Powązki – Groby osób zasłużonych dla Warszawy

wpis w: GTWb, SEZON 4, Warszawiacy | 3

Marek Ostrowski – twórca Akademii Wiedzy o Mieście oraz Varsavianistyki na UW, autor misji Ballon Sci-Art Gallery, która miała swój finał 17 października, a obecnie można tworzyć własne galerie alternatywne na stronie projektu oraz na fanpage’u – twierdzi, że Warszawa to przede wszystkim stan umysłu. Nie trzeba się urodzić w Warszawie, żeby czuć się warszawiakiem. Jako że zbliża się okres zaduszny, a jesień to idealny, przepełniony zadumą i melancholią moment, żeby odwiedzić cmentarze, postanowiliśmy wybrać się na Powązki, żeby w ramach CXX Akcji GTWb – „Dycha!” odnaleźć groby dziesięciu osób związanych z Warszawą. Nie każda tych osób urodziła się czy zmarła w Warszawie, jednak wszyscy ze stolicą w jakiś sposób byli związani i wywarli duży wpływ na kulturę, historię oraz architekturę tego miasta.

 

Powązki

 

MAPY CMENTARZY

Jako że cmentarze – Stare Powązki i Powązki Wojskowe – są bardzo duże, warto skorzystać z map i wyszukiwarek, aby zlokalizować dany grób. Takich wyszukiwarek jest coraz więcej, przy cmentarzach znajdują się także automaty, z których można skorzystać. Przykładowe wyszukiwarki:

 

STARE POWĄZKI

POWĄZKI WOJSKOWE

iPOWAZKI.PL

Istnieje także aplikacja iPowązki, która świetnie się zapowiadała i liczyliśmy, że będzie nadal się rozwijać, zważywszy zwłaszcza na patronów medialnych, ale z jakiegoś powodu ostatnia aktualizacja miała miejsce w 2013 r.

Powązki

Powązki

Powązki

Powązki

 

Aplikacja podzielona jest na kilkanaście kategorii, w ramach której można wyszukiwać groby. Wśród kategorii znajdziemy także Varsaviana, a w niej groby… dziesięciu osób. Po kliknięciu w nazwisko danej osoby przejdziemy do zakładki ze zdjęciem nagrobka, numerem kwatery, a także krótkim biogramem zmarłego, zazwyczaj wręcz lakonicznym. Jest też opcja kompasu i nawigacji, jednak w przypadku wszystkich wyszukiwanych przez nas grobów działanie obydwu narzędzi pozostawiało wiele do życzenia – kompas wskazywał odległość o 10-15 metrów różną od rzeczywistej. Przydatne są natomiast zdjęcia nagrobków, gdyż po wyglądzie można je łatwiej zlokalizować. Jeżeli nie znajdziemy zdjęcia grobu w aplikacji, warto zajrzeć do Internetu.

 

JESIENNY SPACER PO POWĄZKACH

Ustaliliśmy czyje groby chcielibyśmy odwiedzić, stworzyliśmy mapę, żeby łatwiej nam było odnaleźć kwatery. Postanowiliśmy odwiedzić pięć grobów na Starych Powązkach i pięć na Wojskowych. Po drodze kupiliśmy kwiaty, dość niestandardowe, zapewne ktoś mógłby rzec, jednak jedne z moich ulubionych – słoneczniki. Chcieliśmy uporządkować każdy z odwiedzanych grobów, dlatego zabraliśmy ze sobą zmiotkę, a także udekorować symbolicznie nagrobek w podziękowaniu za wszystko, co każda z tych osób dała i Warszawie, i nam. Żadne z nas nie przepada za zniczami, dlatego też groby zawsze dekorujemy kwiatami. Niektóre z grobów trzeba było trochę uporządkować, a inne były bardzo zadbane.

Jesienny spacer po Powązkach był naprawdę przyjemny. Mimo że byliśmy dobrze przygotowani, wyposażeni w mapy i nawigację, odwiedzenie dziesięciu grobów zajęło nam jednak kilka godzin, a ostatni grób odnaleźliśmy dopiero po zmroku (chociaż nie było tego w planach). Wolimy odwiedzać cmentarze przed 1 listopada, kiedy jest mniej osób, można spokojnie pospacerować, powspominać. To taka nasza jesienna tradycja – robimy rundę po cmentarzach, odwiedzając groby nie tylko bliskich, ale także groby osób, które chcielibyśmy wspomnieć lub pożegnać. O tej porze roku drzewa przystrojone są w złoto-rdzawe barwy, co dodatkowo uatrakcyjnia spacer.

Poniżej przedstawiamy sylwetki dziesięciu osób związanych z Warszawą, doskonale opisane przez Olgierda Budrewicza w Słowniku warszawskim.

 

STARE POWĄZKI

STEFAN WIECHECKI

ps. Wiech
ur. 10 sierpnia 1896 w Warszawie, zm. 26 lipca 1979 w Warszawie
prozaik, satyryk, publicysta, dziennikarz
kwatera: 169-II-8

 

Powązki

Miłością do Wiecha zapałałam zaledwie kilka lat temu, zaśmiewając się podczas lektury Cafe Pod Minogą oraz Maniuś Kitajec i jego ferajna, jednak od razu poczułam, że jest to miłość po wsze czasy: zgłębiam gwarę warszawką, rozkoszuję się felietonami pana Piecyka czytanymi przez znakomitego Zbigniewa Buczkowskiego i poznaję biografię Wiecha, w szczególności dzięki Januszowi Dziano, który prowadzi stronę Jestem z Woli. Razem z Hędrixem wybraliśmy się ongiś do Księgarni Cafe-Klubu Między Wierszami. W ramach projektu Praga Gada zorganizowane zostało tam słuchowisko na podstawie felietonów Wiecha oraz prezentacja biografii Homera warszawskiej ulicy.

[Wiech] – pod tym pseudonimem pisywał Stefan Wiechecki, elegancki, świet­nie wychowany pan, który przez lata specjalizował się jako felieto­nista w obyczajach i gwarze warszawskiego lumpenproletariatu. Istnieje pogląd, że nie tyle naśladował język egzotycznych dzielnic i środowisk stolicy, ile go sam z talentem kreował, był człowiekiem dowcipnym, bystrym obserwatorem życia – zarówno przed drugą wojną, jak i po niej. Na spotkaniach autorskich, w radiu i telewizji sam czytał chętnie swoje felietony o panu Piecyku i Gieni […][1]

 

JERZY WALDORFF

ur. 4 maja 1910 w Warszawie, zm. 29 grudnia 1999 w Warszawie
pisarz, publicysta, krytyk muzyczny, działacz społeczny, varsavianista
kwatera: AK-49

 

Powązki

 

Jerzy Waldorff zawsze był dla mnie kwintesencją varsavianisty. Fascynowała mnie jego erudycja, staranny dobór słownictwa, fryzura i nos. Nie jestem wielką fanką rzeźby nagrobnej, a zdjęć nagrobnych jestem wręcz antyfanką, jednak grobu Jerzego Waldorffa nie umiem sobie wyobrazić bez jego popiersia, dlatego też ów wspaniały nos uwieczniłam na zdjęciu.

Pisarz, dziennikarz, muzykolog. Varsavianista z urodzenia i temperamentu. Zaczepny felietonista. Pamiętał Warszawę sprzed obu wojen światowych i nieraz o nich pisał; w książce Dolina szarej rzeki czytaliśmy ze zdumieniem, jak to mały Jurek w czasie pierwszej wojny oglądał z balkonu pilota niemieckiego samolotu, wychylającego się przez okienko i wyrzucającego ręką bombę. Autor wielu książek, m. in. Sekrety Polihymnii, Ciach go smykiem, Moje cienie, Fidrek (autobiograficzna). Jerzy Waldorff był przewodniczącym wielce zasłużonego Komitetu Opieki nad Starymi Powązkami i sam w końcu – po godnych ubolewania oporach władz kościelnych – na Powązkach spoczął. Kreował się na barwną postać Warszawy, co mu się w dużym stopniu udawało. Szydził z przywar obyczajowych, ubolewał nad upadkiem kultury dnia powszedniego, tęsknił do minionej elegancji. Chętnie powtarzał, że osoby z najlepszego towarzystwa spoczywają na starym cmentarzu: „Kiedy idę alejką, spotykam moich wspaniałych przyjaciół i ludzi z elity – uchylam wtedy kapelusza przed jednym i drugim grobem: »Witam pana profesora, szacunek dla pana radcy«”. Jerzy Waldorff miał charakterystyczny, niepowtarzalny sposób mówienia, starannie dobierał słowa, chętnie sięgał po staropolszczyznę, bliski był mu język francuski. Dykcję miał niemal aktorską. Swoim „śpiewającym”, niekiedy świadomie kabotyńskim głosem przyciągał słuchaczy radiowych i widzów telewizji. Laureat Nagrody m. st. Warszawy. Obywatel Honorowy m. st. Warszawy.[2]

 

ANTONI KAZIMIERZ BLIKLE

ur. 4 marca 1844 w Chełmie Lubelskim, zm. 29 kwietnia 1912 w Warszawie
warszawski przedsiębiorca, założyciel słynnej cukierni i kawiarni
kwatera: 8-IV-26/27

 

Powązki

Wielu warszawiaków nie wyobraża sobie tłustego czwartku bez pączków od Bliklego, po prostu swoje trzeba odstać i swoje zapłacić. Mnie to nazwisko również mocno kojarzy się z Warszawą, mimo że na pączki zbyt dużo nigdy nie wydałam. Nie szkodzi, Blikle zawsze był i być musi, to swego rodzaju constans. Zanim zobaczyłam popiersie na nagrobku, zawsze wyobrażałam sobie pana Antoniego z szykownym wąsem.

Prof. dr Andrzej Blikle wspomina: Firma założona została przez mojego pradziadka Antoniego Kazimierza Bliklego 11 września 1869 roku, od dnia powstania zajmuje lokal przy Nowym Świecie 35, (dawniej  31)  w  dawnym  pałacyku  Karola Buergera,  kasjera  głównego  Dyrekcji Poczty Królestwa Polskiego. Początkowo lokal firmy był niewielki, z jednoizbową piekarnią w piwnicy. Później został rozszerzony  na  cały  parter  po  stronie południowej, a po zwolnieniu wozowni  i stajni w południowej oficynie przeniesiono tam pomieszczenia produkcyjne. W lokalu od ulicy miejsce zajęła cukiernia, w tym sklep dla niepalących, czytelnia dla  palących,  sala  bilardowa,  miejsce do gry w szachy oraz biuro właściciela. W jednej z salek ustawiono fortepian, aby liczni klienci  o  artystycznych zawodach  i  upodobaniach mogli na nim zagrać. Grywał na nim m.in. Ignacy Paderewski. Piwnice zostały przeznaczone na magazyn.[3]

Warszawska firma cukiernicza, historyczna już placówka na Nowym Święcie. Istnieje od roku 1869. Przewinęło się pięć pokoleń producentów cenionych słodkości, przede wszystkim sławnych pączków, firma przeżywała lata wielkiego powodzenia i – całkowitej klęski. Były czasy, gdy kawiarnia stanowiła punkt zborny warszawskiego świata artystycznego. Przez kilka lat funkcjonował przy niej ogródek „Latona”. Trudny okres na rządy przypadł w udziale trzeciemu z rodu, Jerzemu, który unowocześnił produkcję i sprzedaż wyrobów, a w początkach drugiej wojny światowej stracił wiele, w czasie Powstania zaś prawie wszystko. Czwarty Blikle, Andrzej, zmagał się, jak pogodzić pasję uczonego informatyka (jest profesorem) z pragnieniem utrzymania firmy o wielkiej tradycji (ma tytuł mistrza cukierniczego). Andrzej wprowadził do zakładu komputery oraz nowoczesny system zarządzania, otworzył w Warszawie osiem nowych placówek, a poza nimi – kilka ajencji w systemie franczyzy. Wspólnie z Andrzejem nad utrzymaniem rodzinnej tradycji pracuje jego żona Małgorzata (autorka projektów wnętrz kawiarni i cukierni oraz. dyrektor do spraw gastronomii) i syn Łukasz (szef działu marketingu). Firma Blikle należy dziś do najstarszych i unikatowych placówek, którym udało się przeżyć w tym tragicznym mieście, jej logo jest powszechnie znane w Polsce i za granicą. Kolejni właściciele traktowali swoje rzemiosło poważnie, ale też nie zapominali nigdy o potrzebie pomocy innym; pomoc słabszym była wpisana w filozofię działania wszystkich Bliklów. W albumie Sto lat na Nowym Świecie (w którego powstaniu miałem swój udział) profesor Stanisław Lorentz pisał: „Bardzo bym chciał, aby napis „A. Blikle” w tym samym miejscu na Nowym Świecie odczytywali moi pra-pra-wnukowie. Może – tak jak ja patrząc w przeszłość – będą się czuli czymś więcej niż pyłkami w niezmierzonych przestrzeniach”. A Antoni Słonimski stwierdził w tekście usuniętym z albumu przez cenzurę: „Chwała mu (…). że pogodnym okiem witamy z dzieciństwa znajome witryny (…), że wciąż są w Warszawie pączki od Bliklego”.[4]

 

JAN ZACHWATOWICZ

ur. 4 marca 1900 w Gatczynie, zm. 18 sierpnia 1983 w Warszawie
architekt, profesor Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej, znawca historii architektury polskiej, generalny konserwator zabytków w latach 1945-1957, wraz z Janem Bogusławskim inicjator oraz autor odbudowy Zamku Królewskiego w Warszawie, autor znaku obiektu zabytkowego
kwatera: 166-VI-25

 

Powązki

Gdybym miała wskazać jedną osobę z kręgów warszawskich, której chciałabym złożyć pokłon, byłby to właśnie Jan „Odnowiciel” Zachwatowicz. Między innymi dzięki niemu Warszawa nie jest w pełni socrealistyczna. Jedyną decyzją Zachwatowicza, z którą nijak nie potrafię się zgodzić, jest zmieniona fasada Bazyliki archikatedralnej św. Jana Chrzciciela przy Świętojańskiej. Tak, wiem, że gotyk nadwiślański, tak, wiem, że miejsce tradycji narodowej, ale cóż poradzę, że wolałabym dawną fasadę? Bywa. Ale wszystko inne na tak!

Niektóre warszawskie obiekty są – dzięki działaniom Zachwatowicza i kilku innych mistrzów konserwacji – jak duchy wywołane zza grobu. Dziś trudno czasem ustalić, czy jakaś kamienica łub pałac cudem przetrwały wojnę i barbarzyńskie zniszczenia czy – jak pałac Krasińskich – zostały po mistrzowsku odtworzone. Jan Zachwatowicz dokonał w latach czterdziestych i pięćdziesiątych ubiegłego wieku rzeczy wiekopomnych. Konserwator i historyk sztuki, wielki odnowiciel Warszawy. Profesor Politechniki Warszawskiej. Członek Polskiej Akademii Nauk. Autor licznych publikacji naukowych. Członek organizacji międzynarodowych i instytucji zagranicznych, w tym Akademii Architektury w Paryżu oraz Międzynarodowej Rady Ochrony Zabytków i Miejsc Zabytkowych ICOMOS. Dzięki jego działalności konserwatorskiej ocalało wiele zniszczonych obiektów Warszawy. zwłaszcza na Starym Mieście. Profesor przyczynił się do powstania cenionej na całym święcie szkoły polskich konserwatorów – do dziś można ich spotkać przy pracy w krajach prawdę wszystkich kontynentów.[5]

 

STEFAN STARZYŃSKI

ur. 19 sierpnia 1893 w Warszawie, zm. pomiędzy 21 a 23 grudnia 1939 w Warszawie lub jej okolicach, inne źródła: ok. 17 października 1943
polityk, ekonomista, publicysta, żołnierz WP (major rezerwy), prezydent Warszawy (1934–1939), przewodniczący Komitetu Obywatelskiego w czasie obrony Warszawy w 1939 r.
kwatera: AZ 050

 

Powązki

Może to jakiś dziwny wpis w podświadomość: od sześćdziesięciu czterech lat „słyszę” zachrypnięty glos prezydenta Starzyńskiego, który wzywa mieszkańców Warszawy do obrony miasta… Bo Starzyński był autorem słynnych przemówień radiowych we wrześniu 1939. Komisarz cywilny przy Dowództwie Obrony, faktycznie przewodził walczącej stolicy. Niemcy po wkroczeniu do Warszawy udawali, że go tolerują na piastowanym stanowisku, już jednak po miesiącu został aresztowany przez gestapo, […] i stracony. Wzniesiono mu symboliczny grób na cmentarzu Powązkowskim. Stefan Starzyński uznawany jest za najwybitniejszego mieszkańca Warszawy XX stulecia. Niezależnie od karty heroicznej w latach drugiej wojny, miał w czasach pokoju wielkie zasługi jako utalentowany administrator milionowego wówczas miasta. Był organizatorem głośnej akcji „Warszawa w kwiatach i zieleni”, inicjatorem wystaw, m. in. „Warszawa wczoraj, dziś i jutro”. […][6]

 

POWĄZKI WOJSKOWE

HANNA OŻOGOWSKA

ur. 20 lipca 1904 w Warszawie, zm. 26 kwietnia 1995 w Warszawie
prozaiczka, poetka i tłumaczka literatury rosyjskiej, niemieckiej i włoskiej
kwatera: B35/7/11

 

Powązki

Hanna Ożogowska to jedna z moich ukochanych pisarek. Do jej powieści wracam równie chętnie niezależnie od wieku. Niedawno razem z Varsem i Hędrixem wybraliśmy się na wycieczkę po Warszawie śladami bohaterów jednej z powieści Ożogowskiej pt. Ucho od śledzia. Mimo że przecież nie znam z autopsji Warszawy lat 60. czy 70., dzięki książkom Hanny Ożogowskiej jestem w stanie poczuć klimat tamtych lat i to środowisk, do których prawdopodobnie bym należała, czyli nie „kociaków” i „bikiniarzy”, a młodzieży przedstawionych w powieściach.

Mieliśmy problem z odnalezieniem grobu Hanny Ożogowskiej, udało nam się go odnaleźć, odszukując zdjęcie w Internecie i wpisując w wyszukiwarkę imię męża pisarki.

Ukończyła Instytut Pedagogiki Specjalnej i Wydział Pedagogiczny Wolnej Wszechnicy Polskiej. Debiutowała w 1932 r. na łamach tygodnika „Płomyk” jako autorka literatury dziecięcej. Do 1951 r. pracowała w szkolnictwie średnim w Łodzi. Po wojnie była dyrektorką Liceum Pedagogicznego dla Wychowawczyń Przedszkoli w Łodzi. Od 1952 do 1969 była redaktorem naczelnym „Płomyka”. Za swą bogatą twórczość uhonorowana licznymi nagrodami, m.in. Złotym Krzyżem Zasługi, Medalem Komisji Edukacji Narodowej czy Orderem Uśmiechu.[7]

 

STANISŁAW GRZESIUK

ur. 6 maja 1918 w Małkowie, zm. 21 stycznia 1963 w Warszawie
pisarz, pieśniarz, zwany bardem Czerniakowa
kwatera: C2/8/9

 

Powązki

Dobrze pamiętam wizytę w mieszkaniu Grzesiuka, w jednym z bloków przy ulicy Franciszkańskiej. Jej celem była rozmowa. którą chciałem wykorzystać w moim warszawskim Bedekerze, a słowo stało się ciałem w drugim tomie książki, poświęconym niemal w całości ludziom Warszawy. Grzesiuk mówił chętnie – wspominał dzieciństwo na Czerniakowie, swoją pracę elektrotechnika, a także lata spędzone w obozach w Oświęcimiu i Gusen. Opowieści przerywał śpiewem i grą na banjo (kupił instrument za kilka paczek papierosów w Gusen). Piosenki apaszowskie, plebejskie. sentymentalno-podmiejskie, autentyczne „szemrane” ballady. Wydawało mi się wtedy, że bard przesadza z akcentowaniem i doborem słów, byłem chyba w tamtym czasie zauroczony polskim językiem literackim. Dziś wspominam koncert na Franciszkańskiej, głos i intonację pieśniarza jak echo świata umarłego – Warszawa mówi teraz językiem spikerów telewizyjnych. Słuchałem więc Balu na Gnojnej, Piekutoszczaka (z refrenem: „Jak pić, to pić do dna, a harmonia bez przerwy niech gra”). Grzesiuk kaszlał co chwila, miał zaawansowaną gruźlicę, lala spędził w sanatoriach. Nędza, obozy, wilgotne piwnice mieszkalne, okresy alkoholizmu (minęły całkowicie) – wszystko to nic składało się na historię optymistyczną. Chciano go kiedyś przenieść służbowo do Sochaczewa, sprzeciwił się: „Czołgiem mnie z Warszawy nie wyciągniecie”. Napisał kilka książek, z których największy rozgłos uzyskała „Boso, ale w ostrogach”; tytuł ten stał się w Polsce prawdziwym porzekadłem.[8]

 

JAN BYTNAR

ps. „Rudy”, „Czarny”, „Janek”, „Krokodyl”, „Jan Rudy”
ur. 6 maja 1921 w Kolbuszowej, zm. 30 marca 1943 w Warszawie
podharcmistrz, członek Szarych Szeregów, dowódca hufca „Południe” Grup Szturmowych, jeden z bohaterów książki Aleksandra Kamińskiego Kamienie na szaniec
kwatera: A20/6/25

 

MACIEJ ALEKSY DAWIDOWSKI

ps. „Alek”, „Glizda”, „Kopernicki”, „Koziorożec”
ur. 3 listopada 1920 w Drohobyczu, zm. 30 marca 1943 w Warszawie
instruktor harcerski, podharcmistrz, członek Szarych Szeregów, jeden z bohaterów książki Aleksandra Kamińskiego Kamienie na szaniec
kwatera: A20/6/25

 

TADEUSZ ZAWADZKI

przybrane nazwisko: Tadeusz Zieliński, ps. „Kajman”, „Kotwicki”, „Lech Pomarańczowy”, „Tadeusz”, „Zośka”
ur. 24 stycznia 1921 w Warszawie, zm. 20 sierpnia 1943 w Sieczychach
instruktor harcerski, harcmistrz, podporucznik AK, komendant Grup Szturmowych na terenie Warszawy, jeden z bohaterów książki Aleksandra Kamińskiego Kamienie na szaniec
kwatera: A20/6/23

 

Powązki

W świadomości prawdopodobnie większości z nas ci trzej młodzi, dzieli chłopcy są ze sobą tak powiązani, że doprawdy trudno byłoby mówić tylko o jednym z nich, bez wspomnienia dwóch pozostałych. Alek i Rudy zostali pochowani nawet w tym samym grobie, a Zośka niedaleko nich. Usłyszałam o nich pierwszy raz jeszcze przed przeczytaniem obowiązkowej lektury Kamienie na szaniec, zupełnie przez przypadek. Trzech chłopaków z mojej podstawówki zdemolowało przystanek autobusowy niedaleko szkoły, zostali przyłapani na gorącym uczynku i ukarani. Dyrektor zorganizował apel, podczas którego opowiedział o Rudym, Alku i Zośce – trzech chłopcach, którzy również byli… wandalami. „Demolowali” Warszawę, rysowali znaki na ścianach i pomnikach, kradli nocą tablice z pomników, czyli podobnie, jak nasi koledzy. Wszyscy byli oburzeni. I wtedy dyrektor dodał, że tamci trzej chłopcy za to, co wówczas robili, zostali… nagrodzeni. Zdobyli odznaczenia i pochwały. Jak to? Jak to możliwe? Tamci trzej chłopcy byli bowiem bohaterami – działali w konspiracji podczas wojny, walczyli z wrogiem i pokazywali niezłomność Polaków. Rysowali po ścianach i pomnikach, owszem, ale były to znaki Polski Walczącej. Ukradli tablicę z pomnika, tak, ale była to tablica niemiecka przykrywająca polski napis na Pomniku Kopernika. A nasi koledzy zniszczyli przystanek tylko po to, żeby zniszczyć. Stali na Sali gimnastycznej ze spuszczonymi głowami przez cały czas trwania apelu. Musieli nie tylko pomóc w uprzątnięciu szkód, ale też zobowiązani byli odpracować koszt wyremontowania przystanku – grabili liście i porządkowali trawniki. I wszyscy trzej zapisali się na piłkę nożną, tam mieli szansę chociaż w jakimś stopniu rozładować energię.

Oglądaliśmy film Akcja pod Arsenałem podczas lekcji polskiego. Na zawsze zapamiętałam Rudego, którego grał młody Cezary Morawski, z symbolem Polski Walczącej odbitym na czole. ArmiaKrajowa.org zajęła stanowisko w sprawie nowej wersji filmu Kamienie na szaniec z 2014 r. W oświadczeniu napisane jest: To co przedstawiono w filmie, jest rażąco sprzeczne z prawdą historyczną i ideowym przesłaniem powieści Aleksandra Kamińskiego, podważa etos Szarych Szeregów i relatywizuje wyznawane przez nich wartości.[9]

 

KRZYSZTOF BACZYŃSKI

ps. „Jan Bugaj”, „Emil”, „Jan Krzyski”, „Krzysztof”, „Piotr Smugosz”, „Krzysztof Zieliński”, „Krzyś”
ur. 22 stycznia 1921 w Warszawie, zm. 4 sierpnia 1944 w Warszawie
poeta czasu wojny, podchorąży, żołnierz Armii Krajowej, podharcmistrz Szarych Szeregów, przedstawiciel pokolenia Kolumbów, w czasie okupacji związany z pismem „Płomienie” oraz miesięcznikiem „Droga”. Zginął w Powstaniu Warszawskim.
kwatera: A22/2/25

 

Powązki

Najwybitniejszy poeta pokolenia Kolumbów. Nawiązywał w wierszach do tradycji romantycznej. Wielki talent, niektórzy twierdzą – geniusz. Związany z Warszawą na śmierć i życie. Czynny w konspiracji, skończył konspiracyjną szkoły podchorążych AK, zasilił szeregi harcerskiego batalionu „Zośka”. W czasie Powstania walczył w batalionie „Parasol” na terenie pałacu Blanka na placu Teatralnym i tam poległ. Jest autorem wiersza o Warszawie [Oddycha miasto…]:

Oddycha miasto ciemne długimi wiekami,

spowiada miasto ciemne dawnych grobów żałość,

rozrąbane żelazem, utulone snami,

nic nasycone płaczem, nie spełnione chwałą.

Nie wierz, jeżeli ci się ulice pogłębią

i staną się jak otchłań, w której śmierć się przyśni […]

Przechodzący dziś obok pałacu Blanka zatrzymują się przed wmurowaną w jego ścianę tablicą ku pamięci wielkiego poety. Można tylko zapytać: ilu arcydzieł Baczyński nigdy nie napisał, ile mógł napisać?[10]

 

DANUTA SZAFLARSKA

ur. 6 lutego 1915 w Kosarzyskach, zm. 19 lutego 2017 w Warszawie
aktorka filmowa i teatralna
kwatera: G/TUJE/30

 

Powązki

Znana z ponad 100 ról filmowych i ponad 80 ról teatralnych. Występowała w Teatrze Telewizji, słuchowiskach Teatru Polskiego Radia, serialach telewizyjnych. W 1939 r. ukończyła Państwowy Instytut Sztuki Teatralnej w Warszawie i po wybuchu II wojny światowej debiutowała na scenie w Teatrze na Pohulance w Wilnie. W 1941 r. wróciła do stolicy, gdzie grała w teatrach podziemnych, a także brała udział w Powstaniu Warszawskim jako łączniczka. Po wojnie występowała przez rok w Teatrze Starym, a następnie w łódzkim Teatrze Kameralnym Domu Żołnierza. W latach 40. uważana za czołową amantkę polskiego kina, w późniejszych dekadach była znana przede wszystkim z ról komediowych w sztukach teatralnych, wystawianych przez teatry warszawskie (Teatr Współczesny, Teatr Narodowy, Teatr Dramatyczny, Teatr Rozmaitości). W filmie odkryta została ponownie w latach 90. XX wieku. Zarówno krytycy, jak i widzowie, cenili jej osobowość i temperament. Była wielokrotnie odznaczana i nagradzana. Karierę aktorską zakończyła w listopadzie 2016 w wieku 101 lat. Była najdłużej pracującą i żyjącą polską aktorką. Zagrała m.in. w filmach: Zakazane piosenki (1946), Skarb (1948), Pożegnanie z Marią (1991), Diabły, diabły (1991), Pora umierać (2007).[11]

Grób pani Danuty Szaflarskiej odnaleźliśmy dopiero po zmroku. Mimo że jest przy głównej alejce, sporo czasu zajęło nam jego odszukanie, jednak bardzo nam zależało, żeby odwiedzić panią Danutę, ponieważ darzyliśmy ją ogromną sympatią.

 

Dziękujemy za wszystko, co zrobiliście dla Warszawy. 
Odpoczywajcie w spokoju.

 

 

[1] Budrewicz, O., Słownik warszawski, WAiF, Warszawa 2004, s. 296.

[2] Ibidem, s. 283.

[3] Firma i rodzina Blikle

[4] Budrewicz, O., op. cit., s. 39.

[5] Ibidem, s. 305.

[6] Ibidem, s. 251.

[7] Hanna Ożogowska biogram

[8] Budrewicz, O., op. cit., s. 96.

[9] Stanowisko AK w sprawie filmu Kamienie na szaniec w reż. Roberta Glińskiego

[10] Budrewicz, O., op. cit., s. 23.

[11] Danuta Szaflarska biogram

 

 

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedInShare on TumblrPin on PinterestEmail this to someonePrint this page

3 Responses

  1. lavinka

    Wiecha felietony to całe lato czytaliśmy z Tomkiem, jak znalazłam jeden tomik w śmietniku, a potem wyszło, że w zasadzie to ja go kojarzę „sporadycznie”. No to nadrobiliśmy braki. :)

    • Vars_i_Sava

      Książka uratowana i świetna lektura poznana, super! Że też ludziom, ręce nie uschną od wyrzucania książek do kosza! Przecież zawsze można oddać je na bookcrossing. Ale niektórym nie przetłumaczy.

Zostaw Komentarz