Warszawskie pączki tradycyjne vs Pączki od Bliklego

Trzeba przyznać się bez bicia – tegoroczny Tłusty Czwartek wyszedł nam pod zdechłym Azorem. Wzorem porównania pączków z zeszłego roku, kiedy to testowaliśmy Pączki z Górczewskiej i Pączki VarSavskie, mieliśmy w planach porównać pączki z dwóch kolejnych cukierni i zrobić własne pączki według przepisu jednej ze starych, ale nadal cenionych książek kucharskich. Zajmowaliśmy się tym w cyklu Warszawskie Środy. Jednej środy nam zabrakło, bo jakimś cudem pomerdaliśmy terminy – czas pędzi nieubłaganie, a ze względu na obowiązki nie jesteśmy w stanie ze wszystkim nadążyć. Skończyło się więc na testowaniu pączków z cukierni. Testowanie nie wypadło najlepiej – to możemy powiedzieć od razu. Jesteśmy zaskoczeni, ponieważ porównywaliśmy Warszawskie pączki tradycyjne vs Pączki od Bliklego. Oba miały być niebem w gębie, a czym się okazały? Oto jak wypadł nasz subiektywny test.

 

Warszawskie pączki tradycyjne vs Pączki od Bliklego

 

WARSZAWSKIE PĄCZKI TRADYCYJNE

Pracownia takowych pączków mieści się m.in. przy al. Jana Pawła II, tam właśnie udaliśmy się na pierwszą degustację. Pączków nie jedliśmy w lokalu, bo ani nie ma tam na to miejsca, ani nie mamy tego w zwyczaju. Zapakowane pączki spałaszowaliśmy w domu, przy herbatce z imbryka. Warszawskie Pączki Tradycyjne reklamują się jako pracownia pączków, w której można nabyć gorące pączki – zakupione przez nas pączki bynajmniej gorące nie były, niestety. Może nie trafiliśmy na moment wykładania ich na blachę, a może zdążyły już wystygnąć. Zapakowane w karton i papier z firmową naklejką pachniały jednak bardzo zachęcająco. Test zapachowy przeszły więc bez zarzutu.

Warszawskie pączki tradycyjne vs Pączki od Bliklego Warszawskie pączki tradycyjne vs Pączki od Bliklego

Zastanowić by się można jedynie, co to znaczy: warszawski pączek tradycyjny? To samo, co niegdysiejsze Warszawskie Lody Tradycyjne? Jak tradycja warszawska nakazuje, pączek powinien być wypełniony nadzieniem… kinder bueno albo rafaello? Być może chodzi o nową świecką tradycję, bo z dzieciństwa takowych nie pamięta ani Vars, ani ja.

Następnie był test wzrokowy – pączki z zewnątrz prezentują się naprawdę pięknie. Zarówno te ze skórką pomarańczową polaną lukrem, jak i posypane czymś, co wygląda jak jasne kakao. Zaglądamy do środka, bo już nie możemy się doczekać!

Warszawskie pączki tradycyjne vs Pączki od Bliklego Warszawskie pączki tradycyjne vs Pączki od Bliklego

Pierwszy pączek jest z tradycyjnym nadzieniem różanym. Nie przepadam za różą, ale z kolei pączki lubię właśnie w takim wydaniu, z lukrem. Kolor marmolady jest zaskakująco czerwony, ciasto już na pierwszy rzut oka jest dość zbite. Próbujemy! No i cóż – ten pączek okazał się kwintesencją wszystkiego tego, czego w pączkach nie lubię. Ciasto nie jest zbyt słodkie, ale za to faktycznie zbite i gumowate, co powodowało, że rosło w ustach, a to bardzo nieprzyjemne uczucie. Konfitura różana była najsłodsza, jaką w życiu jadłam! Może miała rekompensować fakt, że samo ciasto nie jest zbyt słodkie. Na duży plus trzeba zaliczyć lukier – nie kruszył się ani nie rozsiewał na milion kawałków, jak to czasem bywa podczas konsumowania pączków. Taki lukier trzeba umieć zrobić, a nie jest to proste, wiemy z doświadczenia. Nigdy jeszcze nie udało nam się uzyskać podobnego efektu. Skórka pomarańczowa jak to skórka – równie dobrze mogłoby jej nie być. Varsowi pączek smakował bardziej niż mnie, może dlatego, że nie jest zbyt wymagającym konsumentem. A ja wręcz odwrotnie – jak już jem coś, co ma tyle pustych kalorii, to oczekuję, że w pełni dogodzi to mojemu podniebieniu. Zwłaszcza jeżeli to coś ma w nazwie „tradycyjny”. Ten pączek był od tego daleki.

Warszawskie pączki tradycyjne vs Pączki od Bliklego Warszawskie pączki tradycyjne vs Pączki od Bliklego

Daliśmy więc szansę drugiemu pączkowi – z nadzieniem ferrero. Ciasto było takie samo, jak w poprzednim pączku, więc tu żadnych cudów się nie spodziewałam, miałam nadzieję, że niedostatki ciasta nadgoni samo nadzienie. A było ono, szczerze powiedziawszy, takie sobie. Przywodziło na myśl nutellę albo roztopioną czekoladę. Posypka, której do tej pory nijak nie umiemy zidentyfikować, smakowała jak… niesłodki proszek. Może było to gorzkie kakao, chociaż trudno powiedzieć, gorzkie kakao ma inny smak, ten proszek nie miał żadnego konkretnego smaku, a szkoda, mógł być przynajmniej nieco słodkawy, bo zostawiał na koniec dziwny posmak w ustach.

 

PĄCZKI OD BLIKLEGO

Z ręką na sercu – nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek jadła pączki od Bliklego. Długo musiałam Varsa przekonywać, żeby w ogóle zgodził się spróbować, ale wytłumaczyłam, że to ku chwale Warszawy, więc w końcu przystał na degustację. Ciekawe, żeby chłopa trzeba było namawiać do jedzenia pączków?! I od tego momentu zaczęły się kłopoty… Okazało się, że dwie cukiernie pod słynnym szyldem po prostu wyparowały! W Internecie lokale te nadal zapraszają, a na miejscu okazuje się, że cukiernia nie istnieje. Na dodatek pod koniec zeszłego roku warszawiacy ze zdumieniem obserwować mogli, jak po blisko 150 latach Blikle zmienia lokal przy Nowym Świecie. Czyżby nie było nam dane spróbować pączka od Bliklego? Jednak udało się znaleźć cukiernię i Vars przywiózł wczoraj pączki, co prawda nie był to Tłusty Czwartek, ale Warszawska Środa też ujdzie. Tak przynajmniej nam się wydawało. Nic bardziej mylnego.

Warszawskie pączki tradycyjne vs Pączki od Bliklego Warszawskie pączki tradycyjne vs Pączki od Bliklego Warszawskie pączki tradycyjne vs Pączki od Bliklego

Nie wiadomo, czy zawinił fakt, że pączki nie były wyrabiane w Tłusty Czwartek, czy może z dawnej renomy warszawskich pączków ostał się już jeno szyld, ale te pączki… były okropne! Wyglądały pięknie, ale smakowo daleko im było do zachwalanego przez lata ideału. Byłam tak rozczarowana, że miałam ochotę rzucić te niedojedzone pączki ptakom na pożarcie! Ale po kolei.

Pączki zapakowane były w eleganckie pudełko z logo A. Blikle, datą 1869 oraz hasłem: Smak natury. Opakowanie wizualnie nieco trąci myszką, ale zapewne tak ma być – wszak niedługo cukiernia obchodzić będzie wielki jubileusz i chcą w ten sposób podkreślić wieloletnią tradycję (ale trudno powiedzieć). Szkoda tylko, że pudełko nie jest dopasowane do ilości kupowanych pączków, przewidziane jest na sześć sztuk, więc cztery pączki smętnie przesuwają się i obijają o siebie oraz o boki pudełka. Pomińmy jednak tę kwestię – może smak zrekompensuje niedostatki opakowania. Jak i poprzednim razem Vars znów wybrał do degustacji dwa rodzaje pączków: tradycyjne z różą oraz dość niekonwencjonalne – z karmelem, wie bowiem o moim upodobaniu do słonego karmelu.

Pączek z różą na oko prezentował się nienagannie, po przecięciu okazało się, że nadzienia jest zaskakująco mało, nawet po sprawdzeniu, czy nie ukryło się w którejś z połówek. Marmolada różana, w odróżnieniu od Warszawskich Pączków Tradycyjnych z Jana Pawła, była wręcz niesłodka, konsystencję też miała zupełnie inną, bardziej rzadką. Na zdjęciu kolor wyszedł żywy, ale w rzeczywistości nadzienie było dość blade. Ciasto? Ogromne zaskoczenie… Ciasto było zbite, gumowate i twarde, nie miało nic wspólnego z puszystym, lekkim, cudownym pączkiem. Pączki były po prostu… nieświeże. Chyba każde podniebienie potrafi odróżnić, czy pączek jest świeży, czy już swoje odleżał – te smakowo można było zaliczyć już do tej drugiej kategorii.

Zobaczymy, jak smakuje pączek z karmelem. Ciasto tak samo zbite, nadzienia dosyć mało (w jednej połówce było pusto, trzeba było więc przedzielić pączki na ćwiartki, ale jako że karmel jest naprawdę słodki, tłumaczy to jego ilość. Orzeszki na lukrze, jak dla mnie, zupełnie zbędne. Ale zapewne mają też cieszyć oko.

Warszawskie pączki tradycyjne vs Pączki od Bliklego Warszawskie pączki tradycyjne vs Pączki od Bliklego

Na opakowaniu napisane jest, że do wyrobów w cukierni Bliklego nie dodaje się konserwantów, emulgatorów, słodzików ani wzmacniaczy smaku. Nie wiem, co półtora wieku temu dodawał do pączków Antoni Blikle, ale nie wierzę, że były to te same pączki, jakie jedliśmy wczoraj… Nie wierzę i nie chcę wierzyć! Żałuję, że nie skusiłam się na pączka od Bliklego ze 20 lat temu, może zapamiętałabym inny smak. Z ciekawości zajrzałam do Internetu i  ze smutkiem przekonałam się, że opinie o cukierni nie są obecnie zbyt pochlebne, a wręcz mało powiedziane, bo skoro do opisania wyrobów cukierniczych używa się terminów typu „spsiały” czy „wymizerowany”, to naprawdę nie jest dobrze. Z okazji jubileuszu wypadałoby trzymać poziom, a w tym wypadku – spróbować wskoczyć na ten, o którym mówiła niegdyś cała Warszawa.

Być może pączki, które można kupić w Tłusty Czwartek, są świeższe i bardziej dopracowane, jednak specjalnie chcieliśmy sprawdzić, jak zaprezentują się pączki kupione wcześniej, czy będą tak samo smaczne, jak wychwalane na stronach internetowych producentów? Czy warte będą ceny 3,50 zł za sztukę? Okazało się, że niestety nie. W obu przypadkach pączki były zbite i gumowate, a nadzienie pozostawało wiele do życzenia. Lukier był faktycznie dobry i jeżeli mielibyśmy powiedzieć, że oblizywaliśmy palce po zjedzeniu pączków, to jedynie po lukrze. Co ciekawe, na profilu Warszawskich Pączków Tradycyjnych nie dzieje się nic ciekawego z okazji dzisiejszego święta obżarstwa, a u Bliklego chwalą się pozytywnymi recenzjami. Widać podniebienia są bardzo różne i każdemu smakuje co innego. No i super.

 

WARSZAWSKIE PĄCZKI TRADYCYJNE vs PĄCZKI OD BLIKLEGO?

Które pączki wygrały w naszej skromnej degustacji? Vars stawia na paczki od Bliklego, Sava wybiera pączki z pracowni Warszawskich pączków tradycyjnych. Czy damy tym pączkom jeszcze jedną szansę? Trudno powiedzieć. Pączki jadamy w zasadzie od wielkiego dzwonu, a skoro już wiem, że ciasto pączkowe nie jest takie, jak lubię, nie będę miała ochoty grzeszyć akurat w tych cukierniach. Może jubileusz nas skusi, czas pokaże.

Jak smakują pączki w Tłusty Czwartek 2018? Nie mamy pojęcia, bo nie zjedliśmy dziś ani jednego i nie mamy najmniejszego zamiaru wystawać w kolejkach i przepłacać ani za wyżej wspomniane, ani za pączki z Górczewskiej, które – póki co – w naszym rankingu warszawskich pączków stoją najwyżej. Nad ich smakiem rozpłyniemy się jednak innego dnia, zupełnie bez okazji, spontanicznie i w kolejce mniejszej niż dzisiejsza. Amerykańscy naukowcy zbadali, że aby spalic jednego pączka, trzeba spędzić przed telewizorem sześć godzin. Czeka nas więc teraz dwudziestoczterogodzinny maraton!

Mimo wszystko życzymy smacznego, mamy nadzieję, że trafiliście na świeże pączki z nadzieniem takim, jak lubicie!

 

 

 

 

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedInShare on TumblrPin on PinterestEmail this to someonePrint this page

Zostaw Komentarz