U Pana Boga… – śladami podlaskiej trylogii

wpis w: Filmy, OFF VarSav, Sezon 6 | 0

Wycieczka śladami serii U Pana Boga… w reżyserii Jacka Bromskiego to pomysł, który czekał na realizację dziesięć lat. Bywają takie momenty w życiu, gdy ni z tego, ni z owego zaistnieje ogromna potrzeba odnalezienia sielskiego klimatu, który doda otuchy, wleje w serce nadzieję i pomoże naładować akumulatory na czas, kiedy trzeba będzie wrócić do codzienności i zmierzyć się z problemami każdego dnia. Bywa też, że tej potrzeby nie da się stłumić ani czymś zastąpić. Trzeba się spakować i wyruszyć w drogę w poszukiwaniu piękna, dobra, prawdy i prostoty. Potrzeba ta sprawiła, że w końcu udało nam się urzeczywistnić nasz podlaski plan w ramach serii OFF VarSav. Zapraszamy na Podlasie.

U Pana Boga... Królowy Most

U PANA BOGA…

Trudno wyobrazić sobie, że ktoś mógłby nie znać podlaskiej serii, chociaż, rzecz jasna, nie wszyscy muszą lubić tego typu klimaty. Tak się złożyło, że my lubimy. Serię U Pana Boga… oglądaliśmy więc wielokrotnie i nie widzimy póki co szans, aby miała nam się ona znudzić.

Cykl ten ma w sobie niepowtarzalny czar, urok i magię. Nawet jeżeli widz zdaje sobie sprawę, że przedstawiony na ekranie obraz jest przerysowany, chce wierzyć, że mógłby mimo wszystko zaistnieć w rzeczywistości. W dużej mierze to zasługa twórców – reżysera Jacka Bromskiego i scenarzysty Tadeusza Chmielewskiego, który podobny myk zastosował w przeuroczej laurce wystawionej Warszawie, czyli w filmie Nie lubię poniedziałku. Jacek Bromski zaadaptował scenariusz na potrzeby filmu i stworzył dzieło ponadczasowe. Bromski udowodnił już wcześniej, że potrafi – potrafi np. stworzyć komedię w klimacie Woody’ego Allena (Dzieci i ryby), a także zapędzić się w ostrzejsze klimaty (Zabij mnie, glino czy Kuchnia polska). Jednak to, co udało mu się zrobić z trylogią U Pana Bogaprzechodzi najśmielsze oczekiwania.

W filmach z tej serii ukazał świat nieco w krzywym zwierciadle, za którym, być może paradoksalnie, widz tęskni i w którym chciałby się znaleźć, żeby chociaż na chwilę zjechać z pędzącej autostrady. Czas płynie, wszystko wokół się zmienia, również i mieszkańców Królowego Mostu nie omijają problemy i troski, jednak ta bliskość natury, ta sielskość, ten taniec w ogrodzie, to gonienie na bosaka za kurą skrywającą zniesione jajo, to wędzenie wędlin i pędzenie samogonu naprawdę działają jak balsam na duszę i miód na skołatane serce.

PODLASKI SCENARIUSZ

Jak wspominaliśmy, realizacja planu set jettingu, czyli wędrówki szlakiem filmowych miejsc, zajęła nam dziesięć lat. W 2009 r. wybraliśmy się do kina na część U Pana Boga za miedzą i zapragnęliśmy wypuścić się na Podlasie do tych pagórków leśnych, do tych łąk zielonych… Od pragnienia do spełnienia droga jednak daleka. Przez minioną dekadę sporo podróżowaliśmy, zawsze jednak wiało nas w innym kierunku niż Białystok. Ale nadszedł ten właściwy moment i postanowiliśmy działać.

Przygotowania do wyjazdu zaczęliśmy od rzeczy najprostszej, a jednocześnie najprzyjemniejszej – kolejny raz obejrzeliśmy wszystkie części serii. Zaczęliśmy od filmu U Pana Boga za piecem, który darzymy bodaj największym sentymentem ze względu na pagiery; następnie zaliczyliśmy czteroczęściowy serial U Pana Boga w ogródku: Wiosna, Lato, Jesień i Zima, bo im więcej materiału filmowego, tym lepiej; na koniec doprawiliśmy sequelem U Pana Boga za miedzą. Żeby jednak nie wyszło, że nie robiliśmy nic innego, poza oglądaniem filmów, musimy dodać, że ów seans odbył się na przestrzeni ponad dwóch miesięcy.

W kolejnym etapie należało wybrać kadry filmowe, w których tłem były jakieś charakterystyczne elementy. Postanowiliśmy, że spróbujemy odwzorować owe kadry, żeby sprawdzić, co i jak się zmieniło od czasu kręcenia filmów. Pierwsza część powstała wszak dwadzieścia jeden lat temu, bo w 1998 r., kiedy byliśmy może nie piękni, ale przynajmniej młodzi, a świat wyglądał nieco inaczej. Skriny z kadrów podzieliśmy na trzy sposoby: według miejscowości, w których dane sceny były kręcone, według filmów, z których owe sceny pochodziły, oraz według haseł, np. kościół, droga z drzewami, płoty itp. Taki podział ułatwił nam potem wyszukiwanie i katalogowanie. Ordnung muss sein.

Na koniec odbyły się wielkie poszukiwania geograficzne i trzeba przyznać, że dziś poszło to o wiele łatwiej, niż miałoby się odbyć dziesięć lat wcześniej. Znaleźliśmy niemal wszystko, co było nam potrzebne do realizacji planu, ułożyliśmy trasę przejazdu, zarezerwowaliśmy nocleg, spakowaliśmy się i ruszyli w siną dal.

Efekt naszych wojaży postanowiliśmy zaprezentować nie według harmonogramu przejazdu ani nie według podziału na miejscowości, ale według kategorii hasłowych, bo właśnie tego typu system kojarzy nam się z serią U Pana Boga

Na początek jednak chcielibyśmy wymienić miejsca, które odwiedziliśmy i po krotce opowiedzieć, co każde z nich ma do zaoferowania. Podlasie słynie bowiem z bogactwa kulturowego, religijnego i kulinarnego, a wycieczka śladami filmowego planu to i tak jedyne ułamek tego, co w tym regionie można znaleźć.

DISCLAIMER

Przed udaniem się na wyprawę śladami serii chcielibyśmy, aby jasnym było, że wszelkie prawa należą do twórców serii filmów U Pana Boga. Ten wpis ma charakter stricte rozrywkowy, a skriny kadrów filmowych zostały użyte w celach informacyjnych. Stworzyliśmy niniejszy artykuł jako fani twórczości Jacka Bromskiego, talentu aktorów, którzy wcielili się w role odtwarzanych postaci postaci oraz z podziwu dla piękna przyrody, historii i tradycji regionu podlaskiego. Mamy nadzieję, że innym wielbicielom trylogii U Pana Boga… lektura tego wpisu przyniesie tyle samo frajdy, co nam stworzenie go. I mimo że podobnych postów jest w sieci już sporo, postanowiliśmy zrobić to po swojemu. Życzymy miłej lektury!

KRÓLOWY MOST

Miejscowość Królowy Most rozsławiła trylogia filmowa U Pana Boga… – i w sumie nic dziwnego, bo nazwa wprost wymarzona do scenariusza. Niektórym fanom jednak rzednie mina, gdy dowiadują się, że poza słynną drogą, na której suszyli policjanci, oraz ujęciami z cerkwią, pozostałe sceny – czyli znakomita większość – kręcona była w innych miejscowościach. Prawda jest jednak taka, że mimo wszystko każdy wielbiciel serii darzy tę urokliwie położoną osadę szczególnym sentymentem.

Powstanie Królowego Mostu datowane jest na XVII w., kiedy to okoliczne dobra – wtedy jeszcze zwane Janopolem – trafiły w ręce rodziny Sakowiczów. Według legendy obecna nazwa miejscowości pochodzi od zbudowanego w ciągu jednej doby mostu na rzece Płosce, przez który miał przejechać Jan III Sobieski w czasie podroży do Grodna. Według innych podań królem tym był Zygmunt August.

Rzeką spławiano drewno, rozwinął się tu także przemysł włókienniczy, gdyż w XIX w. powstała fabryka, zniszczona podczas I wojny światowej.

Przez Królowy Most prowadził trakt z Białegostoku do Wołkowyska. Na pamiątkę przemarszu korpusu marszałka Neya w 1812 r. drogę w lesie nazwano „Traktem Napoleońskim”. Szlakiem tym wracały także wojska napoleońskie spod Moskwy. Według znanej opowieści w ciągu jednej nocy żołnierze rozkopali wzniesienie, aby udostępnić drogę ciężkim sprzętom artyleryjskim. Do dziś miejsce to zwane jest „Rozkopanką”.

Nieopodal cerkwi św. Anny, znanej z serii U Pana Boga…, znajduje się też kaplica rzymskokatolicka pod wezwaniem również św. Anny. Kaplica powstała ok. 1850 r. Po powstaniu styczniowym została zamieniona na cerkiew, w 1915 r. obiekt przywrócono dla katolickiego kultu.

Przy drodze w lesie ustawiony jest drogowskaz kierujący na wieżę widokową. Podejście w tym miejscu nie należy do najłatwiejszych, ponieważ pokonać trzeba liczne wzniesienia, doły, rozkopy, uważać przy tym należy na kamienie i wystające z ziemi korzenie. Dla mniej zahartowanych w bojach jest podejście z drugiej strony góry. Znajduje się ono głęboko w lesie i jest odgrodzone szlabanem, trudno więc orzec, czy powinno się go w ogóle przekraczać. Po najtrudniejszym odcinku pod górę resztę trasy pokonuje się leśną, ubitą ścieżką, jest więc już łatwiej.

Po drodze mamy namiastkę „Nad Niemnem”, gdyż mija się tajemniczą mogiłę na Górze św. Anny, według podań związaną z powstaniem styczniowym i wydarzeniami, które miały miejsce bezpośrednio po 1863 r. Nie wiadomo jednak, czy mogiła, która istnieje tu – jak mawiają kolejne pokolenia mieszkańców – „od zawsze”, dotyczy konkretnych bitew, czy jest to po prostu hołd złożony walczącym powstańcom. Rozbieżności wzięły się chociażby z takiego powodu, iż istnieje inna miejscowość o tej samej nazwie i to w tamtych okolicach mogły rozegrać się potyczki powstańcze. Według informacji umieszczonych na tablicach, które zostały rozmieszczone na terenie puszczy, obecny stan wiedzy nie pozwala historykom na weryfikację historii mogiły czy też wskazania miejsca walk.

Drugim punktem wartym mozolnej wspinaczki jest wieża widokowa ustawiona na Kopnej Górze, jednym ze wzniesień Wzgórz Świętojańskich. Gdy pokonamy lęk wysokości podczas wchodzenia ażurowymi schodami, będziemy mogli podziwiać przepiękną panoramę z tarasu na drugim piętrze.

Drogowskaz kierujący na wieżę widokową na Kopnej Górze.
Wieża widokowa na Kopnej Górze.
Mogiła na Górze św. Anny.
Kamień i tablica na Górze św. Anny.
Wieża widokowa na Kopnej Górze – spojrzenie w dół z drugiego piętra.

W nagrodę za wspinaczkę dostaliśmy bonus o zachodzie słońca – widok gęstej jak śmietana mgły (czy czegoś mgłopodobnego) unoszącej się nad polami i łąkami. Żadne zdjęcie nie odda piękna tego zjawiska. Trzeba po prostu zaparkować na poboczu i podziwiać z otwartą paszczą oraz gęsią skórką na całym ciele.

Zachód słońca i zjawiska nad łąkami Królowego Mostu.

BIAŁYSTOK

Sporym zaskoczeniem może być fakt, że Białystok i Podlasie nie było brane pod uwagę w pierwszych rozważaniach jako miejsce akcji filmu, gdyż początkowo miał to być Śląsk. Jednak pochodząca z Białegostoku Anna Romantowska, była żona reżysera serii, podrzuciła pomysł nie tylko z lokalizacją, ale i aktorami.

Wielu aktorów znanych z trylogii U Pana Boga… występowało w Białostockim Teatrze Lalek. Wśród nich znalazł się Andrzej Beya Zaborski znany z roli komendanta Posterunku Policji w Królowym Moście, w którą wcielił się tak przekonująco, że policjanci zwracali się do niego per panie komendancie. Ukończył białostocki Wydział Lalkarski PWST im. Zelwerowicza w Warszawie w 1978 r., następnie rozpoczął pracę właśnie w Białostockim Teatrze Lalek, w zeszłym roku zorganizowano mu więc wielki benefis z okazji czterdziestolecia pracy na scenie. Przez wiele lat był też wykładowcą na Wydziale Sztuki Lalkarskiej w Białymstoku.

Krzysztof Derma wykreował postać proboszcza. I to jak wykreował! Czy ktoś by uwierzył, że bardziej uważał się za muzyka i kompozytora niż za aktora? – Oj, latałem w sukience, ganiałem za kurą, jajka zbierałem. No co ja mogłem się nauczyć? Pszczoły mam, miód wybieram, to raczej ja ich uczyłem, jak to trzeba robić. A nie rola mnie – wspomina filmowy ksiądz. I chociaż twierdzi, że nigdy nie widział w całości żadnej z części, to ponoć nadal wita się z ludźmi, mówiąc: „Szczęść Boże”.

Nieodżałowany Mieczysław Fiedorow, burmistrz i naczelny poeta Królowego Mostu, miał duszę romantyka. Wena dopadała go w różnych miejscach i o każdej porze. Dbał nie tylko o rymy, ale też o rytm tworzonej poezji. Jego konkurentem był Śliwiak, czyli Ryszard Doliński, również aktor Teatru Lalek. W pierwszej części serii U Pana Boga… wszedł w niepewny interes z pagierami, od bankructwa wyratował go ksiądz proboszcz, który zapoznał grzeszących parafian z elektronicznym gadżetem, używanym w czasie odprawiania pokuty. O żołądek księdza dbała z kolei Ratajowa, czyli Alicja Bach.

Czy nie jest to wymarzona ekipa do stworzenia ponadczasowego dzieła? A wszak to tylko część znakomitych białostockich (i nie tylko) aktorów.

SOKÓŁKA

Sokółka, Cerkiew św. Aleksandra Newskiego, zdj. Boguslaw Bajko, CC BY-SA 3.0 pl

Według lokalnego przekonania mieszkańcy wsi zobowiązani byli niegdyś do hodowli sokołów, stąd nazwa miejscowości. Sokółka zasłynęła nie tylko dzięki serii U Pana Boga…, ale też za sprawą Cudu eucharystycznego, który miał mieć miejsce w kościele św. Antoniego Padewskiego (tym samym, w którym ksiądz Antoni grzmiał z ambony, a Witek prowadził próby chóru).

Parafię w Sokółce ufundował król Zygmunt III w 1592 r., dlatego też polscy królowie byli patronami sokólskiego kościoła. Pierwotny drewniany kościół spłonął w 1796 r. W latach 1840-1848 wybudowano z kamienia i cegły trzynawową świątynię z dwiema wieżami. Cud związany jest (dla jednych z rzekomą, dla innych z rzeczywistą) przemianą hostii we fragment mięśnia sercowego (czy też w coś, co spośród ludzkich tkanek najbardziej ów mięsień przypomina – przynajmniej tak oświadczyło dwóch patomorfologów, którym zlecono badanie). W 2009 r. kościół św. Antoniego został podniesiony do rangi kolegiaty, a w 2017 r. do rangi sanktuarium. W 2011 r. eucharystię wystawiono w relikwiarzu na widok publiczny w nawie.

W latach 1942-1944 na skraju miasta mieścił się obóz pracy, w którym przebywało średnio ok. 150 robotników, byli to Polacy i osoby innych narodowości. Przez obóz przeszło ogółem ok. 3000 więźniów, którzy wykonywali roboty ziemne. Podczas likwidacji obozu część jeńców została rozstrzelana, a część zwolniona. W latach 1943-1944 w ogrodzonej zasiekami starej plebanii w Sokółce mieściło się także komando żołnierzy włoskich, którzy po upadku Mussoliniego stali się jeńcami wojennymi.

Burmistrz Sokółki promuje miejscowość jako otwarte i tolerancyjne miasto – na Pomniku Wielokulturowości upamiętnione zostały katolicyzm, prawosławie, islam, judaizm oraz kultura romska. Przedstawiciele różnych religii zapraszają przy nim do wspólnej modlitwy. W Sokółce mieści się cerkiew św. Aleksandra Newskiego powstała w latach 1850-1853, a w niej – ikonostas z obrazem „Ostatniej wieczerzy” pochodzący z 1905 r. Nieopodal Sokółki znajduje się zabytkowy meczet. W mieście są także dwa cmentarze oraz pomniki (np. Pomnik Józefa Piłsudskiego z tablicą upamiętniającą żołnierzy biorących udział w bitwie nad Niemnem oraz Pomnik upamiętniający Polaków wywiezionych na Sybir i do Kazachstanu). Przyjezdnych zaprasza Muzeum Społeczne Ziemi Sokólskiej, a nad pobliskim zalewem można wypoczywać, spacerować, wędkować, wziąć udział w mistrzostwa w skokach na nartach wodnych czy Międzynarodowych Zawodach Łucznictwa Konnego Tatarów Polskich.

Ciekawostką jest też regionalny koń sokólski, ukształtowany na początku XX w. w wyniku krzyżowania miejscowych klaczy z ogierami zimnokrwistymi ras zachodnich. Konie te mają masywną budowę, grube kości i są silne umięśnione. Ich kończyny porośnięte są długim włosiem, tzw. szczotkami.

SUPRAŚL

W Supraślu człowiek zakochuje się od pierwszego wejrzenia! – Supraśl jest bajecznie położony. Ma niezwykły klimat. Miasto, które udaje Królowy Most, odkrył Jacek [Bromski]. To gotowa scenografia do filmu, tylko kręcić. Jackowi udało się pięknie nakreślić portret wsi na Kresach Wschodnich, gdzie tradycja i dawne wartości stworzyły zabawny melanż z nowym stylem bycia – powiedział w wywiadzie Aleksander Skowroński, odtwórca roli ogniomistrza Ignacego, który sam spędził w Supraślu dobre dziesięć lat.

Z serią U Pana Boga… z Supraślem kojarzą się przede wszystkim drewniane domki przy ul. 3 Maja. W jednym z nich mieszkał komendant z rodziną. Domki Tkaczy pochodzą z początku XIX w. Pomysłodawcą ich ustawienia był Wilhelm Zachert, który przeniósł do Supraśla fabrykę włókienniczą. Następnie nastali kolejni przemysłowcy, m.in. Buccholzowie, z którymi związany jest filmowy Komisariat Policji z Królowego Mostu. Dla tkaczy, którzy zjeżdżali do Supraśla, wybudowano drewniane domy. Miasto szybko zaczęło się rozrastać, stając się ważnym ośrodkiem włókienniczym. W 1944 r. Niemcy zniszczyli większość fabryk, które nie zostały odbudowane. Po tkaczach zostało kilkanaście domów, są remontowane i stanowią przepiękny akcent historyczny w mieście.

Stojący obok domu komendanta Dom Tkacza pod numerem 16, w 2014 r. dostał wyróżnienie w konkursie na najlepiej zachowany zabytek budownictwa drewnianego w województwie podlaskim. Z kolei niemal naprzeciwko obu wspomnianych budynków stoi dom serialowego wójta gminy Majaki z serialu Blondynka.

Dom Tkacza, ul. 3 Maja w Supraślu.
Tabliczka pamiątkowa serialowego wójta.

Ale Supraśl ma do zaoferowania o wiele więcej – znajdą tu coś dla siebie przyjezdni, którzy chcą wypocząć, w 2001 r. miasto uzyskało bowiem status uzdrowiska (jest tu Park Krajobrazowy Puszczy Knyszyńskiej z Białym Domkiem, ścieżki edukacyjne oraz szlaki rowerowe i nordic walking). Dzięki złożom borowiny Supraśl ma nie tylko klimat, ale i… mikroklimat. Miło czas spędzą tutaj także przyjezdni, dla których ważne jest poznawanie historii podczas podróży. W Supraślu znajdziemy m.in.: Muzeum Ikon oraz Muzeum Sztuki Drukarskiej i Papiernictwa, Monaster Zwiastowania Najświętszej Marii Panny (Międzynarodowy Festiwal Dzwonów Cerkiewnych), Kościół św. Trójcy, Dom Ludowy czy Teatr Wierszalin.

Cudownie jest przespacerować się brukowanymi uliczkami, poczuć klimat Podlasia, skosztować tutejszej kuchni (słynna kiszka i babka ziemniaczana!) czy odwiedzić Świętą Sosnę. Oby każdy uczeń szkoły plastycznej miał możliwość nauki w tak pięknym miejscu, jak Pałac Buchholtzów, siedzibie Liceum Plastycznego im. Artura Grottgera. Melancholijna atmosfera, sosnowe aromaty, historyczny duch i urocza architektura sprzyjają wypoczynkowi.

TYKOCIN

Rynek z pomnikiem Stefana Czarnieckiego, widok na Kościół św. Trójcy w Tykocinie.
Odbudowany Zamek w Tykocinie, zdj. Krzysztof Kundzicz, CC BY-SA 3.0

Malownicze miasteczko nad Narwią o nieprzeciętnych walorach historyczno-wypoczynkowych. Trapezowy rynek z pomnikiem Stefana Czarnieckiego zachęca do przechadzki i bliższemu przyjrzeniu się architekturze okolicznych budynków. W Tykocinie znajduje się ponad sto obiektów zabytkowych. Najstarszym budynkiem Tykocina jest alumnat wojskowy. Pełnił rolę przytułku dla weteranów wojennych od pierwszej połowy XVII wieku do 1914 r. Kościół św. Trójcy, wzniesiony z fundacji hetmana Jana Klemensa Branickiego, szczyci się barokowym wystrojem. Swego rodzaju fenomenem jest też odbudowany zamek, który spotkał dramatyczny wręcz los, tj. potop szwedzki, oblężenia, wielokrotne przebudowy, pożar, powódź, wysadzenie twierdzy w powietrze (opisane przez Henryka Sienkiewicza w Potopie), dewastację i rozbiórkę zleconą przez Klemensa Branickiego (cegły użyto m.in. do budowy kościoła i remontu dróg). Po II wojnie światowej odsłonięto zachowane fundamenty, w latach 60. podjęto próby odbudowy zamku, która doszła do skutku dopiero na początku XXI w. Na terenie odbudowanego zamku odbywa się rekonstrukcja walk z czasów potopu szwedzkiego. Na zamku tym August II Mocny ustanowił Order Orła Białego. Na uwagę zasługują też Duża i Mała Synagoga, Dom Talmudyczny, Pomnik Orła Białego czy pozostawiony przez Holendrów wiatrak.

JANÓW

Miejscowość Janów rozsławiła w latach 90. zeszłego stulecia najsłynniejsza w kraju dyskoteka, Panderoza, w której królowała muzyka disco polo.

Gmina Janów jest jednak znana przede wszystkim ze Szlaku Rękodzieła Ludowego Podlasia, a w szczególności z tkactwa dwuosnowego. W 1986 r. w Janowie powstała Izba Tkactwa Dwuosnowowego, gdzie prezentowane są wystawy tkanin, prowadzone są pokazy tkania z udziałem zręcznych tkaczek z Gminy Janów, a każe warsztaty oraz lekcje historyczne. Od 1993 r. w Janowie organizowany jest konkurs na tkaninę dwuosnowową w celu zachowania tradycji tkackiej i zainteresowania nią młodego pokolenia. Co roku wybierany jest temat przewodni konkursu. W tym roku zdolna podlaska tkaczka, pani Danuta Radulska z Janowa, otrzymała stypendium ministra kultury i dziedzictwa narodowego, dzięki któremu będzie mogła stworzyć kolekcję ośmiu tkanin dwuosnowowych. Cześć z nich ma powstać z przędzy farbowanej dawnymi metodami, wykorzystującymi barwniki naturalne pochodzące z lokalnych roślin.

W Janowie zwiedzać można Kościół św. Jerzego, są też dwa cmentarze: rzymskokatolicki z kaplicą cmentarną z 1904 r. oraz żydowski z XIX w., który wpisany jest do rejestru zabytków.

STARA KAMIONKA I WIERZCHLESIE

Dla wielbicieli serii U Pana Boga… Stara Kamionka to przede wszystkim kapliczka, przy której komendant odprawiał telefoniczną pokutę, w Wierzchlesiu natomiast zobaczyć można urokliwe drewniane płoty, wśród których parafianie zwierzali się księdzu Antoniemu ze swoich sercowych rozterek. Warto tu przyjechać także ze względu na przepiękne, sielskie widoki, jakich nie zabraknie wielbicielom trylogii, którzy będą przemierzać Podlasie śladami filmowych zakątków.

DROGA W KRÓLOWYM MOŚCIE

Trzeba przyznać, że twórcy serii U Pana Boga… nie tylko nazwę miejscowości wybrali trafnie, bo droga prowadząca z Białegostoku do Bobrownik też jest wręcz idealnym miejscem na filmowe kadry. W pierwszej części, czyli U Pana Boga za piecem z 1998 r., droga prezentuje się jeszcze dość skromnie – jest to po prostu asfalt między lasami, polami i łąkami. Nie przeszkadzało to jednak „Gruzinowi” i jego bandzie zadzierać na owej drodze ze stróżami prawa.

Kolejne części przyniosły zmiany w budowie drogi i pobocza, znajome są widzom w szczególności znaki poziome na asfalcie, ukazane w scenach z księdzem jadącym na rowerze, który śmiga w sutannie i kapeluszu. Policjanci mają za zadanie „złapać” odpowiedniego kandydata na męża dla córki komendanta, panny z dzieckiem, którą ojciec chce dobrze wydać za maż za przyjezdnego, żeby dziewczyna miała szansę wyrwać się z Królowego Mostu. Łapanka polega więc na podkręceniu radaru, który wskazuje dobre 50 km/h więcej niż w rzeczywistości, dzięki czemu mundurowi mają pretekst do zatrzymania kierowcy i przewiezienia go do aresztu. Tam zajmuje się nim ponętna córka komendanta, donosząc smaczne obiadki – przez żołądek do serca, wiadomo. Żaden kandydat nie przypadł jej jednak do gustu.

Policjanci często mają niefart w łapaniu niesfornych kierowców, ponieważ natrafiają a to na księdza, któremu muszą się tłumaczyć z podrasowanego radaru; a to na przestraszonego Staśka, który zjechał z Ameryki wraz ze swoim kabrioletem i udaje, że nie rozumie języka polskiego; a to zatrzymany zostaje pijany w sztok Józef Czapla vel Jerzy Bocian pseudonim „Żuraw”, który po kuriozalnej wymianie zdań odjeżdża bez oglądania się na mundurowych; a to we znaki daje się policjantom mafia „Gruzina”, czy też wreszcie koleżanka po fachu, starszy inspektor Marina Chmiel, rekwiruje podejrzany sprzęt do kontroli. W tej roli znakomita Agnieszka Kotlarska. W 2015 r. fani serii ze smutkiem przyjęli wiadomość, że aktorce nie udało się wygrać z chorobą nowotworową. Jej rola będzie z pewnością długo pamiętana.

U Pana Boga...
Pościg policjantów za mafią „Gruzina”.
U Pana Boga za piecem.
U Pana Boga...
„Gruzin” powraca do Królowego Mostu.
U Pana Boga za miedzą.
U Pana Boga...
Ksiądz Antoni śmiga wg podrasowanego radaru 75 km/h. U Pana Boga w ogródku.
U Pana Boga...
Przestraszony Stasiek udaje, że zapomniał języka w gębie. U Pana Boga w ogródku.

W każdej z tych scen widzowie maja przyjemność podziwiać piękno podlaskich lasów i łąk. Jako ciekawostkę można dodać, że znak z przekreśloną nazwą miejscowości musiał być, zdaje się, przeniesiony z drugiej strony drogi i odwrócony, jeżeli brać pod uwagę zakręt, zza którego wyjeżdża samochód „Gruzina”, znak widoczny poniżej, to bowiem ten sam znak, który prezentowaliśmy w części o Królowym Moście.

Do osady zajechaliśmy po deszczu, więc zdjęcia są, jakie są, a że mieliśmy napięty grafik, którego musieliśmy się trzymać, aby ze wszystkim zdążyć, uznaliśmy, że zdjęcia są mimo wszystko wystarczająco dobre, bo to, co najważniejsze, mamy na filmie oraz – jako prawdziwi wielbiciele serii U Pana Boga… – w sercu. Niemniej cudownie było odwiedzić niby znajome, ale jednak nowe miejsca i nacieszyć się chwilą.

Zza zakrętu wyjedzie zaraz ksiądz na rowerze, pijany Bocian czy mafia „Gruzina”?
Ach, ten znajomy kadr w Królowym Moście…

KOŚCIÓŁ

Kościół, w którym ks. Antoni odprawia nabożeństwa, a organista Witek prowadzi próby chóru, znajduje się w Sokółce. Jest to wspomniana wcześniej Kolegiata św. Antoniego i Sanktuarium Cudu Eucharystycznego.

W kościele tym proboszcz wygłaszał życiowe mądrości, spowiadał wiernych, głuchy kościelny Józuś bił w dzwony, które zafałszowały, zwiastując nadchodzące nieszczęście w postaci powrotu „Gruzina” i jego mafii. Tutaj też Marusia, przyszła żona syna organisty, śpiewała „Ave Maria” na ślubie córki burmistrza Królowego Mostu ze Sławkiem (w rzeczywistości śpiewała Éva Nyakas). Tutaj miały miejsce także inne śluby mieszkańców Królowego mostu. Szalenie wdzięczne są też sceny rozmów i rozważań na zakrystii.

Kolegiata św. Antoniego i Sanktuarium Cudu Eucharystycznego w Sokółce.
U Pana Boga...
Kadr z filmu U Pana Boga w ogródku – Zima.
U Pana Boga...
Kadr z filmu U Pana Boga w ogródku.
U Pana Boga...
Dzwonami opiekował się kościelny Józuś.
U Pana Boga w ogródku.
U Pana Boga...
Skrzypek Ivan ćwiczy na schodach przed wejściem do kościoła.
U Pana Boga w ogródku.
U Pana Boga...
Ksiądz Antoni podczas jednego z kazań.
U Pana Boga za miedzą.
U Pana Boga...
Rzeźbione konfesjonały i dekoracyjne podpory przy wejściu. U Pana Boga w ogródku.
U Pana Boga...
Organista Witek prowadzący próbę chóru.
U Pana Boga w ogródku.
Próba odtworzenia kadru filmowego.
Widok zza filmowej plebanii.
Obecnie dzwony posiadają napęd elektroniczny i kuranty, które wygrywają pieśni.
„Skrzypek musi ćwiczyć codziennie jak sportowiec, inaczej diabli wezmą granie”.
U Pana Boga w ogródku.
Ambona zakupiona przez niegdysiejszego proboszcza, ks. Anzelma Noniewicza.
Dębowe konfesjonały pojawiły się za kadencji ks. dziekana Tadeusza Kalinowskiego.
Żona organisty, Marusia, była bardzo zazdrosna o panie, które śpiewały w chórze.
Kościół w Sokółce, widok od strony drogi z drzewami.

DROGA MIĘDZY DRZEWAMI

Przepiękna droga między drzewami, po której proboszcz jeździł na rowerze, znajduje się na tyłach kościoła w Sokółce i prowadzi na cmentarz.

Kadrowanie drogi w filmie jest zupełnie inne niż w rzeczywistości. W serii U Pana Boga… drzewa są praktycznie niemal za bramą, jednak de facto oddalone są od niej o dobrych kilka metrów. Między bramą a drzewami ustawiony jest obecnie nieduży budynek z kwiatami, zniczami i dewocjonaliami.

Ze wszystkich miejsc, które mieliśmy zobaczyć podczas wyprawy śladami trylogii, właśnie to ukochałam bodaj najbardziej i mocno wyczekiwałam tego momentu. Mimo że nasz aparat uchwycił nieco inny kadr, i tak miałam ciarki na całym ciele, drzewa i droga są bowiem bajeczne.

U Pana Boga...
Proboszcz na rowerze w początkowej scenie filmu U Pana Boga za piecem.
U Pana Boga...
Ksiądz Antoni w scenie z filmu U Pana Boga w ogródku.
Droga między drzewami w Sokółce
Gdy stanie się w odpowiednim miejscu, można się poczuć jak na planie filmowym.
Brama za kościołem w Sokółce
Drzewa nieco się oddaliły, a bramę nadszarpnął ząb czasu, ale widok i tak zapiera dech.
Sokółka
Budynek kwiaciarni przy drodze między drzewami za kościołem w Sokółce.
Sokółka
Boczna droga za kościołem w Sokółce prowadząca na cmentarz.

CERKIEW

Czytaliśmy już wielokrotnie o tym, że dużym zaskoczeniem jest dla przyjezdnych fakt, że z drogi miejscu niedaleko znaku cerkiew nie jest aż tak widoczna, jak pokazane jest to w filmie – obecnie świątynia w dużej mierze zasłonięta jest drzewami, które z czasem zapewne zasłonią ją jeszcze bardziej. Trzeba przyznać, że w filmie kadr suszących na drodze policjantów na tle majestatycznej cerkwi został rzeczywiście ładnie zakomponowany. Aby obejrzeć budynek, trzeba przejechać do zakrętu drogą, którą jeździł ks. Antoni i skręcić w prawo – po chwili mamy cerkiew w całej okazałości.

W książce „Stare jest piękne. Architektura Białostocczyzny w rysunkach Władysława Pietruka” wydanej w 1992 r. cerkiew w Królowym Moście musiała być jednak widoczna z drogi, co ukazuje poniższy rysunek.

Rycina pochodzi z książki „Stare jest piękne. Architektura Białostocczyzny w rysunkach Władysława Pietruka”, Wydawnictwo Totus, Białystok 1992, s. 94.

Wprawne oko wychwyci jednak, że niektóre sceny związane i z kościołem, i z cerkwią, nie były kręcone tylko w Cerkwi Św. Anny w Królowym Moście i w Kościele św. Antoniego Padewskiego w Sokółce, ale także w innych miejscowościach, np. w Tykocinie i Supraślu. Zauważyć to można głównie po różnicach architektonicznych. Są to np. sceny, gdy widać niewielki fragment kościoła lub cerkwi, typu ogrodzenie lub wieże uchwycone w kadrze z daleka, np. rozmowa proboszcza z popem Wasylem (i zdaje się popadią), poezje spisywane przez burmistrza po harcach z ponętną sekretarką na łące, skok ogniomistrza z wysokiego komina czy też walka Bociana z „Gruzinem” – we wszystkich tych scenach gdzieś w tle pojawiały się różne kościoły i cerkwie.

U Pana Boga...
Policjanci suszą na drodze w Królowym Moście.
U Pana Boga w ogródku.
W 2019 r. Cerkiew św. Anny w Królowym Moście jest praktycznie niewidoczna zza drzew.
Cerkiew św. Anny w Królowym Moście, 2019 r.
Cerkiew św. Anny w Królowym Moście wybudowano w latach 1913-1939. Budynek wpisany jest do rejestru zabytków.

PLEBANIA

Tuż obok kościoła w Sokółce stoi przepiękny, drewniany dom, który w serii U Pana Boga… „robił” za plebanię, a w rzeczywistości jest to Biblioteka Parafialna. Na tabliczce widnieje informacja, iż jest czynna jedynie w niedzielę.

Trzeba przyznać, że budynek z uroczymi, zielonymi okiennicami prezentuje się obecnie bodaj lepiej niż w filmie, jednak reżyser również zadbał o szczegóły – zakonnice na tandemie i kogut dumnie stojący na schodach zaiste zacnie się prezentują.

U Pana Boga...
Zakonnice jeżdżące w tandemie na rowerze często upominały się o ziołowe nalewki.
U Pana Boga w ogródku.
Biblioteka Parafialna tuż przy Kościele św. Antoniego Padewskiego w Sokółce.
Okiennice i drzwi robią całą robotę.
Biblioteka Parafialna przy kościele w Sokółce.
Biblioteka Parafialna przy kościele w Sokółce.

ZABUDOWANIA GOSPODARCZE

Niedaleko kościoła i plebanii mieści się także budynek, który w serii U Pana Boga… odgrywał pomieszczenia gospodarcze, jednak w porównaniu z kadrem z filmu nagranego w 1998 r., czyli z pierwszej części trylogii, widać znaczne zmiany konstrukcyjne.

Najprzyjemniejsze dla oka sielskie sceny ukazują proboszcza biegającego boso za kurą, która chowa zniesione jaja, a także fragmenty, gdy wraz z komendantem raczą się przysmakami przygotowanymi przez Ratajową, gospodynię księdza Antoniego.

U Pana Boga...
Zabudowania gospodarcze przy kościele.
U Pana Boga za piecem.
U Pana Boga...
Marusia opowiada księdzu o swoich rozterkach małżeńskich. U Pana Boga w ogródku.
Budynek po przebudowie, stan na 2019 r. Mieści się tu Dom Pogrzebowy oraz… szalet.
Czyżby drzewo i studnia były w filmie jedynie sprytnie dosztukowane w kadrze?

W rzeczywistości budynek ten jest… Domem Pogrzebowym. Co ciekawe, prawa część przeznaczona została na stworzenie szaletu miejskiego, co w obliczu liczby pielgrzymów przybywających zobaczyć na własne oczy Cud w Sokółce, jest w pełni zrozumiałe.

Na próżno jednak szukać studni, która widoczna była w scenie przechadzki księdza z Marusią.

Dom Pogrzebowy przy kościele w Sokółce
W bocznej części budynku mieści się szalet miejski.

KOMISARIAT POLICJI

Komisariat Policji w Królowym Moście to w rzeczywistości obecne siedziba Centrum Kultury i Rekreacji w Supraślu, a niegdyś Dom Kleina. Na tablicy informacyjnej czytamy: Obiekt wzniesiony w końcu XIX w. Początkowo było to miejsce pracy administratora Fabryki Buchholtzów. W okresie późniejszym Adela Buchholtz podarowała budynek społeczności ewangelickiej i pełnił funkcję domu parafialnego filii Białostockiej Parafii Ewangelicko-Augsburskiej w Supraślu. Po II wojnie światowej w budynku urządzono przedszkole i pocztę. Przedszkole funkcjonowało do lat 90. XX w., a poczta do 2001 r. W roku 2007 dzięki wparciu Unii Europejskiej obiekt został w całości wyremontowany. Aktualnie w ramach Centrum Kultury i Rekreacji w Supraślu tzw. „Stara Poczta” pełni funkcję muzealno-wystawienniczą oraz jest miejscem spotkań supraskich stowarzyszeń i szerokich działań kulturalnych.

Komisariat trzyma twarda ręką komendant Henryk, który nie pozwala używać nowego radiowozu, a laptop trzyma w sejfie, bo i tak żaden z policjantów nie potrafi z niego korzystać. Dopiero inspektor Marina wprowadziła mundurowych z Królowego Mostu w XXI w., przeprowadzając szkolenie komputerowe. Oblicze komisariatu odmienił przyjazd nieporadnego Mariana Cielęckiego, który na świadectwie miał niemal od góry do dołu dostateczny minus, więc przełożeni wysłali go w miejsce, gdzie wrony zawracają, żeby być pewnym, że Cielęcki nie nawali. Ale gdy przyszło co do czego, z pozoru ciapowaty policjant w porę odkrył spisek skorumpowanych mundurowych z nadinspektorem na czele, ratując świadka koronnego i zdobywając przy okazji serce Luśki. Śmiało można powiedzieć, że dzięki swej bohaterskiej postawie Marian wygrał casting na zięcia komendanta.

U Pana Boga...
Marian Cielęcki przybywa do Królowego Mostu.
U Pana Boga w ogródku.
U Pana Boga...
Wolne chwile komendanta zawsze przerywało nadejście brzemiennej w skutkach wieści.
U Pana Boga w ogródku.
Centrum Kultury i Rekreacji w Supraślu
W 2019 r. Marian Cielęcki podjechał pod komisariat nowszym modelem samochodu.
Centrum Kultury i Rekreacji w Supraślu
W ogródku za Centrum Kultury stoi studnia, jednak inna niż ta koło pomieszczeń gospodarczych przy kościele.
Centrum Kultury i Rekreacji w Supraślu
W Centrum Kultury i Rekreacji w Supraślu mieści się Restauracja „Tatarynka”.
Centrum Kultury i Rekreacji w Supraślu
Studnia w ogródku na tyłach Centrum Kultury i Rekreacji w Supraślu.

DOM KOMENDANTA

Przy urokliwej, brukowanej ul. 3 Maja w Supraślu w Domu Tkacza pod numerem 20 mieścił się dom komendanta z Królowego Mostu. W części U Pana Boga w ogródku w domu tym mieszkał także ojciec komendanta, emerytowany ogniomistrz Ignacy. Po ślubie Luśki i Mariana posterunkowy zamieszkał razem z teściami, żoną i jej dzieckiem.

Jak widać przy porównaniu kadrów filmowych z tegorocznymi zdjęciami, budynek został wyremontowany, a charakterystyczna, gięta balustrada nadal się wyróżnia. W okolicach tego właśnie domu kręcono sceny, gdy teść i zięć, czyli dwaj policjanci z Komisariatu w Królowym Moście, kroczyli ramię w ramię po sielskim (i symetrycznym) śniadaniu przygotowanym przez żony.

U Pana Boga...
Komendant i posterunkowy Marian po obfitym śniadaniu zwarci i gotowi do pracy.
U Pana Boga za miedzą.
U Pana Boga...
Marian próbujący zdobyć serce Luśki.
U Pana Boga w ogródku.
U Pana Boga...
Żona komendanta jak zwykle ma pretensje do męża. U Pana Boga w ogródku.
Odrestaurowany Dom Tkacza, czyli filmowy dom komendanta Królowego Mostu mieszczący się
przy ul. 3 Maja w Supraślu.
Przeuroczy deptak brukowanej ul. 3 Maja w Supraślu z barierką w domu komendanta.
Za tą barierką grzmiała na męża żona komendanta w serii U Pana Boga
Dom komendanta z Królowego Mostu – ul. 3 Maja 20 w Supraślu.

BRUKOWANA ULICA

Zarówno ulica 3 Maja, jak i ul. Kościelna w Supraślu posłużyły jako tło do nakręcenia wielu sympatycznych scen. Po bruku ulicy Kościelnej ksiądz Antoni jeździł rowerem, a grupa młodych ludzi wykrzykiwała podczas biegu: „Kto ty jesteś? Polak mały!” To tutaj będący pod wpływem Bocian jeździł zygzakiem i zaczepiał córkę komendanta. Na tej też ulicy ogniomistrz Ignacy nawtykał księdzu Antoniemu.

Na końcu ulicy Kościelnej, a właściwie już na ulicy prostopadłej, stoi dom z lukarnami znany z wielu kadrów. Kamera jest tak ustawiona, żeby jak najbardziej podkreślić spadek terenu, dzięki czemu możliwe było uzyskanie miłego dla oka kadru. W filmach widzimy więc spacerującego ogniomistrza, ojca komendanta, maszerujących policjantów z teczkami oraz Luśkę paradującą po kocich łbach w szpilkach i podkreślających jej wdzięczne kształty sukienkach. Córka komendanta zazwyczaj niesie ze sobą trojaki, zmierza bowiem na komisariat, aby zanieść obiadek kandydatowi na męża. Wśród absztyfikantów z łapanki trafił się np. gieodeta, ale dopiero Marian, który dostarczył Luśce wrażeń rodem z filmu kryminalnego, zdołał wzbudzić zainteresowanie blond piękności. W rzeczywistości spadek terenu nie jest w tym miejscu aż tak ostry, więc aby uzyskać kadr choć trochę zbliżony do filmowego, musieliśmy ustawić aparat w znacznej odległości.

U Pana Boga...
Komendant Henryk i jego zięć Marian w scenie U Pana Boga za miedzą.
U Pana Boga...
Luśka, córka komendanta, niesie obiadek dla gieodety (który tak naprawdę przygotowała jej matka). U Pana Boga w ogródku.
U Pana Boga...
Ksiądz Antoni na przejażdżce rowerowej po brukowanej ulicy. U Pana Boga w ogródku.
U Pana Boga...
Emerytowany ogniomistrz Ignacy, ojciec komendanta, planuje kolejną wspinaczkę na komin. U Pana Boga w ogródku.
Przeuroczy domek z lukarnami, widoczny podczas spacerów ul. Kościelną – ul. Nowa 7 w Supraślu.
Ulica Kościelna w Supraślu, po której spacerowali bohaterowie serii U Pana Boga…
Ulica Kościelna w Supraślu, próba uchwycenia kadru ze spacerowiczami.

ŁAWECZKA

Scena z ławeczką nie jest może jakoś wielce istotna, raczej ma być takim sympatycznym dodatkiem, ale jako najwięksi fani „Rancza” – którzy mieli przyjemność poznać reżysera Wojciecha Adamczyka i brać doroczny ślub na ławeczce w Wilkowyjach podczas wycieczki śladami serialu – nie mogliśmy nie zauważyć ławeczkowego akcentu.

Scenę z ławeczką nakręcono na ul. 3 Maja w Supraślu, niedaleko domu komendanta. Ławeczka została ustawiona w tym miejscu prawdopodobnie na potrzeby sceny, podczas tegorocznych odwiedzin jej tam nie zastaliśmy, ale napis jest nadal w miarę widoczny, mimo że od kręcenia filmu i serialu U Pana Boga w ogródku minęło już dobre dwanaście lat.

Napis powstał na cześć Młodzieżowego Klubu Sportowego Rominta Gołdap. Jest to klub piłkarski z siedzibą w Gołdapi, założony w 1948 r. W zeszłym roku obchodził więc siedemdziesięciolecie – pogratulować! Klub występuje w IV lidze w grupie warmińsko-mazurskiej, ale występowali też w III lidze. Zespół jest zdobywcą Wojewódzkiego Pucharu Polski w sezonie 2015/2016 oraz zajął 1 miejsce w turnieju halowym o Puchar Prezesa PZPN w Węgorzewie. Do 1975 r. klub grał pod nazwą Cresovia Gołdap.

U Pana Boga...
Sympatyczna scena z panami raczącymi się winkiem na ławeczce. U Pana Boga w ogródku.
Napis na budynku przy ul. 3 Maja 16 w Supraślu – trzyma się dzielnie mimo upływu lat.
Rominta Gołdap – napis na jednym z Domów Tkaczy przy ul. 3 Maja 16 w Supraślu.

KOMIN OGNIOMISTRZA

Skok ogniomistrza Ignacego, ojca komendanta w Królowym Moście, to jedna z bardziej rozpoznawalnych i lubianych scen serii U Pana Boga Wieża ta (czy też raczej komin) znajduje się w Supraślu. Emerytowany strażak wielokrotnie wymykał się z domu, żeby wspiąć się na ów wysoki komin, co dodatkowo sygnalizował ręczną syreną, która wyła wniebogłosy. Ściągnąć go stamtąd dawała radę jedynie Halinka Struzikowa, która godziła się wyjść zza kontuaru i zaciągnąć starszego pana do podnośnika strażackiego, pozwalając mu na podziwianie swojego głębokiego dekoltu. Pan Ignacy, wpatrzony z zachwytem w obfity biust bufetowej z gospody Zapiecek, był bezpiecznie transportowany na parter, a po drodze zapewniał zakłopotaną Halinkę, że już on by jej pokazał, na co go stać, gdyby tylko był pięć lat młodszy…

Przeznakomity Aleksander Skowroński, odtwórca roli ogniomistrza Ignacego, stworzył postać poczciwego, a przy tym zabawnie rubasznego erotomana. Ponoć, gdy wspiął się na bufet, żeby znaleźć się bliżej dekoltu kelnerki, ekipa za kamerami turlała się ze śmiechu.

Jednak któregoś razu Halinka nie zdążyła i ogniomistrz skoczył z komina. W wywiadach wyczytać można, że skok ten wykonał nie kaskader czy dubler, a osobiście sam Skowroński w wieku siedemdziesięciu trzech lat! Skoczył na poduszkę powietrzną, co wymagało niesamowitej odwagi i hartu ducha, czego serdecznie gratulujemy (i przy okazji szczerze zazdrościmy!) Okazuje się, że na wyczyn, który można wspominać do końca życia, nigdy nie jest za późno. Co prawda w montażu widać również skok kaskaderski, ale są też fragmenty ze skoku pana Aleksandra.

Co ciekawe, początkowo dla Aleksandra Skowrońskiego przewidziana była zupełnie inna rola – piekarza rozwożącego chleb. Jednak reżyser Jacek Bromski w części U Pana Boga w ogródku stworzył postać uszytą specjalnie dla pana Aleksandra i, jak się okazało, było warto! I zupełnie też niepotrzebnie reżyser uśmiercił ogniomistrza (czego ponoć żałował), który nie brał już udziału w kontynuacji, czyli U Pana Boga za miedzą. W pierwszej części – U Pana Boga za piecem – też się nie pojawił, gdyż akurat w tym okresie występował z Teatrem Wierszalin na festiwalu w Edynburgu. Teatr ten pochodzi z Supraśla i to zaiste ogromny niefart, że aktor, który przez dobrą dekadę mieszkał w miejscowości, w której między innymi kręcona była trylogia, nie mógł w niej zagrać z powodu wyjazdu. Chodziły słuchy, że miała powstać czwarta część serii, w której Aleksander Skowroński zagrałby brata bliźniaka ogniomistrza, który powraca z Syberii. To dopiero byłaby gratka!

W scenie skoku ogniomistrza w tle widać wieże Monasteru Zwiastowania Przenajświętszej Bogurodzicy w Supraślu.

U Pana Boga...
Wieża (komin), z której skakał ogniomistrz Ignacy. U Pana Boga w ogródku.
U Pana Boga...
Emerytowany strażak zafascynowany dekoltem Halinki Struzikowej. U Pana Boga w ogródku.
U Pana Boga...
Ojciec komendanta zapewnia, że nie chce zejść, nie chce zimna, nie chce zimy i nie chce schodami. U Pana Boga w ogródku.
W 2019 r. komin przy Centrum Edukacji w Supraślu nadal nieźle się trzyma.
U Pana Boga...
Słynny skok ojca komendanta z komina.
U Pana Boga w ogródku.
U Pana Boga...
Ekipa strażacka gotowa przechwycić ogniomistrza, gdyby zdecydował się na skok. Zdecydował się. U Pana Boga w ogródku.

GOSPODA ZAPIECEK

Wizyta w tym miejscu, to prawdziwe spotkanie z historią! Filmowa Gospoda Zapiecek, to w rzeczywistości Alumnat w urokliwym Tykocinie, w którym mieści się restauracja. Oferowana jest tu kuchnia kresowa, a także udostępniane są miejsca noclegowe, sala konferencyjna i ogródek nad brzegiem Narwi. Na stronie restauracji czytamy, iż parterowy budynek na planie czworoboku z wewnętrznym dziedzińcem ufundowany został w latach 1633-1654 przez starostę tykocińskiego Krzysztofa Wiesiołowskiego jako dom weterana wojennego dla „inwalidów wojennych ojczyźnie zasłużonych katolików, szlachetnie urodzonych, skaleczonych w bitwie za Rzeczpospolitą albo wiekiem steranych”. Jest to jedyny tego typu obiekt zachowany w Polsce do dzisiejszych czasów, jeden ze starszych w Europie.

W gospodzie dużo się działo. Urządzony tu został jubileusz księdza Antoniego (na który proboszcz początkowo nie miał zamiaru się stawić). Zainspirowany przez proboszcza Bocian padł tutaj na kolana przed bufetową Halinką w nadziei, że ta przytuli jego głowę do swej piersi. Mafia „Gruzina”, zawezwana na powrót przez Śliwiaka, który czuł, że musi jakoś wspomóc siły w kandydowaniu na burmistrza Królowego Mostu, robiła w lokalu raban, ostrzeliwała szyld z nazwą i wymuszała haracz.

Struzikowa (a w części U Pana Boga za miedzą – Bocianowa) wynajmowała też pokoje przyjezdnym – Marianowi, jego matce i inspektor Marinie, która uratowała Staśka napadniętego przez chuliganów.

Tuż przy wejściu wisi pamiątkowy plakat z serii U Pana Boga, informujący, że restauracja była miejscem akcji filmów Jacka Bromskiego. Jeżeli dobrze się przyjrzeć kadrom z filmu, widać nawet ślad po tabliczce z nazwą ul. Poświętna, zdjętej zapewne na potrzeby realizacji scen przy gospodzie.

Zabytkowy Alumnat na rynku w Tykocinie.
Pamiątkowy plakat informujący o tym, że było to miejsce akcji filmów z serii U Pana Boga
U Pana Boga...
Bocian zastawiający wyjazd burmistrzowi.
U Pana Boga w ogródku.
U Pana Boga...
Komendant przywozi Mariana do Gospody Zapiecek. Wiekowy polonez nadal na chodzie.
U Pana Boga w ogródku.
U Pana Boga...
Marian prowadzi matkę do Gospody Struzikowej.
U Pana Boga w ogródku.
U Pana Boga...
Bocian postanowił wreszcie rozprawić się z mafią „Gruzina”. U Pana Boga za miedzą.
U Pana Boga...
Bocian mija w wejściu Gospody Zapiecek burmistrza i jego zięcia (jednocześnie kierowcę).
U Pana Boga w ogródku.
Komendant i burmistrz czekający na przyjazd biskupa. U Pana Boga za miedzą.
Jak widać, budynek znacznie się wydłużył w stosunku do Gospody Zapiecek.
Magia kina, magia ekranu.
A w Gospodzie czas jakby się zatrzymał… Tylko dom z kadru się oddalił.
Odnieśliśmy wrażenie, że od czasu kręcenia filmu, zmieniły się jedynie zazdrostki w oknach.
Napis „Restauracja” zakrył w filmie szyld Gospody Zapiecek. Poza tym niewiele się zmieniło – wszak to obiekt zabytkowy.

POJEDYNEK Z GRUZINEM

Początkowo Bocian w części U Pana Boga za miedzą poddał się samowolce mafii „Gruzina”, jednak w końcu podjął decyzję, że musi chronić swoją żonę, ich gospodę oraz mieszkańców miasta. Banda poczynała sobie coraz śmielej, za nic mając nawet, nazwijmy to, sugestie Śliwiaka, który nieopatrznie sprowadził „Gruzina” i jego szajkę do Królowego Mostu po tym, jak zostali wygnani przez komendanta dziesięć lat wcześniej. Bocian prosił księdza, żeby zwolnił go z przysięgi i był tak zdeterminowany do walki, że postanowił sięgnąć po broń nawet wtedy, gdyby proboszcz nie wykazał zrozumienia. Ksiądz Antoni wyrzuty sumienia wziął jednak na siebie.

Scena walki z „Gruzinem” to istny dziki zachód i pojedynek w samo południe. Na miejsce starcia wybrane zostało skrzyżowanie ulic Złotej i Piłsudskiego w Tykocinie, nieopodal placu z pomnikiem hetmana Czarnieckiego, który ustawiono w 1763 r. W tle za plecami Bociana widoczna jest jedna z wież kościoła św. Trójcy.

U Pana Boga...
Bocian tuż przed starciem z „Gruzinem”.
U Pana Boga za miedzą.
Skrzyżowanie Złotej i Piłsudskiego w Tykocinie, gdzie koziołkował samochód „Gruzina”.

PKS

Plac przed Kościołem św. Trójcy w Tykocinie „zagrał” w scenach, w których Marian Cielęcki kierował ruchem, wydając dyspozycje, czy najpierw ma przejechać traktor z klatką przewożącą świnie, wóz zaprzężony w konia, czy może PKS, w którym przyjechała jego matka na wizytację. PKS Białystok zabrał w siną dal także ponętną sekretarkę burmistrza po tym, jak lokalna gazeta opublikowała artykuł i zdjęcia sugerujące biurowy romans. Żona burmistrza nie wytrzymała podobnego upokorzenia, zlała konkurentkę parasolem i pani Dzidce nie pozostało nic innego, jak wyjazd z Królowego Mostu.

Plac przed Kościołem św. Trójcy w Tykocinie.
Na plac podjechał akurat PKS – czyżby mamusia Mariana na kolejną wizytację?
U Pana Boga...
Marian Cielęcki kieruje ruchem w Królowym Moście. U Pana Boga w ogródku.
U Pana Boga...
Sekretarka Dzidka wyjeżdża z królowego Mostu po tym, jak jej romans z burmistrzem został ujawniony. U Pana Boga za miedzą.
U Pana Boga...
Matka Mariana Cielęckiego przyjeżdża sprawdzić, jak syn sobie radzi w nowym miejscu.
U Pana Boga...
Absolwent Marian przyjeżdża do Królowego Mostu, żeby wspomóc policjantów z komisariatu. Okaże się, że stopnie to nie wszystko.

MOST

Wypadałoby, żeby w Królowym Moście był most – świetnie w tym celu nadał się stalowy most z Tykocina. Miejska legenda głosi, że jest to most wrocławski, który miał trafić do Związku Radzieckiego, jednak tam nie dotarł. Ale czy to prawda? Most nad Narwią jest bardzo charakterystyczny i dzisiaj pewnie nikt nie wyobraża sobie Tykocina ani bez odbudowanego zamku, ani bez mostu pochodzącego z przełomu XIX i XX w. na tle barokowego kościoła.

Na moście mafia „Gruzina” zaczepiała jadącego rowerem księdza. Nieopodal mostu przy drewnianej kładce burmistrz łapał wenę do pisania wierszy, niedaleko też kobiety protestowały przeciwko budowie supermarketu. W ogródku nad Narwią na tyłach Gospody Zapiecek Śliwiak prosił o poparcie księdza w wyborach na burmistrza, a Stasiek spędził romantyczne chwile na ławeczce z Mariną.

Stalowy most w Tykocinie, widok na barokowy Kościół św. Trójcy.
Z obu stron mostu w Tykocinie są przejścia dla pieszych.
U Pana Boga...
Most w Królowym Moście, czyli most w Tykocinie. U Pana Boga w ogródku.
U Pana Boga...
Mafia „Gruzina” wraca do Królowego Mostu.
U Pana Boga za miedzą.
U Pana Boga...
Burmistrz akurat ma wenę, spisuje więc pomysły do kajetu. U Pana Boga za miedzą.
U Pana Boga...
Śliwiak prosi proboszcza o poparcie w nadchodzących wyborach na burmistrza.
U Pana Boga w ogródku.
U Pana Boga...
Stasiek z Ameryki na randce z inspektor Mariną.
U Pana Boga za miedzą.
Barierka na moście przy przejściach dla pieszych została wymieniona.
Na moście w Tykocinie spotkaliśmy kulturalnych kierowców i pieszych. „Gruzina” nie było.
Postaliśmy na kładce koło mostu z nadzieją, że nas także ogarnie wena, ale niestety…
Jeśli mielibyśmy wybierać, to obstawiamy kolorystykę i kształt barierek z czasów kręcenia serii
U Pana Boga
Latarnie w ogródku za restauracją w 2019 r. wyglądają nieco inaczej.

PANDEROZA

W pierwszej części, czyli U Pana Boga za piecem, okoliczni mieszkańcy bawili się w klubie przy muzyce disco polo. Ten klub to ni mniej, ni więcej, a słynna Panderoza – pierwsza prywatna dyskoteka, która powstała w Janowie niedaleko Korycina. Nazwę klub wziął od rancza Panderossa z serialu Bonanza. W latach 1991-2001 dyskoteka święciła triumfy popularności. Swoją karierę zaczynało i rozkręcało tu wiele zespołów discopolowych, w tym Boys i Akcent. Na taneczne imprezy zjeżdżała młodzież nie tylko z województwa, ale i z całej Polski.

W 1997 r. Jacek Bromski zgłosił się do Panderozy z propozycją nakręcenia w lokalu kilku scen do jego nowego filmu. Jeden z właścicieli klubu, Leszek Skibicki, wspomina: Na początku zastanawialiśmy się, czy się zgodzić, czy dyskoteka będzie pokazana w dobrym świetle. Ale przeczytaliśmy scenariusz i się zgodziliśmy. Zdjęcia do filmu trwały cztery dni, choć muszę przyznać, że ten obraz nie do końca oddawał klimat imprez, jakie się tu odbywały, był nieco przerysowany. Mimo wszystko udział w tej produkcji to była dobra decyzja. I tak oto legendarna Panderoza uwieczniona została także na wielkim ekranie. W 2017 r., z okazji dwudziestopięciolecia klubu, odbyła się impreza z udziałem gwiazd discopolo. Obecnie mieści się tu tłocznia owoców.

Do Panderozy zabrał Marusię Witek, w tle widzowie słyszeli piosenkę podlaskiego zespołu Hit pt. „Plaża” – Ach, jak miło być nudystą/Zrzucić wreszcie z siebie wszystko! Witek załatwił u właściciela klubu, Śliwiaka, pagiery dla proboszcza, a Marusia spotkała się ze znajomą, którą przyjechała do Królowego Mostu. Okazało się, że dziewczyna wie coś na temat „Gruzina”, więc komendant „przesłuchał” ją na tę okoliczność w biurze Śliwiaka. Zaskoczył ich jednak mafiozo, który zmusił komendanta do podpisania sfałszowanych zeznań świadka świadczących o jego niewinności. Odważna Marusia ponownie udała się do klubu, gdzie zażądała od „Gruzina” zwrotu skradzionych dolarów, a komendant postrzelił szefa mafii i przegonił go z miasta. Księdzu jednak nie podobał się fakt, że policjant mógł zabić człowieka – mundurowy w ramach pokuty musiał więc leżeć krzyżem w kościele.

Panderozę postanowił wykorzystać Stasiek w trakcie kampanii Śliwiaka o fotel burmistrza – wzorem amerykańskich polityków planował zorganizować w lokalu wielką imprezę, żeby łatwiej sprzedać kiełbasę wyborczą. Nie było jednak szansy wprowadzić koncepcji w czyn, ponieważ Panderozę strawił pożar. Zdesperowany Śliwiak wezwał do pomocy mafię „Gruzina”, otwierając tym samym puszkę Pandory.

Szyld Panderozy jest ten sam, został tylko pokryty większą ilością niebieskiego koloru, jednak jest już mocno sfatygowany. Poza tym niewiele się tu zmieniło od czasów kręcenia serii U Pana Boga

Słynny klub Panderoza w Janowie, obecnie tłocznia owoców.
U Pana Boga...
Stasiek postanowił zorganizować w Panderozie imprezę, żeby przekonać wyborców Śliwiaka.
U Pana Boga za miedzą.
Impreza w klubie Panderoza.
U Pana Boga za piecem.
Dach nieco przerdzewiał, ale reszta niewiele się zmieniła. Panderoza powstała w 1992 r. Teraz młodzież bawi się w konkurencyjnym klubie.
W klubie Panderoza zabawa do białego rana.
U Pana Boga za piecem.

TARGOWISKO

Targowisko Miejskie przy ul. Kawaleryjskiej w Białymstoku to największa przestrzeń handlowa w województwie podlaskim – na blisko dziewięćdziesięciu tysiącach metrów kwadratowych znajduje się ponad 2000 miejsc sprzedażowych. Na 2020 r. planowana jest modernizacja, jednak póki co targowisko wygląda nadal jak sprzed lat. Na niektórych stoiskach towar rzecz jasna jest, nazwijmy to, dzisiejszy, ale wiele stoisk z powodzeniem mogłoby zagrać w pierwszej części sagi U Pana Boga… Nie ma w tym absolutnie nic złego, wręcz przeciwnie, przechadzka między stoiskami targowiska była niezwykle urokliwa i budziła sentyment. To wspaniale, że takie miejsca nadal istnieją!

Targowisko Miejskie w Białymstoku przy ul. Kawaleryjskiej.
U Pana Boga...
Marusia próbuje znaleźć świadków kradzieży na targowisku. U Pana Boga za piecem.
U Pana Boga...
Marusia nie ustaje w próbach odzyskania skradzionych dolarów. U Pana Boga za piecem.
U Pana Boga...
Witek podwozi Marusię na targowisko.
U Pana Boga za piecem.
U Pana Boga...
Mafia „Gruzina” terroryzuje mieszkańców Królowego Mostu i sprzedawców na targowisku.
U Pana Boga za miedzą.
Na targowisku w Białymstoku napisy przy stoiskach często są dwujęzyczne.
Jola, córka burmistrza, dziś też znalazłaby na targowisku coś na noc poślubną…
Prawdziwy Polak nie przejdzie obojętnie obok Kubota. Sprzedają też skarpety do kompletu.
W dobie ecofriendly i zero waste tego typu wzory są jak najbardziej w modzie, zwłaszcza te zrobione własnoręcznie.

KAPLICZKA

Obok skoku ogniomistrza z wysokiego komina, scena z modlącym się przez telefon komendantem przy kapliczce należy do czołówki moich ulubionych! Ksiądz odsprzedawał rozgrzeszanym parafianom pagiery od Śliwiaka, na które dostawali sygnał z telefonu na plebanii. W ramach pokuty grzesznik zobowiązany był zadzwonić i zmówić modlitwę, która nagrywała się na automatyczną sekretarkę. Odsłuchując telefoniczne dowody pokuty, ksiądz zauważył, że ludzie jak grzeszą, to powolutku, dokładnie, rozsmakowują się w tym grzechu, a jak pokutę odprawiają, to zawsze byle jak i po łebkach. I rzeczywiście – komendant wypowiadał przez telefon komórkowy słowa modlitwy tak szybko, jakby go stado wilków goniło!

Kapliczka, przy której komendant odprawiał pokutę, znajduje się w miejscowości Stara Kamionka nad rzeczką Kamionką. Ustawiona jest przy głównej drodze, od której odchodzi droga polna. Jest to murowana kapliczka z figurą Matki Boskiej.

Ze zdjęć udostępnianych w sieci wynika, że kapliczka dość często przechodzi metamorfozy. Pod koniec lat 90. była w jasnym kolorze, około 2013 r. przemalowano ją na żółto, a obecnie jest biała. Płotek wokół kapliczki też zmieniał kolor: raz był biały, raz zielony, a teraz jest pomalowany czymś w rodzaju drewnochronu. Zmianie uległo też otoczenie kapliczki – na filmie nie widać było krzyża, który znajduje się po lewej stronie figurki, zaś z drugiej strony rozrosła się tuja (lub coś podobnego, nie znamy się na roślinach).

U Pana Boga...
Komendant Królowego Mostu odprawia pokutę przy kapliczce. U Pana Boga za piecem.
U Pana Boga...
Policjant odmawia modlitwę przez telefon, którą następnie odsłuchuje ksiądz na plebanii.
U Pana Boga za piecem.
Murowana kapliczka z figurą Matki Boskiej ustawiona jest przy drodze w Starej Kamionce.
Od czasów pierwszej części serii U Pana Boga… kapliczka, przy której klęczał komendant, nieco się zmieniła.

ŁĄKI Z DREWNIANYMI PŁOTAMI

Sielskość w pełnym wydaniu – pola i łąki ogrodzone drewnianymi płotami… Sceny, w których ksiądz rozmawia z parafianami lub przejeżdża na rowerze na tle tych przepięknych płotów, wywołują w widzach tęsknotę za bliskością do natury, za prostotą, za czymś, co być może bezpowrotnie utracili albo nawet nie wiedzą, że tego szukają.

W tych zjawiskowych okolicznościach przyrody wyjątkowo dobrze rozmawiało się panom na tematy związkowe – i zauroczony Witek, i mocno zakochany Bocian zwierzali się księdzu ze swoich rozterek sercowych podczas przechadzki wśród ogrodzonych łąk. Chyba nawet największemu twardzielowi łezka w oku się zakręciła w końcowej scenie części U Pana Boga za piecem, w której proboszcz mówi: Tutaj jest twój dom, Witek, tutaj jest Twój dom…

A gdyby któryś z panów nie miał pomysłu na to, jak się oświadczyć, sposób ojca księdza jest niezawodny – powie to każda dziewczyna! Ty weź klęknij przed nią. Jak głowę twoją utuli, to będzie znaczyło, że chce, żebyś klęczał przed nią przez całe życie, a jak każde ci wstać – kiepska sprawa. To jedyny sposób, jaki znam. Tak mój ojciec mojej matce oświadczał się. (spoiler: Utuliła!!!)

U Pana Boga...
Witek tłumaczy, że Marusia postawiła warunek: nie chce wyjeżdżać z Królowego Mostu.
U Pana Boga za piecem.
Proboszcz przedstawia Bocianowi idealny patent na oświadczyny. U Pana Boga w ogródku.
U Pana Boga...
Ksiądz śmiga nie tylko po drodze, na której suszą policjanci, ale i po polnych dróżkach.
U Pana Boga w ogródku.
U Pana Boga...
Szczęśliwy Witek aż skacze z radości na myśl o wspólnym życiu z Marusią.
U Pana Boga za piecem.
Wzruszona Struzikowa tuli głowę klęczącego Bociana. U Pana Boga w ogródku.
U Pana Boga...
Bocian rozważa przyjecie propozycji kandydowania na burmistrza.
U Pana Boga za miedzą.

Płoty znane z serii U Pana Boga… znaleźć można jeszcze we wsi Wierzchlesie. Jest to doprawdy przeuroczy teren. Łąki tu są ogrodzone i starymi, i nowymi płotami, ale trzeba otwarcie powiedzieć, że płotów jest coraz mniej. Jeżeli ktoś chce na własne oczy zobaczyć ogrodzone łąki rodem z serii Jacka Bromskiego, to naprawdę musi się pospieszyć. Nadejdzie moment, w którym płotów już nie zostaniemy. Aby zmotywować tych, którzy jeszcze się wahają, niżej pokazujemy zdjęcia ze stanu, w jakim jest spora część płotów. Co wrażliwsi niechaj przewiną tę część z zamkniętymi oczami, ponieważ serce może zaboleć. Mnie zabolało…

AMBONA

Ambona myśliwska była jednym z miejsc, w których wena twórcza dopadała burmistrza Królowego Mostu. Zjeździliśmy wiele wsi, lasów, pól i łąk na Podlasiu w poszukiwaniu ambony podobnej do tej z serii U Pana Boga

U Pana Boga...
Ambona myśliwska na łące w części U Pana Boga w ogródku.
U Pana Boga...
Każde miejsce było dobre dla burmistrza, aby tworzyć poezje. U Pana Boga w ogródku.

W miarę podobną ambonę, lecz w lustrzanym odbiciu, znaleźliśmy we wsi Wierzchlesie przy okazji oględzin łąk ogrodzonych drewnianymi płotami. Ambona stoi na prywatnej posesji, wygląda na zadbaną i już z daleka budzi zachwyt.

Ambona myśliwska w Wierzchlesiu.

Drugą ambonę, która skradła nasze serca, wypatrzyliśmy w Królowym Moście. Znaleźliśmy ją, jadąc leśną drogą po minięciu punktu wspinaczkowego na wieżę widokową na Kopnej Górze. Nagle znaleźliśmy się obok pola ze wszech stron otoczonego lasem, a po środku, tuż obok niewielkiego brzozowego lasku, stała przepiękna ambona. Panowała tam taka cisza, że aż dudniło w uszach. Czuło się w tym miejscu niezwykły spokój. To było wręcz mistyczne doświadczenie.

Ambona w Królowym Moście.
Ambona stoi tuż przy brzozowym gaju.

I to w zasadzie wszystkie miejsca związane z serią U Pana Boga…, które chcieliśmy zaprezentować. „W zasadzie”, ponieważ w rzeczywistości było ich nieco więcej, np. dom szeptuchy, warsztat samochodowy, sklep spożywczy, w którym Witek robił zakupy, boisko, na którym trenował syn burmistrza czy bank, gdzie pracowała ponętna kasjerka, do której startował Stasiek. Staraliśmy się odnaleźć te miejsca i wydaje nam się, że w większości przypadków się to udało, ale jako że nie możemy być tego do końca pewni, wolimy nikogo nie dezorientować. Może jeszcze kiedyś upewnimy się co do tych znalezisk i wtedy będziemy mogli uzupełnić zaprezentowany szlak. Może ktoś z Was mógłby w tym pomóc?

Prawda jest jednak taka, że najprzyjemniej samemu odkrywać wszystkie te lokalizacje, bo w tym ma się największą frajdę. Gdyby ktoś jednak potrzebował podpowiedzi, stworzyliśmy listę punktów do odwiedzenia w czasie wyprawy śladami serii U Pana Boga

U PANA BOGA… W KRÓLOWYM MOŚCIE:
  • Droga, na której suszyli policjanci
  • Cerkiew popa Wasyla
U PANA BOGA… W BIAŁYMSTOKU:
  • Targowisko, na którym Marusia próbowała znaleźć świadków napadu i kradzieży
U PANA BOGA… W SOKÓŁCE:
  • Kościół, w którym proboszczem był ksiądz Antoni, a Witek prowadził próby chóru
  • Plebania
  • Zabudowania gospodarcze, gdzie hodowane były świnki i kurki
U PANA BOGA… W SUPRAŚLU:
  • Komisariat policji
  • Dom komendanta
  • Brukowana ulica, po której Luśka nosiła obiadki dla kandydatów na męża
  • Komin, z którego skoczył ogniomistrz, ojciec komendanta
  • Ławeczka stojąca na ścianie z napisem Rominta Gołdap
U PANA BOGA… W TYKOCINIE:
  • Gospoda Zapiecek, w której pracowała bufetowa Halinka, a potem jej mąż Jerzy Bocian
  • Most, na którym mafia „Gruzina” zaczepiała księdza
  • Plac, gdzie przystanek miał PKS
  • Ogródek nad Narwią, gdzie Stasiek siedział z Mariną na ławce
  • Miejsce westernowego pojedynku Bociana z „Gruzinem”
U PANA BOGA… W JANOWIE:
  • Dyskoteka Panderoza, gdzie Śliwiak sprzedawał pagiery
U PANA BOGA… W STAREJ KAMIONCE:
  • Kapliczka, przy której komendant odprawiał telefoniczną pokutę
U PANA BOGA… W WIERZCHLESIU:
  • Drewniane płoty
  • Przykładowa ambona, na której burmistrz pisał wiersze

Cóż jeszcze można dodać? Ano może to, że gdy się wyjedzie zza zakrętu i zobaczy słynną drogę oraz tablicę z nazwą „Królowy Most”, to z miejsca gęba się człowiekowi cieszy! Mimowolnie wypatruje się radiowozu i policjantów z suszarką. Odchodzą wszystkie smutki i zmartwienia. – A czego tu się martwić, jak nie ma powodów do zmartwień? Na polach obrodziło, żniwa pokończone. Żeby kto chorował, nic mi nie wiadomo. (…) W domu spokój, z zięcia pociechę i wyrękę mam. To czego tu chcieć? Co prawda ryby mogłyby trochę lepiej brać. (…) A słoninka zimą solona najlepsza. Ale trzeba do niej coś na wątrobę, inaczej zatłustowato. Wątroba długo nie wytrzyma bez wsparcia.

Jeśli więc ktoś chce posłuchać białostockiego dialektu, spróbować najlepszej kiszki i babki ziemniaczanej oraz kartaczy, nacieszyć się widokami pól, lasów i łąk, podelektować się ciszą i śpiewem ptaków, zobaczyć żubra i konika polskiego, przespacerować się szlakiem kilkusetletnich dębów królewskich, pozachwycać się architekturą najpiękniejszych cerkwi, sprawdzić swoją wytrzymałość, wspinając się na wieżę widokową na Kopnej Górze albo naładować akumulatory w Miejscu Mocy, to na Podlasie jak w dym! Jeżeli dołożyć do tego rajd śladami nostalgicznej serii U Pana Boga…, to mamy eskapadę idealną.

Dziękujemy za wspólną wycieczkę!

VarSavskie pozdrowienia
Bibliografia

Czajkowski, M., Zyskowski, J., Oldykowski, H., Supraśl, Białystok 2013.

Dajnowicz, M., Drobna szlachta ziemi łomżyńskiej na przełomie XIX i XX wieku, Łomża 2001.

Dobroński, A. C., Miasta województwa podlaskiego, Fundacja Sąsiedzi, Białystok 2014.

Kochański, A., 526 lat dziejów miasta Tykocina na tle historii Polski, Białystok 2010.

Kondratiuk, M., Urzędowe i gwarowe nazwy miejscowości Białostocczyzny, Białystok 2011.

Kozera, A. M., Z badań nad folklorem muzycznym Podlasia. Portrety muzyków ludowych, Białystok 2002.

Laszuk, A., Ludność województwa podlaskiego w drugiej połowie XVII wieku, Warszawa 1999.

Mironowicz, A., Podlasie ośrodki i organizacje prawosławne, Białystok 1991.

Pietruk, W., Stare jest piękne. Architektura Białostocczyzny w rysunkach Władysława Pietruka, Białystok 1992.

Filmowe sagi województwa podlaskiego

Historia Tykocina

Katalog produktów turystycznych Podlasia

Odkryj, jak to blisko – przewodnik

Szlak Rękodzieła Ludowego

Wywiad z Aleksandrem Skowrońskim, odtwórcą roli ogniomistrza Ignacego

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.