Dlaczego Sava ścięła włosy i zatańczyła Rak’n’Rolla?

wpis w: Pomagajmy, SEZON 2 | 6

Czy zastanawiałeś się kiedyś, ile znaczą dla Ciebie… włosy?

Długo zastanawiałam się, czy ten post w ogóle powinien powstać. Nie chciałabym, żeby ktoś uznał, że robię coś na pokaz. Jednak doszłam do wniosku, że jeżeli o tym opowiem, być może kogoś zainspiruje to do dalszych działań, do udzielenia pomocy, a przecież o to w tym wszystkim chodzi. Maruderzy i hejterzy zawsze się znajdą, niezależnie od okoliczności.

linia2Mam bardzo długie włosy, obecnie mierzą blisko 90 cm i sięgają poniżej pasa. Trudno nawet powiedzieć, żebym je zapuszczała, one po prostu rosną. Nie chodzę do fryzjera, bo nie lubię i nie ufam nikomu. Nigdy w swoim życiu nie spotkałam fryzjera, który wiedziałby, co tak naprawdę robi. Oczywiście być może tacy istnieją, ja nie miałam szczęścia na nich trafić. Sama obcinam włosy od wielu lat, przycinam grzywkę, obcinam końcówki, cieniuję. A włosy rosną i rosną, w sumie beż żadnego celu ani motywu.

Kłopotów z takimi włosami jest co niemiara. Przede wszystkim ciężko je rozczesać, zwłaszcza moje, wyjątkowo podatne na plątanie się i kołtunienie. Przy dobrych wiatrach rozczesanie włosów po umyciu zajmuje 15 minut, czasem dochodzi do 20-25 minut. Często musi mi pomagać mąż, ponieważ sama nie daję rady. Po pewnym czasie ręce zaczynają mdleć i nie ma się siły doprowadzić czynność do końca. Zresztą gdyby nie odpowiednio skonstruowana szczotka, rozczesywanie włosów trwałoby jeszcze dłużej. W sumie tylko ta szczotka sprawiła, że w przypływie rozpaczy nie odciosałam włosów tasakiem.

Każde włosy wymagają pielęgnacji, a długie w szczególności. Idą na to niezłe pieniądze pod postacią preparatów, szamponów, odżywek, olejków, płukanek itp. Potrzeba też zaangażowania i systematyczności, wystarczy chociaż na chwilę odpuścić, a włosy robią się przesuszone, matowe, bez życia. To samo tyczy się farbowania. Włosy bardzo szybko rosną, więc widać odrosty, powinnam je uzupełniać co 4 tygodnie, ale ze względu na to, że nie chcę mocnej ingerencji chemicznej, robię to co 6 tygodni. Robię to w domu, nie pytajcie, ile kosztuje farbowanie takiej długości włosów w warszawskim salonie…

Układanie długich włosów to cała impreza. Zrobienie loków, fal, a nawet zwykłe prostowanie trwa naprawdę długo. Przyznam, że wcześniej chyba nie do końca zdawałam sobie z tego sprawę. Gdy zobaczycie dziewczynę z długimi, pięknie zakręconymi włosami, uwierzcie, że poświęciła dużo czasu i energii, żeby ułożyć swoje włosy. Poza tym utrzymanie takiej fryzury na głowie jest zwykle odwrotnie proporcjonalne do czasu jej przygotowania. Grawitacja robi swoje, efekty nie utrzymują się więc zbyt długo, przynajmniej na moich włosach. Mimo że były cieniowane z objętości, włosów jest naprawdę bardzo dużo, są ciężkie i szybko opadają pod własnym ciężarem. Jeśli przed pójściem do szkoły wyczaruję jakąś misterną fryzurę, zazwyczaj jeszcze przed upływem połowy zajęć nie ma już po niej śladu i to mimo użycia całej masy produktów utrwalających. To bardzo frustrujące.

Doszło do tego, że jedynym uczuciem, jakie żywiłam w stosunku do moich własnych włosów, była nienawiść. Stwierdziłam, że nie ma najmniejszego sensu tak się męczyć. Owszem, lubię długie włosy, mój mąż też je lubi, ale muszę przyznać, że zawsze lubiłam też dużo krótsze włosy, które przez wiele lat nosiłam. Postanowiłam więc ściąć włosy i od tego wszystko się zaczęło. Ta myśl zakiełkowała mi w głowie na początku czerwca, kiedy to byliśmy z mężem na krótkiej wycieczce z okazji rocznicy ślubu. Lato jeszcze na dobre się nie zaczęło, a żar już lał się z nieba. Nie tylko żar. Włosy miałam spięte w koczek na czubku głowy, a po czole i karku spływały mi strużki potu. Pomyślałam, że nie wytrzymam dłużej z takim gąszczem na głowie, po prostu chyba oszaleję! Wróciłam do domu z zamiarem natychmiastowego ścięcia włosów i zaczęłam się zastanawiać, jak to zrobić.

I wtedy przyszła też myśl: może nie powinnam się zastanawiać JAK to zrobić, tylko PO CO? Nie chciałabym z całej procedury zapamiętać tylko tyle, że nienawidziłam włosów i dlatego je obcięłam. Chciałam, żeby to miało jakiś sens, żebym potem nie musiała tego żałować. Wpadłam na pomysł, że moje włosy może mogłyby się komuś… przydać.

I właśnie tak znalazłam w sieci stronę FUNDACJI RAK’N’ROLL, a na niej wszystkie informacje na temat akcji DAJ WŁOS, czyli ofiarowania włosów w celu zrobienia peruk dla kobiet walczących z rakiem, które swoje włosy straciły w wyniku choroby i obciążającej organizm terapii. NFZ refunduje tylko część kosztów za perukę z naturalnych włosów, resztę kwoty pokrywa chory, a to nadal jest suma niebagatelna.

Chyba nawet nie zdajemy sobie sprawy, jak ważne są dla nas włosy. Pomyślmy o przypadkach, z którymi się zetknęliśmy, czy to wśród rodziny, znajomych, czy może o kimś słyszeliśmy, widzieliśmy w filmie, czytaliśmy artykuł – w zasadzie każdy boi się utraty włosów. I jest to bardzo naturalna reakcja, nieprawdaż? Na zły stan fizyczny może wtedy jeszcze bardziej wpłynąć świadomość, że tracimy jeden z najatrakcyjniejszych atrybutów – włosy. Gdy tylko zauważymy zwiększoną liczbę wypadających włosów, zaczynamy się niepokoić, pomyślmy, co czuje osoba, która straciła je całkowicie? Łączenie z brwiami i rzęsami?

Nie mogę być dawcą szpiku, nie mogę też być dawcą krwi (zresztą mam na ten temat własne zdanie, ale dziś nie o tym), ale spełniam warunki, żeby móc ofiarować ścięte włosy. Główne warunki są następujące: przede wszystkim włosy muszą być zdrowe, mogą być farbowane. Długość włosów, które chcielibyśmy przekazać fundacji to minimum 25 cm. Oprócz tego należy podpisać oświadczenie, że zgadzamy się na ofiarowanie włosów. Ofiarodawcami mogą być kobiety, mężczyźni, a nawet dzieci, oczywiście za zgodą rodziców lub opiekunów.

Dojrzewałam do myśli ścięcia i podarowania włosów przez blisko trzy miesiące. I myślę, że nie był to czas stracony. Poświeciłam go na odżywienie włosów oraz na… pożegnanie się z nimi. Jakkolwiek dziwnie by to nie zabrzmiało, uważam, że są to ważne punkty i nie należy pomijać żadnego z nich, zwłaszcza pożegnania. Owszem, staram się okazać empatię i bardzo współczuję chorym, którzy stracili włosy, zwłaszcza kobietom, dla których włosy te były bardzo ważne. Jednak prawda jest taka, że… no cóż, to są w końcu moje włosy. Nie mogę powiedzieć, że nie jestem do nich przywiązana i że żadnego wrażenia nie robi na mnie już sam pomysł ścięcia ich, niezależnie od tego, ile kłopotów by nie sprawiały. Jestem tylko człowiekiem. Na dodatek sama mam problemy ze zdrowiem i włosy to jedna z niewielu rzeczy, która mi pozostała w dobrym stanie. Może jednak pozbycie się ich paradoksalnie pomoże mi w uświadomieniu sobie pewnych spraw i podjęciu dalszej walki? Bardzo na to liczę. Moje pożegnanie z włosami przebiegało w miarę dobrze, tym bardziej, że był to proces, przez który chciałam przejść świadomie i samodzielnie. Nie zdradziłam nikomu moich planów. Poświęciłam moim włosom sporo uwagi, postarałam się je odżywić, wzmocnić, nie farbowałam ich w ogóle przez ten czas plus doliczyć trzeba sześć tygodni zwykłego przejścia między farbowaniami, więc wyhodowałam kilkucentymetrowe odrosty. Wystawione na słońce, które w tym roku jest wyjątkowo hojne, odrosty powróciły do swojego naturalnego, jasnego koloru. Patrzyłam na coraz lepiej wyglądające włosy i cieszyłam się na myśl, że może jakaś kobieta włoży piękną perukę z nich zrobioną i poprawi jej to nastrój chociaż ma moment. Idea obcięcia włosów nabierała coraz większego sensu.

Do przygotowań do tego procesu doliczyć mogę też zakup nowych nożyczek fryzjerskich, gumek-recepturek oraz pudełka, w którym chciałam wysłać ścięte włosy. Nożyczki oczywiście już wcześniej miałam, ale uznałam, że tego typu sytuacja wymaga stosownej oprawy. Gdy wszystko było gotowe, gdy już zebrałam potrzebne akcesoria, gdy włosy nabrały ładnego, zdrowego wyglądu oraz gdy byłam pogodzona z myślą o ścięciu ich i przekazaniu fundacji, moim planem podzieliłam się z mężem. Powiedział, że jeśli podjęłam taką decyzję, to we wszystkim mi pomoże.

Aby móc oddać włosy do wykorzystania na perukę, trzeba postępować według instrukcji, którą znajdziecie TUTAJ. Oto, co należy po kolei wykonać:

1.   Włosy trzeba dokładnie umyć, ale nie nakładać odżywki.
2.  Włosy osuszamy, rozczesujemy i dzielimy na pasma, które następnie przytrzymujemy gumką- recepturką. Gumkę zakładamy o 2 cm niżej niż linia, do której będziemy ścinać włosy.
3.    Pasma zaplatamy w warkocze, ich końce również ściągamy gumką.
4.   Włosy ścinamy 2 cm powyżej gumki na górze warkocza (czyli od strony głowy), ściętych włosów nie należy potem wyrównywać.
5.    Pod górną gumkę wkładamy karteczkę z napisem NASADA. U mnie akurat widać, gdzie góra, a gdzie dół, ale czasami włosy są równo ścięte na dole i wtedy ta informacja naprawdę się przydaje.
6.    Ścięte włosy dokładnie suszymy, pakujemy np. w papier.
7.    Wypełniamy oświadczenie, którego treść można pobrać na STRONIE FUNDACJI.
8.  Ścięte włosy oraz podpisane oświadczenie wysyłamy na adres:

adres fundacji raknrollPrzystąpiliśmy więc do działania. Uprzedziłam męża, że jeśli będę płakać, to ma się tym nie przejmować. Co prawda przez wiele tygodni przygotowywałam się do tego, ale być może emocje wezmą górę? Tyle o sobie wiemy, na ile nas sprawdzono. Najpierw dokładnie rozczesałam włosy i delikatnie je umyłam. Starałam się ich nie plątać, jeszcze pod prysznicem przeczesałam je grzebieniem o szeroko rozstawionych ząbkach, potem osuszyłam włosy. Mimo że starałam się to robić jak najdelikatniej, włosy i tak bardzo się splątały, a rozczesywanie ich zajęło sporo czasu. Bez odżywki szło jeszcze trudniej niż zwykle, gdyż włosy były bardzo szorstkie. Pomyślałam, że ostatni raz w ten sposób rozczesuję włosy… Ustaliliśmy długość, do której mamy ściąć włosy, Vars założył gumkę-recepturkę na odpowiedniej wysokości włosów i splótł warkocz. (Umie!) Ustaliliśmy, że warkocz będzie jeden. Vars zabezpieczył jego koniec, żeby warkocz się nie rozjeżdżał i chwycił za nożyczki. Czułam, że przez chwilę się zawahał, bo głośno westchnął, ale po chwili chwycił za włosy, przyłożył nożyczki na odpowiednią wysokość i powiedział: Dobra, no to tnę! 

sava wlosy2Myślałam, że zamknę oczy. Myślałam, że popłyną mi łzy. Ale nie wydarzyło się nic podobnego. Usłyszałam tylko bardzo wyraźnie odgłos cięcia włosów. Muszę przyznać, że to był dość nieprzyjemny moment, słuch mam dobry. Po chwili Vars pokazał mi ścięty warkocz, patrzyliśmy na niego w milczeniu. Jedyne, co zdołałam z siebie wydusić, to: O rany… Muszę powiedzieć, że byłam bardzo wzruszona. Patrzenie na własne, ścięte włosy robi naprawdę duże wrażenie.

A potem stanęłam przed lustrem, żeby zobaczyć, dokąd teraz sięgały moje włosy. Ścięliśmy 50 cm włosów, więc została ich mniej niż połowa.

dlugosc wlosow savy1

Zastanawiałam się, co poczuję, gdy stanę przed lustrem i zobaczę pierwszy raz krótsze włosy. I muszę powiedzieć, że było dobrze, naprawdę dobrze. Nie żałowałam, że to zrobiłam. Raz, bo wiedziałam, że ścięte włosy mają szansę trafić do kogoś, kto naprawdę ich potrzebuje, a dwa – nawet się nie obejrzę, jak odrosną. Włosy rosną mi w niesamowitym tempie, myślę, że szybciej niż innym, wnioskuję to po odrostach między farbowaniami.

kolaz5

W następnej kolejności ufarbowałam włosy, pierwszy raz od blisko pięciu miesięcy. To znaczy Vars nakładał farbę, od lat to robi. Myślę, że zrobienie czegoś miłego dla samego siebie również jest ważnym punktem nie do pominięcia. Nowa fryzura i odświeżony kolor zdecydowanie mogą wspomóc cały proces. Po spłukaniu farby i osuszeniu włosów wzięłam się za ich rozczesywanie.
stoper5Zajęło mi to dokładnie 53 sekundy – specjalnie włączyłam stoper, żeby to sprawdzić, a potem pokazać wynik mężowi. Był pod wrażeniem. Od wielu lat nie rozczesałam włosów w czasie poniżej minuty, to było praktycznie niemożliwe. Samodzielnie, sama, samiusieńka! To było naprawdę miłe uczucie. Po wyrównaniu i ścieniowaniu włosy są jeszcze krótsze. Ale nie szkodzi. Pewnie i tak jeszcze nieco je wycieniuję, żeby chociaż przez jakiś czas cieszyć się lekką fryzurą, bo wiem, że i tak włosy szybko odrosną. Minęło już trochę czasu od obcięcia włosów i nadal nie żałuję.

Dlaczego opisuję to wszystko? Przecież mogłabym powiedzieć, że obcięłam włosy, wysłałam je tu i tu, a jeśli chcesz pomóc, Ty też możesz to zrobić. Zdecydowałam się tak szczegółowo przedstawić cały proces krok po kroku, żebyście wiedzieli, na czym to polega. Ścięcie włosów nie może się odbyć pod wpływem impulsu. To znaczy może, ale wtedy większe prawdopodobieństwo, że będziemy tego żałować już kilka chwil po kłapnięciu nożyc. Naprawdę lepiej to dokładnie przemyśleć i podjąć świadomą decyzję. W końcu tu chodzi o część nas samych. Mimo że Fundacja mieści się przy ulicy Bagatela, to cały proceder z przekazaniem włosów bagatelą nie jest.

A co, jeśli po okresie pielęgnacyjno-przygotowawczym włosy spodobają nam się one na tyle, że nagle nie będziemy chcieli się z nimi rozstawać? Przyznam, że ja również obawiałam się, że może się to zdarzyć. Dlatego zanim komukolwiek o tym powiedziałam, pobyłam z tą myślą sam na sam, przyzwyczaiłam się do niej i nie czułam żadnej presji. Jeśli jednak ktoś uzna, że ścięcie włosów przekracza obecnie jego możliwości, to – proszę – niech tego nie robi. Widocznie jeszcze nie nadszedł właściwy moment. Może się to zmieni, a nawet jeśli nie, to trudno, pomagać można też na inne sposoby. Można przekazać Fundacji 1% podatku, wykupić fanty, zostać wolontariuszem, zrobić przelew na subkonto podopiecznego Fundacji, a nawet wziąć udział w Maratonie Warszawskim i pomóc zbierać fundusze. Czy wiesz, że pieniądze z NFZ przeważnie nie starczają na jakąś przyzwoitą perukę?

Obcięcie włosów i przekazanie ich Fundacji to był ważny moment w moim życiu. Kto wie, może kiedyś ktoś z moich bliskich będzie potrzebował peruki? Może ja sama będę potrzebowała? A może to Ty będziesz potrzebował lub ktoś z Twojej rodziny? Zrób badania profilaktyczne, a potem zastanów się, czy możesz jakoś pomóc tym, którzy mieli mniej szczęścia.

wyrollujmy3

zyczenia


Z ogromną przyjemnością chciałabym zaprosić Was na blog Rozmówki kobiece, gdzie przeczytać możecie historię o tym, ile radości daje pomaganie.

Bardzo dziękuję Autorkom za ich przepiękny gest!

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedInShare on TumblrPin on PinterestEmail this to someonePrint this page

6 Responses

  1. Natalia Opara

    Och! Wspaniały wpis:) Nie tylko ze względu na inicjatywę ścięcia włosów, ale bardzo, bardzo dobrze rozumiem sedno samej sprawy pt.: „włosy”.

    Uh, jestem w głębokim szoku!

    Kolor warkocza jest przepiękny, musisz posłać mi gołąbka pocztowego z informacją jaka to farba – numer, kolor, marka etc. bo póki co własnych włosów nie farbuję od 5 lat i 3 miesięcy, ale jeśli miałabym zacząć to robić, to właśnie taki kolor mi się marzy! Piękny. Chociaż prawdopodobnie nie dla mnie, moje naturalne włosy mają kolor czekoladowy i chyba nie tak łatwo złapałyby inny, jaśniejszy odcień.

    Zgadzam się z całą resztą dotyczącą pielęgnacji i misternej pracy (i bardzo syzyfowej) układania włosów. Rzeczywiście wystarczy odpuścić jeden, dwa zabiegi odżywcze i od razu widać efekt zaniedbania…

    Moje włosy sięgają pasa, a moja pani profesor od łaciny ma włosy za pas. Mniej więcej taką samą długość mają włosy koleżanki z grupy, która też bardzo lubi łacinę. Z tego co mi wiadomo, Ty również?;-) Taki żarcik, ale mam nadzieję, że to się akurat po ścięciu włosów nie zmieni! Niech inne nieprzyjemne sprawy idą precz, a te miłe dla serca niech się umocnią. Tego Ci życzę:) I osobie, która dostanie Twoje włosy. Jestem wzruszona i poruszona.

    Pozdrowienia dla Waszej dwójki!

    • Vars i Sava

      O farbie cynk już był, ale, jak jeszcze raz podkreślam, kolor jest efektem niefarbowania włosów przez 5 miesięcy, wypłukania przez szampon i wodę, wżarcia się pigmentu we włos, a także oświetlenia podczas robienia zdjęcia :)

      Łacina nie przepadła wraz z obcięciem włosów, możesz być pewna. Mam nadzieję, że osoba, do której trafią włosy, również ją polubi? Kto wie? :)

      Włosy dobrze się rozczesują, nadal stosuję olejowanie i nawet przez chwilę nie żałowałam, że ścięłam włosy. Raz na kilka lat warto coś zmienić.

  2. Anna Kruczkowska

    W moim wypadku też jedynie włosy mogłaby oddać. Czekam, by miały te 25 cm. Dzięki za wpis i motywację do działania.

  3. Marchevka

    Droga Savo, bardzo poruszył mnie Twój wpis, bo nigdy na włosy nie patrzyłam w ten sposób i nigdy nie przykładałam do nich szczególnej uwagi. Są roztrzepane, jak moja natka i cóż… Rosną sobie, czasami tylko stykając się z fryzjerskimi nożyczkami celem podcięcia końcówek. Nie sądzę jednak, by na obecną chwilę nadawały się na podarunek, nie tylko ze względu na niedostateczną długość. Ale być może ten wpis, a Twoja postawa przede wszystkim, stanie się dla mnie motywacją i inspiracją do tego, by na to, co rośnie mi na głowie i w ludzkiej wersji zastępuje nać, spojrzeć okiem bardziej troskliwym i łaskawym. Myślę, że taka zabawa w pielęgnację włosów może stać się ciekawym doświadczeniem, a że się nigdy do nich nie przywiązywałam, myślę, że ich ścięcie, gdy je tylko odhoduję, nie przysporzy mi większych problemów.

    Dziękuję Ci za to, że podzieliłaś się z innymi częścią siebie, tym bardziej – tak bardzo ważną dla Ciebie częścią.

    Aha, byłabym zapomniała – mówienie o dobrych rzeczach to nie jest chwalenie się i robienie czegoś na pokaz. Musimy się, jako społeczeństwo, nauczyć mówić o tym, co nam wychodzi dobrze, co nas inspiruje, a nie wiecznie narzekać. Ja też miałam opory by pisać o oddawaniu krwi, ale przełamałam je i nie żałuję. Dostałam wiadomość, że pod wpływem mojego wpisu dwie osoby zdecydowały się także oddać swoje 450 ml. Było warto choćby dla nich, a raczej dla ich biorców.

    Uściski przesyłam!
    Marcheva.

    • Vars i Sava

      Myślę, że prawdą jest to, o czym wspomniałam we wpisie – nawet nie zdajemy sobie sprawy, ile włosy tak naprawdę dla nas znaczą. Do włosów możemy nie przywiązywać szczególnej wagi, dopóki je mamy.

      Prawdą jest też, że ludzie nie lubią być do niczego zmuszani, obligowani, nie lubią też, jak im się przypomina, że są egoistami i egocentrykami, po trosze wszyscy nimi jesteśmy. Ale lubię wierzyć, że jest w nas gdzieś też jakiś pierwiastek dobra i że wyciągniemy pomocną dłoń, jeśli zajedzie potrzeba. Czasami nawet nie zdajemy sobie sprawy, że możemy pomóc i nie kosztuje nas to zbyt dużo, wysiłek ogranicza się np. do zbierania nakrętek do osobnego pojemnika albo do oddzielania czystego, zużytego papieru od ogryzków i opakowania po maśle, które mogą je zabrudzić. A czy zdobędziemy się na ten wysiłek, to już od nas zależy.

      Ale cieszę się, że na Twoje działania ktoś zareagował, czyli warto!

Zostaw Komentarz