśmy, że aluminiową kamienicę podciągniemy pod C jak Coś na Ząbkowskiej. A pod koniec roku może tam wrócimy, żeby sprawdzić, jak wygląda kamienica, tymczasem zapraszamy na serię POZNAJEMY WARSZAWĘ POPRZEZ ARCHITEKTURĘ już w lutym.


Ząbkowska 9 – Coś na Ząbkowskiej
Continued