CHOPIN: KONCERTY URODZINOWE

Tak się składa w tym naszym dziwnym kraju, że nie tylko nie potrafimy z dumą udowodnić i uświadomić światu, że Chopin, poeta fortepianu, był Polakiem, ale przez wiele lat nie byliśmy wręcz pewni co do daty Jego narodzin. Dziś przyjmuje się, iż Fryderyk przyszedł na świat 1 marca 1810 r. w Żelazowej Woli, a nie w Paryżu czy jakiejkolwiek innej francuskiej miejscowości. Ale mając niespełna rok, Fryderyk zamieszkał z rodzicami w Warszawie i to ona stała się miastem Jego dzieciństwa i młodości.

Dziś się tak przyjmuje, ale przez wiele lat toczył się wielki spór o datę urodzin Chopina – jedna szkoła obstawiała 22 lutego, druga zaś 1 marca. Kontrowersje wzbudził wpis z księgi parafialnej, który za datę narodzin małego Fryderyka podaje 22 lutego: Roku 1810, 23 miesiąca kwietnia o godzinie trzeciej po południu przed nami proboszczem brochowskim, sprawującym obowiązki urzędnika stanu cywilnego parafii brochowskiej powiatu sochaczewskiego w departamencie warszawskim, stawili się Mikołaj Chopin, ojciec lat mający 40, w wsi Żelazowa Wola zamieszkały, i okazał nam dziecię płci męskiej, które urodziło się w domu jego w dniu 22 miesiąca lutego o godzinie szóstej wieczorem roku bieżącego, oświadczając, że jest ono spłodzone z niego i Justyny z Krzyżanowskich, liczącej lat 28, jego małżonki, i że życzeniem jego jest nadać mu dwa imiona Fryderyk Franciszek. Sam Fryderyk i jego rodzina za poprawny dzień podawali 1 marca.

Dla Fryderyka fakt rozbieżności dat narodzin nie był może niczym przyjemnym, ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło – w każdej sytuacji trzeba znaleźć pozytywną stronę. Wielbiciele uradzili, że to znakomita okazja do stworzenia pięknej nowej świeckiej tradycji i świętują urodziny wirtuoza przez wszystkie dni od 22.lutego do 1. marca, co daje osiem, a w roku przestępnym nawet dziewięć dni muzycznej uczty!

W 2010 r., podczas Roku Chopinowskiego, z okazji 200-lecia narodzin Fryderyka Chopina, zorganizowano imprezę Najdłuższe Urodziny. Trwała ona od 22. lutego do 1. marca i dziesiątki, jak nie setki pianistów grało muzykę Chopina non stop!

Idea Koncertów Chopinowskich na przełomie lutego i marca przetrwała i co roku organizowane są wieczory koncertowe, podczas których uczestnicy mają okazję wysłuchać nie tylko utworów Chopina, ale także wielu innych wspaniałych muzyków.

 chopin 1
 

Koncerty te odbywały się w przepięknej sali Centralnej Biblioteki Rolniczej mieszczącej się przy Krakowskim Przedmieściu 66. Jest to sala z historią i duszą, koncertował tu bowiem sam Fryderyk Chopin.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

CBR

fot.: Centralna Biblioteka Rolnicza

 Mieściło się tu ongiś Muzeum Przemysłu i Rolnictwa.
 muzeum

Nie tylko Chopin był bywalcem tego pięknego budynku. W mieszczących się tam laboratoriach, chemicznych i fizycznych, Maria Skłodowska rozwijała swoje naukowe pasje. Było to ważne miejsce, bo pomimo tego, że Polska na długo zniknęła z map świata, wszyscy uczeni, którzy Polakami się czuli, mogli tu pracować na rzecz polskiej nauki. Oficjalnie w muzeum organizowano wystawy i ekspozycje, ale była to tylko przykrywka dla władz, gdyż w budynku odbywała się praca naukowa i laboratoryjna. Szefem owego laboratorium był kuzyn Marii, dzięki któremu mogła – jako kobieta – nie tylko przekroczyć próg laboratorium, ale i w nim pracować. W murach muzeum i laboratorium odbywały się także czasowo zajęcia i wykłady Uniwersytetu Latającego, którego Maria była absolwentką. Już jako noblistka, Skłodowska powiedziała, że gdyby jej w Warszawie nie nauczono wykonywania poprawnie analizy chemicznej, nie wydzieliłaby radu. A zatem, jak widać, miejsce nie tylko piękne, ale i ważne dla polskiej nauki oraz kultury.

Ale wracając do Koncertów Chopinowskich – to była prawdziwa uczta! Na scenie pojawili się pianiści różniący się wiekiem i poziomem zaawansowania – były i kilkuletnie dzieci, i muzycy z wieloletnim stażem. My mieliśmy okazję uczestniczyć w dwóch wieczorach koncertowych, w czasie których zaserwowano masę rozmaitych atrakcji, gdyż oprócz koncertów, organizatorzy przygotowali różne niespodzianki.

Każdy wieczór zaczynał się od zapalenia świec, które wprowadzały uczestników w odpowiedni nastrój. Świece zapalały piękne Muzy w eleganckich strojach. Gościem koncertów był David Saliamonas, Amerykanin koncertujący po całym świecie. Rewelacyjnie wykonał Błękitną Rapsodię Gershwina (oczywiście wersję solową), którą jako dziecko grał ze słuchu. Finałowy koncert uświetnił Paweł Wakarecy, finalista Konkursu Chopinowskiego.

Oprócz koncertów, widzowie oglądali też pokazy taneczne. Tancerze udowodnili, że do walca można tańczyć… tango! Były tańce historyczne, np. polonez oraz współczesne Piękna pani profesor udzielała lekcji śpiewu. Wykonywaliśmy różne ćwiczenia fonetyczne i uczyliśmy się prawidłowo modelować głos.

Każdy wieczór wieńczyły dwa mile akcenty – pierwszym było wspólne odśpiewanie pieśni „Życzenie”. Muzykę do słów Stefana Witwickiego napisał oczywiście Fryderyk Chopin. Drugim akcentem była zaś wspólna konsumpcja wspaniałych Chopinowskich tortów – co wieczór był piękniejszy! Konsumpcja była raczej w ilości symbolicznej, bo chętnych na spróbowanie było naprawdę wielu! Niektórzy słuchacze przynosili też własnoręcznie wykonane cista, a Paweł Wakarecy, pianista, samodzielnie upiekł pączki, które rozeszły się w okamgnieniu i nie daliśmy rady się na nie załapać.

Wszystkim wieczorom koncertowym towarzyszyło zjawisko Kwiatowej Rewolucji – organizatorzy i wielu uczestników miało przypięte na piersi lub wplecione we włosy kwiaty, głównie koloru czerwonego lub różowego.

Na koniec ostatniego wieczoru koncertowego na salę wniesiono ogromną tablicę z muzyczną rezolucją dotyczącą spuścizny po Chopinie i obietnicy angażowania się w kulturowy rozwój stolicy. Uczestnicy mogli pisemnie zadeklarować zgodę i chęć realizowania tej obietnicy.

 

***

Równolegle do koncertowych wieczorów na Krakowskim Przedmieściu, urodzinowe koncerty Chopinowskie zorganizowała też warszawska Arkadia – Centrum Handlowe.

 

arkadia

Specjalnie pojechaliśmy z Motylem do Arkadii, żeby porównać obie imprezy, chociaż w zasadzie wiedzieliśmy a propri, że zapewne nie będzie czego porównywać. I nie pomyliliśmy się. Szczyt zapewne był chwalebny, organizatorzy chcieli dobrze, a wyszło… jak zawsze.

Centrum Handlowe to nie jest bowiem miejsce na organizację tego typu akcji!

Fortepian był, owszem, piękny. Piękni i eleganccy byli też pianiści. Ale na tym piękno i urok całego przedsięwzięcia się kończył. Kilka krzesełek ustawionych przed podestem, na którym stał instrument, jakoś tak niezbyt zachęcało do tego, aby na nich usiąść i posłuchać muzyki. Powody były dwa – po pierwsze  wykonane z delikatnego plastiku krzesełka, uginały się przy każdym ruchu siedzącej na nim osoby i wyglądały, jakby się miały za moment połamać. Po drugie – nawet, gdybyśmy chcieli posłuchać muzyki, zasadniczo nie było o tym mowy, gdyż zagłuszał ją zgiełk centrum handlowego i piosenki lecące z głośników – w każdym sklepie i lokalu oczywiście inna. Jeśli już zorganizowano tego typu imprezę w głośnym, zatłoczonym centrum handlowym, to organizatorzy powinni byli zadbać o to, aby na czas koncertu, który co wieczór zaczynał się o 19 i trwać miał ponoć około godziny, z każdego głośnika płynęła muzyka Chopina – w każdej kafejce, w każdym sklepie odzieżowym, a nawet, za przeproszeniem, w toaletach! Wtedy miałoby to może jeszcze jakiś sens. Ludzie by przystanęli i posłuchali – być może pierwszy i jedyny raz w życiu mieliby styczność z muzyką klasyczną na żywo, a może i w ogóle. Nawet jeśli by się nie zatrzymali i nie podumali przez chwilę, to przynajmniej tę muzykę by słyszeli. A tak, to nie było słychać dosłownie nic, a raczej jakieś żałosne próby wybicia się Chopinem ponad dudnienie komercyjnych piosenek. Znak czasów znakiem czasów, ale bez przesady! Chopin zapewne nie tylko by sobie takich urodzin nie życzył, ale w grobie się pewnie przewraca!

Czarę goryczy przepełniła kropla w postaci pani prowadzącej, która po pierwszym wykonanym utworze zakrzyknęła głośno łoooo ooooo… To w końcu miał być koncert muzyki poważnej, czy Przystanek Woodstock? Uczestnicy koncertów bibliotecznych być może i przyszli w jeansach i swetrze, ale nikt nie gwizdał, nie buczał, ani w żaden inny niskopoziomowy sposób nie reagował na to, co zobaczył i usłyszał.

Oprócz koncertów organizowany był również konkurs na Najlepsze życzenia dla Chopina. Można było wypisać je na wściekle różowej kartce z Chopinem o błękitnych włosach – której kolor, nota bene, był kolejną rzeczą niesłychanie drażniącą w całym tym przedsięwzięciu – wrzucić ją do urny i czekać na losowanie nagród. Do tej pory zawsze życzyłam Fryderykowi Chopinowi, aby nikt nigdy więcej nie nazwał go Francuzem. Tamtego dnia pożyczyłam mu jednak, aby nikt nigdy więcej nie wpadł na pomysł zorganizowania koncertu z Jego muzyką w centrum handlowym!!! Powód jest w sumie jeden – pomijając słabą akustykę i pędzący tłum – muzyka Chopina była, jest i będzie. Obroni się sama swoim kunsztem i geniuszem. Powinna być grana w najpiękniejszych, najwspanialszych salach koncertowych, będących cudem architektury i akustyki, powinna pozostać na salonach, a nie schodzić na posadzki centrów handlowych! Owszem, niech muzyka klasyczna będzie ogólnodostępna i rozpowszechniana, aby słuch po niej nie zaginął, ale należy się jej chyba przynajmniej jakieś minimum respektu, prawda? Dlatego będę obstawać za tym, iż centrum handlowe nie jest właściwym miejscem do uhonorowania dzieła narodowego geniusza.

O ile w sali na Krakowskim Przedmieściu czuć było ducha Chopina, o tyle w Arkadii Jego duch mógł co najwyżej unosić się nad tym zatłoczonym, głośnym miejscem i zgrzytać zębami…

***

Aby jednak nie kończyć pesymistycznym akcentem, spróbuję podsumować tę pierwszą część artystyczną.

Bardzo Długie Urodziny Chopina i odbywające się przy tej okazji koncerty z rozmaitymi atrakcjami przyciągnęły w tym roku około czterech tysięcy słuchaczy! Każdy z koncertów trwał średnio 2,5 h, co daje blisko dobę muzyki na żywo. Uczestnikami koncertów były osoby bardzo różne pod względem zarówno wieku czy, zapewne, gustu muzycznego. Udział bowiem wzięły i kilkuletnie dzieci, i młodzież, i dorośli, i wiele starszych osób. Pojawili się bywalcy filharmonii, w eleganckich garniturach i sukniach i widać po nich było, że specjalnie szykowali się na wieczór, jak również przedstawiciele subkultur i zabieganego społeczeństwa, ubrani w jeansy, bluzy z kapturem i sportowe buty, którzy na koncert przyszli w tym, w co ubrani byli do pracy lub też weszli prosto z ulicy, aby poobcować z kulturą bez tworzenia po drodze problemów, jakim jest strój. Byli Polacy i obcokrajowcy, warszawiacy i osoby spoza stolicy. Niektórzy z powagą siedzieli na eleganckich krzesłach, a inni ze swobodą usadowili się na podłodze lub parapetach – chętnych było zresztą tak dużo, że nie dla wszystkich starczało miejsc siedzących, a podczas ponad dwugodzinnego koncertu trzeba było sobie jakoś radzić. Zresztą to nie filharmonia ani jakaś wielka, elegancka gala, żeby miały panować sztywne zasady! Przyjść mógł każdy, kto tylko chciał, ubrany, jak mu akurat pasowało, bo przecież nie o strój czy dystyngowane zachowanie tu chodziło, a o Muzyczną Rewolucję, o podbicie serc muzyką wykonywaną na żywo, której odbiór jest całkiem inny niż tej słuchanej przez głośniki! Oby Bardzo Długie Urodziny Chopina na zawsze wpisały się w kalendarz warszawskich wydarzeń artystycznych, a chętnych do grania i słuchania przybywało!

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedInShare on TumblrPin on PinterestEmail this to someonePrint this page

Zostaw Komentarz